Jump to content
Dogomania

Dark Icon

Members
  • Posts

    83
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Dark Icon

  1. Dlaczego mój Kapsio jest sam? Czy nie ma tu innych bassetów? Smutno nam troche z tego powodu.
  2. No cóż można powiedzieć. Wszystko jest do kupienia i załatwienia. Można dorobić psu jądro to można mu tez kupić rodowód. Choć to wszystko smutne :(
  3. Czemu tak poważnie? Troszkę uśmiechu by sie przydało :lol: Mój Kapsio też się śmieje
  4. Dobrze że mój Kapsio jeszcze nie umie czyrtać (jest jeszcze malutki bo ma dopiero 23 miesiące) boby sie zezłościł na tytułowe stwierdzenie :) :chainsaw:
  5. Ja to przeczytałem tutaj: http://www.arcturus-pl.com
  6. Ja go przeczytałem na jednej z lokalnych legnickich stron. Uważam że jest na tyle interesujący (i nie głoszący jedynie słusznych teorii) że warto go przeczytać. Nie wiem jakie jest pierwotne źródło jego pochodzenia.
  7. Poniżej artykuł spłodzony przez Dr Ewę Walkowicz. Myśle że warto przeczytać :) Być może pomoże to w podjęciu decyzji co powinien jeść nasz pupil(e) CO JEDZĄ PSY? Pytanie pozornie banalne. Na 100 zapytanych osób, 95 odpowie bez namysłu, że mięso, bo wiadomo, drapieżnik - wilk - polowania, itd. Pozostałe 5 skomentuje zgryźliwie, że głównym pożywieniem psa są meble, buty bądź nogawki od spodni - zależnie od tego, co właśnie ,,rozpracował" ich pupilek. Wydawałoby się więc, że problematyka żywienia psów nie powinna nastręczać większych kłopotów, zwłaszcza wśród znawców przedmiotu. Nic bardziej mylnego, o czym przekonał się każdy, kto ,,dorobił się" własnego psa. Nawet dla urodzonych psiarzy, którzy wychowywali się w domach pełnych zwierząt, sprawy żywieniowe to temat trochę mglisty, bo z reguły ,,było ugotowane'' i wystarczyło przełożyć z garnka do miski. Pies jadł, co mu dano, w międzyczasie coś tam podkradał, coś tam użebrał u domowników i zakończył życie w wieku lat 18-tu, do ostatnich dni ciesząc się doskonałym apetytem i cokolwiek zaokrągloną figurą. No, ale teraz mamy własny dom i własnego czworonoga, dla którego chcemy jak najlepiej i naukowo. Zwłaszcza, że to pies rasowy, a wiadomo - zwłaszcza przy dużych ,,mięśniakach" - żywienie to podstawa prawidłowego rozwoju. No to ,,zasięgamy języka'' i zaczyna się... - Na czym gotować? No, kasza manna, jęczmienna... - Co, jęczmienna? W życiu! Tylko gryczana albo ryż! - Jaka kasza? Odbiło ci? Pies tego nie trawi! Tylko makaron! - Tylko pamiętaj, żadnych kasz ani makaronów! Jedynie płatki owsiane! - A nie próbuj czasem dawać płatków owsianych, tylko kasza jęczmienna! Po ustaleniu ( J ) bazy podstawowej, przychodzi kolej na resztę. Dowiadujemy się, że najlepsza jest: wołowina / cielęcina / konina / baranina / mięso z nutrii lub królika / drób (niepotrzebne skreślić), przy czym mięso ma być: surowe / obgotowane / gotowane i podawane: w dużych kawałkach / siekane / mielone. Podroby - tak, kości - nie. Podroby - nie, kości - tak. Kości: młodemu - tak, staremu - nie. Kości: młodemu - nie, staremu - tak. Jajka: ile się chce, najwyżej jedno na tydzień; tylko surowe, tylko gotowane - na twardo / miękko, tylko żółtko! I koniecznie podawaj..., bo... . I pamiętaj, nigdy nie dawaj psu...., bo... . Listy ciągną się długo; zalecenia, dlaczego należy / nie należy podawać tej czy innej karmy stają się coraz bardziej fantazyjne i powoli dochodzimy do wniosku, że każdy z doradców mówi o innym gatunku zwierząt, w dodatku z dość kontrowersyjną fizjologią i przemianą materii. I każdy powołuje się na autorytety hodowlane i weterynaryjne, przytacza książki, z których wyczytał owe mądrości i zaklina