Jump to content
Dogomania

B.A.D.Ka

Members
  • Posts

    77
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by B.A.D.Ka

  1. Flaire, miałaś racje że AKC nie uznaje rasy Fila Brasileiro, a ponieważ amerykańscy hodowcy Fila podlegają m.in. C.A.F.I.B., które określa że warunkiem uzyskania championatu jest pozytywnie zdany 'temperament test', stąd moje swięte przekonanie o obowiązkowych testach wymaganych przez AKC. Pozdrawiamy :D
  2. Osobiście bałabym się w ten sposób generalizować mastify neapolitańskie. Co prawda moje doświadczenia z nimi ograniczają się jedynie do suni sąsiadów i psów z wystaw :wink: , to jednak jeszcze nie miałam okazji widzieć mastino odpornego na prąd :wink: ...jak widzać wszędzie zdarzają się wyjątki :wink: Pozdrawiam
  3. ...no i proszę ile można się ciekawych rzeczy dowiedzieć... Nie wiem jak to wygląda u "odpornego na prąd mastino" :wink: , natomiast w przypadku wielu molosów "zakłada się z góry" że dana rasa ma wystarczające tendencje do dominacji, wrodzoną wolę walki i odpowiednią (lub wręcz za dużą) dawkę agresjii zakodowaną już w genach do tego popartą zachowaniami matki, weźmy jeszcze pod uwagę fakt że każdy pies został wyhodowany do konkretnych celów: i tak co niektórzy tłumaczą że np. "psom stworzonym do walk, nie można dawać do niej okazji bowiem tym psom walka może sprawiać przyjemność, a w konsekwencji będą szukać coraz więcej okazji do "bijatyk" ", w przypadku Fila (i możliwe bullmastiffa) sprawa ma się jeszcze "ciekawiej"- jak pewnie niektórzy wiedzą jest to jedna z dwóch ras stworzonych do ataku na człowieka, oznacza to że w przypadku zagrożenia pies ten niezawaha się zaatakować istoty ludzkiej bo przez ponad dwieście lat i żeby było jeszcze "ciekawiej" także obecnie psy ze skłonnosią do takich reakcji są promowane (w kraju pochodzenia od dziesiątek lat do championatu obowiązuje test sprawdzający takie reakcje, test ten wprowadził także AKC i stosunkowo niedawno FCI, u nas nie jest on jednak przeprowadzany), jeżeli dodamy do tego podwyższony próg pobudliwości charakterystyczny dla molosów i zadziwiającą szybkość reakcji no i wreszcie wieeelką miłość względem właściciela :D :D :D :wink: , jego rodziny to szkolenie w zakresie obrony nie tylko wydaje mnie się zbędne, ale wręcz nieodpowiedzialne. Poprzedni mój pies był szkolony na PO co prawda 10 lat temu, ale myślę że w polskich metodach nie wiele się od tego czasu zmieniło, i tam gdzie ja akurat miałam okazję obserwować techniki szkolenia na obronę- wszędzie opierały się one na rozbudzaniu agresji i woli walki u psa. Przedstawiłam oczywiście mój punkt widzenia, trochę na podstawie wlasnych obserwacji z życia codziennnego :wink: liczę więc że znajdzie się ktoś bardziej kompetentny ode mnie i odpowie Lapisowi :wink: Pozdrawiam Basia P.S: W ostatnim numerze Psa opisane są testy psychiczne(?) dla dobermanów, z tego co się orientuję obowiązują one również dla innych ras, może miał ktoś z nimi juz styczność i mógłby napisać coś więcej???
