[B]Witam Szanownych Dogomaniaków![/B]
Zapewne wszyscy kibicujący i bezpośrednio zaangażowani w przedsięwzięcie o imieniu [B][I]DORIAN [/I][/B]
zainteresowani są dalszymi losami tego kochanego psiaka :loveu:. Oto one:
Podróż
W środowy poranek (na ten dzień specjalnie wybłagałem u szefa urlop) spakowaliśmy z Kate (moja żona) niezbędne do przetransportowania z holelu oddalonego od nas o jakieś 180 km Doriana i w drogę. W domu musiał pozostać nasz pupil, sznaucerek średni Muffin. Od wtorkowego wieczoru
był jakiś niespokojny, chyba przeczuwał, że państwo coś wykobinowali niekoniecznie po jego myśli i zamierzają dokwaterować mu kolegę :shake:. Rankiem już był pewien gdzie jedziemy, bo zwąchał parówki (przysmak Doriana) w spakowanej reklamówce i został w domu wyjątkowo niechętnie,
popiskując (pewnie tez chciał jechać). Udało się nam dosyć sprawnie dotrzeć do hotelu psiego (tematu dróg nie poruszam, bo jakie są każdy wie...), tu niezbędne formalności załatwilismy z bardzo miłymi właścicielami (szkoda że takich ludzi jest tak mało), potem spacerek z Dorianem ostatni w tym miejscu i w drogę. W drogę? Pominąłęm kwestię załadunku, a nie było to proste, bo nie chcieliśmy robić tego na siłę (w końcu to duży piesek :lol:) ale
wiadomo, parówka czyni cuda i lekko popychany piesek wszedł do samochodu, i w drogę.
Dorian nie lubi jazdy samochodem (choroba lokomocyjna) ale dzielnie ją znosił , głaskany cały czas przez swoją panią ale do czasu
(Radom), gdy jego nowy pan czyli ja :sabber:, zgłodniały nieco sięgnął po czekoladę i zaszeleścił papierkiem. Piesek się obudził, a potem już szybko poszło, bo zaczął drapać łapą po siedzieniu, pech bo nie było gdzie stanąć (rondo) i nim coś wykombiowałem, to... przymusowy przystanek i sprzątanie samochodu (parówka i trochę suchej karmy wyszło z żołądka). W czasie
porządków jego pani poszła z nim na spacerek. Nie mogłem uwierzyć, taki wielki pies a rozłożył się łapami do góry żeby go głaskać... jak to zabawnie wyglądało, kochane psisko. No dobra, posprzątane (byliśmy przygotowani na taką ewentualność) tylko jak go teraz ponownie załadować, bo za dużo jedzonka (czyli parówek) dać nie można, zresztą i tak nie chciał jeść
(no ja na jego miejscu tez nie miałbym apetytu). Żona delikatnie ciągnie za szelki, piesek raczej nie zamierza się zapakować do auta. W końcu wziąłem pieska pod przednie łapy i wstawiłem najpierw przód a potem tył :crazyeye: (całe szczęście, że waży trochę mniej ode mnie). Nie było łatwo ale Dorian nie protestował, taki kochany psiak. Dalsza droga przebiegła już bez zakłóceń i od razu już w Kielcach pojechaliśmy do bardzo miłych weterynarzy. Tu go dokładnie zbadali i zważyli (stąd wiem że waży niewiele mniej niż ja ;)). Pani doktor też ma psa ze schroniska i wie co znaczy dom dla tego poczciwca. Sama była nieco zaskoczona jego kondycją, bo jak na psa ze schroniska to w całkiem niezłej formie! Nie omieszkaliśmy zaznaczyć, że Dorian od miesiąca nie mieszka już w schronisku tylko w hotelu a to za sprawą grona ludzi kochających i dbających o biedne psy. Zdrowy jak rydz, tylko to oczko, ale pojawił się pan doktor, również je obejrzał i przepisał kropelki. Może pomogą a jeśli nie to będziemy się konsultować z Dr Garncarzem z W-wy. Dostaliśmy jeszcze coś dla higieny (do wykąpania, ale jakoś nie mogę sobie wyobrazić Doriana w kabinie prysznicowej:-o.
No wreszcie przyjazd do domu. Żona z Dorianem na spacerek, tam gdzie nasz mały urwis nie chadzał jeszcze, a ja do domu po futrzanego kumpla. Zwykle Muffin wita mnie niezwykle serdecznie, ale tym razem najpierw niezwykle krótkie, serdeczne "witam", a potem intensywne wąchanie - "no tak, jednak zrobiliście to o czym dyskutowaliście w domu". W końcu spacerek w nowym dla obu miejscu i... całkiem nieźle wypadł, Muffin jak zwykle z rezerwą do dużego kolegi, ale zainteresowany i chyba nawet nieco zadowolony. Psiaki szły nawet koło siebie. Kiedy mijaliśmy śmietnik, Dorian wyraźnie skierował się w jego stronę (wcześniej na parkingu obok lecznicy było podobnie), więc nie trudno zgadnąć co musiał przeżyć i że takie miejsca nie są mu obce. Niestety powrót ze spaceru zakończył się niespecjalnie udanie dla Muffina, bo brykając rozciął sobie łapę, na szczęście nie bardzo groźnie ale pojechałem z nim do lekarza, który ranę oczyścił i opatrzył. Następny spacer już był w skarpecie :shake:. Podczas naszej nieobecności Dorian dostał jeść.
Aż trudno uwierzyć jaki to dobry i usłuchany psiak, żona i ja pod wrażeniem, bo nasz Muffinek to kawał urwisa :evil_lol: i trudno od niego wyegzekwować posłuszeństwo. Mały sznaucerek tak średnio zadowolony z nowego kolegi w mieszkaniu które należało w całości do niego, no i zazdrosny o swoich państwa, zdarza mu się powarkiwać jeszcze (oczywiście zostaje skarcony za takie zachowanie), a Dorian to siła spokoju..
cdn