daga_27
Members-
Posts
2254 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by daga_27
-
no prosze, jakie slicznosci! od razu milej sie tutaj zrobilo ;-)
-
bokserek - Oscar - przyplątało się kolejne choróbsko:(
daga_27 replied to konisia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
moze ktos w skrocie napisac co sie z Panem oskarem dzieje (w kwestii zdrowotnej), bo nie mam w tej chwili czasu zajmowac sie doglebnie tym watkiem. zajmuje sie akurat innymi. moze cos znajde, majac szczegolowe informacje w krotkim opisie. a pozniej najwyzej bede dopytywac :-) -
wygwiazdkowalo mi slowo. [B]przepraszam jesli ono urazilo, chociaz bylo delikatne do tej sytuacji. poprawie pisownie. wiec, nie piszcie o rzeczach nieciekawych - tak to ujme[/B]
-
o ludzie!! to sie nigdy nie skonczy?? [B]piszcie o Santusi i brzdacach a nie o *******ach bo to jest juz meczace i strasznie irytujace.[/B] [B]dziekuje i pozdrawiam[/B]
-
wreszcie strona mi dziala Beaciu! wiecie czego ja najbardziej zaluje?? tego, ze nie wzielam Santy do swojego domu jak wrocilismy z Beatka, Santa i moim synem z gdyni do Tczewa. Myslalysmy, ze ona jest agresywna. Beatka poznala taka Sante - agresywna, nieufna...a pozniej co sie okazalo? moj syn, widzial ja pierwszy raz, pozwalala sie jemu glaskac, stac przy podanej misce, itp. droge z Gdyni do Tczewa spedzila wlasciwie na moich kolanach(nie do slownie) ale byla blisko mnie. najpierw w kagancu, pozniej bez. Zero oznak agresji. Sama Beatka stwierdzila w rozmowie telefonicznej ze mna, ze zaluje, ze nie brala jej czesciej do ludzi. ze wtedy szybciej znalazlaby prawdziwy dom. Ale Beata nie moze miec sobie nic do zarzucenia, bo jako jedynej zalezalo jaj na Sancie. Ona nie byla z nia tylko wtedy kiedy byla" szmuglowana" do niemiec, ech.. ale i kilkanascie miesiecy wczesniej. To Beata dala jej najwieksza szanse. dbala o nia, myslala o niej, starala sie o jej jak najlepszy byt. Beata jestes bohaterka. a ja Ciebie przepraszam za to, ze bylam glupia i uwierzylam, ze Santa moglaby zrobic u mnie w domu cos zlego. myslalysmy o roznych rzeczach...od agresji po kupy. choc te ostatnie bylyby najmniej klopotliwe. ech...
-
Joaaa...widze, ze Fenio w adopcjach.zal Ci pewnie po spedzonym wspolnie czasem. Trzymam za Fenia kciuki. oby trafil jak najlepiej
-
witajcie! wrocilysmy z wczasow juz jakis czas temu, tylko jakis wirus sie w moim kompie przydazyl bo nie moglam na pewne strony wchodzic. na wczasch bylo ekstra z pewnymi wyjatkami:-( balam sie, ze Adela rozbije sobie w lesie glowe na pierwszym, lepszym drzewie, polamie sobie nogi w najblizszych belach, albo wydlubie oczy w krzaczorach. ale tak sie nie stalo :-)) z trudem hamowala 1 cm przed przeszkoda:-) wykapala sie w jeziorku i bylo ok. odwazylam sie ja puscic luzem! sukces!! zaufalam Jej, ona mi i naprawde bylo superowo. byly oczywiscie wpadki ale to byl nasz urlop zapoznawczy. uwierzycie, ze jak wrocilismy, to zostala sama w domu na 3 godziny? a tam nie zostawialam jej na 5 minut wlasciwie. sukces ogromniasty. moja kochana dziewczynka robi postepy wielkie. bardzo jestem pod tym wzgledem z niej dumna. a ten behawiorysta, z ktorym sie spotkalysmy....to do niczego nam sie nie przydal. wlasciwie to nie wiem czy wiedzial o czym mowi. pierwszy raz widzialam jak Adela na kogos warczy. a promil jakis pewnie tez mial we krwi. porazka! ale teraz dostane namiar do treserow (malzenstwa), ktorzy sobie podobno radza z okielznaniem "dzikuskow i niesfornych psinek". zobaczymy co z tego wyjdzie?