  4. Czy zna ktoś godne polecenia obozy dla psów i właścicieli :wink: , mam tu na myśli zarówno te które obejmują posłuszeństwo, jak i te bardziej specjalistyczne (szczególnie praca węchowa),..., obozy klikerowe ,...itp. Jeśli macie adresy str www to bardzo będę wdzięczna za informację :D :D :D (No i wrażenia/efekty :wink: z pobytu...) Z góry dzięki :D
  5. Ja kupowałam MP przez sześć lat, a PP od pierwszego numeru gdy gazeta powstała- przestałam po drugim artykule w PP i pierwszym w MP na temat Filetów, po prostu szkoda słów, jedna wielka brednia- najlepszy był jednak MP który cytował fragmenty książki Evy Mari Kromer pisanej przez nią przez 10 lat, tyle że cytował to bez cudzysłowia i podania tytułu książki :o :evil: . I na tych fragmentach kończyła się wiedza autorki :evil: A co do zdjęć- w przypadku Fila, musiał je robić naprawdę wybitny fotograf, (zdjęcia pochodzą z orginalnego wydania francuskiego), szkoda że psy bardziej przypominały masą i umaszczeniem mastify angielski niż fila, w MP opublikowano zdjęcia psów z największej wytwórni molosów w kraju, więc o eksterierze tych psów, nie ma sensu w tym przypadku wogóle mówić, tak więc ani obiektywizmu, ani nawet "zdrowej tendencji" w obu gazetach nie znalazłam, a biorąc pod uwagę moją 6-letnią wierność poczułam się trochę oszukana. Na szczęście są jeszcze gazety kynologiczne, w których czasami tendencyjnie- ale jednak prawdziwie przedstawiane są poszczególne rasy. Jeżeli chodzi o socjalizację psa: ja socjalizacją zajmowałam się najintensywniej w pierwszych sześciu miesiącach życia psa, o kontakty z psami nie musiałam specjalnie zabiegać i dbać bo w naszej dzielnicy jest park przez który przewijają się codziennie tłumy psiarzy, a w około też niemało sąsiadów którzy trzymają psy i chętnie do nas wpadają, natomiast często zabierałam psa do centrum, na giełdy, targi, spotkania rodzinne, do autobusów itp. a także na wieś, gdzie spotykał np. konie, bo właśnie z końmi był problem w przypadku pierwszego psa, Etien miał natomiast spotkanie oko w oko z ogromnym bykiem... Obecnie socjalizacja opiera się na codziennych spacerach po parku, szkoleniu, wizytach psów sąsiadów... no i oczywiście Mrówki :D :wink:
  6. Nauka i ciężka praca nie poszły w las :D :D :D . Dzisiaj mogę to stwierdzić na pewno :D Etien zaczął (za przeproszeniem... ale ten zwrot mi najbardziej pasuje do sytuacji :wink: ) "olewać" i bardzo agresywne psy i swoich "wrogów"... a miał ich sproro... po prostu zero reakcji. Podobnie dzisaj- czteromiesięczny CC probował go zaatakować- "normalnie" Etien spróbowałby go pozbawić jakiejś części ciała w najlepszym przypadku- a dziś :o machał przyjacielsko ogonem, a gdy nadzieja na zawiązanie nowej znajomiści prysła- spojrzał na CC tak jakby chciał powiedzieć "mały głupiutki molos" i znowu "olał" 8) - bez awantur, bez warkotu... Carragan i Romas: Etien od szkolenia zrobił ogromne postępy, ale jakbym miała możliwość szkolenia w ośrodku "pozytywnym", bez kolczatki, dławika- to bym to wykorzystała, więc może przynajmniej Carragan uda się to, co mnie się nie udało czego jej z całego serca życzę :D
  7. Jak już pisałam: do momentu szkolenia, chodzenie przy nodze (nie chodzenmie na luźnej smyczy), było jedynym ćwiczeniem, z którym nie dawałam sobie rady, ćwiczyłam z nim i ćwiczyłam- metodą smakołykową rzecz jasna :wink: , a efekty były marne. Teraz pies nie odchodzi od nogi, nawet gdy mijamy się z "prowokatorem". Początkowo nie wychodziło nam (kazano mi szarpać psa gdy tylko zacznie patrzeć się w oczy przeciwnikowi) w rezultacie pies fruną w powietrzu i piana toczyła się mu z pyska- tak było tylko raz- potem, i teraz czasami też nam się to zdarza- schodz,ę na bok, wyciągam woreczek z jedzeniem- i "siad" "leż", duuuuużo chwalę, głaszczę, a jak patrzy na psa to przykładam z przeciwnej str rękę z boczkiem... naprawdę działa, poza tymi sytuacjami pies jest nadzwyczaj spokojny, czego dowód dał na ost zajęciach- na komendzie "zostań", już bez smyczy, pozostał nawet gdy parę psów zwiało w las... Z drugiej str, wiem że bez kolczatki będzie trudno, i nauka rozpocznie się niamal od początku, dlatego w miejscach spokojnych zminiam mu na skórzaną, i tak powoli będziemy się przyzwyczajać... Jeżeli natomiast poniesiemy porażkę - wtedy będę chciała zamienić mu ją na kantarek. Romas ja się z Tobą poniekąt zgadzam: uważam że kolczatka jest pójściem na łatwiznę, "przyspieszaczem" nauki, z drugiej strony: Toro jest układany metodami "pokojowymi", a mimo to chodzi w kantarku, zdaję sobie sprawę że rasy które posiadamy, mają pewne instynkty bardziej rozwinięte co troszkę utrudnia 100% panowanie nad nimi, z drugiej str znam coraz więcej przypadków gdzie ludzie z metod wyłącznie pozytywnych- zaczynają stosować również bodźce negatywne, bo "nie udało się". Rozmawiałam z paroma naprawdę doświadczonymi hodowcami, stosującymi również 100% pozytywne metody, i zawsze znalazł się pies, którego tymi metodami nie udało się wychować, i takiemu "wyjątkowi" pozostawał całe życie dławik, kolczatka lub właśnie kantar...
