-
Posts
623 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Ypsylon
-
tak czytam sobie o tych współwłasnościach i "pożyczaniu" psów hodowlanych... i muszę zgodzić się ze stellanovaa, nie każdy pies do tego się nadaje, naprawdę... z pewnością mam inne spojrzenie, niż zwykły właściciel ukochanego pieska, bo jestem hodowcą... wypożyczyłam kiedyś psa basenji z Danii - Nicky miał cudowny charakter, kochał wszystkich ludzi, nieco mniej kochał obce psy... nie zgadzał się z moimi samcami whippetami, ale generalnie nie miałam z nim żadnych problemów! Nie tęsknił, zaaklimatyzował się u nas momentalnie, zupełnie jakby się u nas urodził... Po niemal dwóch latach wrócił do swojej poprzedniej właścicielki i ponownie zmienił dom, był typem psa włóczęgi, wszędzie czuł się dobrze, wystarczyło okazać mu trochę serca... to my bardziej przeżyliśmy rozstanie z nim niż on z nami... natomiast moja Rosie, moja pierwsza sunia basenji... przyjechała do nas jak miała prawie pół roku, była wychowywana prawie w kennelu, ale jak u nas posmakowała życia poza klatką, gdy tylko za karę ją z powrotem tam wsadziliśmy to było wycie i słychać było rozpacz w jej głosie! Normalnie Rosie uwielbiała ludzi, nie było w niej agresji do psów, była straszliwą pieszczochą:) Swojego czasu mieliśmy problemy i musieliśmy Rosie umieścić na kilka tygodni u zaprzyjaźnionej osoby, którą Rosetta znała doskonale i chołubiła... gdy tylko znalazła się w nowym domu to zastrajkowała i zrobiła sobie głodówkę, daliśmy jej kilka dni na przetrzymanie... Jakże się pomyliliśmy!:))) Rosie wpadła na pomysł, by nowej tymczasowej właścicielce po prostu siusiać do łóżka, co nigdy wcześniej jej się u nas nie zdarzało, była niesamowicie czystym psem, do końca swoich dni... Jak i to nie pomogło, to co Rosie zrobiła?? Otworzyła sobie szafę i najzwyczajniej w świecie nasikała do butów tymczasowej właścicielki!!! co oczywiście przesądziło sprawę i Rosie szybciej niż zamierzaliśmy wróciła do nas:) oczywiście jej nowe przypadłości (głodówka, sikanie w pościel czy buty) zniknęły jak ręką odjął! No to po kilku tygodniach spróbowaliśmy ponownie umieścić Rosie w zaprzyjaźnionym domu, ale historia się powtórzyła... Widać Rosetta wcale nie chciała być oddana, nawet tymczasowo i najlepiej jej było u nas:) Bobo... mój malutki Bobo, wieczne dziecko...:) pojechałam po niego jak miał niespełna 8 tygodni... tam gdzie się urodził i wychowywał, to najgorsze miejsce jakie widziałam, nigdy nie zapomnę naszego pierwszego spotkania... "Hodowczyni" szarpnęła go za skórę, podrzuciła do góry i wrzuciła mi go na ręce, gdyby nie mój refleks to maleńkie szczenię wylądowałoby na podłodze:( maleńki, przerażony szczeniaczek aż wpił we mnie strasznie długie pazury, ja walczyłam ze sobą by się nie rozpłakać i nie napyskować "hodowczyni"... chciałam zabrać go i jak najszybciej wsiąść do samochodu i pojechać do domu!!! nasza podróż przez pierwszych kilka godzin to był koszmar, musiałam wydobyć z siebie całe pokłady ciepła, cierpliwości i miłości... może dlatego ja i Bobo jesteśmy tak ze sobą związani, wytworzyła się między nami specyficzna więź... do tego stopnia, że nawet jak jeździliśmy na wystawy to ja musiałam go cały czas trzymać, odległość większa niż 1 metr