Jump to content
Dogomania

SarSar

Members
  • Posts

    37
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by SarSar

  1. Musiałąm przez to przejść sama, bez Was... Modem szlak trafił. Bardzo mi żle. Dziękuję za smsy, za wsparcie. Jeszce trudno mi mówić spokojnie. Odezwę się na pewno, bo przecież jest sporo spraw... ale jeszcze nie dziś, proszę... KOCHAŁAM GO, BYŁ DLA MNIE KIMŚ ABSOLUTNIE WYJĄTKOWYM!!! Nie cierpiał, był sobą i sam postanowił kiedy odejść...
  2. Weta mogę zawolać dopiero jutro. Moja wieś rządzi się swoimi prawami... niedziela.Na razie radzę sobie sama. Leki chińskie wspierają księciunia bardzo. To widac, bo po takim strasznym krwawieniu, przespal się trochę i dziarsko wziął się za jedzenie. Jadł samodzielnie i chętnie, wziął leki i postanowił wyjść na szwendactwo. Zagoniony na siłę do domu z ciekawością zaglądał do pomieszczenia garażowego w którym nigdy nie byl i które nigdy go nie interesowało. Zrobił sobie obchód, posprawdzal nosem co gdzie jest... Potem niezadowolony z aresztu domowego ułożył się do dźemki. Gdyby nie wszechobecny specyficzny zapach świeżej krwi, trudno byloby uwierzyć w to co dziś od rana mialo miejsce.... Ostatnie leki o północy. Jutro zawolam weta. Napiszę co i jak.
  3. To całą ośmioletnia historia. Zaczęło się od wyciągnięcia Dobrego z lasu. Wszyscy wyjechali. Zostaliśmy tylko my z Alexem (to mój syn). Wtedy okazało się ze nad jeziorem peta się niczyj collie. Chodziłam, szukałąm ludzi, bo go widziałam w wakacje, ale już dawno wyjechali. Pies miał tzw."przychary" na nosie od gaszenia na nim papierosów, nie pracujące już nerki, a kiedy przyjechaliśmy do domu, po kilku dniach okazało się że ma padaczkę. Został z nami jako drugi pies. Wtedy miałam jeszcze sukę owczarka niemieckiego OMC (o Mało Co). Dużo konsultacji medycznych, wielu lekarzy. Kiedyś, jakoś w styczniu byłam w lecznicy z moją lekarką na kolejnej konsultacji, kiedy usłyszaląm że w klatce jest collie ze schronu i umiera... Poszłam do niego. Powiedziałąm że on nie może wrócić do klatki i jeżeli nikt go nie weźmie, niech go przywiozą do mnie. Powiedziałam to we wtorek a w piątek wieczorem był - mój najcudowniejszy przyjaciel, też collie,tricolor. Nazywał się Frędzel od posklejanych kudłów. Byl ze mną jeszcze cztery lata. Pól roku później byłam proszona o pomoc suce, ktorą ktoś wyrzucil z samochodu związaną drutem kolczastym. Przygarnął ją człowiek mieszkający obok rowu do którego ja wyrzucono ale kiedy czaczęła chorować nie mial pieniędzy by ją leczyc. Ona miała na imię SAr Sar. Zabrałąm ją do siebie i tak miałam trzy psy. Sar Sar żyła u mnie kolejne cztery lata. Umarła w lipcu ubiegłego roku. Na jej miejsce wszedł Duch, a Nestora adopcję przeprowadzałąm, kiedy wycofali się ludzie do których miał iść. Był bardzo stary i nie chodził...Został u mnie, zaczął chpodzić i nawet biegać. Jest w dobrej kondycji. Wszystkie są ze mną na zawsze. One wycierpiały wystarczajaco dużo. Należy im się godna i dobra starość... do śmierci. To tyle o moich psach. Mam jeszcze kotkę, która przyszła do Alexa na ulicy i powiedziała, że z nim pójdzie. Przyszła i mieszka z nami jauż kilka lat. Madame Kota`.I to już wszystko. Zdjęcia można sobie zobaczyć na FC w zdjęciach. Jest wątek Dobry Duch Nestor Metamorfozy.