  8. Nie odbierzcie mnie źle, Etien także nie ciągnął w kantarze, nie rzucał się na obce psy- ale po jego zdjęciu i założeniu jakiejkolwiek obroży- rzucał się na psy i ciągnął, to był sposób na poradznie sobie z wielkim psem którego nie da utrzymać się na smyczy. Teraz Etien nosi kolczatkę, nie jest szarpany (bo kolczatkę trzeba umieć "używać" czyli nieużywać, tzn. jeżeli pies ciągnie na kolczatce- to mija się z celem, pies jest dodatkowo nakręcany, pobudzany do walki przez ból, i to jest tragedia, podobnie pies cały czas strofowany, z czasem przyzwyczaja się - szarpanie staje się dla niego normą :o ). Dla mnie celem szkolenia jest ułorzenie psa w taki sposób że będzie on podporządkowany na tyle na ile to jest u niego możliwe, nie ma mowy o jakimkolwiek rzucaniu się na psy, ludzi i omijania wielkim łukiem, dzisiaj jesteśmy po 6 lekcji i z dumą mogę przyznać że wyżej wymienione cele zostały osiągnięte, jak już zostało powiedziane: na kolczatce w przeciwieństwie do kantara- nie pohamuje się rozjuszonego olbrzyma, Etien więc mógłby mnie na swojej nieszczęsnej kolczatce spokojnie przeczołgać po betonie, a jednak tego nie robi, idzie spokojnie przy nodze i olewa psa (a jeszcze trzy tygodnie temu fruwałam w takich sytuacjach). Czy więc kantar nie jest trochę pójściem na łatwiznę? Pies idzie "spokojnie", a z drugiej strony ma inne wyjście? "Nie pije" tu do psów które potrafią chodzić przy nodze (czyli pewnie Waszych :wink: ) ale do tych z którymi są jakiekolwiek problemy na spacerach, według mnie w takich przypadkach kantar jest ugłaskaniem problemu w nie wiem czy tak do końca humanitarny sposób :-? .
  9. 8) Pewnie że specjalnie... P.S: Myłam godzinę głowę Etiena po tym jak mu na nią Mejk... a podniósł przynajmniej nogę... :eviltong: :lol: :lol: :lol:
  10. Nie chodzi o to że nie pomógł- pies nie ciągnął, ale nie miał w nim takiej możliwości, nie mógł popełnić błędu, i w rezultacie nie mógł nauczyć się chodzić przy nodze. Problem w tym że jak pies waży 55kg i ma tendencje do zaczepiania psów to dla osoby która waży mniej od niego nie jest łatwe utrzymanie go na obroży skórzanej gdy ma miejsce taka mijanka na wąskim chodniku z drugim prowokatorem. Najbardziej jednak pogrążył mnie fakt że mój znajomy (posiadający trzy amstaffy w domu), po ukończeniu z psem kursu PT w w szkole gdzie nie używano ani kolczatek ani dławików, musiał założyć psu kolczatkę bo jak stwierdził- metoda samego wynagradzania w trudnej sytuacji go zawiodła i niemal doszło do tragedii. Mam więc jeszcze większy mętlik w głowie. Póki co Etien bedzie chodził na kolczatce, dopóki zupełnie nie zwalczymy wszelkich objawów agresji w stosunku do psów, a że używanie jej polega u nas na jej nieużywaniu, to efekty szkolenia są na razie rewelacyjne...
