-
Posts
1374 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by AlKil
-
Dzięki Ewuś. Rozumiesz o co w tym chodzi, bo większość mi mówi, masz dobrze, masz jeszcze dwa to tak nie cierpisz. A to g... prawda.
-
Nie chciałabym aby to miejsce stało się wylewanią łez, ale... Niedługo miną trzy tygodnie, a ja nie mogę się otrząsnąć. Wszystko stało się takie puste i bezsensowne. Ja wiem - są dzieci. Ale to inny poziom mych uczuć, natomiast poziom życia z psami spadł poniżej zera... Ktoś mógłby powiedzieć - masz jeszcze dwa psy. No właśnie... Mogę się przyznać, że dopiero kilka dni temu pierwszy raz ....dotknęłam Alberta. Każde spojrzenie na niego rozdziera mi serce. Wiem, ze muszę się przełamać, ale coś we mnie strasznie krzyczy, gdy na niego patrzę. Bo teraz już jestem w stanie patrzeć. wcześniej nie mogłam. Nie mogłam wyciągnąć ręki, wyczyścić mu uszu, przytulić się. Aby się przełamać najpierw spróbowałam z Killerem. Ostrzygłam go, bo przypominał skołtunionego mopa. po kilku dniach dotknęłam przelotnie Alberta. Ale nie mogę się zdobyć na nic więcej. To jest potworne uczucie, że jest się takim zimnym wobec własnych psów. Ale nie mogę, na razie... Wszystkie moje tegoroczne plany związane były w jakiś tam sposób z Balladą. Zrobienie ogrodzenia, płotku do warzywnika, by nie zadeptała mi roślin, uprzątnięcie do końca pom. gospod., by można je tam w spokoju zostawić, wiedząc, że nie zdemolują chaty, bo Albert z Balladą i Killusiem świetnie w tym zakresie współpracowali. W końcu plan wystaw, planowanie szczeniąt, by mogła ten cudowny charakter przekazać szczeniakom. Nowy obiektyw, by robić jej zdjęcia. Wszystko przykrył kurz. Wszystko szlag trafił. Dobrze nie wyszliśmy z choroby uszu Alberta, mama miała operację w szpitalu , choroba Ballady, wiadomość o śmierci znajomego, operacja ojca. Wszystko w ciągu jednego miesiąca. Może za dużo jak dla mnie... Staram się sobie znaleźć zajęcie, glansuję chatę, wystawiam faktury, sprzątam, piorę, gotuję i jest tak bardzo pusto wokół mnie. Bo nie ma Jej.... Wczoraj rozmawiałam z moim przyjacielem przez telefon (pomagał Tz-owi chować Balladę, przyjechał w środku nocy po moim smsie), coś tam powiedział, ja się zaśmiałam. A on do mnie "jak dobrze słyszeć, że się pani śmieje". Zdałam sobie sprawę, że ostatnio mało kto widział mój uśmiech. Ja nawet z Tz-em prawie nie rozmawiam... Nie śpię po nocach, oglądam tą olimpiadę, nawet hokej, choć krążka nie widzę, a jak zasnę, to śni mi się Niunia. Chyba zwariuję. Chyba wyląduję na jakiś antydepresantach, bo po prostu nie mogę sobie dać z tym rady. Jak ja mam się po tym pozbierać...:-(
-
[attachment=633:3442.attach] Rozjaśniłaś mój świat. Twój uśmiech z wywalonym kolorowym jęzorkiem, Twe strzelające spojrzeniem aniołka oczy, miękkość Twojego futerka. Radość życia przepełniała Cię od czubka noska po koniec ogonka. Dzień, w którym trafiłaś do nas był jak wybuch wulkanu optymizmu. I tak było każdego ranka. Twój sen był czujny, czekałaś na każdy znak, że już można wybuchnąć tą nieustającą falą radości. Spowodowałaś, że zaczęłam cieszyć się każdą chwilą, że każdy dzień był oczekiwaniem na Twój nowy wygłup, szaleństwo. Nie sprawiłaś mi nigdy zawodu, kłopotu ani trosk. Twe demolki rozczulały tylko moje serce, były artystycznym przejawem Twojego ja. Gdy narozrabiałaś, nie można było się na Ciebie gniewać dłużej niż 3 sekundy. Ten wzrok