Jump to content
Dogomania

Bonsai

Members
  • Posts

    10956
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Bonsai

  1. Piegus też zawsze, gdy jestem chora, czuwa nade mną i patrzy zmartwionym wzrokiem, jakby mówił: "widzę , że Cię boli, co mogę zrobić dla Ciebie ? ? " . Od razu robi mi się milej na sercu. :loveu: Zdrówka!
  2. [quote name='RCookie']http://i248.photobucket.com/albums/gg186/Prejska/bbbb.jpg Właśnie widać jak jej smakują :evil_lol: To samo chciałam napisać. :evil_lol:
  3. [quote name='Od-Nowa']marzę o nim i śnię :loveu::cool3:[/quote] Jest za czym. :loveu: :cool3: Bardzo lubimy z TŻ ten obiektyw. No i kupiony za okazyjną cenę na eBayu. No i mamy starszą wersję - już nie produkowaną, a lepszą - m.in. dlatego, że jest metalowa, a nie plastikowa jak Mark II. :eviltong: [quote]eee, mi się zdaje, że bardziej przez jego delikatne linie. moje kunde każdy bierze za dwa samce :diabloti:[/QUOTE] To na pewno też. I siusiaka mu nie od razu widać, bo dużo futra ma. :eviltong: A ja nie wiem jak można pomylić Twoje suczki z psami. :crazyeye: Chociaż może tak mówię, bo znam ich płeć - ale z pyszczka nie wyglądają na facetów. :)
  4. [quote name='Od-Nowa']na drugim zdjęciu niesamowicie wyszły mu uszyska :loveu::lol: widzę,że jakiś fajny masz sprzęcik do focenia :razz: czym robisz? ładnie mu w tych szelkach:loveu:[/QUOTE] No, fajny wiaterek był, to i fajnie uszyska wyszły. :loveu: ;) Czym robię? Aparatem. :evil_lol: Canon EOS 400D + Canon EF 50mm f1.8 Mark I :) Następnym obiektywem będzie Canon EF 70-200mm f4.0L IS USM :loveu: Tez uważam, że ładnie mu w czerwonych szeleczkach, ale chyba przez to sporo osób bierze go za suczkę. :angryy: ;) :lol:
  5. Na ten weekend zostałam w Warszawie, więc jeśli masz czas - to nie ma problemu, możemy się spotkać. W tygodniu od rana do 15 jestem wolna w czwartki i piątki. Poniedziałek mam zajęcia do 13, wtorek do 15. Środa całą wolna. Ach, piękne jest życie studenta :P
  6. [b]Russellka[/b] wybacz, nie zauważyłam wcześniej Twojego posta. I ja witam po przerwie, teraz mam nadzieję, że już na dłużej zawitam na dogo. ;) [b]Agnes[/b] to bardzo chętnie się spotkam na sesję szkoleniową. ;) Sama na początku też bardzo potrzebowałam podpatrzeć jak to inni robią. Ale ostrzegam, wcale nie jestem w tym taka dobra. ;) Po prostu to lubimy z Piegiem i traktujemy jak zabawę. Jak nie wychodzi - trudno, zawsze wszystko można naprawić, a i ambicji na zawody raczej nie mamy. :)
  7. Jeszcze brakuje mi odbicia Bianci w kałuży. :cool3: Ale ładne fotki. ;)
  8. [quote name='Agnes']uffff przeczytalam popatrzylam popodziwialam:loveu::multi::eviltong: czesc:cool3: ciesze sie ze mamy tak futrzastego sasiada blisko nas i to jeszcze takiego ktory lubie klikanie:cool3: ja co prawda w tym temacie jestem raczkujaca, ale...mam nadzieje, ze to sie zmieni:multi::eviltong: sliczniasty Piegus i powodzenia na studiach w stolycy:eviltong:[/QUOTE] Cześć! cieszę się, że podoba Ci się mój futrzasty. :loveu: Co do klikania, to może nie mamy zbyt wielu nauczonych komend, ale sprawia nam to frajdę - jak chcesz to się zgadamy na wspólne klikanie. :cool3: A studia bardzo mi się podobają, dzięki. ;)
  9. Zostają jeszcze weekendy. ;) Poza tym nie w każdy dzień mam zajęcia, więc wtedy mogę wcześniej pójść na spacer (to tylko kwestia wstania wcześniej niż o 12... :evil_lol: )
  10. To białe w czerwonych szelkach było moje. ;) Czy puchate? nie wiem , nie mnie oceniać. W avatarze masz mojego psa, bądź w galerii (link w podpisie). No to już jakiś sukces, widziałam Was. :lol:
