-
Posts
98 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by bouvcia
-
Martens: no to nie ma się co dziwić popularności różnych kursów i kursików. :) Wiem, że było coś w PAN, na SWPS i SGGW, ale na ile kompletne są to studia i na ile aktualna "oferta"? P.S. To samo dotyczy chyba "zostania szkoleniowcem", bo alternatywą dla drogi proponowanej przez ZKwP są głównie właśnie kursy korespondencyjne czy weekendowe.
-
Fajnie się zaczęła ta dyskusja... ale wiecie, że tym, co było w środku sami (obie "strony" sporu) zniechęciliście pewnie kilka osób w ogóle do jakiegokolwiek szkolenia pod okiem fachowców? Piękna antyreklama. :D [quote name='Berek'].Tekst Marka Fryca (wracając do meritum) był moim zdaniem dobry, ważny i potrzebny. Naprawdę zwracał uwage na to, że de facto nie istnieją "metody tradycyjne" i "metody pozytywne" ustawione w opozycji do siebie, tylko że istnieje złe i dobre szkolenie... :lol:[/QUOTE]No właśnie, szkoda, że od tego się nie zaczęło i na tm nie skończyło. Tym bardziej, że jak się obserwuje tych naprawdę doświadczonych szkoleniowców, którym przypina się łatkę pozytywnych czy tam tradycyjnych, to stosują oni metody z obu tych "obozów". Jedyne co można zrozumieć, to, że metody którymi szkolono psy 15-20 lat temu (wówczas i ja zaczynałam się uczyć z moimi psami) też nie były idealne, miały luki, nie zawsze były skuteczne. No i jak zabrał się za nie ktoś nieodpowiedni, kończyło się na zakładaniu kolczatki szczeniakowi, bo "to już czas na kolczatkę". Trudno się dziwić, że w opozycji do tego wypaczenia zaczęły się pojawiać nowe teorie, nowe metody i nowe pomysły... szkoda, że i one już po chwili wyewoluowały w skrajność, tak samo przerażającą, jak ta od "kolców". [quote name='nykea']Ale to jest troszke tak, ze trafilas na badziewne szkolenie, niewazne czy pozytywne czy nie. I mysle, ze do takiej konkluzji doszla wiekszosc rozmowcow tutaj, niewazne czy metdy "pozytywne" czy "tradycyjne", wazne kto szkoli. Ja np mialam bardzo negatywne doswiadczenie z "tradycyjnym" szkoleniem. Wlasciwie nawet 2 (z 4 na ktorych bylam, 2 byly "pozytywne", 2 "tradycyjne". Pozytywne tez nie byly jakies niesamowite, ale przynajmniej szkody nie zrobily). Ale po rozmowie z paroma osobami i kilku watkach tutaj szkole mojego psa "pozytywnie" jesli chodzi o sztuczki, a "tradycyjnie" w normalnym wychowaniu ("tradycyjne" tutaj znaczy awersja i nagrody). T[B]rzeba samemu znalezc zloty srodek co do Twojego psa pasuje, a nie skreslac caly ruch szkoleniowy.[/B][/QUOTE] Święte słowa. :)
-
Coś więcej w temacie żartu i profanacji? Pytam na serio, bo nie znam a oceniać po opisie w internecie trudno. Co do autorytetów - gdzie ich szukać? Uczelnia uczelni też nie równa, a opinii na ten temat mało. Byłabym wdzięczna za podpowiedź, może być na PW, jeśli nie chcesz "rzucać nazwiskami". :)
-
Przeczytałam cały wątek, przebrnęłam przez awanturę o wyżła-setera to teraz i ja się trochę powymądrzam. ;) Po pierwsze padło pytanie jak w Polsce zostaje się psim behawiorystą. Ja bym powiedziała, że należy zacząć od poznania zasad działania psychiki psów - można na przykład studiując na uczelniach wyższych, w instytutach zajmujących się tym tematem, ale też i indywidualnie, ucząc się od autorytetów w tym zakresie. A czy zdobywanie wiedzy teoretycznej będzie się odbywało osobiście, w sali uniwersyteckiej czy w kawiarni, korespondencyjnie czy przez telefon to już ma małe znaczenie. To, że wiele osób nazywa siebie behawiorystami, bo coś tam wiedzą, to już inna bajka. Ale tacy są chyba nie tylko w Polsce, prawda? Jest potrzeba na rynku, to pojawiają się, jak grzyby po deszczu, "behawioryści". :D Po drugie - metody i teorie dotyczące szklenia, nauki, wychowania. Mimo ostrego antagonizmu wyznających je osób (tak, czasem mam wrażenie, że niektórzy traktują to jak religię ;)), one wcale nie są aż tak odległe od siebie. Przyjrzyjcie się temu, co krytykujecie a zauważycie, że w wielu przypadkach metody są podobne - vide dyskusje obu "obozów" na dogo. P.S. A czy znacie Andrzeja Kłosińskiego i COAPE oddział w Polsce (tak przy okazji to też uczy min. przez kursy korespondencyjne)?
