Jump to content
Dogomania

Neo&Anti

Members
  • Posts

    141
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Neo&Anti

  1. Ja również wszystkim fotografom dziękuje za fotki Antiego. Zdjęcia jakie robicie z zawodów są coraz to śliczniejsze. Naprawde miło się takie coś ogląda.
  2. Chciałbym jeszcze słówko w sprawie oszczędności czasu na zawodach. Jest jeszcze kwestia urządzania treningu podczas zawodów. O ile poprawianie jakiejś przeszkody w granicach zdrowego rozsądku nie jest niczym nagannym i z pewnością nigdy nie uraziło to nikogo, to jednak kilkakrotne robienie slalomu i to zarówno w jedną i w drugą stronę nie było fair wobec innych zawodników. A tak się zdarzało niestety.
  3. Na początek przeogromne podziekowania dla Magdy i całej bydgoskiej ekipy za zawody jakie dla nas uczynili (nie po raz pierwszy zresztą) trochę superlatyw na tym forum juz padło więc co by nie powielać podpisuję sie pod nimi bezapelacyjnie. :laola: Co do sprawnego ustawiania sie na starcie. [quote name='Zielsko']Ja mysle, ze jak kazdy popatrzy na siebie i postara sie na przyszlosc byc punktualnym na starcie, to wystarczy, zeby zawsze zawody byly sprawnie przeprowadzane. [/quote] Ano właśnie nic dodać nic ująć. Wystarczy odrobina zdyscyplinowania i nie powinno byc kłopotu. Ani ja ani nikt z mojego klubu problemu z tym nie miał, a psy mamy o róznych temperamentach, takie które trzeba nakręcać i takie co je trzeba mega wyciszać. [quote name='Sajko'] No i chciałam pogratulować Robertowi od Antiego, w niedzielę był absolutnie bezkonkurencyjny!!![/quote] Wielkie dzięki za uznanie dla nas. Ta niedziela pomogła mi bardziej uwierzyć w możliwości jakie drzemią w mojej kudłatej rakiecie, bo czasami to juz ręce opadały. :grab: Przyznaję też że bardzo skrupulatnie obserwowałem twoje przebiegi czerpiąc z nich inspiracje do własnych no i miło było konkurować z tak doświadczonym zawodnikiem.
  4. [quote name='LALUNA']U nas tak nie ma, sa miłe panie :eviltong:[/quote] Taaak, to ja sie tez gdzies indziej zapisałem bo mam inne zdanie.
  5. [B]No Alusia jutro na treningu zajęcia teoretyczne.[/B] Zrobimy wykład na temat: Jak startowac w zawodach agility z kundelkiem. Większosć z nas ma obecnie psy rodowodowe ale swoja pasje zaczynało od kundelków, lub ja kontynuje. Ja również zaczynałem od kundelka i dlatego moge ten wykład poprowadzić tylko że... wykład powinien zawierać informację o tym co nalezy zrobić formalnie od strony papierkowej w kontaktach ze Zwiazkiem kynologicznym ( tu na prowadzacego sie nie nadaję i niektórzy wiedza dlaczego ) oraz jak nalezy trenować aby pies był dobrze przygotowany do startu. No tutaj mogę ponawijać.
  6. Chyba tez się skusze, mam do wrocławia dosc blisko.
  7. [quote name='LALUNA']Chcesz powiedziec ze im szefowa nie potrzebna i nie musi jezdzic ? :razz: :evil_lol:[/quote] Raczej miałem na mysli naszą. Może by Ona przestała jeździć na zawody i jej drużyna nagle dostała by rozkwitu. :evil_lol:
  8. [quote name='Magda i Saga']Paula Pan Czerwony Trampek to Pan Pomarańczowy Trampek, nasze barwy klubowe :-) A wogóle to debiutował w A1 i wygrał w oba dni (i ma 2 wpisy na A2) Więc zielony to on napewno nie jest. :-)[/quote] No Magdo, mozna powiedzieć, że to była pomaranczowa rewolucja. Twoja drużyna wymiatała całkiem super. Pokazali, że bez szefowej radzą sobie bardzo dobrze. Mi osobiscie bardzo się podobała Bydgoska ekipa. Wielkie brawa.
