-
Posts
77 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by migotqa
-
Ah! I zapomniałam dodać, że kiedyś w porannym programie jeden z alergologów wypowiadał sie na temat związku dziecko alergik + zwierzę w domu i przyznał, że pozbycie się kosmatego milusińskiego (do którego dziecko z pewnościa mocno sie przywiązało) może wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Dziecko może tak mocno przeżyć rozłąkę z przyjacielem, że stan psychiczny pogłębi alregię. Moim zdaniem bardzo mądry ten lekarz.:p Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za wszystkich zapsionych i zakoconych alergików!
-
To opowiem coś właśnie o alergii :) Wychowałam się w wypucowanym mieszkaniu bez zwierząt. Alergia pojawiła się u mnie m.w. w wieku 12, 13 lat. Testy wyazały uczulenie na niemal wszystko: sierści (z sierścią krowy i królika, których na żywo, jako dziecko nigdy nie widziałam, na czele), pyłki drzew, traw i chwastów, do tego trochę roztoczy. Przeszłam 2 lata odczulania (szczepionki) bez rezultatu. Było nawet gorzej. 4 lata temu do naszego domu zawitał Pan Filemon, klasyczny Europejski. Kocur przybył do domu, gdzie mieszka jeszcze 3 alergików i wbrew radom lekarzy, którzy na wieść o zwirzu mówili : "oj, to kotka trzeba się pozbyć"( :angryy: ). Dwa lata temu doszły moje nocne ataki astmy, dodam, na tle NERWOWYM (!!!) - stresujacy rok miałam, a kilka miesięcy temu Karo (zdjęcie w awatarze). W wyniku duszności odczulam się na nowo (na drzewa i trawy) z bardzo dobrym wynikiem. Z ręką na sercu mówię: nie pamiętam kiedy ostatnio zażywałam tabletki przeciwhistaminowe, a inhalatorów (które nie działają antyalergicznie tylko rozkurczowo i przeciw zapalnie) mam przepisaną najmniejszą dawkę raz dziennie. Faktem jest, że uodpornilismy się tylko na własnego kota (cudze uczulają), ale pies jest zupełnie obojętny. Co więcej, pływam, wspinam się w górach, jeżdżę na nartach cały sezon i czuję się świetnie. Alergia (mogę powiedzieć tylko o tej nabytej) nie wyklucza życia w towarzystwie zwierząt!!! ps. rada praktyczna do majacych dywany: świetnie sprawdza sie mokra gąbka, która przeciera się dywan (w jednym kierunku). Mokra sierść zlepia się zamiast fruwać i całe kudły osadzają sie na gąbce. Sposob bardzo dokładny i skuteczny. No i odkurzacz Wodnik polecam.
-
To opowiem coś właśnie o alergii :) Wychowałam się w wypucowanym mieszkaniu bez zwierząt. Alergia pojawiła się u mnie m.w. w wieku 12, 13 lat. Testy wyazały uczulenie na niemal wszystko: sierści (z sierścią krowy i królika, których na żywo, jako dziecko nigdy nie widziałam, na czele), pyłki drzew, traw i chwastów, do tego trochę roztoczy. Przeszłam 2 lata odczulania (szczepionki) bez rezultatu. Było nawet gorzej. 4 lata temu do naszego domu zawitał Pan Filemon, klasyczny Europejski. Kocur przybył do domu, gdzie mieszka jeszcze 3 alergików i wbrew radom lekarzy, którzy na wieść o zwirzu mówili : "oj, to kotka trzeba się pozbyć"( :angryy: ). Dwa lata temu doszły moje nocne ataki astmy, dodam, na tle NERWOWYM (!!!) - stresujacy rok miałam, a kilka miesięcy temu Karo (zdjęcie w awatarze). W wyniku duszności odczulam się na nowo (na drzewa i trawy) z bardzo dobrym wynikiem. Z ręką na sercu mówię: nie pamiętam kiedy ostatnio zażywałam tabletki przeciwhistaminowe, a inhalatorów (które nie działają antyalergicznie tylko rozkurczowo i przeciw zapalnie) mam przepisaną najmniejszą dawkę raz dziennie. Faktem jest, że uodpornilismy się tylko na własnego kota (cudze uczulają), ale pies jest zupełnie obojętny. Co więcej, pływam, wspinam się w górach, jeżdżę na nartach cały sezon i czuję się świetnie. Alergia (mogę powiedzieć tylko o tej nabytej) nie wyklucza życia w toważystwie zwierząt!!!
