Zgredzio dojechał kiwając się na workach z kocim żwirkiem. Dopiero w połowie drogi przyszło mu do głowy, że może się położyć :roll:. Jest w całkiem niezłej kondycji-nawet jest w stanie stanąć na tylnych łapach jak na parapecie stoi micha z żarciem. Jednak po dokładniejszym badaniu okazało się, że ma świerzbowca skórnego. Musi dostawać leki jeszcze przez dłuższy czas. Skóra już nie jest podrażniona i Zgredek nie wygryza się do krwi, ale sierści jeszcze nie ma nawet zalążków i nie wiadomo czy będzie. Chyba na drugie oko niedowidzi, bo wlazł w ogromny krzak porzeczek i wyraźnie był zdziwiony skąd to się tu wzięło. Apetyt ma wspaniały-swoje tabletki grzecznie łyka w jedzonku. Za szpital zapłaciłam 560,40. Niestety, na razie bez operacji oczka. Ogromne dziękuję za wsparcie psychiczne i finansowe. Zgredek dalej prosi o pomoc-nie mam już wolnej budy (ostatnią zajęła Sabcia). Narazie chłopak śpi w garażu, ale niezbyt mu się ten pomysł podoba. Komu i na jaki adres mogę wysłać nowe zdjęcia, bo sama nie umiem wkleić?