  11. Problem w tym że pies był świetnie przygotowany do wystawy, stał jak posąg i prezentowany był nieporównywalnie lepiej niż psy w klasie championów... (przygotowywała go Heavenly i ona go wystawiała). Tymczasem jego kponkurent był tak spłoszony że siłą wciągnięto go na ring, tak więc za prezentację musiał dostać max liczbę punktów :wink: , druga sprawa to wygląd: psy znacznie się różniły w wyglądzie- ojciec etiena pochodzi obecnie z najlepszej linii hodowlanej świata (imp. Brazylia), drugi piesek- bardzie mastinowaty. Bylismy więc pewni że wygra, szczególnie że był oceniany nieformalnie przez bardzo kompetentne osoby, w tym także sędziów, asystentów i hodowców- wszyscy zgodnie twierdzili że pies świetnie rokuje. YTymczasem dostaje obiecującą, a "wszystko" ma "idealne, doskonałe, dobre". Żeby było śmieszniej- opis konkurenta (poprosiła mnie o przeczytanie go wł psa, gdyż nie była Polką), był praktycznie taki sam. Stąd m.in. te wszystkie wątpliwości, a dodam że w opisach jest parę poprawek, skreśleń... Na razie była to kl. szczeniąt, ale nie rozumiem jak może dochodzić do takich pomyłek. :evil:
  12. Ostatnio przydarzyła nam się dość dziwna historia, na katowickiej wystawie psów: Sędzia przyznał psu w klasie szczeniąt ocenę obiecującą i lokatę drugą(przynajmniej tak wpisała pełniąca rolę sekretarza ringowego- młoda harcerka...), tymczasem sędzia wręczył wstążkę złotą, (czyli odp. ocenie W.O.). Ja niestety jeszcze wtedy nie byłam zorientowana w kolorach wstążek kl. szczeniąt :-? . Pies w opisie przedstawiony jest w praktycznie samych superlatywach. Czy więc jest możliwość sprawdzenia "gdzieś" rzeczywistej, przyznanej oceny? Czy ZK który organizował wystawę i jednocześnie do którego należę może to sprawdzić?
  13. Z powodów "modemowych" dopiero teraz wrzucę odp. z przed pau dni. :wink: Etien także miał parę razy na głowie hanter i faktycznie ani razu nie zdarzyło mu się pociągnąć, Natomiast było to spowodowane tym że tzw. obroża uzdowa, przez swoje usytuowanie, nie pozwalała po prostu popełniać mu błędów. Do 3,5 miesiąca, Etien chidził na obroży skórzanej. Uczyłam go chodzenmia przy nodze metodą smakołykową :wink: ...niestety bez efektóe: było to jedyne ćwiczenie, którego nie potrafiłam go nauczyć tą metodą, jednocześnie wogóle nie karcąc psa. Zasickowa okazała się zupełnie do nieczego: najpierw pies ciągną jak koń, potem gdy próbowałam szarpnąć- wogóle nie reagował, w efekcie co sekundę szarpanina, a ja i tak leciałam gdy pies widział agresywnego psa. Sytuacja obecna wygląda następująco: Etien wykona każde polecenie w każdym miejscu bez względu czy ma kolczastą, dławiącą czy skórzaną obrożę, polecenia te wykona także bez smuczy na odległość - dodam może że jesteśmy dopiero po 3 zajęciach w ośrodku, a więc na etapie siad, waruj, noga, na smyczy. Z chodzeniem przy nodze sprawa ma się inaczej: gdy pies ma kolczatkę na szyi, w ciągu godzinnego spaceru zdarza mi się szarpnąć psa, max 1 raz, czyli praktycznie wogóle, poza tym od niedawna (od 2 tyg.) przestał reagować na obce psy, a i od tych bardzo nakręconych- potrafi przejść niemal obojętnie: przede wszystkim dlatego że w takich kryzysowych momentach nigdy nie go szarpię (go co sugeruje mój trener). Staram się natomiast odwrócić uwagę psa, mówiąc bardzo zachęcającym głosem: "idziemy" (w domu wie że po tej komendzie idzie na upragniony spacer), worek kiełbasy i chwalę jak nie zwróci uwagi na psa. Problem w tym że Etien rewelacyjnie chodzi na kolcach, ja natomiast we wszystkich sytuacjach w których powinnam go szarpnąć używam innych metod: więc szarpania de facto nie ma. Podobnie wygląda chodzenie bez smyczy, tu jednak nie wykonujemy tego w obecności obcych psów, dopóki nie opanujemy dobrze ćwiczenia. Dzisiaj założyłam na tradycyjny spacer łańcuszek: pies co prawda nie