-
Posts
84 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by astra
-
Skoro temat odżył to może i ja dorzucę swoje parę groszy: dokładnie dwa lata temu wyprowadziłam się z domu do malutkiej kawalerki zabierając ze sobą 2 kroliki - 1 uchroniony przed wykorzystaniem na pasztet, papugę i akwarium, psa w ogóle nie palnowałam bo po 1 pracuje i nie ma mnie w domu 10 godzin z dojazdami a po drugie moja druga polowa nigdy nie miala psa i raczej nie wyrażała zgody delikatnie to ujmując. Ja całe życie miałam psy i strasznie tęskniłam za psiaczkiem i po długich negocjacjach udało mi się uzyskać zgodę na malutkiego yorczka - no i długo czekać nie musiałał, w nocy ok. 23 dnia następnego (na szczęscie mojej drugiej połowy nie było w domu) zadzwoniła moja mama że znalazła kundelka starszego przymarzniętego do śniegu i nie wie co ma z nim zrobic bo sama ma suczkę owczarkę niemiecką ktora nie toleruje żadnych obcych psów i ludzi a na dodatek z cieczką, to ja wiele nie myśląc zorganizowałam transport i po niecałych 30 minutach już byłam po psiaka, piesek miał coś z terierkiem, przetrąconą łapę, był już dość wiekowy no i wzięłam go do siebie. Na Paluchu wtedy nie przyjmowano psów z tego co pamiętam to stwierdziłam ze odszukam jego właścicieli, dawałam ogłoszenia wszedzie, rozwieszałam u siebie na osiedlu i nic. Moja druga polowa jak go zobaczyla dnia następnego to bylo cięzko, piesek z yorczkiem miał tylko wspólny kosmyk włosków na czubku na ktorym można bylo zawiązać kokardke a wagowo byl ok. 3-4 razy większy prawie 12 kg, chociaż w sumie wzrostowo nie taki duzy tylko mały krępy i nabity........... no i jak można przypuszczać został u mnie bo stwierdziłam że staruszka to juz nikt nie przygarnie. Na początku miał się nazywać Shrek bo był brzydki i śmierdział ale po kąpieli okazało się ze dość przystojny z niego chłopak a raczej dziadek. Zmienilimsy mu imię na Fafik i został największą miłością moją i mojego chłopaka, zakochał się w nim po uszy i sam stwierdził ze nigdy ale to przenigdy go nie odda. No i na tym by był koniec historii bo nigdy nie przypuszczałam że zgodzi się na 2 psa, suczka 4 letnia pekinczynka po bardzo ciężkich przejsciach, gryząca, nerwowa, z połamanymi żebrami, bojąca się wszystkiego - miała być u nas tylko chwilkę aż znajdziemy jej nowy domek no i została, nazywam ją "córusią tatusia" zapatrzona w niego jak w świety obrazek - :lol: wiedziała komu się podlizywać i przez mojego chlopaka nazywana jest księzniczką, już 3 dnia w nocy obudził mnie z pytaniem co zrobimy jak będziemy musieli oddać naszą księzniczkę i wtedy już wiedziałam że wpadł po uszy :lol: no i tym razem to koniec, na razie w 30 m kawalerce są 2 akwaria, 2 króliki, 2 psy, była jeszcze papużka i kanarek ale niestety :( papużka zmarła po 8 latach a kanarek który był jej następca zmarł z powodu jakiejś podobno choroby genetycznej.
