A co Wy na to. Mój pies w ogóle nie daje znać, że chce wyjść. Na przykład jest tak - Medor śpi, przychodzi pora wyjścia, on nie chce się ruszyć i albo ciągnie się go i popycha przez cały przedpokój aż na schody, i wtedy sie dopiero budzi i załatwia na zewnątrz, albo druga wersja - szybko z niej zrezygnowałam - czekłałam aż sie obudzi, wychodzilismy bez ceregieli, ale on nie mógł już wytrzymać i zaczynał sikać na klatce schodowej. :shake: Jak nie śpi, bawi się na przykład, to też przegapiona właściwa pora skutkuje sikaniem na schodach. Jedynie rano, jak wszyscy spią ,podchodzi do mojego łóżka (nie może wchodzić do pościeli) i raz, najwyżej dwa cichutko zaskomli. I rano jest Ok, ktoś wstaje, wychodzi z nim, a pies załatwia sie dopiero na dworze i to w miejscu przez nas na samym poczatku wybranym, nie zaraz przy wejściu. :lol: Przyznacie, że to jest najfajniejsza wersja. Ale co robić, żeby tak było zawsze?