-
Otóż to, Kavala. Wystarczy przyjrzeć się innym programom poradnikowym z USA czy Wielkiej Brytanii (i nie tylko, ale te u nas są popularne). Mimo uwielbienia dla zwierząt domowych i ogromnej kasy, jaką robi rok w rok "psi biznes", czyli smycze, posłania, miseczki, szeleczki itp., stan ich wiedzy bywa czasem szokujący. No ale przecież oni potrzebują programów o tym, jak się sprząta własny dom (np. "Perfekcyjna pani domu"), więc co tu się co dziwić. ;) Ale, by być sprawiedliwą, u nas nie jest lepiej. My tutaj nie stanowimy reprezentatywnej grupy, bo wszyscy jesteśmy pasjonatami. Ale ja bardzo często spotykam się z przejawami tak ogromnego braku wiedzy o zwierzętach domowych, że czasem marzy mi się obowiązkowa edukacja na ten temat w szkole. Zaczynając od wielkiego zdziwienia, że na przykład jamnik czy golden to psy wyhodowane do pracy, a nie do leżenia na kanapie, poprzez stały repertuar argumentów pod tytułem "jak pies ma ogród to po co go wyprowadzać", a kończąc na dziwactwach typu karmienie psa słodyczami (jako podstawowym składnikiem diety) czy trzymanie psa na stałe na balkonie (w bloku). Nie mówiąc już o takich rzeczach jak - ciągle jeszcze będące normą - trzymanie psów na łańcuchach. Tak więc ta Victoria i u nas jest potrzebna - zresztą od nie spsionych znajomych i rodziny słyszę często słowa zachwytu i zdziwienia, bo z jej programu nagle dowiadują się różnych fascynujących rzeczy. :D
-
Na mojej pierwszej wystawie, zestresowana jak należy, najpierw - jeszcze przed oceną - pojechałam za psem brzuchem po mokrej trawie, po czym w takich uzielenionych spodniach (pierwotnie kremowe) wlazłam na ring. Pies, choć wystawiany w młodzieży, do małych nie należał a i na fikanie mu się wtedy zebrało, więc jeszcze dwa razy pojechałam tak po ringu. Na koniec, zaaferowana bieganiem i tym by bydlątko nie wpadło w inchód ja wpadłam - sędziemu wprost w objęcia. Na szczęście to dawno było i nawet nie pamiętam, kogo tak wówczas uściskałam. :D Innym razem kochany piesulek, mimo że wyspacerowany przed wystawą solidnie, postanowił, że to za mało - na szczęście zdążyliśmy zejść w porę z ringu, pobiegliśmy na stronę a sędzia był tak miły, że na nas zaczekał, czego się nie spodziewałam. Ocena doskonała i chyba nawet CWC dostaliśmy. No i któraś międzynarodówka w Poznaniu, poza ringami ślisko na tej posadzce jak na lodowisku, ja w jakichś chińskich cichobiegach na nogach i jak mój misiaczek zobaczył na drugim końcu hali sukę z tej samej hodowli, to potem mnie