  4. Tak wygląda to coś na szczęce od wewnątrz:
  5. Kochana, trochę się pomieszało, ale to nic, skąd masz wiedzieć. Otóż mam trzy uratowane kolaki: Dobrego - jest rudy i znaleziony został w lesie po wakacjach. Ducha - z przeszłością znaną wam i Nestora - staruszka z Korabiewic. To Dobry jest padaczkowy, Nestor ma kłopoty kostne, ale w sumie jest w najlepszej kondycji a Ducha znasz. Co do krwotoku, to już sparawa się wyjaśnia. To było krwawienie przez pysk, ne nosem jak dotąd. Jutro zawołam weta a dziś rozwarłam to pyszczydlo i znalazłam coś czego jeszcze dwa dni temu nie było. Narość na szczęce i z tego jest krwawienie. Zrobiłam zdjęcie, jak porzerzucę to pokaże. Żeby nie było że nie mówię prawdy. Pieniadze ogromne a ja może coś kombinuję... już takie coś slyszałam... przykro... Na razie trzymam Ducha w lodzie (dobrze że śnieg na dworze) i zobaczymy jak się wszystko potoczy...
  6. Noc mamy za sobą spokojną, ale ranek za to mocno mnie spiął. Duch miał krwotok do pyska. Czysta jasna krew. Teraz już jest opanowana sytuacja.Leki dostał, przeciw krwotoczne też. Poszedł trochę poszczekać... Osłabiony, ale zainteresowany otoczeniem, niechętny powrotowi do domu... Taki to już Duch jest... Mam wielką nadzieję na przełom, bo już nie wiem jak będzie... Myślcie o nim ciepło, a kto może lub zechce - prośba, miejcie go w modlitwie...
  7. Powiem tylko że tak żle już dawno nie było. Całą noc polegała na płaczu, jęku, chęci ucieczki na zimne mokre... gorączka, ból, obrzęk i wreszcie wyciek rudy., smrodliwy, obfity... Dałąm środki przeciw bólowe. Rano już było lepiej, ale kosztowało go to bardzo dużo i łapeczki drżące ledwie go nosiły. Leki nie dojechały. Skoro druga paczka dotarła wczoraj do Selengi to miałąm nadzieję na transport dziś. Nic z tego. Dzięki ofiarności Selengi leki mamy - sama je przywiozła! DZIEKUJĘ!!!!! Pierwsza dawka poszła. Mój księciunio bedzie teraz karmiony cztery razy dziennie, bo leki są przed, w trakcie i po jedzeniu. Leży teraz przy moichn nogach i ma się całkiem znośnie. Mam tylko nadzieję, ze noc nie będzie podobna... Coś mu się z tego nochala sączy, bo kicha bardzo energicznie i charkoli. Czas wszystko pokaże...zobaczymy. Jestem dobrej myśli. To tyle wieczornego raportu. Jutro postaram się więcej. Dziś jakaś troszke zmęczona jestem...Bywajcie.
  8. Jest lepiej niż rano ale jest źle. Cały spuchniety, cuchnący, zaropiały. Czekamy na leki do 21. Ta część która szla do Warszawy - dotarla dziś. Te do nas pewnie też dojdą. Odezwę się jutro, internet mi coś wariuje.
  9. Dziś jest żle. Duch spuchnięty w niebycie... Walczymy... leki co godzinę... Niech by te leki już były... Wiem, że są już w Europie. Koszty ogromne, ale i tak to tylko jedna trzecia lub nawet mniej. Po oficjalnych cenach byloby to ponad trzy tysiące dolarów, a jest 950! Selenga - jesteś wspaniała!!!!! Żeby tylko już przyszły......
  10. Dzięki za wszystkie dobre słowa. Teraz jednak mam prośbę trochę z innej bajki - nie jestem zbyt obeznana z tym forum i nie wiem jak to zrobić, może ktoś z Was pomoże? Sprawa jest taka: jak kiedyś wędrowałam z Duchem do lekarza, zaczepiła mnie starsza pani. Gadu, gadu i pani mówi że kilka miesięcy już szuka skradzionej suczki merle i bez rezultatu... Ja jej na to, że jak nie znajdzie zguby a będzie chciałą miejsce w sercu i domu oddać komuś innemu - niech zadzwoni bo tyle jest biedy psiej, także collakowej... Pani wzięła telefon, minęły chyba ze trzy miesiące i pani dziś dzwoni. Na Forum collie jest suczka w Bytomiu w schronie. Pani może ją wziąć nawet dzić, ale spod Warszawy do Bytomia kawał drogi. Pani prosi o pomoc w zorganizowaniu transportu. Może ktoś z Was może pomóc w tym względzie? Pogoda podła, box w schronie paskudny a tu czeka domek z ogrodem...