-
To ja też opowiem, co u mnie nowego :-) Sytuacja się wyklarowała = kot rządzi :lol: . Momentami go nawet terroryzuje! Np. wtedy, gdy pies boi się przejść z jednego pomieszczenia do drugiego bo w przejściu leży kot. Filuś absolutnie nic sobie nie robi z warczenia i szczekania, a jak się wkurzy tym hałasem to psa zbije (najczęsciej ekstremalnie szybkimi pacnięciami w psi łepek). Dochodzi do tego, że gdy pies chce, a niemoże, przejść do nas przez zatarasowany próg to "woła" nas na pomoc :glaszcze: biduś. A to wszystko nie przeszkadza im mieć wspólnego wodopoju i wspólnego, również z nami :) łóżka. Co więcej udało im się zrozumieć w kwestii zabaw, czyli wzajemnych polowań.
-
czytam Wasze opowieści ikrew się we mnie gotuje :angryy: . Mam wykształcenie pedagogiczne i kilka odbytych praktyk i na prawdę kocham ten mój przyszły zawód, ale przeraża mnie bezsilność wobec takich przypadków jak te, które wcześniej opisywaliście.:placz: Jak mówić dzieciom w szkole, że o zwierzęta trzeba dbać skoro w domu mówi się co innego? A sami nauczyciele, którzy wyrośli w takich domach ( ajest ich coraz więcej o zgrozo :placz: ) jakie trzy grosze oni sami do tego "wychowania" dorzucą??? Mam koleżankę "po fachu", która mówi, że "nienawidzi zwierząt". Sama nie umie podać przyczyny, ale jej ojciec swego czasu zrobił sobie strzelbę na gwoździe, żeby skuteczniej koty z podwórka przepędzać, więc skąd ona tej chorej nieanwiści się nauczyła???!!!!:angryy: :angryy: :angryy: !!!. Do tematu. Mój brat kiedyś nie wytrzymał i takim rzuconym kamieniem oddał pytając "czy bolało, bo jak nie, to może mocniej". :cool1: Dorażnie, ale pomogło. Raz mój tata chwycił takiego młodego za fraki i powiedział, że właśnie woła policję (i zaczął autentycznie zatrzymywać przechodnów, żeby wezali policję). To ma sens o tyle, że konsekwencje odczują też rodzice - dziecko ma tego świdomość i już sam strach przed reakcją rodziców (a to na ogół pierwszy "kontakt" z policją) przywoła delikwenta do pionu. Bezwzglęnie nie wdawać się w dyskusje bo "zastrzelą" kretyńskimi odzywkami. W gruncie rzeczy z dziećmi trochę jak z psami - wzajemny szacunek i zaufanie, ale musi być jasne kto ustala reguły.
-
Świetnie! To ja mykam na allegro :multi: . Dzięki za poddanie pomysłu, bo ja widziałam je w sklepach zoo natura i tam oscylowały w okolicach 20 pln!
-
Ja miałam kiedyś adresówkę, ale zostało nam tylko pół - najprawdopodobniej rozkręciła się podczas zabawy. Poszuikuje więc czegoś trwalszego. Rybc!a - mówisz o takiej blaszce na której mozna wybić dane pieska? Bo chyba odkryłam o co Ci chodzi, tylko niestety to u nas jest droższe niż 10 :shake: .
-
[quote name='SuperGosia']Ta rase JUZ popsuli hodoffcy. Poznalam juz Shih-alergika (!!!), nie wspominajac juz o non stop sptykanych wadach zgryzu :mad: Za pare latek albo minie moda na ta rase, albo "popsuje sie" ona jeszcze bardziej.[/quote] Dokładnie! Ja nie bedę sie kłócić o daty i historię, nie o to mi chodzi. Jeżeli zależy Ci na tym, żeby przyszłe szczeniaki były slicnymi, a nade wszystko ZROWYMI pieskami, to zagwarantuj im najlepszy materiał genetyczny. Przebadaj suczkę, jeśli jest nierodowodowa, a przede wszystkim uważnie wybież tatusia. Pieski nierasowe też są kochanymi i mądrymi towarzyszami, wiem bo sama mam adoptowanego kundelka, ale to nie zmnienia faktu, ze niestety własciciele "najchętniej" i "najłatwiej" pozbywają sie piesków chorowitych. Przeczytaj tragiczna historię Ozzy'ego - rasowego goldena, którego życie dwukrotnie przekreślili źli ludzie, tylko dla tego, że był poważnie chory. Nia ma gwarancji, że piesek rasowy na pewno trafi w dobre rece, tak samo jak nie zagwarantujesz, że nierasowca będą właściciele kochać "i w zdrowiu i w chorobie". Tak jak pisałam, jestem włascicielką kundelka, ale wierzę, że wystawy i kontrolowany rozród pozwalają wyselekcjonować osobniki o najsilniejszym materiale genetycznym.