ciągną, ale wyprzedzał i trzeba go było co chwilę szarpać, zaś zainteresowanie psami- znowu wzrosło, co nie znaczy że ciągnął. Wiem natomiast że na łańcuszku, w kryzysowej sytuacji mógł by mi się wyrwać, na kolczatce taki pomysł nie przyjdzie mu do głowy, a nawet gdyby to wiem że go utrzymam (a wagowo jesteśmy równi...). Kolczatka więc nie stanowi obecnie narzędzia tortur, ale zabezpieczenie. Dodam jeszcze że w miejscach spokojnych (bo teraz wybieram trasy bardzo ruchliwe- targi, jarmarki, centrum), np. w lesie- pies chodzi wyłącznie na obroży skórzanej, i robi to tak samo jak na kolczatce. Wyjątkiem więc jak już wspomniałam są mijanki z obcymi psami. Wymyśliłam więc żeby przypinać oba końce smyczy do dwóch obroży- jeden do skórzanej, drugi do kolczatki, normalnie pies chodziłby na skórzanej, a w razie potrzeby- jest kolczatka. Co Wy o tym myślicie??? Romas, wiem że nie miałaś nic złego na myśli, na strony na pewno zajże :D :D :D .
  14. Jeśli planowanie psa przez cztery lata, szukanie kilka mieśięcy dobrego ośrodka szkoleniowego, czytanie wszelkich dostępnych ksiązek na temat psów, korzystanie z porad hodowcy, związkowców, znajomych, Dogomaniaków, to nie jest szukanie, czytanie, zadawanie sobie trudu, myślenie... to chyba powinnam iść do specjalisty, bo naprawdę, nierozumiem co można "jeszcze". Wyraźnie napisałam że: , Cóż, może o czymś nie wiem, ale niewydaje mnie się żebym była zwolennikiem i zagorzałym praktykiem wspomnianych metod. jak napisałam we wcześniejszym poscie, kolczatkę zakładam do ćwiczeń na szkoleniu. Poza nią pies nosi obrożę skórzaną i dławiącą. W 3 miesiącu Etien nauczył się wszystkich poleceń objętych programem szkolenia, łącznie z aportowaniem. Ucząc go korzystałam z "Okiem psa", "Zapomniany język psów", itp. Listę klikerowców także czytalam. Poszłam na szkolenie tylko i wyłącznie by mógł pracować w grupie psów. To co ja uważam za dopuszczalne na szkoleniu; to wykonujemy ponieważ Etien doskonale zna wszystkie ćwiczenia: szarpanie kolczatką jest zupełnie zbędne i zdarza sie sporadycznie, najczęściej w awanturach z innymi psami. Najgorsze jest to że płacę ciężkie pieniądze i chce żeby facet znalazł mi inną metodę, bo takie karcenie już rozjuszonego psa jest dla mnie absurdem: poza tym czy to ja mam szukać metod, czy renomowany szkoleniowiec któremu za to płacę? Robię więc swoje i zamiast szarpać psa, wolę zainteresować go jedzeniem, skupić uwagę, jednocześnie słysząc że "samą miłością pani psa nie wychowa..." A na razie wychowuję i jest dobrze. Tak więc Romas zamiast sugerować mi że poszłam na łatwiznę, wyślij mi parę link'ów na temat klikerów :wink: To mi bardziej pomorze w i tak nie malym poczuciu winy (a i nie wiem czy takim zasłużonym). Gosia: Na te skłonności zwrócili mi uwagę hodowcy na wystawie, obserwując zachowanie etiena względem obcych osób i psów. Etien jest dobrze ułożony, więc na ogół trudno to zauważyć. Na pewno ujawniają się one w zabawach z psami, także w kontaktach z dorosłymi i doświadczonymi sukami, które on mimo ich powarkiwań i gróźb próbuje zdominować. podobnie było z facetem od szkolenia, którego Etien nie chciał posłuchać: gdy facet chciał mu przycisnąć zad do ziemi (ja tego nigdy nie robiłam bo poprostu wystarczało polecenie- pies by sam usiadł) Etien użarł go w rękę, i miał go gdzieś :wink: W przeciwieństwie do kolegów z grupy nie okazuje mu żadnej uległości. Jako 7 tyg. szczeniak np. buntował się przewracaniu na plecy, co długo ćwiczyliśmy w zabawach, m.in. w taki sposób uczyłam go podporządkowania. Gosia, jak masz gdzieś pod ręką tytuł i autora tej książki to napisz mi. A czy moje wątpliwości podzilają również Boss Tone i Klekotki (z tego co widziałam/czytałam to Wasze pociechy chodzą na kolczatklach)? Może macie jakieś jeszcze spostrzeżenia, jako bardziej doświadczeni?