pełen skruchy i nakrycie łapą nosa - i już byłam rozbrojona w drobny mak. I zaraz wybuch Twojej radości, że już jest dobrze. Twe szaleńcze galopy po łąkach, tak bardzo nie niufowe... Ty byłaś jak motyl w pogodny, letni dzień. Sprawiłaś me życie lepszym, pełniejszym, radosnym. Z chwilą, gdy przestało bić Twe serduszko i część mojego bić przestała... Tak strasznie tęsknię. tak strasznie boli. Taka pustka wokół mnie. I ta cisza bez Twojego śpiewu.... I tylko myśl, że teraz za Tęczowym Mostem wnosisz tą radość, którą nam dawałaś, pozwala mi przetrwać następny dzień..... [attachment=634:3443.attach]
-
Niunieczka [attachment=628:3436.attach] [attachment=629:3437.attach] [attachment=630:3441.attach] [attachment=631:3440.attach] [attachment=632:3438.attach]
-
Dziękuje Kochane. Dziś w nocy o 24.15 minie tydzień. [attachment=623:3431.attach] [attachment=624:3432.attach] [attachment=625:3433.attach] [attachment=626:3434.attach] [attachment=627:3435.attach]
-
Aluś............dziękuję.....
-
DZięki Dziewczyny. Zaglądam tu codziennie i choć trochę pomaga mi myśl, że nie jestem z tym całym bólem sama. Próbuję się jakoś pozbierać, ale kompletnie mi to nie wychodzi. Nasze życie wywróciło się do góry nogami. Magda zaczęła chodzić do szkoły na te parę dni przed feriami. Musi się jakoś wziąć do kupy, bo w marcu ma olimpiadę okręgową z budownictwa. Wygrała szkolną, więc nauczycielka pokłada w niej nadzieję, a kto zrozumie w szkole ból po psie..... Junior nie chodzi do szkoły wcale, jeździ z Jarkiem do pracy. On tak bardzo się stara mnie pocieszyć, ciągle przytula, wymyśla zajęcia. Po kolei dowiadują się bliscy i znajomi. Telefony... każdy próbuje pocieszyć. Ale kto jest w stanie mnie zrozumieć? Ja wiem, że ten straszny ból minie...kiedyś... Gdy po kolei odchodziły psy znajomych, Dino mamy, oswajałam sie z myślą, że Albert wchodzi w stateczny wiek. Że mogą zacząć się kłopoty zdrowotne. Zresztą już się zaczęły. drugie zapalenie ucha w ciągu roku. Gorsze niż poprzednie. Ale dobrze zareagował na leczenie. Moje psy tzn. Albert i Killer to są takie normalne psy -kłopoty, radości na zmianę. Problemy wychowawcze. A Ballada nie. Ona była inna. Nie idealizuję, bo i ona potrafiła narozrabiać. Ale była w niej taka radość życia, takie szczęście, którym obdarzała wszystkich. Przez całe swoje życie nie miała dnia, w którym byłaby smutna, krnąbrna, zła. Ona pokazała mi, że pies może być przyjemnością i radością w każdym calu. Te jej oczy, które rozbrajały każdego. Ballada, Balanga, Lambada - znajomi różnie do niej mówili, ale każde przezwisko w pełni oddawało jej charakter. Żyła po to by się cieszyć i jeść. Jedzenie wszystkiego co się da. Jako szczenię nieraz przyprawiała mnie o palpitacje i podziw naszego weta co była w stanie wchłonąć. Ale od roku jakby się uspokoiło. Oczywiście wyszukiwała resztki, kompost miał w sobie magnes nie do pokonania. Ale z innymi rzeczami był spokój. Nawet ostatnio rozmawiałyśmy z Edytą, że misie które od niej latem dostała dalej żyją, jeden tylko po szarpaniu stracił łapkę, ale nie zostało nic pożarte. Ostatnio Edyta w paczce przysłała kolejną porcję pluszaków, bawiła się nimi chętnie i niczego nie poszarpała, nie zjadła. Miała porcję gryzaków od mikołaja na święta, też wszystko całe... Żyła tak radośnie, wesoło, intensywnie. Moja Niunia. Najukochańsza. Tylko dlaczego tak krótko.........................
