Wczoraj przymroziło mi mózg, wreszcie wybrałam się do Karpacza. Łukasz nie chciał jak zwykle z nami jechać, ale stwierdził że zabierze się po drodze do Jeleniej do kina na Gwiezdne....No dobra, patrzyłam z dwa razy na czas filmu (rozpoczynał się 10.45) i wg moich przymrożonych obliczeń, kazałam rodzicom odebrać Łukasza w okolicach 12.15 ( seans faktycznie skończył się 13.30, a więc dziadkowie blisko półtorej godziny - (przyjechali wcześniej), kwitli w Heliosie :P)
A co do zimy, w Karpaczu tez marnie ze śniegiem, armatki na stokach pracują, już od Wangu pokrywa coraz większa. Ale nie dziwię się, że tyle wypadków w Tatrach, jest baaaardzo ślisko. Krótka fotorelacja z Karpacza (nie daję więcej, bo znowu dogo nie wytrzyma z moją rodziną :P)