Ufff... przetrwałem. Daliście mi popalić, ale się podnoszę i walczę dalej.
Przede wszystkim chciałbym oznajmić, że kocham psy, a już mojego kartofla kocham najbardziej na świecie.
Nebu nie ma żadnych lęków, ani kiedy krzyczę z wściekłości do telewizora (kiedy trafię przerzucając kanały na program o facecie co wybiera sobie kobietę - wiecie o czym myślę), ani gdy sięgam po klapka, ani tym bardziej gdy sięgam po smycz!! Jest bardzo grzecznym psem, co nie jest tylko moim zdaniem, ale każdej osoby, która ma okazję bliżej go poznać spotykając się z nim oko w oko na ulicy, albo na cytadeli gdzie mój kartofelek bawi się z innymi piesami. Nie ma w nim ani trochę strachu, jest pewny siebie, odważny i ma punkty ujemne za agresję - JEST PO PROSTU COOL. Potrafię się obchodzić z psami i niejedna osoba mi już to powiedziała (przepraszam za brak skromności), choć nie uważam sie za wszystkowiedzącego w tej kwestii to jednak myślę, że mam wyczucie. Nie wpadajcie w zdenerwowanie, bo nie zrozumieliście mnie się dostatecznie dobrze.
Mój pies ma rok i 8 miesięcy. Czy można już go uznać za dorosłego? Chybatak, co? W tej chwili już nie muszę na niego krzyczeć. Nie mam powodów. Teraz go najczęściej nagradzam za to jak się zachowa dobrze w danej sytuacji, w której jeszcze pół roku temu zachowałby się tak, że byłbym zmuszony dać mu naganę. Nie muszę właściwie robić żadnych gestów ograniczających jego psychofizjologiczną swobodę
Jest duża różnica pomiędzy biciem psa, a daniem mu porządnego klapsa. Podobnie jak przy wychowywaniu dzieci, jedni są zwolennikami metody "bezstresowej", której owoce można obserwować już wśród dzisiejszej młodzieży, a inni tej drugiej metody, w której chyba łatwo przekroczyć pewne granice. Chodzi o to by karać z rozmysłem, a nie z wściekłością. Przede wszystkim trzeba kontrolować swoje emocje.
Masz racje Buldog pisząc, że opieranie "autorytetu" na sile nie ma sensu, ale mi nie chodzi o przemoc w afekcie, tylko o rozważne, stanowcze reagowanie na niedopuszczalne w świecie ludzi wybryki naszego pupila. Bo mimo, że to nieprzyjemnie brzmi, to jednak to my ludzie musimy sobie podporządkować psa. Jeśli pies sobie pozwala na pewne nieprzyjemne gesty wobec swojego właściciela, to tym bardziej zagraża obcemu człowiekowi. Mało jest wypadków pogryzienia? To są niestety tylko zwierzęta, choć bardzo często są naszymi jedynymi przyjacielami.
Musielibyście poznać mnie i Nebu, żeby wiedzieć, że nie jestem potworem, a mój kartofelek nie jest nieszczęśliwym psem.
A jeśli chodzi o konkretny przypadek gryzienia rąk, czy nóg to jasne jest, że szczeniak próbuje określić sobie granice jak daleko może sobie podporządkować swojego pana i tu ma rację Buldog, że "auuu" i "nie" powinno załatwić sprawę, ale pies nie rozumie znaczenia słów tylko wnioskuje o co chodzi z ich brzmienia. Wiec najpier musimy chyba nauczyć psa, co oznacza "nie wolno". Niestety musimy ten zwrot skojarzyć w jego małym rozumku z czymś NIEPRZYJEMNYM. Nie da się inaczej. Mądremu psu wystarczy taki zestaw ("nie wolno" + strzał klapkiem) zastosować może 3 - 5 razy. Potem wystarczy samo ostro wypowiedziane "nie wolno!" i pies już reaguje. Ostatecznie (tak jak jest w moim przypadku) wystarczy, że mówię zupełnie spokojnie "nie wolno misiu" i mój kartofelek patrzy na mnie jakby naprawdę rozumiał co mówie i machając ogonkiem lub liżąc mnie po ręce (kiedy przesadzi z gryzieniem moich rąk - na co oczywiście mu pozwalam, póki mnie nie boli) - przeprasza... bez cienia strachu w oczkach.
Uwieżcie mi, że wiem co mówię choć zdaję sobie sprawę, że mogę mówić niewyraźnie ;)
Jeszcze raz - NIE BIJE MOJEGO PSA I NIKOMU TEGO NIE POLECAM. NAUKA JEDNAK WYMAGA OFIAR (nie trupów)
pozdrawiam
bartek