-
Wczorajszy dzień był straszny. Dzisiejszy jest jeszcze gorszy. Wczoraj były momenty, że myślałam, że to wszystko zły sen. Usiłowałam zasnąć w dzień po tej okropnej nocy. # tabletki uspakajające nie przyniosły efektu. Wieczorem relanium i w końcu nadszedł sen. Śniła mi się ona, nasze wspólne chwile od szczeniaka. I rano ten koszmarny koniec. I pobudka z myślą i łzami, że to naprawdę koniec............ Wszyscy jesteśmy zdruzgotani. Magda w ogóle nie wstała wczoraj z łóżka. Na noc też dostała połówkę relanium. Michał przeżywa strasznie ale stara sie mnie pocieszać, szukać mi zajęć. Pojechaliśmy na spacer do Gdyni nad morze. Wszędzie psy......... Znajomi zaprosili nas na obiad go knajpy. Ewa przepisała mi receptę na relanium. Wróciliśmy i nie usłyszałam już przed domem tej oszałamiającej radości Ballady, że już jesteśmy. Wtedy to do mnie dotarło. Już nigdy tego nie usłyszę............ Jarek chodzi przybity. Nie widziałam go jeszcze takim. A przecież miał zawsze psy i one kiedyś odchodziły. A nieraz przecież się złościł na to jej adhd. Że jak się tylko ruszy, to pełna demolka. A tak rzadko leżała spokojnie. Leżała tylko jak wszyscy siedzieli, jak tylko ktoś się ruszył, była gotowa do szaleństw. Jak w tej koszmarnej chwili go zawołałam, to mówił "co ty mówisz, ona śpi, ona śpi......" Zaczął ją ruszać, wołać, a gdy do niego dotarło próbował reanimować. Potem ta jego bezradność... Ja leżałam na podłodze i miałam nadzieję, że zaraz świat się skończy, że nie będzie już potem.... Ale się nie skończył........... Przez wszystkie te dni gdy była chora, gdy ładowałam w nią strzykawką parafinę, kontrast przemocą, bo zaciskała zęby z całych sił, patrzyła na mnie z tymi oczami z takim strasznym wyrzutem, że co jaj jej robię, a potem nie patrzyła się wcale. W lecznicy nigdy nie spojrzała mi w oczy. I w ten cholerny piątek, gdy po rozmowie z wetami, ze swoim wetem, z Edytą podjęłam decyzję o operacji, weszłyśmy z powrotem do lecznicy, ona sie położyła i wlepiła we mnie te piwne oczy, nie spuszczała za mnie wzroku. I pojawiła się we mnie taka straszna myśl, że Dino mojej mamy też się na nią tak patrzył i że się nie udało. Że mama nie mogła dać sobie potem rady z tym wzrokiem. Czy nie uciec z tej cholernej lecznicy, tak mi przeszło przez głowę. Wiem, że nie mogłam uciec, że jakbym wyszła, to Ballada skonała by w męczarniach, bo nikt nie wiedział o tym cholernym kawałku bandażu. Ale to wcale nie pomaga. Bo operacja się udała nie było jeszcze żadnego stanu zapalnego, nic nie wyciekło do otrzewnej. To dlaczego.................... Ona wiedziała........ona wiedział gdy patrzyła mi wtedy prosto w oczy....... ona się żegnała...............
-
Serduszko Ballady przestało bić o 24.15........ Chyba nie wytrzymało narkozy. Wydaje mi się, że jelitka zaczęły pracować, poszły bąki, trochę rozwodnionej kupki. Była strasznie zakręcona, potem wstała zwymiotowała. Nie miała sił stać na nogach, pomogłam się jej delikatnie położyć. Zaczęłam myć ją pod ogonkiem i wtedy nagle przestała oddychać......... Obudziłam Jarka, próbował ją reanimować....... ..................................................................... ..................................................................... Pochowaliśmy ją pod brzózkami od strony tarasu. Daliśmy nasze zabawki, maskotki od Pysi................ co ja bez niej zrobię w domu taka przerażająca cisza ona nie pozwalała mi się martwić przez sekundę, jej uśmiech był od dzień dobry do dobranoc nie wiem nie wiem O czwartej położyłam się na łóżku w ciuchach i nagle poczułam, uwierzcie lub nie to jej pchanie się na kolano gdy szła na spacer. Myślałam, że serce mi pęknie... i pęka dalej.....................................