-
:crazyeye: A gdzie takie indentyfikatory można zamówić?
-
[quote name='Paulinka18'] Shih-tzu jest modną rasą i coraz więcej ich na allegro i na giełdach oczywiście wiekszość to pieski bez rodowodu. Te pieski już powoli zaczynaja być spotykane również w schroniskach :-( .[/quote] Te pieski to nie jest łatwa rasa. Są nieduże i wygladają jak pluszowe maskotki, ale są uparte i lubia przewodzić nad opiekunem. Rozmnażałabym je bardzo ostrożnie, bo ta sztucznie przez człowieka wychodowana rasa (krzyżówka z Lhasa Apso) może byc obciążona wieloma skazami genetycznymi. Wiem to od mojej rodziny, która kupiła pieska (rzecz dzieje się w Kanadzie) tej rasy z hodowli ( a raczej pseudohodowli ). Niestety okazało się, że jest dość chorowity - alergik pokarmowy i skórny. Rodzina wydaje majatek na weterynarzy, których odwiedzają średnio co dwa tygodnie. Paru lekarzy orzekło, że jest to efekt właśnie źle dobranego reproduktora albo nieudanego inbreed i potwierdzili, że coraz wiecej jest przypadków nieudanych miotów z niekontrolowanych kryć. Pozdrawiam.
-
Witaj! najważniejsze, że się poprawia,chociaż korzystałabym nadal ze wszystkich poprzednich rad (każda warta jest spróbowania) no i nie odpuszczałabym ze szkoleniem. Jeżeli możesz to postaraj się jednak zorganizowac chociaż jedno spotkanie z trenerem, bo w gruncie rzeczy nadal nie znamy prawdziwej przyczyny agrsji (to może być dominacja, lęk, nuda i wiele innych), a on przynajmniej wskaże Ci kierunek dalszej pracy z psem. Pozdrawiam!
-
Witaj. Moim zdaniem, jeżeli nawet pies gryzł "tylko" dla tego, że chciał, żebyś go puściła, to fakt, że teraz będzisz go spuszczać i będzie miał możliwość sie wybiegać, utrwali w nim poczucie, że gryzienie się opłaca: [I]gryzę więc mnie puszcza.[/I] Wydaje mi się, że to nawet gorsze :shake: , bo to znaczy, że on chce Tobą rządzić i w zęby to jego superskuteczny "argument" żebyś go słuchała. Nie wiem jak wygląda Twoja i jego organizacja dnia, ale pieski lubią rutynę, celebracje i sztywny porządek. Jeżeli masz możliwość to ustal pory (ale sztywne, zawsze o konkretnej porze): spaceru ze szkoleniem, spaceru z zabawą i spaceru z puszczaniem luzem, powtórek szkolenia, pieszcot i nic nierobienia, no i karmienia oczywiście. Spełniaj jego potrzeby, ale wtedy, kiedy Ty tego chcesz. Może pisze banały, wybacz, ale po prostu za mało wiem o Tobie i Twoim piesku. Być może piszę głupoty, chętnie posłucham opinii innych. Pozdrawiam gorąco
-
Ja też jednak radze spróbować z tym miejscowym szkoleniowcem. Nie zaszkodzi, a jeżeli coś nie będzie Ci odpowiadać zawsze możesz sie wycofać (szkolenia indywidualne są badrdziej elastyczne niż grupowe). Nawet jeżeli piesek jest u Ciebie tymczasowo to opanowanie jego agresji oraz podstawy posłuszeństwa dają gwarancję, że piesek szybciej znajdzie nowy dom. A może jest jakiś szkoleniowiec na dgm, z którym mogłabys się umówić na sesję? Musisz być ostrożna, bo może stać sie tak, jak pisały moje przedmówczynie: pies będzie posłuszny ale tylko wobec wody, a nie wobec Ciebie samej. Pozdrawiam i życze powodzenia ;) . ___________________________ [B][I][FONT=Century Gothic][COLOR=black]Pamięci Ozzy'ego :-( [/COLOR][/FONT][/I][/B]
-
Witaj! Nie jestem psim specjalistą (za raz ktoś mnie zruga, że bez sensu post:eviltong: ), ale wydaje mi się, że pieska powinien zobaczyć szkoleniowiec. Ja spryskiwacz stosowałam na Karo, ale to absolutnie nieagresywny pies (nawet lękliwy), który używał zębów, gdy chciał wymusić na mnie pieszczoty, lub zabawę. Metoda poskutkowała, ale moim (niefachowym)zdaniem jest różnica między lekkim chwytaniem zębami rąk, okazując przy tym uległość i nie mającym nic wspólnego z atakiem ani chęcią fizycznej dominacji, a dotkliwym gryzieniem. Może Twój pies był w przeszłości źle traktowany przez ludzi i tak teraz okazuje swój lęk (najlepsza obrona to atak)? Spróbuj ze spryskiwaczem (życzę pozytywnych rezultatów :kciuki: ), ale może warto poszukać wsparcia u specjalisty?
