Denisek znowu dziś był baaaaaardzo nie grzeczny. Załamałyśmy się z mamą, bo stwierdziłyśmy, że niestety, ale Denisek móżdzku nie posiada, chyba, że dopiero kiełkuje:( Starsznie cięzko go upilnować. Mama wracała z nim do domu, a ten Drań urwał smycz, bo tak ciągnie, że urwał, i poleciał w siną dal. Musieli go łapać panowie, zbierający śmieci... W końcu podobno, przestraszony całą sytuacją przyszedł do mamy, ale biedaczka musiała się za nim na biegać. Do domu niosła go NA RĘKACH bo urwał smycz (naszczęscie nie tą nową, angielską:)). Urwał tą smycz, bo biegł za autem. Naprawde, ręce opadają.