-
Sterylizacja suczki - poszukuję dobrego veta w Warszawie
astra replied to asher's topic in Sterylizacja
tak dla podtrzymania tematu to wklejam zdjęcia mojej suni po operacji, smacznie spała (oprócz 1 doby gdzie przy wybudzaniu strasznie piszczała ale jak się dowiedzialam często się to zdarza) i pozdrawiam , życzę aby sunia szybko doszla do zdrowia po sterylizacji :lol: -
Sterylizacja suczki - poszukuję dobrego veta w Warszawie
astra replied to asher's topic in Sterylizacja
Tak moja sunia jest niewielka i może faktycznie ta cena jest od wielkości ale jak dzwoniłam po innych klinikach to mi podawano ceny rzędu 400 - 450 zł za zabieg bez względu na wielkość + koszty pooperacyjne. Z tego co wiem to jak był ten tydzień sterylizacji taniej to na Strzeleckiego była zniżka na sterylizację suni i chyba kosztowało to 200 zł + koszty pooperacyjne a lekarze i sprzęt ten sam - może warto by poczekać i popytać się znajomych weterynarzy. Ja niestety musiałam operować swoją sunie ze względów zdrowotnych jak najszybciej sie da ale myślę że jeżeli to nie jest coś pilnego to te parę miesięcy można poczekać. -
Sterylizacja suczki - poszukuję dobrego veta w Warszawie
astra replied to asher's topic in Sterylizacja
Ja sterylizowałam swoją sunię w Ginwecie na Grójeckiej, operowała ją pani dr. Jurka, przyjmuje też tam jej mąż chyba nawet jest właścicielem tej kliniki dokładnie nie wiem. Pani dr. jest położnikiem specjalistą na sggw Bałam się straszliwie, i niepotrzebnie. Operacja kosztowała mnie 280 zł i była zrobiona suuuuper, teraz minęło 2 miesiące po operacji i nic a nic nie widać, rozcięcie było ok. 10 cm, szwy w większości wew rozpuszczalne chyba, tak że tylko końcówki miała ściągane przy zdejmowaniu szwów, zadnych komplikacji, sunię dostałam z powrotem wybudzoną. Oprócz tego zapłaciłam za kaftanik 20 zł, dwa następne dni zastrzyki po 25 zł i 10 zł ściąganie szwów. Szczerze mogę polecić panią doktor bo specjalizuje się w położnictwie konkretnie i u mojej suni byly jeszcze dodatkowe komplikacje i to dość poważnie a 5 dni po zabiegu sunia była jak nowo narodzona. Narkoza niestety dożylna innej nie stosują z tego co wiem. Moja poprzednia sunia była sterylizowana w klinice na Strzeleckiego na Ursynowie, narkoza też dożylna, mojej siostry piesio był tam kastrowany i też operacje były przeprowadzone super, bez żadnych komplikacji, super się goiło a były to psy duże sunia miała 57 kg wagi a mojej siostry bokser 35 kg. Opieka medyczna tez bez jakichkolwiek zastrzeżen. Ja swoje zwierzaki lecze tam już od dawna i nie mogę powiedzieć o tej klinice nic złego, ceny trochę wyższe. -
ja niecały miesiąc temu sterylizowałam swoją sunię malutką pekińczykopodobną ważącą 4,5 kg, też sie strasznie ale to strasznie bałam szczegolnie ze jest to sunia po bardzo ciężkichprzejściach i mam ją 5 miesięcy a sunia była strasznie znerwicowana jak do mnie przyszła. Muszę przyznać że operacja pod względem fizycznym była przeprowadzona idealnie i tu muszę pochwalić panią dr. położnik która tą operację przeprowadzała, jedyny problem ktory wyniknął to to że sunia po zabiegu skowyczała przez ponad 12 godzin ale to wynikało chyba z pretensji że ją zostawiliśmy bardziej i z szoku pozabiegowego. Ale myślę że jeżeli sunia jest stabilna psychicznie to nie powinno być takich problemów, moje 2 poprzednie sunie przechodzily ten zabieg co prawda w celach leczniczych ale nie miały żadnych komplikacji. Ja na wszelki wypadek musiałam jednak podpisać oświadczenie że biorę cały ten zabieg na własną odpowiedzialność i dopiero się przeraziłam jak zobaczyłam ten świstek papieru, napędziło mi to takiego stracha że hej. Po sterylizacji pozastawialam łóżko krzesłami tak aby sunia nie mogla skakać po meblach i spalam z nią przez 10 dni na podłodze ale wszystko bylo ok i sunia nie miala żadnych komplikacji, chodzila w kubraczku i pilnowaliśmy ją żeby go nie zdejmowała
-
moja mama ma 4 miesiecznego szczeniaczka pekinka i też miał ten problem, poobserwuj bo jemu akurat wchodziły do oczek włoski ktore na tych fałdkach rosną i po jakimś czasie te włoski urosły dłuższe i od łezek opadły, moja mama była tez u weta i powiedział zeby poczekać ale może u ciebie to inna sytuacja lub piesio ma większe fałdki a tak z ciekawości to mogłabyś wstawić zdjątko twojego psiurka, mojej mamy skończył 27 marca 4 miesiące i wygląda tak
-