się, że on zawsze tak żywił, i proszę - demonstruje dorodny psi okaz. Lekko oszołomieni tym natłokiem mniej lub bardziej sprzecznych rad, zaczynamy rozważać, że może jednak sucha karma, przynajmniej na początek... W hipermarkecie kolejny zawrót głowy. Kolorowe torby z roześmianymi psimi pyskami i oczywiście: ,,nr 1 w Europie'', ,,pokarm championów" itd... Każda z najlepszych składników, polecana przez najlepszych hodowców, w pełni pokrywa zapotrzebowanie twojego psa. Czytamy ulotkę, może skład nam coś powie: z tasiemcowej listy substancji, o połowie nawet nie słyszeliśmy; część znamy, ale nie sądziliśmy, że nadają się do jedzenia. I to wszystko okraszone suto naukowym żargonem: aglutynowane, chelatowane, postać skoagulowana, identyczne z naturalnym, liofilizowane, naturalnie stabilizowane, z dodatkiem substancji poprawiających właściwości takie i siakie... Poddajemy się i kupujemy tą z najładniejszym obrazkiem. W drodze do domu zaglądamy do specjalistycznego sklepu. Rzeczywiście, sprzedawca zna towar i potrafi doradzić, chociaż ceny pasz są tu zdecydowanie wyższe. Dowiadujemy się, że karma z marketu ,,to nie to'' a poza tym i tak musimy dokupić odżywki, bo to ,,sama karma nie wystarcza, a błędy żywieniowe z młodości..." Te słowa znamy na pamięć, więc cierpliwie obserwujemy jak na ladzie pojawiają się słoiki i pudełeczka z kolejnymi specyfikami: ten na sierść, ten na mineralizację kości, ten na stawy, jeszcze coś przeciw krzywicy i mieszanka mikroelementowa, i kolejna - witaminy. Stos rośnie, suma na kasie również. Chcemy zaprotestować, że to chyba przesada, ale oczami wyobraźni widzimy wielki billboard ze zdjęciem naszego pupila: rachitycznego, pokrzywionego, bez sierści i zębów oraz podpisem ,,bo moi właściciele oszczędzali na jedzeniu". Płacimy. Jeszcze tylko apteka i środki, które ,,koniecznie'' zalecił weterynarz i nareszcie do domu. I tu przekonujemy się, że nasz pies kompletnie lekceważy zasady prawidłowego odżywiania; jakimś cudem udało mu się upolować gołębia, którego pożarł z apetytem i większością piór, mając w głębokiej pogardzie kwestie siekania, mielenia i gotowania. Oczywiście, powyższy scenariusz został trochę przerysowany, ale tylko trochę!. Każdy ,,psiarz'' pamięta nieskończone dyskusje nad wartością takiej a nie innej karmy, gdy dochodziło niemal do śmiertelnej obrazy ,,bo ja czytałam, że...". Mnożą się racje i argumenty, przytaczane są wyniki badań naukowych. Padają mrożące krew w żyłach przykłady jak ten i ów podawał psu (bądź nie podawał) to czy tamto i w efekcie.... Zwolennicy ,,suchego'' gotowi są niemal przysięgać, że psy wynaleziono razem z granulowaniem pasz, zwolennicy ,,mokrego'' - że ich system żywienia jest bardziej naturalny. I każdy jest święcie przekonany o swojej słuszności. Po czyjej stronie jest więc racja? I co ma zrobić biedny właściciel psa, który chce jak najlepiej dla swojego czworonoga? Prawda jest taka, że nie ma ,,jedynej słusznej'' diety, o czym możemy przekonać się choćby na przykładzie ludzi. Obok ,,mięsożerców" żyją jarosze, wegetarianie, makrobiotycy, weganie, zwolennicy diety Diamondów i wielu innych systemów odżywiania, a nawet parę osób, które - jak twierdzą - żywią się wyłącznie energią kosmiczną. I każdy twierdzi, że to właśnie on żywi się najbardziej prawidłowo, zgodnie z prawami natury / fizjologii itp. I tylko nie potrafi wytłumaczyć, jak to jest, że ,,ci inni'' też żyją zdrowo i mają się dobrze. Czyżby mieli inną fizjologię? Jak to więc jest z tymi zasadami żywienia? Podstawowa reguła prawidłowego żywienia brzmi - żadnych reguł! Ogólne wytyczne organizmu (te