Jump to content
Dogomania

pidzej

Members
  • Posts

    4163
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by pidzej

  1. W wielu wątkach o tekst, zdjęcia i namiary trzeba się dopraszać... nie mówię tu o Zuli, ale myślę, że warto zaktualizować pierwszą stronę. Podajcie w pierwszym poście namiary na siebie, wklejcie jakies najfajniejsze zdjęcia i tekst do ogłoszeń. Powklejam gdzie mogę.
  2. Boooże.... nie mam dt, nie mam kasy i jestem z wawy...jak inaczej można pomóc?
  3. a ja nie widzę zdjęcia z pierwszej stronyyyy buu..
  4. klikasz "nowa wiadomosc" i wpisujesz nick Tiger albo anielica, to wszystko
  5. Czy mi się wydaje czy ostatnio wysyp szorstkich...:-(
  6. [QUOTE]Tego nie wiem, napisz na PW do pajuni, ona na pewno Ci odpowie, bo wszystkie udane adopcje zagraniczne to jej zasługa!!![/QUOTE] dziwny post. Zula szukaj domu na pierwszej.
  7. Mysia pisałam już w tej sprawie do Beamichy. Odpowiedź da za godzinę. wyszłoby ok. 160 zł za smaochod + nie wiem ile jeszcze, za nasze bilety pkp.
  8. przecież to tak blisko, jaka męczarnia dla psa?:crazyeye:
  9. [QUOTE]Pidzej nic wiecej nie mogłaś zrobić.[/QUOTE] Żałuję, że nie mogłam sama podjąć decyzji o jej uśpieniu (regulamin umowy adopcyjnej). Pies będzie do końca życia w schronisku albo przeżyje kolejną nieudaną adopcję. Teraz ma ok. 4 lat.
  10. szczeniak, prawie rasowy, powinien być odzew...
  11. my byśmy go mogły ewentualnie wawa- białystok, pkp, za zwrotem za bilety w sobotę mąż beamichy zawozi Muchę z Trójmiasta do Wrocławia- wyjeżdża z woj. opolskiego, chyba Lipniki kawał drogi, pieniądze uzbierane, jedzie przez Poznań, ale może jeśli dołożyłoby się kasę, to zgodziłby się jechać przez Wawę- wtedy musiałby ktoś Boska dostarczyć do tych Lipnik czy czy jak im tam a my z wawy do białego
  12. to ja dodałam tak na szybko tu: [URL]http://ale.gratka.pl/ogloszenie/544309_5miesieczna_bokserka_szuka_pilnie_domu.html[/URL] [URL]http://www.eoferty.com.pl/id33777.html[/URL] [URL]http://www.4lapy.pl/ogloszenia/pokaz.php?id_ogl=26830&id_kat=12[/URL] [URL]http://www.gieldaogloszen.pl/ogloszenie.php?oid=5662[/URL] [SIZE=1][URL]http://gumtree.pl/cgi-bin/show_posting.pl?posting_id=9252249[/URL][/SIZE] [SIZE=1][URL="http://www.zwierzeta.pilne.net"]www.zwierzeta.pilne.net[/URL][/SIZE] [URL]http://zwierzeta.5aleja.pl/index.php?method=showdetails&list=advertisement&rollid=4877&fromfromlist=classifiedscategory&fromfrommethod=showhtmllist&fromfromid=15[/URL] [URL="http://www.tablica.pl/item,2901,5miesięczna%20bokserka%20szuka%20pilnie%20domu!.html"]http://www.tablica.pl/item,2901,5miesięczna%20bokserka%20szuka%20pilnie%20domu!.html[/URL] [URL]http://www.kupsprzedaj.pl/secure/showAdvert.do?rid=1&aid=543182&cid=149[/URL] [URL="http://www.kupiepsa.pl"]www.kupiepsa.pl[/URL] [SIZE=1]uważajcie na rozmnażaczy![/SIZE] [SIZE=1]dodaję w bokserach- ok? [/SIZE]
  13. o 18.52 było info, że Mysia dostała dwa maile, a o 19.27, że hurra szukamy transportu...:shake: to już nie chodzi o 'kawał drogi' ale o to JAKI ten dom jest! Mysia czy rozmawiałaś z tym panem przez telefon?