  15. Hanyu, masz 100% racje, choć to dziwnie zabrzmi. Ja z Etienem jego edukacje rozpoczęłam od pierwszego dnia pobytu w domu, NIGDY nie karciłam go w sposób fizyczny, bazowałam tylko i wyłącznie na smakołykach, "pianiu z zachwytu" i ignorowaniu złych zachowań. Potem długo szukałam ośrodka szkoleniowego i wszędzie był i jest : kij i marchewka. A ja koniecznie chciałam żeby Etien ćwiczył w grupie, wśród innych psów. To dla mnie było głównym powodem udania się na szkolenie. Dzięki "cholernej" kolczatce chodzi rewelacyjnie przy nodze (nie zależnie czy ma kolczatkę na szyi, vzy dławik, czy skórzaną obrożę), praktycznie nigdy nie muszę go poprawiać, podobnie jest z resztą poleceń, które niezależnie od miejsca zawsze wykona. Na obroży dławiącej szło to gorzej i przez to boleśniej. Do tej pory jednak jestem zła że nie mam możliwości szkolenia go metodami humanitarnymi, bez przemocy (bo czym jak nie przemocą jest kolczatka?). Ja niestety nie mam takiej wiedzy abym sama mogła nauczyć psa wszystkiego za pomocą np. klikery, potrzebny jest mi do tego specjalista, a takiego nie znalazłam. Stąd ten wybór/nie wybór. Po prostu mniejsze zło. Tym bardziej mnie to boli że zaufanie mojego psa budowałam przez długie miesiące naprawdę ciężkiej charówy, i nie było łatwo, bo jak pisałam - był alfa, i dalej wykazuje chęć dominowania. A kolczatka, mam wrażenie, to zaufanie trochę podważa. Wprowadza element bądź co bądź - strachu, a to przy olbrzymach jest niebezpieczne. I ja to wszystko wiem, na każdych zajęciach rozmawiam o tych wątpliwościach z trenerem, tłumaczę że to nie ON, że tu się siłą nic nie wskóra... no i ja robie swoje, a facet- swoje (ma na ten temat inne zdanie). Na razie jest O.K. Nie ma żadnych problemów, wręcz jest dużo lepiej. Gdyby jednak zaczęło się coś złego dziać, to jestem gotowa zrezygnować, bo moje zaufanie (i mojego psa) do metod "kolczatkowych i itp." jest bardzo ograniczone. Obecnie, staram się wszystko to co mówi mi facet ze szkolenia zatępować innymi metodami: bez szarpania. I udaje się. Myślę więc że będzie dobrze. a ja Etienowi krzywdy nie dam zrobic. (I facet o tym wie 8) , w koncu jaki pies- taki pan :evil: ). Z drugiej strony, nie podwarzalnym atutem szkolenia jest praca w grupie- filet jest 98% podporządkowany w KAŻDEJ sytuacji (te 2% zostawiam jeszcze na obce psy- ale i z tym mam nadzieję uporamy się). W najbliższe zajęcia mamy zamiar razem z Mrówką przeprowadzić bardzo poważną rozmowę z trenerem na temat metod sprzed 30 lat. I jesteśmy zdeterminowane, odważne i wojownicze... zupełnie jak nasze psy... :wink: :lol: Mam nadzieję że już mniej więcej przybliżyłam Ci "tragizm" naszej sytuacji...