same dla ludzi i dla zwierząt), mówią: daj mi to, co potrzebne i tyle, ile potrzebne; w sprawach szczegółów jakoś się dogadamy. Głównymi składnikami odżywczymi są białka, węglowodany, tłuszcze i minerały (mikro-, makroelementy i witaminy) i organizm musi je otrzymać. A czy węglowodany będą pochodziły z ryżu, pszenicy, kukurydzy czy jęczmienia - to już są ,,szczegóły do dogadania''. Jeżeli naszemu psu najbardziej smakuje makaron - niech je makaron, jeśli woli kaszę - dajmy mu kaszę. Możemy mu dietę urozmaicać, podając przemiennie różne gatunki kasz, płatki owsiane i ryż. Nie zawadzi wypróbować inne pasze, nawet jeśli nie są wymieniane w podręcznikach. Jeśli ktoś ma rodzinę lub znajomych na wsi - godna polecenia jest śruta zbożowa (grubo zmielone ziarno pszenicy lub pszenżyta). Od kaszy odróżnia ją wyższa zawartość składników odżywczych (przede wszystkim cennego białka z zarodka nasiennego) i włókna - wskazanego zwłaszcza dla osobników dorosłych. Wiele psów chętnie je grysik kukurydziany, chociaż nie jest on zalecany, ze względu na słabej jakości białko i wysoką kaloryczność. Jeśli jednak będziemy podawać go wymiennie z innymi kaszami (zwłaszcza z dodatkiem 1 - 2 łyżek siemienia lnianego), z pewnością nie przyniesie szkody a w korzystny sposób wzbogaci dietę naszego czworonoga. Podobna zasada rządzi mięsem: może być każde, jeśli będą i inne. Pies to nie miś panda, że bambus albo nic. Zje zarówno koninę jak i baraninę, nie pogardzi wołowiną, a jak mu się raz na jakiś czas trafi wieprzowina - to też nie będzie dramatu i pożre ją z całym cholesterolem. Mięso podajemy w różnej postaci: oprócz gotowanego w kaszy, nasz pupil chętnie zje surowy korpus z kury czy dobrze obrośniętą mięsną kość. Jeżeli trafi się nutria, to dużemu psu można podać ją w całości, nie patroszoną a kurę nawet z piórami (ale poza domem i raczej w bezwietrzną pogodę). Generalnie, im więcej namieszamy - tym mniej zaszkodzimy. To z pewnością brzmi jak herezja w stosunku do wszystkich podręcznikowych zaleceń, ale taka jest właśnie praktyka. (Większość poradników pisana jest chyba dla chowu przemysłowego; jak gdyby właściciel miał kenel na 140 psów a nie jednego pieszczocha, któremu osobiście przeżuwałby co twardsze kawałki, gdyby była taka potrzeba). Nie znaczy to, że możemy ,,odpuścić" sobie literaturę jako nieprzydatną. Wystrzegajmy się jedynie autorów, występujących z poziomu ,,jajakoznawca'', operujących nakazami i zakazami, ubranymi w pseudonaukową otoczkę typu: ,,badania naukowe wykazały'' czy ,,amerykańscy naukowcy stwierdzili, że...". Wybierajmy te pozycje, gdzie autorzy w sposób przystępny i rzeczowy wyjaśniają powody takiego a nie innego postępowania i czytajmy je ze zrozumieniem - przecież nie będziemy karmić wszystkich czworonogów, tylko jednego, konkretnego i unikatowego. Jeśli większość psów ma kłopoty trawienne po mleku, nie znaczy to, że mamy odmówić naszemu miski mleka, o ile do tej pory mu służyło. Jeżeli ktoś pisze: ,,nie wolno podawać psu wątroby" - to jest to kompletna bzdura i wysyłamy podręcznik wraz z autorem w Pireneje. Gdy zaś czytamy, że wątroba jest bogata w wit. A i podawanie jej w dużych ilościach, zwłaszcza surowej, może doprowadzić do przedawkowania, ponadto -jako śmietnik organizmu - zawiera wiele substancji szkodliwych i dlatego nie jest zalecana dla psów, wiemy przynajmniej, o co chodzi. Nie powinniśmy raczyć naszego pupila kilogramem wątroby wołowej 7 dni w tygodniu, ale nie zaszkodzi, jeśli co jakiś czas ugotujemy kawałek w kaszy. Podobnie ma się sprawa czekolady: wielu autorów krzyczy gromkim głosem, że ,,czekolada