  9. Magdo. Z utesknieniem czekamy na przybycie czwartego pyrka. Ot.. taki sentyment do rasy. Domagamy się jakichś fotek po przybyciu maleństwa do domku.
  10. [quote name='PATIszon'][quote name='Magda i Saga'] Niech sie wykaze ktos , kto zna sie na PS-ie i po krzyku:razz:[/quote] proszę bardzo [IMG]http://img215.imageshack.us/img215/376/zawodyjgqq1.jpg[/IMG]
  11. [quote name='Magda i Saga']No to mamy problem, bo jak wiesz CHI pucharek uległ destrukcji, zanim go jeszcze dobrze obejrzałam. Chętnie oddam co nie moje, postaram sie go jakoś naprawić, ale sądzę ze tak piękny jak był to juz nie będzie.[/quote] A ja mam rozwiazanie tego problemu. Żywcem z filmu "sami swoi." :lol: Niech pucharek a raczej to co z niego zostało bedzie u Magdy w dni parzyste, u Laluny w nieparzyste a w niedzielę i swięta niech u mnie postoi. :eviltong:
  12. A ja postaram się jakoś zamydlić oczy Lalunie co by przekonać ją że Violka i Wendy wprawdzie były na zawodach ale i tak poszło im tak średnio że nawet nie ma o czym mówić.
  13. Ja również z wielka przyjemnością dołaczam do grona osób zadowolonych z zawodów. Było poprostu suuuuuper. [B][COLOR=Red]CHI jest niesamowita. [/COLOR][/B] Niczym Chuck Norris pojawiała sie wszędzie tam gdzie trzeba było coś naprawić, poprawić, przybić, wynieść, podnieść, zmierzyć czas, zapisać wyniki itd. Jedna skromna osóbka a była cały czas w kilku miejscach na raz. To chyba dzieki niej mogliśmy rywalizując w zawodach jednocześnie bawić się w tak doskonałej rodzinnej atmosferze. Takich zawodów juz dawno nie było. Jak wczesniej napisała IraKa :lol: Nikt nie wołał o wywieszenie list startowych czy o podanie wyników bo to było drugoplanowe. Dobra zabawa to się liczyło najbardziej. CHI jesli jeszcze zorganizujesz zawody to Ja i Anti juz sie zapisujemy. Wielkie dzięki za tak udany dla nas weekend.
  14. kilka fotek mojej produkcji. Fotki sa z niedzieli. [URL="http://antibes.republika.pl/"]http://antibes.republika.pl[/URL]
  15. Magdo !! Wielkie podziękowania za tak wspaniałe zawody dla Ciebie oraz całej ekipy która przy ich organizacji brała udział, było tak super że nawet upiorna pogoda nie była w stanie ich popsuć. [quote name='Magda i Saga'] Przepraszam tych co musieli biec drugi raz, bo nie zmierzyliśmy czasu, tych co dostali kołem w głowę, bo było za wysoko, [/quote] Tym się akurat nie przejmuj bo jest w tym troche mojej winy to po pierwsze a po drugie Anti jest zaprawiony w takich akrobacjach bo to nie pierwszy raz mu się zdarzyło. Wielkie podziękowania za opieke jaką nad nami roztoczyłaś, naprawdę poczuliśmy się jak u siebie.
  16. [quote name='Rauni'] Robert, nie boj nic, w przyszlym roku na pewno pyrkieterowie w pelnym skladzie dadza czadu![/quote] Bardzo chcę aby tak było, i nawet nie dopuszczam myśli aby mogło być inaczej. Pozdrowienia dla Sunday, Vigo i tego baby co go jeszcze nie ma :)
  17. Chciałbym podziekować organizatorom za bardzo fajne zawody. Uwazam że wszystko było przygotowane na doskonałym poziomie i pomimo naszych dwóch samych dyskowych dni wyjechaliśmy w świetnych humorach. Tory układane przez panią sędzine bezlitośnie ukazały nasze słabości i o to właśnie chodziło. Wiemy Ja i mój psiak nad czym musimy popracować. Jest też jeden bardzo smutny również dla mnie aspekt całkowicie niezalezny od organizatorów. Jako właściciel jednego z trzech polskich pyrków miałem nadzieję że to będą zawody kiedy po raz pierwszy na torze staną wszyscy trzej pyrkieterowie. O ile Vigo nie biegał bo jego Pancia oczekuje narodzin małego baby o tyle los chciał inaczej dla siostrzyczki Antiego. Razem z Antim bardzo mocno trzymamy kciuki za Auxerre i życzymy jej jak najszybszego powrotu na tor agility bo inaczej być nie może.