  16. Teraz to już sama nie jestem pewna czy wysoki czy niski :-? Jutro poszukam i Wam napiszę, ale bardzo mozliwe że wysoki...oto jaki ze mnie spec :oops: :oops: :oops: Co prawda z niskim progiem najprawdopodobniej się pomyliłam, ale z definicją pojęcia- (niestety?) nie. Wysoki (niski?) próg pobudliwości ma raczej mało wspólnego ze zrównoważeniem: różnica między psem o wysokim progu pobudliwości, a psem o niskim pr.pob. jes taka że, jak się nadepnie na ogon tego pierwszego, to pies nr 1 najpierw zareaguje, w tym wypadku ugryzie, a potem dopiero pomyśli. Przeciwnie niż pies nr 2. Impulsy mózgowe u molosów przewodzone są wolniej, w efekcie psy szybciej reagują niż myślą, ale to dotyczy sytuacji bardzo gwałtownych, nagłych, itp. Dla kompromisu pomiedzy wypowiedzią moją, a Sylwii, przytoczę pewną wypowiedź na temat molosów- "Molos nie lubi być zaskakiwany- zaskoczony molos to molos zły i wtedy potrafi być na prawdę groźny..." Na dowód tego mam historię z życia wziętą: kloszard wychodzący z krzaków i ja z Etienem na ścieżce spacerowej,... - w efekcie byłam bliska lotu na marsa...
  17. Odczuwam coraz większą potrzebę zrobienia stron www i solidnej galerii Filecika :lol: Zdjęć, co tu będę ukrywać- wysyłać nie potrafię, łącze modemowe, więc muszę zaangażować Mrówkę (to właśnie ona włożyła mi emblemat i poniższe zdjęcie :D ). Tak więc Miga - musisz uzbroić się w cierpliwość, ale zdjęcia za pewno przyśle :D Co do progu pobudliwości to u molosów jest on właśnie bardzo niski- w wyniku czego reagują one z pewnym opóźnieniem (mówi się żartobliwie że polecenie musi przejść od głowy do ogona i z powrotem za nim molos je wykona), mówi się także że molos najpierw zareaguje, a potem pomyśli, i poczęści to prawda, ale też nie dokońca- zareaguje z opóźnieniem (najpierw musi pomyśleć :lol: ) często przy tym nie dając sygnałów- co powoduje że niektórzy uważają je za nieprzewidywalne. Molosy są bardzo przewidywalne tylko trzeba się ich "nauczyć na pamięć". Mnie w molosach uzekła mądrość życiowa tych psów, problem w tym że "to" co tym psom było wpajane przez setki lat i "to" co pozwalało tym psom przeżyć, dziś staje się dla ludzi wadą, stąd tendencje do hodowania bezużytecznych olbrzymów, dlatego kochamy naszego fileta właśnie za jego charakter. Za to że jest 100% Filą :D .
  18. :oops: :oops: :oops: :oops: Wieeeeelki osioł z B.A.D.Ki- dopiero teraz zauważyłam topic i :o :o :o :o szok. Ja również dołączam się do życzeń powrotu do zdrowia, Rotti musi do nas wrócić!!! Do swoich psów!!! Postaram się również wesprzeć ją, jeśli nie duchowo, to przynajmniej materialnie. Musi być dobrze, innej opcji nie przyjmuję! Piszcie jeśli będzie coś potrzebne, jeśli będzie można jeszcze jakoś pomóc! pozdrawiamy i baaaaaaaaaaaardzo mocno trzymamy kciuki za Rotti!
  19. Tak jak zapowiedziałam- jestem 8) :wink: Na początek mam pytanie (nie?) dyskretne :roll: :wink: - z jakiej hodowli pochodzi Arika??? :D Pozdrawiamy
  20. Mam problem natury wystawowej :-? : Etien od czasu szkolenia, nosi kolczatkę- ograniczam to jednak do samego szkolenia i ćwiczeń, bo na szczęście ładnie chodzi przy nodze, mimo to ma na karku połamaną i zszarzałą sierść: I co z tym fantem zrobić? Ile dni/tyg. przed wystawą zaprzestać noszenia kolczatki??? Może macie na to jakiś sposób :-? ???