kończyła się wyrywaniem, paniką i panicznym wyciem, nawet jak moja mama go trzymała na smyczy a ja odchodziłam na kilka minut to odstawiał niesamowitą orkiestrę, zupełnie jakby ktoś zażynał psa!!! takiego psa jak Bobo nie wyobrażam sobie wypożyczyć... moja Pepsi... a właściwie Pepsi mojej mamy:) w domu uwielbia gości... natomiast na spacerach czy wystawach jak ktoś jej się nie spodoba to potrafi uszczypać czy nawet ugryźć... to również sunia, która nie nadaje się na wypożyczanie... przepraszam za nieco długi post, ale opisywałam to po to, by pokazać, że są psy, które nadają się do wypożyczania i takie które absolutnie nie zatolerują zmiany i kochają swojego właściciela nad życie... house of spirits - mogłabym napisać wiele o basenji, zwłaszcza w żartobliwy sposób, tylko że czasu ciągle brak:( basenji są niezwykłe, ale tutaj wszyscy doskonale o tym wiemy... ja zaczęłam swoją przygodę kynologiczną z chartami, basenji doszły do mnie zupełnie przypadkowo, ale chciałabym aby były ze mną jak najdłużej... jak dla mnie najważniejsza osoba w świecie basenji, nazywana "mamma basenji", czy Pia Palmblad Wright powiedziała mi kilkanaście lat wstecz: "pamiętaj, że każdy dzień z basenji może być inny, to bardzo sprytne i inteligentne psy, nigdy nie wiadomo co też im może przyjść do głowy"... i w zupełności się z tym zgadzam:) basenji "kombinują", a to niewiele ras psów potrafi:) czasem wręcz widać, jak trybiki w ich głowie pracują... ;) i jeszcze ostatnia sprawa jeśli chodzi o ginięcie tych zdumiewających psów pod kołami samochodów... tak, to przykre, że to często ma miejsce, ale niestety to wina właścicieli... ja tak uważam, zawsze ostrzegam nowego nabywcę, że to pieski bardzo niezależne i wołając je trzeba raczej prosić by przyszły, trzeba nauczyć się dyplomacji i nie powinno puszczać się ich ze smyczy w pobliżu ulic, najlepiej na jakimś zamkniętym terenie... taki basenji, uwolniony ze smyczy (to jest ich cecha, uwalniają siebie i inne psy wokół, przegryzając smycze) w pobliżu ulicy idzie przed siebie nie zważając na nic, on uważa, że to samochód ma się zatrzymać i go puścić!!! pamiętajcie proszę o tym...
-
też czytałam tę pracę :) mój przydomek jest odziedziczony po mamie - po dwóch miotach przepisała hodowlę na mnie, ponieważ wcześniej byłam za młoda a od samego początku psy oraz hodowla miały być moje... Ypsylon... jakie to dziwne, ale jak mama składała podanie o przydomek hodowlany i podała kilka propozycji (nie było wśród nich Ypsylona) to wszystkie ZG odrzucił bo były obcobrzmiące albo już kiedyś zarejestrowane... no i ktoś z ZG sam napisał na druczku nazwę Ypsylon i tak nam został przydzielony przydomek! najpierw byłyśmy zdumione bezczelnością ZG i chciałyśmy reklamować oraz składać nowe propozycje... po kilku dniach przetrawiłyśmy wszystko, przydomek się spodobał i tak zostało:) poza tym nasza Farsa była tuż przed porodem naszego pierwszego w hodowli miotu i nie było już czasu na reklamacje... ot i cała historia:) co do znaczenia to można udać, że Ypsylon to spolszczona nazwa litery greckiego alfabetu...;) czyli jednym słowem jedna wielka niewiadoma:diabloti:
-
mimo wszystko mam szczerą nadzieję, że Madja da nam się namówić na wystawienie, chociaż kilka razy Draki...