tylko parę osób pytało, czy na co dzień, jako żem znad morza, ćwiczę "jazdę" na nartach wodnych. :) Sklerozę też mam, raz zostawiłam dokumenty (potwierdzenie, numerek, książeczka i cała reszta) w domu, na szczęście zorientowałam się jeszcze na gdańskiej obwodnicy... no ale takiego zawracania na drodze ekspresowej to już nigdy później nie przeżyłam (na szczęście). Dobrze, że to był odcinek, gdzie pasy ruchu jedynie trawa oddzielała. Więcej grzechów nie pamiętam. D
-
A pewnie. Pamiętam, jak my z Cezarem zaczynaliśmy, ile to było nerwów i stresów (niepotrzebnych). :D
-
[quote name='PaniKapsla']My z naszym Bouvierem GRAFF'em już zgłoszeni teraz tylko kaskę przelać.TO będzie nasz debiut na międzynarodówce a zarazem druga wystawa w ogóle.Startujemy w szczeniakach :)[/QUOTE]A to będziemy kibicować. Psa już dawno nie mam, ale lubię trzymać kciuki za młode bouviki. :)
-
Ech, Ira, szerokich łąk niebieskich, tam na ciebie czekają już inni kudłaci...
-
A i owszem, spada. Tak mało miejsca, podczas gdy są Kolibki, są tereny w lesie, są tereny OSiRu... no i zaparkować nie było gdzie, najbliższy parking pod Biedronką, po kwadransie kręcenia w kółko i polowania na miejsce. :/ Te namioty to chyba tak spontanicznie, z okazji pogody, gdyby nie ta ciasnota, nie przeszkadzałyby tak.
-
Może masz rację, może problem zaczyna się wyżej, w FCI właśnie, co jednak nie zmienia fatów: PKPR powstał dlatego, że u nas, na szczeblu lokalnym, miały (i mają) miejsce bardzo brzydkie rzeczy. Pomiędzy poszczególnymi, konkretnymi ludźmi. Tu nie o przepisy chodzi, a o skostniałe władze i ich poczucie bezkarności. Władze, czyli ludzi, którzy je tworzą. Ja wierzę w zmiany na lepsze - po pierwsze właśnie w owo wymieranie pokoleń, po drugie, w to, że jeśli coraz silniejsze grupy będą szły po rozum do głowy, to w końcu górą będą zdrowe zasady, a wypaczenia będa piętnowane. A władze centralne wybierają władze oddziałów (o ile się nie mylę), więc i tu ma szansę dojść w końcu normalność. Bronię zasadności istnienia ZKwP nie dlatego, że mam jakiś sentyment czy boję się nowego. Nie, dla mnie po prostu powoływanie na nowo czego, co od lat z powodzeniem pełni kynologiczną misję, mija się z celem. Oraz dlatego, że o ile teraz w PKPR dzieje się może dobrze, to na początku wyglądało to na metodę na szybsze i łatwiejsze rozmnażanie psów - bez kontroli ZKwP. A tam, gdzie już u podstaw leży wypaczenie, trudno mówić o walce z wypaczeniami (nawet, jesli tu i tam mamy do czynienia z innymi problemami).