u mnie to nie jest kwestia tłumaczenia tylko ja akurat mam psa po przejściach i boję się o niego szczególnie że wiem co przeszedł, wiem że łatwo jest wytłumaczyć się charakterem psa ale też wiem co moi dziadkowie przezyli ucząc swoje psy chodzenia bez smyczy, było parę takich incydentów że ja nie chcialabym przejsc tego ze swoimi psami. a co do nauczenia pekina chodzenia bez smyczy , może faktycznie zbyt słaba wola i mała konsekwencja w działaniu ale ja osobiscie boję się o swoją sunie i stwierdziłam ze wolę ja prowadzić zawsze na smyczy i mieć pewność po 1. ze nie ucieknie i nie będę musiała jej szukać tak jak wiele osób ktore puszczają swoje psy luzem a potem płaczą ze im zginęły, 2. ze jej pies nie pogryzie lub że ona kogoś nie pogryzie, 3. ze mi jej ktos nie ukradnie irp. Pekińczyki akurat nie należa do psiaków które musza się porządnie wybiegać więc moim zdaniem nie jest to żadnym kłopotem. Jaka jest różnica czy pies jest na smyczy czy nie przy takim maluchu, jedynie taka mooim zdaniem ze zdążysz go wziąc na ręce jak będzie jakaś niebezpieczna sytuacja. ostatnio słyszałam że na moim osiedlu chodził facet z yorkiem puszczonym luzem, ale chwila nieuwagi i nadbiegł bokser bez smyczy i skończyło się niestety smutno bo złamał mu kręgosłup - słyszałam to od swojego weta. Druga historia którą opowiadał mi już osobiście inny były właściciel psiaka to taka że miał yorka wszedł z nim do sklepu i ktoś otworzył drzwi i psiaka wypuscil a akurat w okolicy była suka z cieczką i psiak wybiegł wpadł prosto pod koła samochodu. Moja sunia jak zobaczy obcego psa to poprostu staje się głucha i ślepa i nie ma możliwości jej zawołać biegnie w stronę psa jak nienormalna i co mam za każdym razem ganiać, bać się że coś jej się stanie, za bardzo ją kocham a pies jest już nie pierwszej młodości i trudno zmienić jego przyzwyczajenia. Pekinki należą do psiaków zaczepialskich i nie kazdemu innemu psu musi się to podobać. Tak więc moja rada dla właścicieli tych pięknych i kochanych psiaczków lepiej jest trzymac na smyczy niz pozniej plakac ze cos się stało
-
Bardzo dobrym wetem jest dr. Irena Raczko ktora przyjmuje w piątki na Strzeleckiego, znam ją od ok. 10 lat i uratowała mojego porzedniego psiaka ktorego kupilam chorego na parwowirozę i potem od tego czasu z psiakami chodzę do niej. Moj piesio ktory nie lubi wetów jak mówię ze idziemy do cioci Irenki to aż biegnie zawsze się z tego śmieję, po prostu ją uwielbia, a jak raz byla inna dziewczyna to aż wargusie podniósł jak chciała mu dać tabl na robaki i zaczął warczeć. Dla mnie dobre jest to ze przyjmuje blisko, w sytuacjach kryzysowych mozna do niej dzwonic na komorke o kazdej porze dnia i jest b. sympatyczna. Drugim lekarzem ktorego polecam jest dr. Kurski (ten starszy ) kardiolog ktory przyjmuje w Elwecie, jest podobno dobrym specjalistą, leczy mojego króliczka ciężko chorego na serce i kroliś mimo bardzo złych rokowań żyje i czuje sie dobrze chociaz sama dobrze o tym wiem ze jest to kwestia tygodni czy miesiecy tak poważna jest jego wada. Sama wybieram się teraz ze swoim psiakiem 8 letnim ktorego znalazlam w zeszlym roku i wydaje mi sie ze ma cos z serdusiem nie tak bo zapomniałam napisać on przede wszystkim specjalizuje się w pieskach i kotkach. Ja byłam zaskoczona miłą obsługą jak bylam z kroliciem zostałam przyjęta poza kolejką jak inny wet stwierdzil ze powinnam udać się na konsultacje kardiologiczne, ja trzymalam go przy rtg zeby sie biduś nie denerwował, przy wszystkich zabiegach bylam obecna bo wet stweirdzsil ze wtedy biduś mniej się denerwuje, odpowiedzial mi na wszystkie moje pytania, i jeszcze skonsultowalam z nim swoje niepokojące pytania odnośnie psiaka!!!!
-
a ja mam inną teorię moja babcia miala 5 pekinów, moja mama ma już 3 w swoim życiu i ja teraz też mam pekina od niedawna (jako drugi piesio w rodzinie) i wszystkie to mają, idą gdzie je nosek poniesie,żaden z wyżej wymienionych psów nie chodzil bez smyczy, przy jednym taka proba skonczyla się ze niestety wylądował pod kolami samochodu ale na szczęście udalo sie go uratować i żyl jeszcze dlugo. ale z tego co się dowiadywałam są to pieski indywidualiści i puszczanie ich ze smyczy moim zdaniem nie powinno miec miejsce. Moja sunia zanim ją wzięlam byla parę razy puszczana ze smyczy, sluchala się raz na jakis czas z tego co wiem ale poleciala raz do rotwailera zeby się przywitac i ten pies porwał ją w zęby i zaczął uciekać, dlatego ja pomijając fakt uciekania do piesków z tego powodu też bym go nie puszczała. Pekiny są dość szczekliwe szczegolnie do dużych piesków i może się to niestety źle skończyć