Cześć wszystkim ciotkom i cioteczkom !
Miałam się wogóle nie wypowiadać w tym temacie, cała sprawa kosztowała mnie bardzo dużo emocji i nerwów. :mad:
Postaram się krótko i zwięźle.
Mikusia jest jednym z najspokojniejszych psin jakie znam. Zważywszy na jej cierpienie związane z chorobą tym bardziej ją należy podziwiać. :oops: Zostawiona sama w samochodzie grzecznie czekała, zostawiona sama w pokoju - grzecznie czekała, 7 godzin w samochodzie z dwoma innymi psami (w tym z trochę "koncertujaąym" Pysiem) przetrwała bardzo dzielnie i nad wyraz spokojnie !
Nie wierzę Bonice w ani jedno jej słowo dotyczące głośnego zachownia Miki! W ani jedno...:shake:
Wogóle nie wierzę Bonice...:shake:
Widać Mika też jej nie ufała ...
Nie wiem ile smsów dostałam od Boniki w ciagu dwóch dni - opróżniałam skrzynkę kilkakrotnie. Nie wiem ile nieodebranych połączeń od Boniki skasowałam - ale było ich za dużo. Widocznie Bonika uznała, że powinnam być na jej wyłączność w ten weekend....
Zaznaczę, że pierwszy telefon od Boniki z hasłem "zabierzcie ją" odebrałam 20 minut po tym jak ją zawieźliśmy... :angryy: bez komentarza...
Dla mnie to jest zachowanie niezrównoważonej osoby.
Nie chcę mieć z Boniką nic wspólnego.
Dobrymi intencjami jest piekło wyłożone... a przejechanie 760 km dla chorego psa to mogło być piekło ...
I chciałam jedno bardzo wyraźnie zaznaczyć - pojechaliśmy do Sanoka na wyraźną prośbę Boniki i w celu zawiezienia Mikusi do niej.
Nie mamy tam Rodziny (co Bonika mi zasugerowała w rozmowie)...
Poza tym chciałabym bardzo podziękować Saskia, :loveu: która dzielnie wspomagała mnie i wszystkim Ciotkom za znalezienie rozwiązania tej sytuacji :loveu: i oczywiście Moriaaa :calus:za przyjęcie Mikusi.