dla psa to śmierć, żadnej czekolady", podczas gdy wiemy z praktyki, że gdyby tak było, to połowa znanych nam psów dawno powinna wędrować po lepszym świecie. Jak to więc jest w rzeczywistości? Substancją niebezpieczną dla psa jest zawarta w ziarnie kakaowym teobromina (związek podobny do kofeiny i o podobnie pobudzającym działaniu), która w organizmie psa bardzo wolno się rozkłada (ponad dobę; kofeina - około 3 godz). Przeciętna dawka śmiertelna dla psa waha się od 200 mg do 400 mg/kg masy ciała, ale już przy 100 mg mogą wystąpić bardzo poważne zaburzenia, z konwulsjami włącznie. W 100 g czekolady mlecznej zawartość teobrominy wynosi około 150 mg. Tak więc byłoby to dużo dla ratlerka (chociaż raczej też jeszcze nie śmiertelne) ale z całą pewnością nie zaszkodziłoby 40 - kg rottweilerowi. Tak więc poczęstowanie naszego łasucha kawałkiem batonika czy herbatnikiem w polewie nie otruje go - problem tkwi w tym, żeby się sam przez przypadek nie poczęstował. Jeśli pozostawiony w domu zwierzak dobierze się do naszej zakamuflowanej urodzinowej bombonierki - oszczędzi nam jedynie paru centymetrów w biodrach, ale jeżeli natrafi na odłożone do wypieków 2 - 3 tabliczki gorzkiej czekolady (zawartość teobrominy 10 x wyższa niż w mlecznej) - może być z nim bardzo źle. Z tego też powodu powszechnie zaleca się unikania czekolady w menu psa - a od właściciela zależy, czy podejmie ryzyko zapoznania go z jej smakiem. Pit na wybiegu ma relatywnie mniejszą szansę na zdobycie śmiertelnej dawki tego smakołyku niż łakomy jamniczek u rodziny z dziećmi. W podobny sposób analizujemy wszystkie uwagi i wskazówki; patrzymy przede wszystkim pod kątem naszego psa; jego wielkości, rasy, płci a przede wszystkim właściwości osobniczych, upodobań i przyzwyczajeń. Tak więc literaturę i dobre rady traktujmy z rozsądną rezerwą. Wskazana ona jest zwłaszcza gdy dochodzi do delikatnej kwestii witamin i preparatów mineralnych. Chcemy jak najlepiej dla naszego psa ale pamiętajmy, że nadmiar szkodzi równie mocno jak niedobór. Jeżeli ma urozmaiconą dietę, bogatą w różne gatunki mięsa i warzyw, z reguły nie potrzebuje żadnych dodatków mineralnych, za wyjątkiem okresów szczególnie intensywnego wzrostu. Podawanie w nadmiarze różnorakich suplementów ,,na wszelki wypadek'' nie jest obojętne dla zdrowia psa - dotyczy to zwłaszcza tak hojnie szafowanych preparatów wapniowych (może dojść do zaburzeń gospodarki fosforanowo - wapniowej). Suplementacja składników mineralnych powinna odbywać się wyłącznie na zalecenie lekarza weterynarii i pod jego kontrolą, a nie dlatego, że ,,kolega to dawał i psu służyło''. Jeżeli zwierzęciu brakuje jakichś składników - zwykle sygnalizuje to poprzez nienormalny apetyt: liże ziemię, kamienie czy zardzewiałe rury. To sygnał, że pora przeanalizować jego dietę, a jeśli to nie pomoże - złożyć wizytę weterynarzowi. Jeśli nasz pies jest przyzwyczajony (a trzeba to robić od szczeniaka) do urozmaiconego żywienia, łatwiej jest nam zbilansować prawidłowo jego dawkę pokarmową. Dorosłe zwierzę znacznie gorzej znosi zmiany i może dojść do zaburzeń przewodu pokarmowego, gdy wprowadzimy nową paszę, np. na wniosek weterynarza. Z tego też powodu, wcześniej czy później każdy właściciel staje przed pokusą: a może by tak sucha karma? W końcu po to została wymyślona, żeby ułatwić życie osobom, które nie znają się na żywieniu psów bądź nie mają na to czasu. Nie trzeba się martwić o składniki i ich bilansowanie, czego za dużo, czego za mało - od tego są fachowcy. Wszystko przygotowane, sprasowane w poręczny granulat, dawkowanie wypisane - sypiemy z worka do