  18. [quote name='Aga_Mazury']dwa miesiące bez wiadomości co u naszej królewny....rozumiem, że złote medale już zbiera[/quote] A no zbiera zbiera. Pola wzięła udział w zawodach agility w Legnicy i od razu odniosła wspaniały sukces, co mozna zobaczyć na fotkach. perfekcyjne pokonanie kładeczki [IMG]http://img394.imageshack.us/img394/9822/polagx8.jpg[/IMG] skoki czyli to co Pola uwielbia najbardziej [IMG]http://img48.imageshack.us/img48/1549/pola2ff8.jpg[/IMG] szybki bieg przez tunel [IMG]http://img482.imageshack.us/img482/6251/pola3gs0.jpg[/IMG] moment dekoncentracji na jakimś intrygującym zapachu [IMG]http://img113.imageshack.us/img113/3404/pola4rv3.jpg[/IMG] szybciutko do mety [IMG]http://img115.imageshack.us/img115/4471/pola5yq2.jpg[/IMG] No i punkt kulminacyjny czyli wręczenie nagrody za zdobycie pierwszego miejsca. [IMG]http://img76.imageshack.us/img76/5995/pola6lt8.jpg[/IMG]
  19. No to ja też pozwolę sobie wstawić kilka fotek własnej produkcji. Niestety nie są najlepszej jakości bo chyba jeszcze nie do końca nauczyłem się obsługi nowego aparatu. Jeśli uda się komuś rozpoznać swoją pociechę będzie mi miło. [IMG]http://img299.imageshack.us/img299/6595/wro1cm7.jpg[/IMG] [IMG]http://img182.imageshack.us/img182/8328/wro2bi1.jpg[/IMG] [IMG]http://img411.imageshack.us/img411/479/wro3ox0.jpg[/IMG] [IMG]http://img411.imageshack.us/img411/6235/wro4ye9.jpg[/IMG] [IMG]http://img399.imageshack.us/img399/6992/wro5rq1.jpg[/IMG] [IMG]http://img402.imageshack.us/img402/2903/wro6gi4.jpg[/IMG] [IMG]http://img216.imageshack.us/img216/2112/wro8qy1.jpg[/IMG] [IMG]http://img261.imageshack.us/img261/7135/wro10yu5.jpg[/IMG] [IMG]http://img261.imageshack.us/img261/9493/wro11bn3.jpg[/IMG] [IMG]http://img470.imageshack.us/img470/2149/wro12kq8.jpg[/IMG] [IMG]http://img295.imageshack.us/img295/8336/wro14az3.jpg[/IMG] A swoją drogą to były zawody na których po raz pierwszy wystąpiły trzy owczarki pirenejskie które są w Polsce. Narazie w różnych klasach bo tylko Vigo ma wiek startowy czyli powyżej 18-mc, reszta to wyrostki które rzutem na taśmę załapały się zerówkę ponieważ niedawno stuknęło im 15 miesięcy. Obniżenie wieku w zerówkach to bardzo dobry pomysł. Brawo dla Komisji. I uścisk łapki dla Vigo i Oxy
  20. [quote name='Magda i Saga']juchu, to sobie pofruwam z Oxa juz we Wrocławiu:multi: Okaże się czy umie numerki czytać. Jedno mogę wam obiecać piękny lot nad strefą zejściową kładki:p ps Liczymy na obecność brata[/quote]He he braciszek na miejscu a nawet nie wiedział że sie toczy taka batalia o te 15 miesięcy. Pewnie że takiej gratki nie odpuścimy i też wystartujemy.