  11. Mamy nowy dzień. Nocka taka sobie. Duch przespal ja wprawdzie przyzwoicie, ale obrzęk powrócił, trochę świństwa wycieklo... Jest w niezlej formie i ma żal do mnie że pogoda za drzwiami raczej nie spacerowa. Ja w formie dalekiej od doskonałości, ale cóż zrobić... jakoś trzeba z tym powalczyć. Duchowi zaraz zrobię mycie nosa i spróbuję siebie wziąć do galopu - nie mam czasu na chorowanie.
  12. Wiem, że to jeszcze wcześnie, ale napisaląm dziś do pani Irenki z propozycją - mam trzy staruszki powyciagane ze schronów, walczę uparcie o życie Ducha... Doświadczam wsparcia ludzi, doświadczam dobroci i chcę oddać trochę tego co mam najlepszego i oferuję Lordowi dom u mnie, oczywiście jeśli zostanę zaakceptowana. Duch też nie widzi, a i ze słuchem nie jest najlepiej. Umiem się dopasować do takich problemów. Pani Irenka chyba mnie pamięta, a jak nie to wystarczy poczytać moje wypowiedzi na forum, by wiedzieć kim jestem. Tyle mogę zrobić. Mogę mu dac siebie. Co Wy na to? Trzeba by było jednak zaczekać jeszcze trochę, jakieś trzy, może cztery tygodnie, aż Duch stanie na łąpy, żebym miala więcej "wolnych mocy przerobowych" ...
  13. Mwlduję posłusznie, że Duch w lepszej formie. Dalej sączy się, dalej cuchnie, dalej zmniejsza się nierówność. Jest bardzo osłabiony ale w dobrej komunikacji. Ja - lepiej. Staram się, by jutro przywitało mnie zdrową, lub zdrową OMC (O Mało Co). Zobaczymy czy nocka nie sprawi kłopotów, ale na razie jest stabilnie, śmierdząco i spokojnie. Do rana, idę się dalej kurować.
  14. Niestety wczorajszy dzień dowiódł, że mamy listopad i wszelkie przypadłości związane z tym zimnym i mokrym czasem mogą być także moim udziałem... Po prostu padłam z wściekłym bólem głowy, gorączką i innymi stosownymi do całości objawami... Duszydło w stanie nieprzyzwoicie wręcz dobrym(!) sączenie postępuje, wiec myjemy mordę srebrem, smrodek falami daje znać o kolejnej porcji... Kontakt dobry, na szczekanie też jest chęć w razie jak ja nie wykonuję poleceń księciunia, a więc jest dobrze. Trochę duszności, trochę wycieku, apetyt w normie... żebym jeszcze ze sobą sobie poradziła to już bedzie dobrze. Dziś muszę zamowić kolejny HMB i czekamy na leki. Jest chwila odpoczynku... Odezwę się pewnie wieczorkiem i zdam relację z dnia.
  15. Forum Owczarka Szkockiego Collie :: Zobacz temat - Dobry Duch Nestor- metamorfozy masz tu link. Tam też więcej relacji
  16. Wlaśnie wrzuciłam na Forum collie zdjęcia z dzisiejszego przedpoludnia. Zobaczcie jak to wyglądało! Teraz już w domu podsypia i dalej cieknie... obolały, zmęczony... trochę mu duszno. Trudno, musimy wytrzymać, choć to chwilami bardzo trudne. Pozdrawiam i proszę, nie opuszczajcie nas.
  17. Adres wysłałam na pw. U nas przełom! Jest dobrze! Zaczęlo się sączenie produktu rozpadu tkanki nowotworowej. Gorączka spadla, samopoczucie Ducha o niebo lepsze! Jego szanse są wielkie!!!! Dostanie leki i sądzę że może ten miesiąc zakończy zmagania! JESTEŚCIE WSPANIALI!!!!!! Dziękujemy!!!!!!!!!!!