-
[quote name='filonek_bezogonek'] Mraulina Niestety ZKwP to taka Poczta Polska w kynologicznym wydaniu. Rozkokosil sie na rynku i sie niczym nie przejmuje[/quote] Witam, przebrnęłam przez cały wątek, głównie zachęcona (o ile to dobre określenie w tym kontekście) dyskusjami na temat ZKwP. Po pierwsze więc, odniosę się do starej dosyć wypowiedzi, która mnie zdziwiła, bo kynologia, hodowla psów i psia pasja to jednak nie to samo co rynek handlowo-produkcyjny. I nie jestem przekonana, że tu konkurencja jest równie pożądana, jak w przypadku - na przykład - producentów kiełbasek. Wręcz przeciwnie, konkurencja wprowadza bałagan, zamieszanie i wprowadzanie w błąd potencjalnych właścicieli (a może i hodowców) psów. Po drugie, obecnie czuję się obiektywna - byłam członkiem ZKwP, przez rożnych dziwnych ludzi odeszłam, ale nie skreślam z tego powodu całej organizacji. Różne jednak jej grzeszki i grzechy znam, podobnie jak grzeszki i grzechy konkurencji i opozycji. A z kolei początki PKPR obserwowałam, jako (wtedy jeszcze) mocno zaangażowany kynolog. I pamiętam, jak to wyglądało. Po trzecie - jestem podobnego zdania, co p. Mrzewińska, której opinie przewijają sie co jakiś czas na forum. Wolałabym widzieć reformę (głęboką) istniejącej organizacji, które pochwalić się może nie tylko tradycją, ale wypracowanymi metodami, zamiast powstających nowych organizacji, często siłą rzeczy zrzeszających (przepraszam za okreslenie) odrzuty z tej pierwszej. Bo to wywarzanie już otwartych drzwi, które zamiast tego można naoliwić. A poza tym - te łagodne przepisy i mało restrykcyjne zasady na lata zrobią taką samą krzywde kynologii, jak dawne błędy i wypaczenia w ZKwP. Przykładem może być tzw. szósty z miotu, czyli to, co przez lata praktykowano w ZKwP - wydawanie metryk tylko czesci miotu. I co? I do dziś walczymy z pozostałosciami tamtych czasów. Podobnie - obawiam się - może być z psami rozmnażanymi pod flagą PKPR. Nawet, jeśli zasady zostaną zaostrzone, to efekty negatywne pozostaną. I będą sobie szły dalej, swoją wypaczona drogą. ZKwP można zreformować. Ja co prawda należałam do tych, którym się nie udało (oddz. Sopot, dawny gdański w Sopocie), jednak wierzę nadal, że można. Tyle, że mnie się wtedy, również z powodów rodzinnych, odechciało. Bo miałam co innego na głowie. Ale szło ku lepszemu i być może nawet to lepsze już doszło, tylko ja nie jestem na czasie. I byli ludzie, którym zależało. I tacy, którzy się angażowali. Problemem jest raczej ogólna (może i nasza narodowa) chęć do bitki i walki z każda konkurencją, podsycana patrzeniem tylko na swoje podwórko. Bo niestety ci, którzy reformowali dziś czasem też są grzesznikami związkowymi. I dopiero jak to uda nam się zmienić, zmienimy zasady rządzące takimi organizacjami. :)
-
Zgadza się:) Pracuję niedaleko i choć nie należę już do ZKwP, ani nie mam psa (więc u nich nie bywam), często spotykam Beatę, opokę biura oddziałowego. I choć moje doświadczenia z tym oddziałem są różne, polecam jednak zapisanie się właśnie tam.
-
[quote name='MonikaSz']Teraz oddział gdański, to oddział sopocki: [URL]http://www.sopot.zkwp.pl/[/URL][/quote] Witam:) Oddział gdański zawsze miał adres sopocki - przynajmniej od lat 80. kiedy kupiłam swojego pierwszego psa. Może zmieniono nazwę (ba zawsze nas śmieszyło, że gdański oddział w Sopocie), ale to wciąż ten sam oddział, ci sami ludzie.