-
Graty za BiS !!! Mój uszaty podróżuje w transporterze (dla własnego bezpieczeństwa), którego z racji koloru trudno nie zauważyć ;) , więc nie wiem jak to będzie z tym przemytem :lol: . Najprawdopodobniej, przy pierwszym przejeździe przez granicę dopytam się sympatycznego pana pogranicznika o szczegóły. A tak poza tematem, ale a propos transportera - ostatnio pozwolono nam wejść do restauracji Ikea z piesiulem, pod warunkiem, że będzie siedział w swojej "budce" koło naszego stolika - to się nazywa firma.
-
Wiem, że poniżej jest podobny temat, ale nie znalazłam tam wszystkich potrzebnych informacji, wybaczcie więc to pytanie. Chciałabym, aby ktoś życzliwy i doświadczony uświadomił mnie jakie dokumenty potrzebuje pies by wjechać na teren Słowacji, bo rozumiem, że psi paszport i tatuaż/czip obowiązkowo. Jakie badania i szczepienia musza być zrobione, w jakim najpóźnieszym terminie przed planowanym przekroczeniem granicy no i ile to m.w. wszystko kosztuje? Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam!
-
:) Gratuluje Pycholków i oby takich służb było więcej. (Swoją drogą większość policjantów, przynajmniej w moich okolicach, to sympatyczne i kulturalne chłopaki, w przciwieństwie do prywtnych ochroniarzy od monitoringu). Mam znajomą, która ma fantastyczną astkę. Śmieje się (znajoma oczywiście;) ), że ma prawdziwego kanapowca, bo taki pieszczoch. Mój kudłaty uwielbia się z nią bawić i nie jest jej jedynym psim kompanem. Jak widać po Waszych przykladach można mieć fajnego psa mimo, że z czarnej listy. Faktem jest, że kobieta wybierała amstaffa wg. cech charakteru i pod tym kontem, by był jak najmilszy ( że sie nieprofesjonalnie wyrażę), a do tego pies jest wybiegany i wybawiony (czyli ogólnie zadowolony z życia), no i po szkoleniu. Podoba mi się też, że jet w pełni świadoma jaki potencjał ma w sobie jej pies i jak barzdo trzeba uważać na to, czego się jej uczy (czyli czego w niej nie rozwijać). Pozdrawiam!
-
Na moim osiedlu, popłudniami przesiadują chłopaki z amstaffami. Psy są na smyczach, ale bez kagańców. Nagminne jest, że goście maja kupe zabawy gdy szczują swoje psy na te które pojawia się w pobliżu (nie spuszczają ich, tak, że amstaff szczeka, szarpie i tym samym bardziej na to szczucie nakręca). Nieborak, któremu się akurat dostanie najada sie mnóstwo strachu i stresu (bo przyznacie, że spięcie sie dwóch psów jest dla nich stresujące - widzę to po swoim). Już kilka razy zdarzyło się, że nakręcony i nieutrzymany amstaff rzucił się i pogryzł dotkliwie innego psa. Takim sposobem, mamy na osiedlu 5-osobowa sforę amstaffów, które psują opinie pozostałym, bardzo fajnym i mądrym pieskom. Na osiedlu sa patrole i ochrona (tez z psami!!!) i NIC, pomimo skarg i napomnień. :shake: Naprawdę, byłoby dużo lepiej, gdyby zaczęto interweniować w PRAWDZIWYCH wypadkach i skupiono sie na nich, a nie na przyczepianiu się tam gdzie nie trzeba.