  11. To szykuje się jakaś wystawa w W-wie?
  12. Bonsai

    agentka 007! ;)

    Czekamy na więęęcej zdjęć z agilitowej Weny i cieszymy się, że Wam się to tak podoba. :)
  13. To różnie, zależy jak kończą mi się zajęcia. Generalnie to w godzinach 14-17. Chociaż dzisiaj nie jestem pewna, ale może Was widziałam. Na polu pod górką zaczepił Was szczeniak setera?
  14. Zazdroszczę gór i krajobrazów. :loveu:
  15. [b]pusia[/b] to było bardziej spotkanie towarzyskie z elementami szkolenia aniżeli spotkanie szkoleniowe z elementami towarzyskimi, ale nie zmienia to faktu, że było miło :) [b]Kinga[/b] mam nadzieję, że w lutym się uda. :) Tymczasem zdjęcia z dzisiejszego spacerku - była tak piękna pogoda, że grzechem byłoby nie iść na długi spacer z psem i z aparatem. :lol: [img]http://images31.fotosik.pl/391/5e5ddf9206dcbbab.jpg[/img] [img]http://images34.fotosik.pl/391/52afebe248f9a7fd.jpg[/img]
  16. Tego pana Borysa znam :) http://i248.photobucket.com/albums/gg186/Prejska/DSC_0795.jpg i panią Hexę znam :) http://i248.photobucket.com/albums/gg186/Prejska/4-14.jpg oraz jeszcze kilka innych psiaków z pól okołogórkowych :cool3: więc jak to możliwe, że na Was się jeszcze nie natknęłam?! :crazyeye:;)
  17. Mafik - czekamy na galerię Twojego stadka! :) :) :)
  18. My też lubimy. :)
  19. I ostatnie :) [URL=www.fotosik.pl][IMG]http://images32.fotosik.pl/390/deea4a88cbdc6084.jpg[/IMG][/URL] [URL=www.fotosik.pl][IMG]http://images32.fotosik.pl/390/32e1821d24c9f7a4.jpg[/IMG][/URL] [URL=www.fotosik.pl][IMG]http://images34.fotosik.pl/390/ff9baa2e30d86926.jpg[/IMG][/URL]
  20. Na poprzedniej stronie zdjęcia Rudki :) [URL=www.fotosik.pl][IMG]http://images25.fotosik.pl/288/54a46fc03d47c1e2.jpg[/IMG][/URL] [URL=www.fotosik.pl][IMG]http://images32.fotosik.pl/390/0daf4842b430871b.jpg[/IMG][/URL] [URL=www.fotosik.pl][IMG]http://images35.fotosik.pl/25/89d58a3d5ee1bcf8.jpg[/IMG][/URL]
  21. Nikt nie wątpi, że Rudzia lepiej trafić nie mogła. :) A tymczasem zdjęcia od mafikowego stadka. :) To ten psiak, o którym mówiła mafik - ten , co tak rozkręcił Rudkę ;) nowy członek stada - Kasztanek [URL=www.fotosik.pl][IMG]http://images30.fotosik.pl/289/f028ac1ac936ff63.jpg[/IMG][/URL] [URL=www.fotosik.pl][IMG]http://images25.fotosik.pl/288/7b59b8a0cda233f3.jpg[/IMG][/URL] [URL=www.fotosik.pl][IMG]http://images34.fotosik.pl/390/35bffef37fc4581c.jpg[/IMG][/URL]
