Już jestem. Przepraszam, wczoraj nie dojechałam do pracy.
Malizna ma teraz na imię Sati. Jej osobista pańcia musiała na chwilkę wyjść, więc Sati śpi sobie teraz na moim ręku. Jak śpi to jest bardzo grzeczna. Wczoraj była u weterynarza, ponieważ zdarzyło jej się zwymiotować. Wet kazał dawać mniejsze porcje papu. Sati się to zalecenie nie podoba, oczywiście swoje zdanie wyraziła. Nie podobało jej się również badanie, i również głośno wyraziła swoje zdanie. Weterynarz orzekł, że wyrośnie na diabełka w kociej skórce.
Gosiowy TZ, co to niby nie chciał kota oczywiście wpadł po uszy. Gosia narzeka, że ona to nie ma kota. Sati i Tomasz razem jedzą, śpią, bawią się, siedzą przy komputerze i wogóle wszystko co się da to robią razem.
Mam jeden wniosek: ta panienka umie sobie radzić z facetami.