miski i gotowe. No, po prostu wash and go! Wystarczy wybrać najlepszą karmę i mamy raz na zawsze kłopot z głowy. Przepis na znalezienie ,,tej najlepszej'' nie jest skomplikowany. Odszukujemy psy pokrewnej lub tej samej rasy, żywione wyłącznie suchą karmą jednego producenta; jeżeli będą w wieku 15 -18 lat, zdrowe i w dobrej kondycji a rachunek od weterynarza będzie się składał głównie z opłat za szczepienia - karma nie jest zła. Proste, nieprawdaż? Jest tylko jeden, mały problem - chyba nikt nie widział 18-letniego psa, karmionego wyłącznie suchą karmą. Przy tym ,,nowoczesnym'' żywieniu jakoś trudno im dojść do wieku, który osiągają czworonogi na naturalnej bądź kombinowanej diecie. (W USA, kolebce pasz suchych, pies 7-letni uważany jest za starego!). W Polsce też coraz bardziej rozpowszechnia się pogląd, że ,,duże psy nie żyją długo" i jakoś nie widać, żeby robiło to wrażenie na hodowcach. Rzecz jasna, w kwestii długości życia punkty widzenia hodowców i właścicieli będą rozbieżne: hodowca chce mieć zbyt na szczenięta, właściciel chce mieć swojego psa jak najdłużej. Czy więc zrezygnować z granulatów? Oczywiście, nie! Mają przecież wiele zalet. Przede wszystkim wspomniana wygoda, istotna zwłaszcza w lecie, gdy nie musimy się obawiać, że zepsuje się w wysokiej temperaturze. Stały i stabilny skład - cecha ważna szczególnie w podróży lub gdy zostawiamy naszego pupila pod czyjąś opieką - unikamy stresu żywieniowego. I z całą pewnością lepiej zbilansowany skład, niż zapewnili by niektórzy właściciele. Tak więc, choć nie jest to rozwiązanie optymalne, nie jest też takie złe. Jednym z ważniejszych problemów, związanych z granulatami jest słabsza przyswajalność tłuszczów, co wynika głównie ze sposobu ich konserwacji i przechowywania. Ze względów ekonomicznych kupujemy większe worki paszy, która stoi otwarta przez 2-3 tygodnie. W tym czasie dochodzi do utlenienia znacznych ilości kwasów tłuszczowych (wystarczy powąchać karmę ze świeżo otworzonego worka i z jego końcówki - można wyczuć wyraźną różnicę), zmienia się przyswajalność składników i misternie zbilansowana karma pozostaje wspomnieniem. Co ciekawe, większość producentów nie fatyguje się zamieścić na opakowaniu wskazówki o sposobie przechowywania i terminie zachowania składu paszy po otwarciu worka. Kolejnym problemem jest wielkość dawki suchej karmy - wynosi ona wagowo około 25 - 30 % ,,mokrej", mała jest też jej objętość. Istnieje ryzyko, że pies zje jej za dużo, a jeśli ograniczymy mu porcje - będzie ciągle głodny i podkradał co się da. Szczególnie niebezpieczne są karmy, które producent zachwala jako ,,wysoko przyswajalne, ze znikomą ilością resztek", czyli, że pies będzie pozostawiał mało odchodów. Zestawianie dawki pokarmowej pod kątem wielkości (a raczej małości) kupek, przeczy fizjologii i zdrowemu rozsądkowi; pomijając już drobiazg, że jest to prosta droga do schorzeń jelitowych. Albo więc potencjalny właściciel wcześniej przemyśli kwestię satysfakcjonującej go wielkości psich odchodów i stosownie do niej wybierze sobie odpowiednie zwierzę albo zdecyduje się na psa ,,z przyległościami". (A swoją drogą, byłby to niezmiernie ciekawy element charakterystyki ras, nie wspominając o pięknych zdjęciach w katalogach J). Brak jest danych o doświadczeniach na temat wpływu długotrwałego żywienia psów wyłącznie suchą karmą na ich zdrowie, natomiast wyniki 10-miesięcznych badań, przeprowadzonych w Instytucie Weterynarii AR we Wrocławiu przez Nicponia i wsp. wykazały gorszą przyswajalność pasz suchych (przy tym samym składzie co kontrolna ,,mokra'') oraz zmiany mikroskopowe w