-
Miałam okazję pomieszkać za Wielką Wodą w pięknym i nadzwyczaj szanującym przyrode kraju : Kanada. 1. szkolenie psów jest DARMOWE, pzry organizacjach propagujących mądre "psie rodzicielstwo" (przynajmniej w niektórych stanach), lub pół-darmowe, 2. kiedy policjant (a tam patrole są bbb częste) widzi, że z psem jest problem, nakazuje (w ramach mandatu/upomnienia) zabrac psa na szkolenie, 3. jest obowiązek smyczy, ale w parkach psy są spuszczane i nikt nie robi z tego halo, o ile są posłuszne i gonią dzikich zwirząt (jet też osobny zapis dotyczacy psów ras myśliwskich), 4. WSZYSCY sprzątają po psach, 5. kiedy pies sie błąka, a jego właściciel się znajdzie i zadeklaruje chęć dalszej opieki na zwirzęciem patrz pkt.2. 6. o polityce prokreacyjnej też możemy pomarzyć a to wszystko w przyjaznej i niezwykle kulturalnej atmosferze, w poczuciu poszanowania prawa i respektu (wzajemnego !) wobec służb porządkowych.
-
Z mojego doświadczenia mogę Ci doradzić, żeby nie starać się na siłę psa i kota oswajać ze sobą (zwłaszcza gdy kot był w domu pierwszy i jest starszy od psa). Na pewno nie trzymać jednocześnie na rękach, nie głaskać jednocześnie obydwojga, przynosić i podstawiać kota psu po nos i na odwrót przynajmniej na początku. Dobrym pomysłem jest znaleźć kotu fajne, przytulne miejsce, niedostępne dla psa, najlepiej gdzieś wyżej, (jk np. wyżej wspomniany drapak), przeprowadzić jego legowisko i michę (nasz kocur je teraz nie z podłogi a z blatu szafki) tak, żeby "ten nowy" nie wpychał do niej swojego ciekawskiego nocha gdzie nie trzeba. Myślę, że kotu będzie łatwiej się dogadać z pieskiem jak ten jest mały (a mówisz, że to szczeniaczek), bo nie ma między nimi dużej różnicy fizycznej i kotek będzie bardziej pewny siebie. U mmnie było tak, że kotek miała 3 lata i prawie 7 kilogramów wagi, a piesek rok i niespełna pół kilograma więcej. Kot trzymał się na dystans, ale jak nowy był zbyt nachalny (np.w zaproszeniach do zabawy) to oberwał po nosie, a nawet dwa razy wylądował na łopatkach i tym sposobem kot uratował swoją pozycjw w stadzie :razz: . pozdrawiam! ps. Nie wiem czy mieliśmy wtedy rację, ale gdy pies próbował przeganiać kota z jego miejsc (takich od początku jego) to trzymalismy jego stronę i pies musiał odejśći zostawić kota w spokoju. Kotki, zwłaszcza jedynaki, bardzo przeżywają fakt, że nie są już pierwsze i jedyne. Nasz kocur obraził sie na nas na jakiś czas.
-
Dzięki za wsparcie :-) Na pewno się nie poddam, czy sama, czy ze szkoleniowcem na pewno będziemy się siebie na wzajem uczyć :-). To cudowny mały piesek, z wielkim sercem pełnym miłości (zaakceptowal nas bezwarunkowo w 100%). Wielki pieszczoch (więc przytulamy się jak tylko przyjdzie się przytulać), ale bardzo posłuszny w domu (nie ma najmniejszego problemu by coć od niego, podkreślam W DOMU, wyegzekwować). Świat się wywraca, gdy na spacerze pojawią się inne psy - jego reakcje są skrajne. Dodam: Karo ma swoją zabawową grupkę - pieski które zna i którym ufa bez względu na ich nieraz duże rozmaiary. Gdy bawi się w ich towarzystwie jest posłuszny na powidzmy 3+, 4. Za raz po adopji był niesamowicie agresywny i nerwowy wobec innych spacerowiczów. Bardzo starałam się mimo wszystko zapewniać mu pozytywny kontakt z innymi pieskami (akurat trafiliśmy na cierpliwe, kochane psiaki) i w ten sposób jego relacje z innymi czworonogami z osiedla są coraz lepsze.