  14. Wiecie co... nie chciałam do tego wracać, ale... Kiedy mój tata po piętnastu latach błagań o psa wreszcie się zgodził, nie mogłam uwierzyć. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co to dogomania, wiedziałam jednak, że chcę dorosłego psa ze schroniska z marnymi szansami na adopcję. Chciałam tego jedynego, że wystarczy jedno spojrzenie i będę wiedziała, że to TEN. Mogłam wybrać małego-średniego psa. Umowa była taka, że tylko i wyłącznie ja będę się nim zajmować. Ok. Jeździłam na Paluch przez miesiąc. A to kwarantanna, a to chory, a to depozyt. Jeździłam sama, tata nie chciał ręki do tego przykładać, jeśli bym wybrała, dopiero ze mną pojedzie podpisać umowę (byłam niepełnoletnia). Którejś niedzieli wybłagałam, żebyśmy pojechali razem. Dużo ludzi, jak zwykle pytałam o kilka numerków, ale trafiałam na nieadopcyjne. W końcu, o dziwo, tata wskazał na jasną, chudziutką suczkę przywiązaną do drzewa. Podeszliśmy, suczka miała wielkie smutne oczy, takie jakby zapłakane. Kucnęłam, a ona oparła się przednimi łapkami o kolana i patrzyła gdzieś w dal. Numerek okazał się szczęśliwy- do adopcji. W biurze dowiedzieliśmy się, że to wspaniała suczka, już raz adoptowana ale zwrócona, bo ponoć kogoś ugryzła, ale "ludzie wszystko wymyślą, żeby tylko psa się pozbyć". Dyrektorka płakała, żegnając się z nią. Dla mnie to był niesamowicie szczęśliwy dzień- w końcu miałam psa. Była u nas 1,5 miesiąca. Rzucała się z "pianą" na każdego psa i przechodnia. Od początku warczała, gdy było coś nie po jej myśli, np. chciałam, by zeszła z łóżka. Dostawała szału, jak ktoś pukał albo wychodził z domu- gryzła na oślep, jednak nigdy człowieka. To samo- tak jakby mnie nie poznawała- zaraz była kochana i chciała się przytulać. Największy problem mieliśmy z jedzeniem- nie chciała nic jeść- badania nic nie wykazały. Na widok pełnej miski warczała i wchodziła pod stół, robiła się sztywna. Nie było mowy o wyciągniętej ręce z jedzeniem- warczała. Jadła tylko w samotności i to niewielkie ilości, coś tam mlasnęła. Było kilka sytuacji, gdy coś upadło mi na podłogę i chciałam podnieść- podbiegała z zębami, a ja zamierałam. Byłam u czterech weterynarzy- na początku radzili, gdy nic nie skutkowało, wszyscy doradzali uśpienie. Skontakowałam się z behawiorystką- p. Iracką. Była u nas dwie godziny, obserwowała Misię, aranżowaliśmy te sytuacje, gdy pies jest agresywny. Zapisała mi kilka kartek, dostałam receptę na tabletki o działaniu przeciwdepresyjnym i przeciwlękowym (które miały być podawane w jedzeniu oczywiście...)- dla psa. Robiłam wszystko według zaleceń- nie prowokować takich sytuacji, stopniowo zacząć karmić z ręki, miskę stawiać na 15 minut i zostawiać psa w spokoju, jak nie zje- chować i tak co jakiś czas. Jak ktoś wychodzi z domu, przeczekać napad agresji, udawać że nic się nie dzieje i po kilku minutach dopiero zamknąc drzwi. Po dwóch tygodniach- Któregoś wieczoru tata miał wyjść na noc. Wyszedł z domu, Miśka oczywiście chciała zjeść powietrze przy drzwiach, a ja, być może za szybko tego razu wstałam, żeby zamknąć drzwi. Rzuciła się na mnie, ugryzła w pupę ;) i rękę, myślałam, że niegroźnie, wybiegłam na klatkę i zawołałam tatę, szybko przybiegł, pies do tego czasu starał się mnie złapać a ja go odganiałam. Pogryzła mnie do krwi. Tata ją odgonił, niestety siłą. Musiał wyjść na jakiś czas, uspokoił mnie, że to na pewno tylko w tej sytuacji była agresywna i teraz już będzie spokój, zadzwonił po moją siostrę cioteczną, ona przyszła a on wyszedł. Misia siedziała pod biurkiem, skulona. Ja trzęsłam się na kanapie. Siostra siedziała w kuchni. Było mi szkoda psa, zawołałam ją cichutko (głupia, jeszcze miałam krew na rękach) a ona najzwyczajniej się na mnei rzuciła, uciekłam do kuchni i tam się zamknęłyśmy. Płakałyśmy ze strachu, chociaż to nieduży pies i zagryzienie nie groziło - a jednak. 