  21. Oto Pola na dzisiejszym treningu. Zapowiada sie z niej czarny koń polskiego agility [IMG]http://img403.imageshack.us/img403/7246/2007031818032007treningxn3.jpg[/IMG] [IMG]http://img338.imageshack.us/img338/3362/2007031818032007treningeb8.jpg[/IMG]
  22. Jako jeden z licznych ludków klubu Agility de Luks potwierdzam że Pola jest czadowa. Miałem okazję poznać ją osobiscie i bardzo dobrze się stało że trafiła własnie do nas. A pana Maćka to dawno nie widziałem tak uradowanego swoją pociechą. No i mój pies ma wreszcie wspaniałą kolezankę do zabaw. Do tej pory zostawały mu tylko bordery a z nimi to bywało róznie, Pola co innego obydwoje skoczni, cieszący się życiem az miło popatrzeć:multi:
  23. [quote name='Jaaga'] Nie wiem, jaki jest procent udanych operacji, czy nie jest to meczenie zwierzęcia. Moja wetka stwierdziła, że to są jeszcze eksperymentalne zabiegi w kraju i wiele nie może powiedzieć na ten temat. Wyjaśniła tylko na czym polegają i tyle. Wiadomo, ze wykonujący je lekarze bedą zachwalać korzyści płynące z zabiegu, przecież nie czarujmy się, ale są to bardzo drogie operacje. Znajoma zapłaciła 500 zł praktycznie za rozciecie i uśpienie swojej suczki, bo kosztów protezy jej nie doliczono. [/quote]My za operację zapłaciliśmy 1500 zł. Cena obejmowała koszt opieki przez dwa miesiace po zabiegu i koszty badań jakie pies miał mieć w tym czasie zrobione. Pomimo tego że pies zszedł wkrótce po zabiegu nie zwrócono nam ani złotóweczki, i jak napisaliśmy wczesniej nie padło też słowo przepraszamy ale nie wyszło itp. Jedyne co osobiscie mozna było odczuć to zabierajcie to co zostało i sp....bo wam już dziękujemy.
  24. Witam. [quote name='iza_szumielewicz']Widzę, że nikt z was nie spotkał się z podobnym problemem, czy tak? [/quote] Chcieli byśmy podzielić się naszą wiedza na temat zapaści tchawicy, a wiedza pochodzi z własnych doświadczeń z naszym psem. Post jaki powstanie zapewne będzie długi ale osoby zainteresowane tym tematem powinny go dokładnie przeczytać ponieważ może uda się w nim znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania. Dawno dawno temu staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami wspaniałego Yorka. Piesek razem z nami prowadził aktywny tryb życia i od czwartego miesiąca życia zaczął treningi agility, obedience, flyball i inne psie dyscypliny. Szybko stał się atrakcją wielu psich pokazów wzbudzając na nich duży podziw prezentując swoje umiejętności, a nawet rywalizował na zawodach agility. W wieku około dwóch lat wystąpiły u niego pierwsze objawy nieznanej nam wtedy choroby jaką jest zapaść tchawicy. Początkowo były one tak znikome że można było to przyrównać do jakiegoś przeziębienia lub coś podobnego i ogólnie nie powodowały zmiany w zachowaniach, czy aktywności psa. Mijały miesiące piesek choć mały ciałem cały czas był wielkim show manem na pokazach ale nasilające się objawy skłoniły nas do dokładniejszego przyjrzenia się problemowi. Wtedy po raz pierwszy dowiedzieliśmy się o tej paskudnej chorobie, od tej pory piesek stopniowo wycofywał się z czynnego sportu aż do całkowitego zaniechania treningów. Nie da się ukryć że objawy choroby bardzo powoli ale ciągle postępowały i stawały się coraz bardziej zauważalne a apogeum nastąpiło podczas tegorocznych upałów. Egzotycznie wysokie temperatury ostatniego lata praktycznie uniemożliwiły mu egzystencję. Pies właściwie nic nie robiąc i leżąc na kanapie dyszał i widać było jak wentylacja sprawia mu kłopoty. Ulgę przynosiło mu na przykład polewanie wodą aby go schłodzić, wtedy dyszenie ustawało. Nie było na co czekać, postanowiliśmy uruchomić wszystkie środki i dołożyć wszelkich