-
Hm, a czy ona twierdziła, że to jest proces uczenia? Nie pamiętam, ale odebrałam to raczej jak pokaz psich umiejętności (wyćwiczonych wcześniej). Poza tym to nie do końca tak, ze pies nie siądzie, póki go nie nauczysz. Pies siada, bo ma - za przeproszeniem - tyłek do tego. Nauka przecież polega na wyłapaniu sytuacji i kojarzeniu jej z komendą "siad". Mój kot też siada na komendę, albo raczej, siada, bo nie chce spuścić z oczu kawałka ryby, gdy go unoszę ręką. Ale dla kogoś, kto nie wie, o co chodzi, wygląda to tak, jakby kot był wyszkolony jak pies, bo ja unoszę rybę i mówię "siad", a posłuszne zwierzątko rzeczywiście siada:)
-
[quote name='Szamanka']Ja po obejrzeniu zarówno tego programu, jak i psiego psychologa dochodzę do jednego wniosku: to nie psy są dziwne - to ich właściciele są dziwni, żeby nie powiedzieć ześwirowani. I to nie psa trzeba leczyć, tylko jego pana/panią.. [/quote]Podstawowa zasada szkolenia: to nie pies się szkoli, tylko właściciela:) Ale moja suczynka kiedyś uwielbiała kawę (czarną, gorzką) i jak tylko miała okazję, wsadzała mi mordę do kubka. Zresztą, chyba czuła się mocno uczłowieczona, bo gdy nie patrzyłam (albo jej się tak zdawało;)) to właziła na krzesło przy kuchennym stole. Jak znajdę zdjęcie to zeskanuję i podrzucę na dogo.
-
Ja patrzę na to tak: ludzie, których pokazują w tym programie, to nie orły inteligencji. O psach też mają wiedzę znacznie mniejszą niż ktokolwiek z nas, psiarzy maniaków;) Więc takim ludziom lepiej proponować proste rozwiązania, nie wdawać się za bardzo w tłumaczenie szczegółów by się nie znudzili i ogólnie raczej pomóc, zamiast kłaść na nich ciężar całej wiedzy o psach. To jak przedszkolaki albo uczniowie w podstawówce - małymi kroczkami uczą się swoich psów. I lubię ten program. Lubię też ładną i energiczną panią PSYcholog.
-
[quote name='Bernenczyk_14']Ja oglądałam:cool3: Facetka miała 6 psów i 5 razy w tygodniu lody im kupowała:lol: był taki moment , że strasznie ujadały i ta psycholog sie pyta czemu szczekają a ta ze zdaje sie: jest 13.30 i chcą herbaty :evil_lol: oczywiście 6 miseczek rozstawionych i herbatka z mlekiem zaparzona..xD (...)[/quote] Otóż to jest moim zdaniem klucz. Po pierwsze, zauważcie, z jakimi właścicielami psów w tym programie mamy do czynienia. Nie owijając w bawełnę, z idiotami. Takimi trzeba potrząsnąć. Takim trzeba czasem pokazać metodę uproszczoną, bo skomplikowanej nie zrozumieją. I iść małymi krokami do celu. Po drugie, jesli ktoś bezmyślnie kopiuje coś, co zobaczył a czego nie zrozumiał - to raczej o nim i jego rozumie nie najlepiej świadczy. Owszem, jak już wczesniej napisałam, za największy problem uważam skrótowość, która wymusza pokazanie problemu, fragmentu rozwiązywania go i efekt końcowy. Szkoda, że prowadząca nie wyjaśnia, dlaczego robi coś własnie tak a nie inaczej. Może tym właścicielom psów nic to nie da (sadząc po tym, co mówią i jak się zachowują), ale nam, widzom? Ale może brytyjscy czy amerykańscy widzowie inaczej reagują niz nasi. Może zamiast leżeć plackiem na mrozie, zauważają, że w ogóle istnieje coś takiego jak szkolenie psów (zamiast natychmiastowego oddawania ich do schroniska) i szukają w swojej okolicy pomocy specjalistów. [quote name='Soifon']Oczywiście nie oglądałam, więc znowu nic nie wiem. A dlaczego w tym programie mówiono, że klatki nie są dobre (mam na myśli takie dopasowane rozmiarem do czworonoga)?[/quote]Tez nie oglądałam, ale może znów chodzi o złe stosowanie? W konkretnej sytuacji? W końcu trudno mówić ogólnikami, że klatki sa złe lub dobre. Wszystko zalezy od psa, od właściciela, sytuacji i tego, jak się ich używa. W sumie, gdybym miala mówić tak ogólnie, do widzow programu TV, których nie znam, wolałabym potępić klatki, lub powiedzieć, że sa ok ale tylko gdy używają ich specjaliści, zamiast potem usłyszeć, ze jakiś mądrala zamyka psa na cale dnie w ciasnej klatce, by mu nie łaził po domu.