  18. Dzień był dla nas obojga łaskawy. Duch odsypiał leżąc na boku. Zmęczony był. Postanowilam wyruszyć do banku, żeby zwalczyć zablokowany dostęp do konta. Nie bylo mnie kilka godzin. Wrócilam i spał. Szybko leki, ale skończyło się dobre. Znowu jest duszność, gorączka. Wieczór nie wygląda optymistycznie, ale powalczymy... Przed chwilą zajrzałam na forum collie i tam jest informacja wspaniała - Fundacja DrLucy zebrala dla Ducha 822złote! Jest lista osób, ktore poczyniły wplaty. Nie bardzo potrafię to przenieść... może Kolia? Wszystkim ogromnie dziękujemy i prosimy o dalszy wysiłek. Mam nadzieję, że leki dotrą lada moment do Warszawy i będzie "z górki". Duch to twardy zawodnik, ja też i jeśli tylko dostaniemy narzędzia - zwalczymy to paskudztwo! Jeszcze raz - WIELKIE DZIĘKI!!!!!!! NIE DAMY SIĘ CHOROBIE! BĄDŹCIE DALEJ Z NAMI!
  19. Noc była dobra, jak na to co się dzieje oczywiście. Udalo się przespać. Rano Duch w dobrej kondycji. Kontaktowy, chętny do jedzenia i wychodzenia. Wybrzuszenie na pysku bez obrzęku, tylko oczy załzawione. Nastrój to dran ma dobry, bo pozwolil sobie na szczekanie i próbę napaści na Dobrego (to mój drugi collie "z lasu")! Razem z Nestorem łazi i rewiruje jak gdyby wczoraj nic się nie działo! Wytrzyma! Tak to sobie założył.
  20. Sytuacja na razie opanowana. Stabilnie. Zjadł, połaził, popił. Okrutnie opuchnięty, widać obolały. Oby wreszcie pękło i wylało... Oboje jesteśmy zmęczeni i zdeterminowani na walkę o życie. Przed nami noc. Oby byla dobra...
  21. Udalo się zdjąć obrzęk. Oczy znów blyszczą. Poszedł siknąć. Odpoczynek...
  22. Piszę krótko, ale dlatego że trudno od Ducha odejść - leży w lodzie, gorączka, wielki obrzęk, bolesność, łzy w oczach, szybki oddech, ślinienie. Trudny etap. Znam to. Zwykle poprzedza zrobienie przetoki. Oby na wierzch. Dobrze że on ma niezłe serce... W Chinach lek jest szykowany do wysyłki. Dzięki Wielkim Ludziom i tu i w Chinach jest szansa dla Ducha. Wspierajcie dobrą myślą i zaglądajcie na forum coolie. Tam szybciej się wchodzi z mojej maszyny więc łatwiej mi pisać w krótkich chwilkach. Brak mi słow żeby wyrazić wdzięczność i wierzę że taki wysiłek tak wielu ludzi nie może się zmarnować. On walczy, ja walczę, będziemy trwali!!!
  23. Duch dziś w złej formie. Przez większość czasu nieobecny. Gwałtownie gorzej się poczuł. Nos zaczyna się zapychać... Od rana daję co godzinę leki, okładów nie mogę bo pysk ma rozwarty... Zupełnie nie widzi, zatacza się, gorączka... oby to tylko rozpad tkanki a nie postęp choroby... Nie mam głowy do niczego, zajmuję się tylko nim. Trzymajcie za niego kciuki...
  24. Dzięki wsparciu i zaangażowaniu Selenga lek Tian Xian nr5 już jest wysylany z Chin!!!! WIELKIE DZIĘKI!!!!!!!!!!! Teraz pozostaje jedynie uzbierać potrzebne fundusze, czyli 475$. To cena na cały miesiąc kuracji. Jeśli uda sie zdobyć po niższej cenie Eliksir TX to będą jeszcze dodatkowe koszty.... Gdyby ktoś miał może w domowych zasobach jeszcze Paw Paw to moje oszołomienie radością nie miałoby granic... To jest wszystko co można mu dac. Resztę mam.
×
×
  • Create New...