-
witajcie! jednego dnie jest lepiej, innego gorzej. ale caly czas cwiczymy. na 8 maja jestem umowiona ze szkoleniowcem. zobaczymy jak nam pojdzie. dzisiaj wieczorem wyjezdzamy nad jezioro. ciekawe jak tam bedzie. szkoda tylko, ze Adelcia sobie tam swobodnie nie pobiega (nie bede miala odwagi puscic jej tam luzem). Oktawia, jesli myslisz, ze ja z psem wychodze do sklepu jako na spacer, to jestes w bledzie. nie wychodze z nia do sklepu dla przyjemnosci, tylko z koniecznosci. ze stolu kradla zawsze, tylko zapomnialam o tym napisac. po powrocie przesle zdjecia do Joasi i poprosze, zeby wkleila, bo sama nie potrafie. Pozdrowienia dla wszystkich i milego weekendu:-)
-
Veris...ja sobie zdawalam sprawe jakiej wielkosci psa biore. nigdy psow nie traktowalam jak zabawki. i uwierz mi, ze ja sie szybko nie poddaje ale nie wiesz jak to wszystko wyglada. do tej pory nawet na chwile nie moge jej zostawic w domu, samej z dziecmi tez narazie nie. nie moge zrobic nawet zakupow, bo przed sklepem tez nie chce zostac. nie mowie juz o szkodach, zasikane wykladziny do wymiany, pobite naczynie po wskakiwaniu na stol, pogryzione zabawki, to pol biedy. i chyba nie chcesz mi powiedziec, ze tego moglam sie spodziewac i powinno mi to odpowiadac. a co do tego, ze sie jej balam. to to juz minelo. juz sie jej w ogole nie boje. szkoda, ze nie trafila do veris do Ciebie na te kilka dni. ciekawe co bys wtedy powiedziala:-). pozdrawiam!
-
ja pindziele, jestem chora, mam goraczke, itp....ale nie wiem o co tutaj chodzi....albo mam omamy albo nie wiem co. to jest watek o Santusi, o ile sie nie myle a nie o Pajuni. wezcie sobie stworzcie watek pod tyt."pajunia" i tam sobie wypisujcie co chcecie. albo zrobmy sadaz pt.:"ile pajunia zrobila dobrego dla psinek z dogo, a ile im przeszkodzila", a drugi sondaz:"ile kazdy wypowiadajacy sie w tej kwestii zrobil dobrego a ile tylko chcial zrobic, madrzyl sie na dogo, ocenial innych, itp". pole otwarte i uczciwe, uwazam. chyba trzeba otworzyc nowy watek. wszystkiego najjjj...dla Santy, jej maluszkow, Beatki, Pajuni i wszystkim co pomogli w jej sprawie. pozdrawiam!
-
kurde...pokochalam tego psa....ale .... kurde, nie wiem co robic
-
wiecie co...ja jestem zdesperowana. do tego jestem chora, leze w lozku, mam goraczke, nie moge prawie wymowic slowa. a ona jedynie mnie jeszcze jako - tako slucha, to mam dosyc. nie wiem co z nim robili poprzedni wlasciciele ale dla mnie to jest wielki szok, ze pies w wieku 1 roku tak sie zachowuje. wiem, ze mam szukac specjalisty i probuje przez znajomych z dogo. aha..do dzisiaj nie ma szans, zebym wyszla z domu, o zakupach moge pomazyc. chyba, ze jak moj facet wroci do domu o 20 - 21. i w weekendy, ale mam czas teraz do pol godziny, bo pozniej Adela szaleje. staje pod drzwiami, skacze na drzwi, szczeka, i warczy jak ktos przechodzi. ja jej w torbie nie moge nosic, a wszedzi z nia tez wyjsc nie moge. mozecie myslec o mnie co chcecie ale chyba jednak sie z nia pozegnam. kocham dogi, ale jednak musze chyba wziac szczeniaka albo doroslego psa a nie mlodzienca. spodziewam sie krytyki i obelg. jestem na to przygotowana. ale uwierzcie mi, ze tak sie zyc nie da. ja mam jeszcze dwoje dzieci. ech..
-
a generalnie to chcialam BARDZO pogratulowac BEATCE za cierpliwosc i wielka chec pomocy Sancie. Mamusiu CHrzestna wielkie gratulacje i wielkie podziekowanie za twoja dobroc, ktora okazalas tej niechcianej przez nikogo, jak sie okazalo bardzo lagodnej Ksiezniczce. milion buziakow dla Ciebie Beatko. i chcialabym powiedziec przy okazji, ze Beatka nauczyla mnie bezinteresownej pomocy zwierzetom. nie nawet tym, ktore mamy pod nosem, ale tym, ktore sa od nas oddalone o kilometry. Beata - Wielkie dzieki!!