starań aby przywrócić psu zdrowie. Rozpoczęliśmy poszukiwania osób które są w stanie skutecznie rozprawić się z chorobą. Jak szybko się okazało nie było to łatwe, ponieważ większość weterynarzy zna problem ale poza leczeniem farmakologicznym nic więcej nie jest w stanie zrobić. Poszukiwania trwały dość długo aż w końcu udało się dotrzeć do dr nazwijmy go X który ma z tą chorobą styczność. Polecił nam zrobienie badania RTG na którym już ujawniło się zwężenie, ale dla postawienia pełnej diagnozy konieczne było jeszcze badanie endoskopowe. Jak się okazało opisywany lekarz współpracuje ze znanym dr nauk wet., spec. chirurgiem nazwijmy go Y i w jego prywatnej klinice wykonuje zabiegi wszczepienia endoprotezy, która po założeniu jej na tchawicę i przyszyciu do owej tchawicy powoduje że światło tchawicy nie ulega zwężeniu. [quote name='coztego'] Wszystko będzie dobrze!!!! Trochę wiary w dobre chęci lekarzy i w siłę medycyny! [/quote] Właśnie tak było z nami. Nie mieliśmy wyjścia i całkowicie uwierzyliśmy w słowa obu lekarzy. Obiecywali bardzo szybki powrót pieska do zdrowia a nawet do czynnego uprawiania sportu. Po stokroć zapewniali, że wykonali niezliczoną ilość takich zabiegów i żadnemu pieskowi krzywda się nie stała, a my byliśmy bardzo szczęśliwi że pojawiła się nadzieja dla naszej pociechy i wreszcie trafiła w dobre ręce. Całość sprawiała dobre wrażenie zwłaszcza że zabieg miało wykonać dwoje bądź co bądź znanych wetów. Umówiliśmy się na konkretny termin wykonania zabiegu. Do dziś zastanawiam się dlaczego nazywa się to zabiegiem a nie operacją bo w końcu ingeruje się w jeden z organów niezbędnych do życia, ale tu już wkraczam w kompetencje weta. [quote name='iza_szumielewicz']Prof. Depta konsultował się z wetami w Wwie. Nikt nie chce się podjąć operacji. Za duże ryzyko. Duże prawdopodobieństwo odrzucenia ciała obcego. [/quote] [FONT=&quot][FONT=Verdana][SIZE=2]Żaden z opisywanych przeze mnie wetów ani słowem nie wspomniał o jakich kolwiek[/SIZE][/FONT][FONT=Verdana][SIZE=2] zagrożeniach, jedyny problem jaki mógł wystąpić to opuchlizna pooperacyjna która według ich pamięci wystąpiła może dwa razy ale szybko sobie z nią poradzili. Wieczorową porą piesek został przyjęty na klinikę podano środek znieczulający zrobiono mu endoskopię, stwierdzono zapaść tchawicy 3 stopnia i panowie ochoczo zabrali się do dzieła. Ogolili mu klatkę i właściwie nic już było po nas więc zaprosili nas po odbiór następnego dnia. Oczywiście ktoś kto czeka na tak ważne wieści nie jest w stanie spokojnie usiedzieć więc z samego rana dzwonimy do kliniki. Informacja pies czuje się dobrze, wszystko OK., ale musi zostać u nas do wieczora i wtedy proszę przyjechać. Z duszą na ramieniu jedziemy po odbiór naszego skarbu, przez całą drogę zastanawiając się jak on się czuje. Wreszcie jest, jest, doktorek przynosi naszego maluszka, po minie psiaczka widać zmęczenie ale jest w stanie bardzo dobrym jak na to co przeszedł. Dostajemy informację o podanych lekach, dalszym postępowaniu z chorym, następuje gratyfikacja za leczenie i możemy już zabrać maluszka do domu. Pełnia szczęścia to za mało by wyrazić naszą radość. Nazajutrz okazuje się pierwszy ZONK. Według zapewnień wetów psiak miał się zachowywać całkowicie normalnie, czyli jeść, pić .....i szczekać, tymczasem nasz pupil od momentu odbioru owszem cos tam podjadł i łyknął ale nie wydaje żadnych dźwięków. Pierwsze co nam przyszło na myśl to uszkodzenie strun głosowych, ale wetami nie jesteśmy więc skoro przez pierwsze trzy doby i tak musimy jeździć z nim na zastrzyk do kliniki to przy okazji pytamy co jest grane. I tu kolejny ZONK doktorek oprócz rozłożenia rąk