  22. Niestety - masz rację. Nowe kierownictwo, stare metody...
  23. Przez moment wydawało się, że tak - zaszły. Ja co prawda cały czas byłam nieco sceptyczna, ale nic - pomagaliśmy na ile mogliśmy, była zgoda na wyciąganie psów na wystawy, festyny itp. Niestety to wszystko pod publikę, a w murach dzieje się to, co się działo wcześniej -psy masowo usypiane, a wolontariusze pilnowani i wyrzucani (znów brama zamykana na klucz).
  24. Niestety, tak: 1. Lata 2005- 2007 – w schronisku utraciło życie ponad 1000 zwierząt o łącznej masie blisko 10ton. 2. Rok 2008 – /od dn.4.01 .do dnia 20.08 / -przekazano ze schroniska do zakładu utylizacji zwłoki 213 zwierząt / 168 psów i 45 kotów / o łącznej masie 2231 kg. Co do wolontariatu, to ja osobiście nie mam możliwości osobiście próbować pomagać psom, ale poczytajcie wypowiedź mojej znajomej... Niestety nie jest to zbyt optymistyczne... [b]Długie, ale przeczytajcie. [/b] Do schroniska zaczęłam przychodzić jakieś dwa lata temu, jeszcze za “starego” kierownictwa, wciągnęła mnie w to koleżanka, która opiekowała się kotami. Potem była przerwa, w czasie której wszystkim zabroniono przychodzić do schroniska: staliśmy się niewygodni. Od niedawna wznowiona została działalność wolontariatu – i znów zaczęłam działać. Zza muru wszystko wygląda prawie jak należy, natomiast pewne rzeczy zauważa się dopiero, jak wejdzie się w to głębiej.. Trudno tu opisać wszystko, co dzieje się w schronisku i co jest nieprawidłowe i przerażające, i nie o to mi tu chodzi, ponieważ większość spraw została już omówiona przez Help Animals i można o tym poczytać i na Calisii i na ich stronie. Dziś chodzi mi tylko o mój osobisty konflikt z kierownictwem schroniska, bo że nie jestem tam osobą mile widzianą, o tym wiedzą wszyscy, którzy tam ze mną chodzą. Chcę opisać te sytuacje konfliktowe, które sprawiły zapewne, że dziś zaraz po wejściu do schroniska dowiedziałam się o tym, że kierowniczka zabrania mi wstępu na teren schroniska, że nie wyobraża sobie naszej dalszej współpracy i nie chce ze mną dyskutować na ten temat. Oczywiście nie po to tak sobie organizowałam cały dzień i przesuwałam pracę, żeby wejść do schroniska i zaraz z niego wyjść, toteż już w nim zostałam i chyba tylko siłą mogliby mnie z niego wyciągnąć. Smutne: człowiek poświęca swój czas, pieniądze na dojazd, zakup smyczy, obroży, karmy, nie chce za to żadnych pieniędzy, żadnych względów – a spotyka się z tym, że kierownictwo krzyczy (!), obrzuca oskarżeniami, że utrudnia się mu pracę i pomiatają nami jak im się podoba. Ale wracam do sprawy, przeanalizowałam wszystkie sytuacje, które mogą mieć wpływ na to, że stosunek kierownictwa do mnie jest taki, a nie inny i opiszę je poniżej, sami oceńcie: 1. Pewnego dnia poszłyśmy do schroniska i okazało się, że jeden z naszych ulubionych psiaków, suczka Mola, został pogryziony przez psy w boksie. Leżała w klatce półprzytomna, zakrwawiona, trzęsąca się z zimna (dopóki się nie pojawiłyśmy, nikt nie wpadł na pomysł, żeby nakryć psa czymkolwiek, żeby miał ciepło). Czekała ją wizyta u lekarza – kiedy? To do końca nigdy nie jest wiadome. Kiedyś byłyśmy świadkami sytuacji, kiedy w czasie wielkich letnich