Jump to content
Dogomania

14ruda

Members
  • Posts

    1626
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by 14ruda

  1. Właśnie zauważyłam.A może to jakiś wysłanieć wetki:)Bo tak nagle się zarejestrowała i od progu broni okrucieństwa.
  2. giga nie wiem kim jest dla Ciebie zwyrodniała weterynarka,ale głupoty piszesz.Nie dziwię się ,że wet może nie ponieść kary skoro taką dupowatą policję tam macie,że rozpowiada Ci o śledztwie. Poza tym.Żadne sekcje zwłok jak swoją robotę nazwała wet nie mogą być wykonywane poza gabinetem.I po co pętać psy?Po co worki na głowach?Po co odcinanie głów?Ta baba to dla mnie nienormalna,zwyrodniała wariatka.Powinna siedzieć i starcić prawo do wykonywania zawodu.Jeśli ona za to nie dpowie to trzeba zarobić zadymę.Przez taką jak ona czarny rynek kwitnie. Sami zobaczcie:Dogomania-INNE.
  3. Z tym odstresowaniem nie chodziło mi o schronisko jako całość(bo to same stresy),ale o sam kontakt z psem,o świadomość,że wyrwałaś go na chwilę z tego piekła kiedy zabierasz go na spacer,bawicie się razem,przytulacie.:)
  4. A tłumaczyli się to tym,że ta druga agresorka też jest czarna i jak ktoś będzie chciał którąś wziąć to nie będą wiedzieli która to która:) Jedna jest wilczurowata z biłym, krawatem,druga-klapnięte uszy,szeroka kufa,skarpety trikolor.
  5. U nas gdy zaczyna się ściemniać zaczynają wyć.Zaczyna jeden i zaraz wszyskie się dołączają.Dreszcze przechodzą jak się słyszy 160 psich głosów. Mysia! Tylko pozazdrościć takich pracowników.U nas czas by mieli,ale trzeba wypalić trzy faje naraz,wypić kawę,połazić.Ale niech im będzie. U was zgłaszają niezgadzające się psy i sami je przenosicie.U nas my zgłaszamy,a oni nie przenoszą,bo niby nie ma gdzie,a my znamy kilka rozwiązań,gdzie psa można przenieść.Znamy je przecież i wiemy z którymi psami będą bezpieczne.Oni je wrzucają gdzie popadnie.Przenoszą kiedy pogryzą się parę razy("bo psy muszą się pogryźć żeby się dotrzeć")Ręce opadają. np.Jakoś w grudniu(zima,mróż,śnieżyca)wpadamy do schro się rozejrzeć.Parzymy-na budzie leży skulony,zmarznięty,przestraszony nieduży piesek.Dlaczego?Bo w mu dołączyli towarzysza niewoli-wielkie,czarne wilkowate bydle.Miłe dla ludzi,ale zdominował małego i ten bał się zejść z budy.Najgorsze jest to,że mały kilka miesięcy wcześniej był dotkliwie pogryziony przez współlokatora tej samej wielkości.Bezmyślne,nie? Drugi przykład-jedna z naszych kochanych suczek nie wychodzi od kilku miesięcy na spacer,bo mieszka z totalnym agresorem,który rzuca się na wszystko co się rusza.Nie pomogły tłumacenia,żeby przenieśli suczkę do drugiej przyjaznej,a do agresywnej drugą taką wrzucić(o ile by się zgodziły oczywiście,ale sądzę,że tak)i wtedy razem je oswajać.
  6. U nas niestety nie ma pielęgniarza zwierząt.Jest 2 pracowników.Jeden facet karmi psy,leje im wode i sprząta kupy.Pani jest od wypisywania pierów adopcyjnych i jest źródłem info skąd pies przyszedł,itd.Co do info-jaki jest ten pies(bo w końcu 2 tyg.kwarantanny dają jakiś obraz)-większość agresywna-nie wychodzić z nimi,nie patrzeć na nie i masakra.Pani niestety przeżyła jakiś czas temu pogryzienie przez pitt bulla czy stafforda i teraz ma uraz.Więc ani jeden przypadek nie był taki jak opisywali pracownicy.Poza tym wiemy kiedy kiedy pies nam zaufał na tyle,że możemy przejść do bezpośredniego kontktu.Nigdy nie było tak,że do nowego psa się ktoś wbijał do boksu.Zycie nam jeszcze miłe. Tak,więc sam widzisz jak to u nas jest.Ze względów bezpieczeństwa wolontariuszem nie może zostać byle kto,bo chce.Trzeba znać psy,ich zachowania,nauczyć się odbierać od nich sygnały i dawać im sygnały,a także wiedzieć,że nie zawsze są one takie oczywiste(prawidłowe reagowanie po pewnym czasie jak pisał Zielony). A co do pogryzień między psami to masz rację Zielony-pracownicy się nie przykładają.Nie mają kontaktu,nie głaskają.Teraz kiedy nie ma wolontariuszy psy walczą o każdy dotyk.Wystarczy,że podejdzie osoba obca do krat i zwróci uwagą na jednego z psów,pogłaska.Drugi z zazdrości próbuje najpierw się wepchać do głaskania aż w końcu rzuca się na kolegę z boksu.W schronisku mówią,że to nasza wina i,że najlepiej by było psów w ogóle nie wyprowadzać.Takie mają mądre myślenie.Zero jakiejkolwiek wiedzy na temat psów.Ręce opadają.Ale teraz jak wrócimy mam nadzieję,że się dogadamy i będziedobrze,przede wszystkim z korzyściom dla psiaków.