-
afre - szczeniaczki przesłodkie!!!:loveu: jak dasz radę to przedstaw nam wszystkie w pozycjach wystawowych i z imionami o ile już wybrałaś imiona... :)
-
[quote name='madja']a daja sie z tych lozek wymeldowywac? ;)[/quote] z tym już jest nieco trudniej... kładziemy się na wyścigi albo wpychamy się ;) a tak poważnie to i tak występuje u nas "wędrówka ludów" czyli jak któremuś za mocno przygrzeje w łóżku to zmyka sobie na fotel...:)
-
ja również, jako stuprocentowa babcia Draki bardzo pieknie o to proszę... zbliża się sezon wystawowy, Klubowa w lutym, blisko... pomożemy w razie czego!!! :)
-
wygląda jak taki mały Gapcio...:loveu: normalnie wycałować!!!
-
[quote name='madja']no ja jakos sie chyba nie nadaje ;)[/quote] madja - no Ty nie musisz;) wystarczy, że Draka się nadaje:)
-
[quote name='madja']ile masz piesow a ile lozek? :)[/quote] fartowna trzynastka:) a łóżka podwójne trzy...
-
madja - kiedy zobaczymy Drakę na wystawach???
-
ja na razie muszę z bólem serca zrezygnować z tej wystawy:(( jak się coś zmieni to najwyzej zgłoszę w późniejszym terminie...
-
moje wszystkie łobuziaki śpią w łóżkach... co do jednego, i basenji, i greyhoundy, i whippety... :)
-
[COLOR=darkgreen][B][I]bo w czasie wczorajszej rozmowy z Tobą aż mi sie głupio zrobiło, że całkiem zapomniałam o tych imionach... ale mam nadzieję, że jakieś Ci się podobają i cos dla siebie wybierzesz:)[/I][/B][/COLOR] [COLOR=darkgreen][B][/B][/COLOR] [COLOR=darkgreen][B][I]a moje dzieciaczki... no pewnie, że są śliczne;) i bardzo dziękuję za umieszczenie fotek i to w pozycjach wystawowych!:) Stella jak zwykle stanęła na wysokości zadania i ślicznie maluchy wystawiła, dziekuję:)[/I][/B][/COLOR] [IMG]http://img247.imageshack.us/img247/4120/chizy8bs.jpg[/IMG] [COLOR=darkgreen][B][I]mój samczyk to QUARTERMASTER YPSYLON[/I][/B][/COLOR] [IMG]http://img247.imageshack.us/img247/6315/dzieizy9gt.jpg[/IMG] [COLOR=darkgreen][B][I]i moja sunia to QUEEN OF SAABA YPSYLON[/I][/B][/COLOR]
-
zależy jakie lubisz imiona... dla psów na przykład: Zack, Zanzibar, Zahbar, Zahir, Zakkar, Zamfir, Zariarbbahari, Zasmir, Zethus, Zayyad, Ziguinhor, Zig Zag, Zimba, Zohari, Zumurrud.... dla suczek na przykład: Zarqa, Zaphirah, Zamboanga, Zamzamah, Zanakha, Zanoa, Zanija, Zarah, Zarqua, Zawi, Zefferla, Zelina, Zenaida, Zenie, Zhara, Zizza, Ziganie, Zilla, Zindarella, Zindawi, Ziyana, Zomba, Zonura, Zuwara.... można też połączyć dwa imiona i masz dwu-członowe... wszystko rzecz gustu! :)
-
house of spirits - warto zamieszczać, zapewniam Cię... :) oba standardy są identyczne, ale oczywiście Twoja wersja jest świeższa - ja swoją wzięłam z Klubu Basenji w Wielkiej Brytanii... uważałam, że będziesz najlepsza ;) i z przyjemnością znowu przeczytałam tekst Pani Doreen Duffin... myślę, że niektorzy też go z przyjemnością przeczytają... Pozdrawiam wszystkich!