upałów na środku placu stała klatka z psiakiem, który też czekał na lekarza – okazało się, że czekał w tej klatce już jakieś dwie godziny przed tym, zanim pojawiłyśmy się w schronisku, wystawiony bezpośrednio na słońce, nawet bez miski z wodą! Gdy to zobaczyłyśmy, nakryłyśmy z pomocą pracownicy klatkę dużą tekturą, żeby chociaż miał trochę cienia i wstawiłyśmy do klatki miskę z wodą. Potem, gdy jakąś godzinę później wychodziłyśmy ze schroniska, pies nadal czekał w tym samym miejscu, a lekarza wciąż nie było. Toteż widząc tę biedną pogryzioną psinę zaproponowałam kierownictwu rzecz następującą: bierzemy psa do auta (mojego) i jedziemy z nim do lekarza, też na swój koszt, najważniejsze, żeby jak najszybciej otrzymał pomoc. Chwila namysłu.. W porządku, jedźcie. Ale zanim zdążyłyśmy pomyśleć, jak przetransportować psiaka do auta, kierownictwo wykonało kilka telefonów i cofnęło zgodę na wyjazd. Dlaczego? Chciałyśmy jechać nie do tego lekarza, z którym schronisko ma umowę, lecz do innego (szczerze mówiąc nie wiem, dlaczego to niedopuszczalne, skoro koszt leczenia wzięłybyśmy na siebie a schronisko by na tym zaoszczędziło, ale trudno). Ok, mówimy, zawieziemy psinę do lekarza, z którym mają umowę. I tu zdziwienie – zgody nie ma. Kierownictwo tłumaczy, że kierowca już jedzie i zaraz po psa będzie. No dobrze, ustalamy z koleżankami, że ja pojadę do tego lekarza z psiakiem mimo wszystko, żeby zaproponować pomoc finansową w leczeniu psa. Kierowca przyjeżdża – około godziny później. Pytam głośno czy zabierze mnie do lekarza czy mam jechać swoim autem – break odpowiedzi, więc nie pytam więcej, tylko pędzę do auta i jadę do lecznicy, żeby na miejscu zdążyć jeszcze pomóc w wynoszeniu psa z auta. Jestem tam chwilę przed autem schroniska, widzę wysiadającą kierowniczkę, która zauważa mnie i wściekła podchodzi pytając: “A pani po co tu przyjechała?!!!!” Zdziwiona odpowiadam, że chciałam porozmawiać z lekarzem o stanie psa, na co kierowniczka krzyczy, że z nikim nie będę rozmawiać. No tego, to już było za dużo, więc odpowiedziałam, że nie ona mi będzie dyktować, z kim mogę, a z kim nie mogę rozmawiać i poszłam prosto do gabinetu lekarskiego. Był w nim lekarz i jakaś miła pomocnica, wchodzę i mówię, że został przywieziony piesek ze schroniska, po pogryzieniu, i że bardzo proszę, jako osoba, która poniekąd się tym psem opiekowała (próbowałyśmy i nadal próbujemy znaleźć mu dom), o to, żeby ratować go za wszelką cenę. I jeśli funduszy schroniskowych zabraknie na leczenie tego psiaka, to nie jest żaden problem, ze swojej kieszeni wyłożę tyle, ile byłoby potrzeba, żeby tylko go ratować, żeby go nie usypiać. Lekarz nagle, słysząc o usypianiu oburza się, że o co ja go oskarżam, że on żadnych psów nie usypia, więc jeszcze raz tłumaczę, o co mi chodzi i wychodzę (szczerze mówiąc jego reakcja jest dla mnie zastanawiająca). Czekam na zewnątrz, po wizycie wchodzę jeszcze raz i pytam pomocnicy lekarza o stan psa – okazuje się, że nie jest bardzo źle, wyjdzie z tego, więc wsiadam do auta i pędzę do schroniska, żeby powiedzieć o tym dziewczynom, bo pewnie się niecierpliwią i martwią. Na miejscu – awantura. Kierownictwo krzyczy (przy