-
Zgadzam się z anabelką. Przeczytałam książkę Fischera jednym tchem i wystraszyłam się to dominacją. Książkę odłożyłam na bok i przyjrzałam się mojemu psu na chłopski rozum i nijak tej dominacji nade mną u niego nie widzę. Do miski się nie pcha, chwilę oczeka nim podejdzie, jak dokladam cofa sie na kilka kroków i kota też pierwszego do miski puszcza (bo kot zagląda i sprawzda czy to co w misce w ogóle się do jezdzenia nadaje - i zawsze stwierdza że nie ;-)). Rzez próg wchodzi ostatni, trochę ciągnie na spacerach, ale spacery to ciężka sprawa i osobny wątek. Tyle. I nie ma nic słodszego od jego wciskania sie w mój brzuch i westchnień przez sen, od namolnego lizania pobudkowego i wpatrzonych (też brązowych ;-)) oczek. Nie muszę gnać na zajęcia skoro świt, wiec mamy taki rtułał, że nim wstaniemy głaszczę go po łepku (+ buziaki w czółko) i miziam po brzuchu ( apodstawaić się umie ;-)). Pozdrowienia dla wszystkich!
-
Nathaniel - z tego co opisujesz, to mamy podobne charakterologicznie egzemplarze :lol: i tez niestety obawiam się, kosztów szkolenia. Nie wiem czy podołam. Z jednej strony moze warto samemu skoro mam teraz więcej czasu i moge absolutnie sie poświęcić. Z drugiej strony, tak samo moge sie poświęcić ćwiczeniu tego co zdobedziemy na szkoleniu, atak bedę miala pewność, że to jak pracuję ma jakis wartościowy i sensowny kierunek. Jestem w rozterce :shake: . Nawet nie wiem, czy zgodzą się przyjąć na szkolenie mojego draba, bo on bojąc sie dużych psów, zanim je dobrze pozna i obwącha, robi jazgot (=zaczepia i prowokuje inne psy). Co prawda jak juz załapie, że nia ma się czego bać (albo duży da wyraznie znać, gdzie jego miejsce w szeregu) to wszystko jest super. Ale zanim do tego dojdzie troche sie nadenerwujemy obydwooje (no i wlaściciel dużego oczywiście też). Gdyby nie jego zachowanie na spacerach byłby ideałem! Nic to, nie poddam sie na pewno tak łatwo ;-). Pozdrawiam serdecznie!
-
Niestety o przeszłości mojego psa nie wiele wiem, oprócz tego, że błąkał sie zima po ulicach, aż ktoś powiadomił schronisko - nic więcej. Wiek tez jest orientacyjny - ponad rok. Chciałabym sprostować, że to nie tak, że moja praca nad psem to same zakazy. Chwalę go bardzo często, a nade wszystko jak przyjdzie do mnie, (i w domu i na zewnątrz) nawet jak go "przyciągnę" na smyczy to jest pieszczony i chwalony. Smakołyki tez są. Ucieka za psami (bez względu na płeć) i zawsze w nadziei na zabawę. Pozdrawaiam! ps. jestem z Krakowa
-
Wiaym Was serdecznie! Obserwuję bacznie ten wątek i codziennie badam to forum, bo ciągle czegoś się u uczę i ciągle zdaję sobie sprawę z tego jak mało opsach wiem. Jestem absolutnym debiutantem wtej dziedzinie i ciesze się, że wybierając psa w azylu nie dałam sie ponieść emocjom (zawsze podobały mi się duże, dogowate) wybrałam ostatecznie małego (8.20 kg) włochatego kanapowca-przytulajkę :lol: . Chłopak nie jest posłuszny na zewnątrz, chociaż w domu slucha mnie barzdo (na komendy, nie, zostaw, stój). Największy problem - spuszczony leci do najdalszego nawet psa (w nadziei na zabawę) i absolutnie tracę na dnim kontrolę - nie ma mowy o powrocie. Dużo serca wkładam we wszystko co wspólnie robimi izawsze robi mi się przykro jak ktoś z dziwnym wyrazem kpiny mówi: nie wraca ?! i że niewychowany. Myślę intensywnie o szkoleniu, ale gdy o tym wspominam w towarzystwie (a u nas na osiedlu to same rasowce), to każdy patrzy dziwnie na mnie, bo to przecież małe i kudłate, jakby kundelki i nie wymagały zupełnie szkoleń, a małe w szczególności. na prawdę dziwna postawa. Rozpisałam się, a moim głównym pytaniem było: czy jest szansa, że z wychowaniem psa poradze sobie sama. Wychowaniem na tyle, żebym mogła kontrolować go na spacerach? Nie mam doświadczenia, ale dużo chęci i motywacji by się psu poświęcić. Co sądzicie? Pozdrawiam! ps. Podoba mi się pomysł z linka, ze sklepu ze sznurkami :-).