-
wiecie co?....ja dopiero zaczynam stawiac w tym dogo kroki i cos mi sie tutaj zaczyna naprawde niepodobac. powiem tak....czytalam kilka watkow na temat psow oczywiscie i przy okazji Pajuni...i ciagle widze jakies pretensje, niedomowione sprawy, ale wiem jedno, bo sama z Beatka przywozilam do tczewa z Gdyni Sante, ze sunia znalazla tam miejsce do porodu, ktorego tutaj nikt z nas nie potrafil jej zapewnic. i tak sobie analizowalam wszystkie te sprawy i moze bede w bledzie, ale nam wszystkim powinno zalezec na tym by Nasze Polskie sieroty znalazly domy. I w tym momencie "gowno" za przeproszeniem mnie obchodzi kto wezmie za to kase: pajunia, pseudohodowca, schronisko, czy ktos na rynku. A jak mamy jakies zastrzezenia, co do tego w jaki sposob ktos znajduje domy - to robmy to sami i nie zwalajmy winy na innych. to jest tylko moje zdanie i wszystkich pozdrawiam.
-
no i generalnie bardzo sie staram a widze, ze jednak wielka porazka. Adela jest tak nieprzewidywalna jak pogoda. sama nie wiem juz od czego mam zaczac szkolenie. mowie "siad" jest siad, nagroda, pochwala, wtedy wielkie rzucanie sie na mnie, mowie "siad i zostan" a ona siada na sekunde i skacze na mnie jak kon przez przeszkode. tak samo jest jak ktos z nas wraca do domu(jestesmy posinaczeni i nieraz lala sie nam krew przez powitanie). do tego doszlo podgryzanie mojego syna(starszy), corki(mlodsza) nie lpie zebami. no i koty zaczyna tarmosic mi za glowy. a dotego zaczela wypijac nam soki ze szklanek, krasc ze stolu, i lapac wszystko co popadnie jak ktos wchodzi do domu. z lozka zrzucam ja tylko sila, i juz nie boje sie jej zebow. jak mam z nia cwiczyc?? i dodam, ze ona sie wszystkiego boi. ma takie dziwne leki. boi sie facetow, chociaz tego jednego duzego w domu wita konskimi zalotami. joaaa...widzialas, ze scoobiego jednak nie wzieli?
-
dzieki bardzo Władczyni:-) przyda mi sie wsparcie:-)
-
dzisiaj jakby bardziej sluchala. to wyglada jakbym miala jakies omamy pewnie. ale ona tak sie zmienia, co chwile dochodzi cos nowego, ze pewnie jak to czytacie, to macie wrazenie, ze nie jestem zdrowa psychicznie. cwicze i cwicze. moze cos z tego wyjdzie:-(
-
to byl taki zart z ta gluchota....
-
ech...znowu zalamka. poszlam z Adela nad Wisłę, zeby sobie pobiegala. no i sobie pooobiegala, a ja za nia. kurde, kurde, kurde ona nic nie slucha noo. kurde, moze ona jest glucha?
-
Behemot...to nie tak, ze on stawia warunki. chodzi o to, ze on do konca nie podziela mojej milosci do zwierzat. i jak ma walczyc z psem o miejsce w lozku, to ma tego po prostu dosyc. joaaa...najgorsze jest to, ze w Tczewie juz nikt nie szkoli psow. byla kiedys szkolka ale chyba sie nie oplacala. jest podobno jakis facet, ktory sie zajmuje szkoleniem, tylko te jego metody sa raczej torturami podobno. jutro wybieram sie do weta. bede u niego pytala o jakies mozliwosci. jak nie znajde nic tutaj, to poszukam w Trojmiescie. moj facet dzisiaj zgodzil sie dac jej jeszcze troche czasu:-) wiec bede z nia teraz solidnie cwiczyla.
-
kurde....wiecie, to jej zachowanie juz naprawde jest wkurzajace. ona totalnie nic sobie z nas nie robi. i caly czas lapie zebami. ja chyba zaczynam sie jej juz bac. oczywiscie nie okazuje jej tego ale w duchu chyba czekam az kogos z nas porzadnie czapnie. nie wiem juz co mam robic. czuje, ze sprawa bedzie przesadzona i ze bedzie musiala byc oddana. moj facet nie ma ochoty i cierpliwosci by z nia walczyc. niestety mieszkamy u niego i to on wlasciwie nas utrzymuje, bo moja pensja to wlasciwie kieszonkowe. :-(
-
betty, ja mowie juz o sciaganiu jej recznie po wszystkich mozliwych prosbach, przekupstwach, itp. i oswiadczam, ze krzywdy jej przy tym nie robie. ona robi sie co raz bardziej niegrzeczna. ja myslalam, ze bedzie lepiej, minie stres zwiazany z przeprowadzka, stres zwiazany z pierwsza cieczka, a tu nic. jest co raz gorzej. musze szybko znalezc fachowca albo sie niestety bede musiala z Adela pozegnac. ciagle sie kloce przez nia z moim facetem. a to tez fajne nie jest :-( zalamka