40 min siedziałyśmy w kuchni, bez telefonu. Misia dobijała się przez pierwsze chwile do kuchni, potem zaczęła piszczeć i drapać w drzwi. Chciałam dostać się do telefonu- postanowiłyśmy otworzyć drzwi- siostra wzięła butelkę wody, a ja plastikową deskę do krojenia, i otworzyłam drzwi- pies się rzucił a ja już w totalnym amoku włożyłam jej w pysk te deskę, wyrwała ją z naprawdę strasznymi oczyma... Tata wrócił, Miśka się cieszyła. O 12stej w nocy zawiózł ją do schroniska. Ochroniarz powiedział, że pamięta ją, do schroniska przywieziona z interwencji, bo pogryzła. Potem ta adopcja, w której też kogoś ugryzła. I ja. W nocy nie było nikogo prócz ochrony, wiec pojechaliśmy następnego dnia- chciałam porozmawiać z kierowniczką, nie było jej. Powiedziałam kierownikowi, że czterech weterynarzy doradzało uśpienie, ze była behawiorystka, ze z tym psem jest coś nie tak. Miśka była w transporterku z karteczką obserwacja- pogryzienie. Na widok taty bardzo się cieszyła, jednak na mój mało nie zjadła krat:shake: Nie wiem. Było mi strasznie i do dziś mam straszne wyrzuty sumienia. Na Paluchu nie usypiają psów. A ja myślę, że to byłoby najlepsze wyjście, naprawdę, bardzo mi jej szkoda. Po jakimś czasie byłam na Paluchu- dyrektorka na mój widok powiedziała - Ooo, pani od Zuzi (Misi), pani chciała ją uśpić a Zuzia żyje i ma się dobrze- nie wiem co ona rozumie przez "dobrze". Oczywiście suczka jest nadal w schronisku a ja jestem ta najgorsza, co wzięła psa i oddała, gdy się znudził. Naprawdę zrobiłam wszystko, co mogłam. Od prawie dwóch lat mam psa, wziętego ze schroniska jako szczeniaka i mam problem z jego strachliwością, ale kocham go nad życie i nigdy przenigdy bym go nie oddała. no to się rozpisałam...
  15. [B]Mysia czy dom sprawdzony?[/B] jakie warunki oferuje Boskowi? mieszkanie, dom, ogród, buda ?
  16. zaglądamy, ale nic nie piszemy...
  17. ale można go utemperować...nauczyć, wychować...
  18. rozumiem ale może dogo pomoże- bazarki czy coś moim zdaniem warto spróbować zadzwonic do tej emerytki, moze nie 'bierze' dużo ;)
  19. [QUOTE][IMG]http://img211.imageshack.us/img211/4637/p4150004hg5.jpg[/IMG][/QUOTE] tak myślałam, ze terierkowaty mały diabełek...śliczna jest, ale co z tego:shake:
  20. i jeszcze jedno [B]Imię i nazwisko:[/B] patrycja ostrowska [B]telefon:[/B] 0 609 604 256 0 22 851 64 07 [B]Rodzaj oferowa[B]Doświadczenie:[/B] mam doświadczenie w opiece nad psami przeróżnej maści, charakterze i wielkości. Często przebywam z moimi podopiecznymi na działce 3000 m nad jeziorkiem Czerniakowskim w Warszawie i jeszcze do tego wychodzę na spacery.Psy mają stały dostęp do najlepszego jedzenia - wołowiny, gotowanego z ryżem drobiu, nabiału, dobrej suchej karmy.Nie daję psom puszek, które są niezdrowe. Najczęściej zdarza się tak, że zwierzak po kilkudniowym pobycie u mnie niechętnie wraca do właściciela, wcale nie wykazując radości na jego widok !!![B]Dodatkowe prace:[/B] do uzgodnienia[B]Posiadane zwierzęta:[/B] Mala, lagodna wysterylizowana suczkanej opieki:[/B]- opieka w domu właściciela zwierzęcia - opieka w domu opiekuna - spacery z psami - inne... (wymień) jestem otwarta na rożne propozycje
×
×
  • Create New...