świadkach) że nie życzy sobie takiego zachowania, że czuje się kontrolowane, że po co ja tam byłam itp. itd. Żadne argumenty nie działają, ba – nawet nie mogę się przebić przez ogłuszający monolog, więc daję sobie z tym spokój, dowiedziawszy się przy tym, że z żadnym wolontariuszem nigdy nie było tyle problemów, co ze mną. Czyżbym była wyjątkowa? :-) 2. Któregoś dnia jadę do schroniska przed pracą, mam jakieś pół godziny – max 45 minut na spędzenie ich z psami, bo żeby zdążyć do pracy po wizycie w schronisku muszę zdążyć się przebrać, umyć i dojechać na miejsce. Na spacer wyjść z psiakami nie zdążę, po prostu postanawiam więc posiedzieć przy psach i kotach, pobawić się z nimi, podrapać, pogłaskać, tym bardziej, że jest wśród nich suczka, nad której przygarnięciem długo się zastanawiałam – mam w domu już dwa psy, dlatego decyzja o trzecim psie nie jest taka prosta). Podchodzi kierowniczka i pyta, co będę robić. Trudno to ująć w jednym słowie, dlatego mówię, że po prostu dziś przyjechałam po to, żeby pobyć ze zwierzakami. Bo ona by miała robotę (i tu mam wizję grabienia liści – ostatnio ulubionego zajęcia kierownictwa na terenie schroniska. Dziwnym trafem zajmowanie się psami jest ostatnią rzeczą, o jaką kierownictwo zwykle prosi wolontariuszy). Odpowiadam, że przykro mi, ale akurat w tym dniu wolę spędzić ten czas, który mam, z psami. Potem dowiaduję się, jak bardzo to zabolało kierownictwo. 3. Wspominałam już, że była w schronisku sunia, nad którą się zastanawiałam – otóż wchodzę któregoś dnia do schroniska, trzymam pod pachą worek karmy i idę go postawić na środku, przy budach, żeby zwolnić ręce. Powinnam iść się przywitać, żeby wiedziano, że weszłam, ale myślę, te kilka minut różnicy nie zrobi. Przy okazji widzę, jak moje maleństwo cieszy się na mój widok, więc niewiele myśląc podchodzę do niej, żeby pogłaskać i przytulić. Pies przy sąsiedniej budzie szaleje z zazdrości, więc podchodzę także do niego. No i widzę kierownictwo – po minie sądząc, będzie źle.. I rzeczywiście – kolejna awantura, że nie zgłosiłam, że wchodzę, że nie powiedziałam dzień dobry, a dzień dobry świadczy o kulturze itp itd. Moje tłumaczenia, że bardzo przepraszam, że chciałam zaraz przyjść, zostały przekrzyczane. No cóż, chamstwo ze mnie wychodzi, skoro nie umiem nawet dzień dobry powiedzieć..ładnie mnie mam wychowała. 4. Niedziela, już po wizycie w schronisku, jadę do domu. Kontaktuje się ze mną małżeństwo, które chciało przygarnąć pieska ze schroniska i skontaktowało się ze stowarzyszeniem, żeby ktoś pomógł im w wyborze psiaka. W tygodniu nie mogą podjechać, bo pracują, więc umawiamy się za 10 minut w schronisku i zawracam auto. Jak mam czekać tydzień ze świadomością, że biedny psiak jest przeze mnie skazany na schroniskowe warunki, to wolę wrócić i załatwić sprawę od ręki, i mieć świadomość, że psiak jest szczęśliwy. Małżeństwo przemiłe, chodzimy po schronisku, żeby wybrać psiaka, wreszcie – wybrana maleńka sunia. Bierzemy psa i idziemy spisać formalności – pracownica informuje nas, że tego psa wziąć nie można. Wszyscy zdziwieni, pytam: dlaczego? Bo ten szczeniak jest dopiero tydzień, a musi być dwa tygodnie, bo może właściciel