  7. Jeśli rzeczywiście nie chcą wolontariusy ,"bo nie",to z pewnością mają coś do ukrycia.Kiedyś wolontariusze byli tanią siłą roboczą.Potem zaczęli się za bardzo interesować tym co dzieje sie wewnątrz schronisk i powstał problem.U nas było to samo.Toczyliśmy naprawdę długą wojnę z kierownikiem i miastem.I się udało.Ważnym elementem są media. przedstawiliśmy opinię psiego psychologa i szkoleniowca o tym,że wolontariat jest niezbędny,ponieważ,m.in.: 1.zapobiega dziczeniu i agresji u zwierząt poprzez bezpośredni kontakt z wolontariuszem,spacery,zabawy 2.wolontariusz oswaja i socjalizuje psy uznawane za agresywne(często ze strach i przetażenia).Psy odzyskują zaufanie do człowieka,zwiększają się jego szanse na adopcję 3.Wolontariusz zna psy i ich charaktery.Może doradzić adoptującym odpowiedniego psa,ponieważ ma na jego temat dużo info-może np.zapobiec adopcji przez rodzine z dziećmi psa,który dzieci nie lubi-w ten sposób unikamy niebezpieczeństwa pogryzienia.Pod tym wzgledem schronisko powinno być wdzięczne wolontariuszom. 4.Wolontariuse mogą organizować akcje pomocowe i adopcyjne-ulotki,plakaty za zdięciami psów,możnaby zagadać z miejscową gazetą czy nie mogliby raz w tyg.zamieszczać małej fotki psa ze schronu 5.Psy porzucone często boją się obroży i smyczy.Kto takiego psa bezstresowo od nowa przyzwyczai do tego jak nie wolontariusz?Kto je przekona,że smycz znaczy spacerek,a nie bicie? Wolontariat nie tylko ma znaczenie dla psów.Także dla nas.Bo chcemy pomagać(za darmo!),spędzać czas pożytecznie,nie jak nasi rówieśnicy nawaleni po dyskotekach:) ,bo przez to czujemy się potrzebni,praca daje nam satysfakcję,doskonalimy siebie,nawiązujemy nowe znajomości,itd. No i animaloterapia.Nie jesteśmy chorzy,niepełnosprawni,ale dzięki pracy z psami w schronisku ma pozytywny wpływna nas.Kontakt z psem daje nam radośc,stymuluje ruch i aktywność,poprawia samopoczucie,zdrowie,odstresowuje. Totylko niektóre korzyści płynące z wolontariatu,ale chyba najważniejsze! Selena!Walcz o wolontariat!Możecie dużo zrobić dla tych piesków,poprawić im los!POWODZENIA!!!:)
  8. Oswajanie daje wielką satysfakcję:)Jaka to radość kiedy pies zaczyna nam ufać,daje się pogłaskać,wychodzi w końcu na spacerek i okazuje się często bardzo posłusznym piesem uwielbiającym np.aportowanie patyczków.Tak za tym tęsknię!(w listopadzie kierownik nas wywalił,bo ustawa,bo coś tam)(Bo za dużo widzimy przekrętów:) )Ale już umowa z miastem na wolontariat podpisana,więc nareszcie wracamy. Najgorsze jest to,że cała nasza praca poszła na marne.Psy zaczęły się gryźć.Oni twierdzą,że trzeba zakazać wyprowadzania,bo psy się żrą.He,he.Mało inteligentne tłumaczenie.One zaczęły się gryźć kiedy nas zaczło im brakować.Są niewybiegane,ciągle w klatkach-frustrację wyładowują na słabszych osobnikach. Ostanio kiedy byłam w schronie zobaczyłam ile się zmieniło.Z miesiąca na miesiąc coraz gorzej.Kiedy byliśmy,wchodziło się do schronu,psy szczekały,merdały ogonami,były wesołe.Teraz gdzie się nie pójdzie-psy agresywnie rzucają się na kraty,ujadają albo chowają się w budach.MASAKRA!W każdym schronisku muszą być wolontariusze.Potwierdza to psi psycholog.
