A więc Inka od piątku jest w nowym domku.
Na początku po wyjściu mag.dy była smutna i patrzyła na drzwi. Dwoiliśmy sie i troiliśmy żeby tylko ją zabawić:) Dostała kurczaczka z kaszką.Na poczatku jadła po trochu.Później sie położyła na swoje posłanko- dużo w tym pomógł kocyk,który mag.da jej zostawiła.Widać było że dzięki niemu czuje sie pewniej, wtknęła w niego nosek i zasnęła.Momentem przełomowym było jak jedliśmy późny obiad, usiadła koło nas i patrzyła jak zareagujemy,a my daliśmy jej jeść razem z nami, od tej chwili chyba uznała że należy do tego stada. Mój tata został wybrany przywódcą i zaczęła za nim chodzić jak cień. Nawet wczoraj jak odkurzał chodziła za nim i za odkurzaczem.
Ale trzeba przyznać ,że ma swój charakterek.W piątek na pierwszym spacerze obszczekał ją ratlerek ze swojego balkonu- ona nie pozostała mu dłuzna w szczekaniu,ale wymyśliła sobie inną złośliwość niż szczekanie na niego, a mianowicie codziennie przechodząc koło jego balkonu właśnie tam zatrzymuje się na załatwienie swoich grubszych spraw fizjologicznych, po załatwieniu się szczeka dwa razy i idzie dalej :)