się po niego zgłosi. Mówię, że ok, ale przecież czasami ludzie podpisywali oświadczenia, że biorą to na siebie, że jeśli właściciel się zgłosi, to psa oddadzą. Nie, nie jest to możliwe, dowiadujemy się, ponieważ ten szczeniak nie był szczepiony. To nie jest problem, mówię – biorę to na siebie, zaraz podjedziemy do lekarza i psiak będzie zaszczepiony. Jeśli mi nie ufa, to mogę pojechać po lekarza i przywieźć go do schroniska, zrobi zastrzyk na miejscu. W tym momencie zostaję podniesionym głosem wyproszona z pomieszczenia, bo “przekraczam swoje kompetencje”. Potem pracownica prowadzi małżeństwo do innego pomieszczenia, gdzie są dwa maleńkie szczeniaki do wzięcia. Idę z nimi i widzę dwa maleństwa, jeszcze mniejsze niż szczeniak, którego wcześniej wybrali. Pytam ile czasu te szczeniaki są w schronisku – pracownica rzuca mi piorunujące spojrzenie i odpowiada, że tydzień. Ale te były szczepione – dodaje. I znowu wyprasza mnie z pomieszczenia, wypychając mnie ręką. Proszę więc ją, żeby mnie nie dotykała (zwłaszcza w taki sposób) i mówię, że ci państwo poprosili mnie o pomoc, więc mogę z nimi być. Ostatecznie jednak zostaję wyproszona na amen i na amen zakrzyczana. Wychodzące z psiakiem małżeństwo mówi mi, że współczują nam tego, jak jesteśmy w schronisku traktowani i rozchodzimy się do domów. Dokończeniem całej historii jest dzisiejszy dzień, kiedy to w 3-osobowej grupie poszłyśmy do schroniska. Na wstępie jedna z pracownic poinformowała mnie, że decyzją kierowniczki nie mam wstępu na teren schroniska, czego jednak nie wzięłam do siebie i do psów poszłyśmy. Naprawdę szkoda mi czasu na jałowe dyskusje, podczas gdy wygospodarowuję te 2-3 godziny w ciągu dnia na to, żeby pojechać do schroniska i pobyć z psami, które tego potrzebują. Za chwilę pojawiła się kierowniczka, która – niczym gradowa burza wyrzuciła z siebie żale w moim kierunku i oznajmiła, że współpraca nam się nie układa, więc ona nie wyobraża sobie mojego przychodzenia do schroniska. Ci, którzy byli przy tej “rozmowie” mogą poświadczyć, że do porozumienia dojść nie mogło, ponieważ krzyk kierownictwa był ogłuszający i nie dopuszczający do głosu. Dowiaduję się także, że pracownica, z którą “był konflikt” w niedzielę, zagroziła że: “albo ona, albo ja!”. Na dodatek część rozmowy odbyła się w pomieszczeniu, w którym była wspomniana wyżej pogryziona suczka, która obecnie jest już bardzo żywa i tylko szuka okazji do ucieczki z salki, w której jest trzymana. Kierowniczka stała w otwartych drzwiach i wrzeszczała (inaczej nie mogę tego nazwać), moja koleżanka trzymała suczkę i prosiła, żeby kierowniczka zamknęła drzwi, te jednak nie zostały zamknięte i w pewnym momencie Mola wyprysnęła na dwór. I co usłyszałyśmy? Że to wszystko przez nas. A jakże. A do schroniska i tak będę przychodzić. Nie przychodzę tam dla kierownictwa, nie przychodzę tam dla pracowników. Przychodzę tam dla zwierząt. Większość z nich nie ma nikogo, prócz nas.
  25. Cześć! Widzę, że Twoje kundelki odpoczywają w najlepsze... Mój Pieg też: cały czas by spał i spał. Ja z resztą też. Z tym, że niestety różnica jest taka, że on może, a ja nie. Chcę być psem!! :placz::lol:;)
×
×
  • Create New...