nie potrafi nic powiedzieć, zarzeka się że wszystko OK., i innej możliwości nie ma, trzeba czekać. Mija druga i trzecia doba piesek odzyskuje humor a nawet prowokuje zabawy z naszym drugim psiakiem, ale w dalszym ciągu nie wydaje żadnych dźwięków, kompletnie nic. Nie ma też apetytu, nic nie je i nie pije. Powoli dociera do nas, że chyba jednak coś z głosem nie tak i w sumie stojąc przed faktem dokonanym godzimy się z tym stanem przecież życie jest najważniejsze. Niestety czwarta doba przynosi kolejny ZONK. Pies dostaje ataków podczas których zaczyna niemiłosiernie popiskiwać choć do tej pory nie wydał z siebie nic i pojawiają się wymioty. Telefon do kliniki co mamy robić. Według doktorka to normalna reakcja organizmu i powinno przejść. Ale po kilkunastu godzinach jest coraz gorzej, pies wypełnia się cały potworną ilością wymiotowanej piany. Szybki telefon do kliniki umawiamy się na awaryjna wizytę i niemal na sygnale prujemy przez miasto. Pies dostaje kroplówkę, a badanie nie wykazuje niczego niepokojącego, żadnej diagnozy. Wszystko cacy. Tymczasem w chwilkę po wyjściu pies dostaje znów ataku który rwie go na każdą stronę. Po dwóch godzinach i coraz częstszych atakach znów wizyta w klinice. Kolejny ZONK ze strony doktorka, bo pies dostaje ataku podczas podawania kroplówki, na co doktorek stwierdza że to skutek za szybkiego podania płynów i odłącza kroplówkę. Psiak zwija się z trudem łapiąc oddech, na co podchodzi żona doktorka, która również jest wetem w tej klinice i po imieniu zwracając się do męża mówi o naszym psiaku: że on nam schodzi. Nawet laik był w stanie zauważyć jak z braku oddechu w jednej sekundzie psu posiniał język. I tu kolejny ZONK. O ZGROZO. Doktorek oznajmia, że wszystko OK. tylko te świetlówki w jego gabinecie dają takie złudzenie i tu każdy jest siny. Po chwili namysłu doktorek uznał jednak że sytuacja wymaga szybkiej reakcji, zostajemy wyproszeni z gabinetu i zaczyna się walka o psa, który ponownie zostaje wprowadzony w śpiączkę, ustabilizowany farmakologicznie i podłączony pod respirator. Od tego momentu zaczęło się nasze oczekiwanie na jakie kolwiek wieści. Zrobiło się bardzo późno i nie było sensu okupować kliniki więc poproszono nas o telefon z rana dnia następnego. Ponieważ klinika znajduje się bardzo blisko naszego miejsca zamieszkania to zaglądaliśmy do niej dosłownie co chwilę. Cały czas otrzymywaliśmy wieści że pies jest w śpiączce i każda próba wybudzenia kończy się dusznościami a w związku z wcześniejszymi wymiotami doszło do zapalenia krtani prze co pies nie jest w stanie swobodnie się wentylować. Odwiedzamy klinikę tak często że już nas tam mają dosyć ale odpowiedź wciąż ta sama: psa nie daje się wybudzić. Zbliża się weekend, doktorek chce zwołać konsultację razem z drugim doktorkiem który wykonywał zabieg wszczepienia protezy, wstępna propozycja rozwiązania problemu to usuniecie części krtani, aby pies mógł oddychać samodzielnie. Mija dzień, mija drugi, mija trzeci a pies dalej w śpiączce i rozwiązania nie ma, bo się dwóch doktorów razem do kupy zejść nie mogą. Nic próżnia pustka zero kompletne, nasze nadzieje na uratowanie naszego malucha bledną w szybkim tempie, a bezsilność powala z nóg. Znów ZONK czyli dopiero na czwartą dobę wreszcie dochodzi do konsylium weterynaryjnego i zapada decyzja usunięcia kawałka krtani. Rzecz ma miejsce późnym wieczorem a my cały czas podczas zabiegu siedzimy w klinice. W trakcie trwania wychodzi do nas żona doktorka i oznajmia jak to Yorki są słabego zdrowia a nasz to już w ogóle jest dziwny pociesza że będzie dobrze i znika. Dla nas stało się jasne, że pies zszedł z tego świata, ale czekaliśmy na