  21. Ze stwierdzeniem że "wybiegany chart nie dopadl by kota"- jestem sklonna sie zgodzić jak już napisałam- pamiętajmy do czego służyły charty, może gdyby właśiciele zapewniali swoim podopiecznym codzienną porcję ruchu - odpowiednią dla swojej rasy (w naszym przypadku wystarcza 2 godzinny spacer po lesie)- w przypadku charta- wyścig, polowanie, itp. :wink: to może takie przykre incydenty z ich udziałem nie miałyby miejsca- tyle że "codzienny wyścig" do czysta utopia... Szkoda że tak mało wiadomo na temat mastifa- nie chciałabym żebyśmy doszli do jakiś błędnych wniosków, ale z własnego doświadczenia mogę zapewnić że mastify (wszystkie) są niesamowicie trudne do sprowokowania, dlatego nieśmiało wysuwam inną tezę :wink: :wink: :wink: : może jeden z małych wzrostem, wielkich duchem - mini-chartów chciał zagrozić dziecku i dzielny mastif zaatakował w obronie dziecka... :lol: :wink: (wersja mało prawdopodobna, ale przynajmniej nieubliża żadnej z ras :D )
  22. Mam na myśli agresję za którą kryje się lęk, więc - chyba mamy to samo na myśli :wink: Na myśl przychodzi mi owczarek niemiecki: dawniej rewelacyjna rasa użytkowa, obecnie - pies nerwowy, obdarzony ostrością pozorną, a jak już zdarzy się świetny pies pod względem cech użytkowych (co zazwyczaj nie idzie w parze z eksterierem), to jest to jeden psiak na kilka miotów. Może właśnie stąd bierze się zainteresowanie rasami tzw. bojowymi: zalety którymi obdarzony jest ten wybitny owczarek (jeden na kilka miotów) takie jak odwaga, determinacja, zrównoważenie - u bojowca są normą. Niestety to też powoli zmienia się- popularność tych rasy robi swoje i coraz więcj jest zepsutych bojowców. Szkoda że ludzie hodujący te wspaniałe rasy stawiają głównie na eksterier, jednocześnie faworyzując jakieś mutanty (bo trudno 100 kilogramową Fila nazwać Filą) a zapominają o ich charkterze i zdrowiu :cry: .
  23. Arek, ile Twój canarek ma miesięcy??? Etien ma dokładnie 9 mieś i dobija powoli do 50 kg (pisze na wyczucie, bo już dosyć dawno był ważony). Poza tym sprawdziłam: do jedzenia dodajemy mu chyba CapiVit, wit. D3 i tran. Ale bardzo małe dawki. A jak to jest z tym wzrostem u molosów, słyszałam że nie warto go "przyspieszać" bo jest on już zakodowany w genach, no i to wiem. Natomiast spotkałam się z psami baaardzo dużymi których właścicieli, jak mi powiedzieli- przedawkowali wit. i inne preparaty, psy są pokrzywione i przraźliwie wysokie. Chodzi mi tylko o to że skoro wzrost jest już zakodowany w genach, to czy jest możliwy taki nadmierny wzrost na wysokość :-? ?
  24. Zgadzam sie w 100%. Pamiętajmy że reakcje obrończe (w uproszczeniu) warunkowane są przez skłonności dominacyjne danego psa, a właśnie te skłonności sprawiają że dana rasa staje się "trudna". Jedna z bardzo dośw. hodowczyń zwróciła mi uwagę że mój pies jest dużym dominantem i możliwe że właśnie on był Alfa w swoim miocie. Tymczasem nasz trener uznał że "należałoby to ująć nieco inaczej: jest to jeden z najlepszych psów jakie w życiu widziałem" miał tu rzecz jasna na myśli walory tzw. użytkowe czyli odwage, determinację w działaniu, no i skłonności do agresywnych zachowań przy dużym zrównoważeniu. A to wszystko bardzo utrudnia prowadzenie takiego psa na co dzień szczególnie niedoświadczonym osobom. Jest natomiast coś jeszcze gorszego: psy z bardzo słabą psychiką, jednocześnie z założenia psy obronne lub stróżujące, czyli z zakodowanymi już w genach pewnymi cechami, schematami zachowań. Takie psy nie są wstanie obronić człowieka, za to reagują agresją pozorną, a przy dodatkowym niezrównoważeniu- są już wogóle bardzo trudne do prowadzenia. Nie wiem jak to jest w innych rasach obrońych, ale w przypadku Fila należy dokładnie studiować linie hodowlane z których pies pochodzi, bo każda linia preferuje inny poziom temperamentu, A często między psami pochodzącymi z dwóch różnych linii, różnica temperamentu i tym samym chrakteru, jest diametralna. (podobnie sprawa wygląda u ONów). pozdrawiamy
  25. Arika_Dominika: Dzięki za ten komentarz- taka odpowiedź nie przyszła mi do głowy, a jest bardzo sensowna :) chyba faktycznie przyłącze się do topicu o chartach, bo nasuwa mnie się coraz to więcej pytań, niekoniecznie związanych z tym akurat problemem :D :wink: . pozdrawiamy
×
×
  • Create New...