-
........................................ Ballada tak strasznie cię kocham...................................................................
-
-
-
.................................................................
-
.................................................................
-
.......................................................
-
Trzymajcie kciuki.............. Ballada ma operację....zżarła wiadro........:-(
-
ooooooo maaatko............wzruszyłam się.........
-
Szatańska galeria - czyli popaprane championy z przeklętych rewirów
AlKil replied to Vectra's topic in Foto Blogi
A u Ciebie to zawsze o pożytecznych rzeczach...likierek...mnam mniam. -
Cześć Madźka! Pooglądałam foty i teraz przez Ciebie chce mi się takiej cynamonowej bułeczki... Potargaj kudełki brytanom ode mnie.
-
Eeee ten rotek to jest sztuczny dlatego dziecię bez obaw tam przebywa....:eviltong:
-
[quote name='anetta']:evil_lol::evil_lol: Ty to z nimi masz :evil_lol: A co to za środek od Pysi? Co Killer tam ma w pojemniku? :evil_lol:[/QUOTE] podobno niezawodny czerwony Johnson, niestety nie dla Alberta... A w wanience moje świąteczne żarełko... [quote name='Pegaza']to jak wegorz wyglada ale na 100% nie wiem.. wiecej fotek tych czarnuchow !! czy Ty go dopralas po tych kulach?;) [URL]http://www.dogomania.pl/attachment.php?attachmentid=3269&d=1263745736[/URL][/QUOTE] Ano węgorz na tle karpików. Po co prać??? Same odmarzły, a podłoga sama wyschła, bo mam kafle z podłogówką...:evil_lol: Najważniejsze to nie wymyslać sobie roboty...:evil_lol: [quote name='Alicja'][COLOR=Red][B]jakies to niepodobne do Kilera :hmmmm: [URL]http://www.dogomania.pl/attachment.php?attachmentid=3270&d=1263745831[/URL][/B][/COLOR][/QUOTE] A wydawało mi się, że to on. Dlatego wpuściłam toto do domu. [quote name='Alicja'][FONT=Arial][COLOR=Red][B]jakies to niepodobne do Kilera :hmmmm: [URL]http://www.dogomania.pl/attachment.php?attachmentid=3270&d=1263745831[/URL][/B][/COLOR][/FONT][/QUOTE] Cholerka, idę mu się poprzyglądać, może to rzeczywiście nie on skoro się tak upierasz...:roll: Na foty czarnych to jeszcze poczekacie. trzeba je wykonać. Za to pokażę Wam nowego mieszkańca domu moich rodziców. Niestety nasz kochany Dinuś odszedł za Tęczowy Most...:-( Mama strasznie rozpaczała, bo okoliczności były dość dramatyczne i dzięki wybitnej pomocy weterynarzy:angryy: pies męczył się tydzień zanim nas opuścił. mój kochany braciszek pojechał do schronu i przywiózł takiego gościa... oto jego pierwsza podróż do nowego domku. [attachment=562:3150.attach] Jechał tak, jakby nigdy nic innego w życiu nie robił.:evil_lol: a to już w domku [attachment=563:3151.attach] Oczywiście mama była niezadowolona, bo to Dinuś był najmądrzejszy, najwspanialszy, najukochańszy i naj, naj, naj. Dinuś nie rozrabiał, nie siusiał, nie gryzł, nie psocił za szczenięcych lat.... (pewnie dlatego go do mnie przywozili jak szli do pracy, a folia na dywanach to ówcześnie panująca moda...;)) A Nero to wszystko uwielbia robić. Ale oczywiście miłość powoli rozkwita, nabiera rumieńców itd, itp...:loveu: A tata to chciał od pierwszej chwili i nawet teraz czyta książki o wychowywaniu szczeniaka.:lol:
-
Witaj Znikająca Haniu!
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
AlKil replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
Dzień doberek! Obejrzałam to wszystko oblodzone, śliczności... u mnie tylko zaśnieżone i wieje, wieje wieje.....- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
jakieś gotowanko tu się odbywało... wszystko pożarłyście?
- 78403 replies
-
Zajrzałam....