-
Afre - nareszcie na forum baskowym!!! :) witam serdecznie:) maleńka sugestia - nie zmniejszaj tych fotek aż tak zmniejszonych, lepiej będzie widać maluszki na nieco większych... ucałuj wszystkie maluszki ode mnie koniecznie!:))) w końcu to moje wnuczęta... ;)
-
[SIZE=3][I]skoro mowa o prezentach świątecznych to tutaj pragnę złożyć wszystkim życzenia...[/I][/SIZE] [IMG]http://www.fultonchain.net/postcards/archive/new_year_birds.jpg[/IMG] [SIZE=5][COLOR=purple]pozdrowienia dla wszystkich MIŁOŚNIKÓW BASENJI!!!:)[/COLOR][/SIZE] Iza Wiszniewska Ypsylon - basenji, greyhound & whippet...
-
Prawdziwa Królowa Śniegu.... tylko taka gorąca i kochana:loveu: :multi:
-
[quote name='karenina']Mister Pirania dziekuje za podrowienia i obiecuje udziabac Rainiego w ogon i nastepnym razem przy sniadaniu :diabloti: A specjalnie dla Ciebie niedługo wstawie nowe zdjecia Hrabiny Lulińskiej :loveu:[/quote] przekazałam wszystko Rainy'emu, chyba nie była zachwycony...;) a zdjęć Luleczki wprost nie mogę się doczekać i bardzo proszę o ucałowanie w moim imieniu jej brzuszka - tak jak ja to jej robiłam:loveu: niech wie, że ciocia Iza pamięta o niej!:)
-
och jakie małe cudeńka...:loveu: :multi:
-
mieszkam w samej Warszawie i jest ogólnie głośno... ciągle jak jest okazja do strzelania to dzieciaki to robią, a w samego sylwestra to już w ogóle można podziwiać całą gamę barw i dźwięków...wśród wszystkich moich psiaków tylko jedna sunia bardzo boi się strzałów, burzy, itp, ale nie jest to basenji... basenji w sylwestra są po prostu niesamowite:) najpierw słychać pojedyncze wystrzały, petardy i moje basenji przeważnie śpią sobie spokojne porozkładane gdzieś tam na fotelach (wyjątkiem, że nie śpią jest jedzenie czegokolwiek przez kogokolwiek:))) )... z chwilą kiedy zaczyna się "odpalanie" fajerwerków to moje pociechy się budzą i widać ciekawość w ich oczach... jak nastaje północ, czyli całe apogeum dźwięków i barw, to my stajemy w oknach i podziwiamy, odsłaniamy firankę tam gdzie jest okno balkonowe, a basenji siadają zwykle przed szybą i też się przyglądają:) czasem tylko Rainy albo Pepsi skrobnie kogoś z nas łapką (tego, kto akurat wygląda przez okno) i dają znak, że czas na rączki... bierze się wtedy delikwenta na ręce i wygląda przez okno razem z nim:) oczywiście to co się dzieje na dworzu podziwiamy na zmianę, bo zawsze jedna osoba uspokaja i siedzi przy Venie (to ta whippetka z padaczką, która panicznie się boi)... i tak wygląda u nas sylwester;)
-
Karenina - z tego co wiem, to Twoje pociechy ciągle dostają tego typu prezenty gwiazdkowe:multi: cudowne masz te psiaki, miałam zaszczyt je poznać i kocham je jak swoje, a zwłaszcza taka jedną laleczkę...:loveu: wycałuj je i wygłaszcz ode mnie, a Mistera Piranię pozdrów od Rainy'ego :evil_lol:
-
ja niestety fotek nie mam... ale dla swoich pupili kupiłam i dałam kości cielęce oraz psie ciasteczka :) dzisiaj wracając z pracy ot tak kupiłam im całą paczkę suszonych patyczków... no i kolację Wigilijną również wszystkie miały świąteczną:)
-
tak, to prawda, małe basenji są nie do pobicia... tylko do zacałowania i schrupania... :)
-
bo one zawsze rosną jak na drożdżach... nim się obejrzysz a już będą prawie wielkości mamusi...