-
[quote name='dahme']oj ludzie ludzie ... wy tylko krytykować potraficie... :shake: ...... jeśli chodzi o ostatni odcinek to rozśmieszyło mnie gdy powiedziała że jest to jej najgorszy przypadek - niech zrobi sobie wycieczkę po polskich wsiach i zajrzy do przydomowych bud :roll: a tak na poważnie - lubię to oglądać ... mimo że mają ograniczony czas antenowy podają wiele więcej konkretów niż "psi psycholog" i mam nadzieję trafiają do tych którzy o szkoleniu psa nie mają pojęcia - chyba taki cel programu nie?[/quote]Dokładnie. Program nie jest doskonały - rządzi się telewizyjnymi prawami, jest obliczony na przyciąganie widowni, a nie (niestety) na porządną edukację. Oglądając go mam wrażenie, że najciekawsze - z mojego punktu widzenia - rzeczy pominięto przy montażu, zostawiając tylko początek, parę uwag i efekt końcowy, który ma olśnić widza. A wtedy, olśniony widz poczuje, że może i z jego psem da się jeszcze coś zrobić (ten widz, który ma problematycznego psa) i poszuka sobie podobnej pani, która już w czasie rzeczywistym, nauczy jego i jego psa paru rzeczy. Jednak doceniam, że w ogóle takie programy są i że pojawiają się w telewizji, w której mają szanse dotrzeć do szerszego grona, nie zas tylko do psich maniaków (a tak się to ma z psią prasą czy portalami internetowymi). Ogólnie więc nie czepiałabym się drobiazgów, bo to trochę tak, jak zwracanie uwagi zwykłemu Kowalskiemu, że jego Azor nie idzie idealnie przy nodze, że na zawodach by nie wygrał itp. A Kowalski chce tylko, by pies go nie ciągną:) P.S.Dla zainteresowanych strona prowadzącej (jeszcze się nie wczytałam): [url]http://www.victoriastilwell.com/[/url]
-
Bo bouviki mało popularne sa (na szczęście):) Co prawda bouviera w domu już nie mam, ale obserwuję dzieci a teraz już wnuki mojego misiaka. I bardzo chętnie przyłączę się do rozkręcania.
-
Moje gratulacje:) Piękny bouvik.
-
[quote name='E.A.C']:placz::placz::placz: nikt mi nie chce odpowiedziec... a moze tu nikt nie zaglada?[/quote] Zagląda, zagląda. Sprawdź tu: [url]www.filos.com.pl[/url] Zdaje się, że nawet jest teraz szczeniak jeden do wzięcia:)
-
Ech, zazdroszczę. Ja goliłam, ale ja to robiłam mocno po amatorsku:)
-
Zgodnie z obietnicą kilka zdjęć mojego dawnego bouviera: To był kompletnie szalony pies, gdy tylko czuł powiew wolności. Raz trafiłam z tego powodu do szpitala, staranował mnie i efekty były podobne do zderzenia czołowego z małym samochodem. Ale muszę mu przyznać, że potem jeszcze długo zachowywał się tak, jakby czuł się winny. Az się serce krajało.