  9. O tak,te małe pieski to mają charakterki.Osobiście zajmuję się tylko dużymi psami.Z małymi hienami trudniej mi się porozumieć.Jest ich zawsze kilka,włażą pod nogi a i potrafią kąsnąć w łydkę:)Z dużymi psami mimo,że budzą re spekt samą wielkością jakoś jest łatwiej.Sygnały uspokajające są w ich przypadku bardziej widoczne.W przypadku małych piesków trzeba mieć oczy dookoła głowy.Podziwam dziewczyny jak widzę je na spacerze z 5 małymi hienkami,nad którymi udaje im się zapanować.:)I to na smyczy.Ja już bym pewnie leżała:) A co do agresywnych,nie rokujących-u nas były takie psy.Jeden został uśpiony,bo agresywny.Okazało się,że w stosunku do pracowników.Dopiero zaczęliśmy wtedy wolontariat.Pies zacząl merdać ogonem na nasz widok.A jednak go zabili.A nie był agresorem,któremu nawet nie można dać miski. Od tamtej pory psy agresywne były przez nas oswajane.Siedziało się przed klatką,gadało,gadało,gadało,tu smakołyk za jakąkolwiek pozytywną reakcję i jakoś psy wychodziły na psy.To oczywiście trwało czasem miesiące.Bardzo ciężko jest naprostować psychikę psa porzuconego,często krzywdzonego,ale moim zdaniem trzeba próbować,a nie od razu skazywać psa na śmierć,bo jest agresywny. To samo mogłoby się stać np. z moim psem.Gdyby trafiła do schronu byłaby agresywna z przerażenia.Ogólnie jest miła i przytulalska.Nie wyobrażam sobie żeby na tej podstawie psa usypiać. Dobrze jeśli oswajamy takiego psa,który jest sam w boksie. Psy naprawdę nie rokujące to psy,które długo brały udział w walkach.Szkoda mi ich i wkurza mnie,że tak trudno namierzyć takich zwyrodnialców zarabiających na tym kasę Pozdrawiam
  10. U nas nie da rady żeby psiaki się wąchnęły przez kraty.Wszystkie wokół się rzucają na kraty,jest hałas i wielkie poruszenie.Szybko wprowadzamy psy do kojców żeby nie frustrować reszty.Na szczęście małe psy jakoś się ze sobą zgadzają i nawet jak jest ich kilka to dziewczyny bez większych problemów je wprowadzją.Duże psy mieszkają po 2 w kojcu i najczęściej jest nas dwójka do wyprowadzania danej pary.A wprowadzamy najpierw tego,który nie dominuje w parze.I jest spokój. Ale 10 psów w boksach to naprawdę problem!Powodzenia!
  11. W sumie masz rację.Nie wsz edzie jest pewnie tak samo.Ale w każdym oddziale wiedzą na pewno jak to się odbywa.
  12. Biedny piesek i biedni właściciele.Na pewno też przeżywają stratę.
  13. Tak właśnie.Najpierw musisz należeć do TOZu czyli wypełnić deklarację członkowską i wpłacić składkę i wpisowe.Dla osób uczących się jest to 1,50 zl i 2,50.Dla nie uczących się odpowiednio 3,00 zł i 5 zł.Wpisowe płaci się raz,składkę co miesiąc na konto TOZu.Potem trzeba wypełnić deklarację inspektora,mieć chyba 3 zdięcia,zaświadczenie od lekarza,że nie ma przeciwwskazań do pracy w inspektoracie(od rodzinnego),ksero dowodu i świadectwa ukończenia szkoły średniej(trzeba mieć minimum średnie wykształcenie).I to Twój oddział TOZ wysyła do Warszawy.Jednak dla ćiebie tylko Inspektor Krajowy nie zrobi szkolenia.Musi być kilka osób. A co do naszej policji i sądów to się zgadzam,że gówno robią jeśli chodzi o zwierzęta.Ale na szczęście nie wszędzie.Nasza prokuratura jest akurat jakaś zacofana,obija się i w ogóle,ale z niedalekiego miasta w 2 tygodnie załatwili sprawę zabicia psa i sprawa jest w sądzie już.Inna sprawa też trafiła z prokuratury na wokandę.Więc nie ma co narzekać.Świadomość ludzi się podnosi,zaczynają sobie zdawać sprawę,że znęcanie się to nie tylko bicie zwierzęcia,i że to łamanie prawa,za które się odpowiada.
  14. Taką polską policją dla zwierząt jest Inspektorat TOZu.Trzeba przejść 10 godzinne szkolenie i zdać państwowy egzamin.No i przede wszystkim byc członkiem Tozu.Niestety etaty są tylko w Wawie,bo tam prezydent dał dużo kasy.Tam mają klinikę weterynaryjną i pogotowie. Nasza rzeczywistość jest taka:ludzie zglaszają przypadki znęcania się nad zwierzętami.Interesują się losem zwierzaków.Czasem aż za bardzo i zgłoszenie okazuje się złośliwością sąsiadów.W każdym razie są sprawy,które należałoby skierować do sądu,na policję.I wtedy się zaczyna.Nie możemy,albo sprawa jest umarzana,bo nie ma świadków,którzy odważyliby się zeznawać. Z odebraniem zwierzęcia nie powinno być problemów wedle zapisów ustawy o ochronie zwierząt,ale niestety nasza polska policja jeszcze nie bardzo traktuje ją poważnie.Nawet nie czytali.Są oczywiście tacy,którzy chętnie pomagają,ale to za mało.Marzy mi się więcej praw dla inspektorów.A jak będzie kasa to będą możliwości.
×
×
  • Create New...