oficjalne potwierdzenie tej informacji od lekarzy. Kolejny ZONK. Najpierw w drzwiach pojawia się właściciel kliniki i rozbrajająco oznajmia: Ja swoje zrobiłem, po czym znika. Chwilę później podchodzi drugi doktorek i opowiada o ciężkiej sytuacji w jakiej jest piesek, ale nie powiedział najgorszego, wiec nadzieja jakaś jest. Stwierdza że malca nam teraz nie pokaże bo psiak jest zmęczony po zabiegu i nie wygląda najlepiej. Jest późno zostajemy zaproszeni do kliniki na następny dzień. Dla nas jest jasne że psiak nie żyje ale z samego rana osobiście nawiedzamy klinikę. Pytamy o niego ale odpowiedź jest wymijająca, na co ja stanowczo pytam czy mogę zobaczyć psa. Pada odpowiedź że nie bo właśnie trwa tam zabieg i jest dużo ludzi. Na co ja bardzo stanowczo pytam kiedy zobaczę psa, więc dostaję odpowiedź że śpi jest Ok. i zadzwonimy. Czekamy i czekamy a tu nic. Wytrzymałem do godz. 18.00 pojechałem do kliniki i pytam o psa. Doktorek nie miał już wyjścia i stwierdził zejście psa, na co ja pytam kiedy to się stało. Dostałem odpowiedź że około godz. 16.00 a więc jakieś dwie godziny wcześniej. Więc moje kolejne pytanie dlaczego nikt mnie o tym nie powiadomił, na co odpowiedź, że nie było komu zadzwonić. Jak bardzo czujemy się oszukani odpowiedzcie sobie sami drodzy dogomaniacy a my no cóż komentować nie będziemy, wnioski proszę wyciągnąć samemu. Umawiamy się za dwie godziny po odbiór psa ponieważ chcieliśmy zorganizować jakieś pudełko w którym można by go odebrać. Na odbiór zażyczyliśmy sobie obecności obojga wetów, bo liczyliśmy na jakieś słowa prawdy w całym tym zajściu. Niestety kolejny ZONK, żadnego przepraszam czy cos w tym rodzaju, tylko nic nie znaczące chcieliśmy staraliśmy się robiliśmy i obydwoje przebierali nogami kiedy weźmiemy psa i sobie pójdziemy. Kolejny ZONK Po zaglądnieciu do pudełka okazuje się że zapach psa wskazuje na rozkład więc smierć nastapiła conajmniej jedną dobę wcześniej, tak stwierdziła zaprzyjaźniona z nami pani weterynarz. Już po tym wszystkim próbowaliśmy nawiązać kontakt z osobami które przeprowadziły taki zabieg z pomyślnym skutkiem, z stąd nasz post z 27.10.2006 [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=33355[/URL], niestety nie udało się. Jeśli teraz ktoś nam zada pytanie czy zaryzykowali byśmy operację odpowiedź brzmi zdecydowanie nie. Tak naprawdę tego typu zabiegi są jeszcze w fazie mocno eksperymentalnej i nasz pies stał się obiektem takiego doświadczenia. Nie chcemy nikogo odwodzić od zamiaru wykonania u swojego psa takiego zabiegu bo wiemy że każdy z nas jest w stanie zrobić wszystko dla swojego przyjaciela, ale przed tym należy się dokładnie upewnić jakie są zagrożenia, uzgodnić z lekarzem wszystkie za i przeciw, skonsultować to z innymi lekarzami. Nam nikt o zagrożeniach nie powiedział, uwierzyliśmy w fachowość kliniki, nikt przed samym zabiegiem nie zapytał na przykład o uczulenie psa na jakieś leki, a przecież to podstawowe pytanie. Po prostu endoskopowo stwierdzono zapaść i zabrano się do roboty jak by to było usunięcie wrastającego pazurka. Przykro że nasze leczenie zakończyło się tragicznie i nie możemy przekazać dobrych wieści na temat operacyjnego leczenia tchawicy, ale być może wśród dogomaniaków są tacy którym się udało. Jeśli tak proszę napiszcie o swoich pieskach, jak im się żyje po zabiegu z cała pewnością to bardzo ważne dla innych posiadaczy chorych piesków. Pozdrawiamy.[/SIZE][/FONT][/FONT]
  25. [quote name='OlaAB']ale zdjęcie wstawili [URL]http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/51,60153,3732145.html?i=0[/URL][/quote] Suuupeeeer fotka takie duże koło a nie trafił :lol:
×
×
  • Create New...