śluzówce żołądka młodych (od 2 do 12 mies.) psów. To może rzeczywiście odrzucić granulaty w obawie przed wizją owrzodzonego, zrakowaciałego żołądka naszego pupila? Chyba nie ma takiej potrzeby. Sucha karma to nie trucizna, a racjonalnie wykorzystywana może być dla nas prawdziwym wybawieniem. Możemy zastosować tzw. żywienie kombinowane, czyli kompromis między naturą a wygodą. Gdy mamy czas - gotujemy, w dni ,,pracowite" - granulat (plus ewentualnie nasze resztki - może być praktycznie wszystko, byle bez przypraw). Nie będzie też kłopotu, gdy będziemy musieli zostawić psa lub zabrać go na urlop. Nawet jak przez kilka tygodni będzie jadł ,,na sucho'' - nic mu się nie stanie, nadrobi ewentualne niedobory po powrocie do normalnego żywienia. Jeśli natomiast pies zaczyna mieć problemy typu alergicznego - lepiej zapomnieć o granulatach. Przy tym trybie żywienia możemy z powodzeniem wykorzystać tańszą, zwykle nieco gorszej jakości karmę. Odpowiednią ilość składników pokarmowych i tak dostarczymy w gotowanym jedzeniu, więc sprawdźmy jedynie, która będzie psu odpowiadać; mniej ważne są rewelacje na etykiecie. Pamiętajmy, że zwierzę to nie fabryka i nie wszystkie składniki musi dostać na raz a nawet jest to niewskazane; np. niektóre witaminy i minerały mogą hamować lub blokować przyswajanie innych. Dlatego skuteczność preparatów wieloskładnikowych typu ,,all in one'' jest dużo niższa, niżby to wynikało z ich składu (o czym zapewne przekonał sie każdy, kto stosował dostępne w aptekach ,,kompleksy witaminowo - mineralno - enzymatyczno - Bóg wie jakie", po których - teoretycznie - powinien przypominać skrzyżowanie Pameli Anderson i Rambo). O prawidłowości stosowanego menu najlepiej świadczy wygląd i samopoczucie naszego pupila. Jeżeli jest żywy i energiczny, wygląda zdrowo i dobrze się czuje - to znak, że wszystko jest w porządku. Warto przy tym zaznaczyć, że łatwiej jest popełnić istotne błędy w żywieniu małych psów niż przedstawicieli większych, cięższych ras. Dotyczy to zwłaszcza ,,grzechów dietetycznych'', czyli podawania niewskazanych przysmaków. Jak wspomniano wcześniej, w zasadzie mało jest takich pokarmów, których nie wolno jeść psom, ale - podobnie jak ludzi - obowiązuje je zasada: ,,co za dużo to niezdrowo". Problem w tym, że częstując naszego ukochanego czworonoga, zwykle stosujemy ,,ludzkie" kryteria wielkości porcji. Jeśli nasz piesek jest dorodnym, 50-kilogramowym nowofunlandem - nie ma większego problemu; kromka chleba z masłem i miodem (bo on tak bardzo lubi) zniknie bez śladu w przepastnym żołądku. Ale ta sama kromka w żołądku pekińczyka to zupełnie inna historia. Lepiej więc uważać i nie przesadzać ze szczodrością. Jeśli ktoś koniecznie musi wyładowywać nadmiar uczuć przez karmienie - doskonale do tego celu nadają się przedstawiciele płci męskiej ludzkiego gatunku. Jeżeli więc chcemy, żeby nasz czworonożny towarzysz dożył w zdrowiu późnego wieku, pamiętajmy, że ,,szczypta rozsądku i garść umiaru to podstawa każdej zdrowej diety".
  8. Kapsio tez potrafi sobie pochrapać czasem. To jest świetne i cała rodzina ma ubaw
  9. My z Kapsiem mamy pojemnik na 15 Kg od Eukanuby.
  10. Ty już jesteś przekonana tylko o tym jeszcze nie wiesz :) Bassety mają niejako przypisane choroby charakterystyczne dla niektórych ras o określonym wygklądzie. Czyli kregosłup, oczy i uszy (chyba wiadomo dlaczego). Mój Kapsio ma prawie dwa lata i na nic jeszcze nie chorował. Żadnych problemów zdrowotnych u niego nie stwierdziłęm. Choć na osiedlu jest iunny basset i to przypadek wręcz książkowy. Ma lub miał juz wszystko na co podatne sa bassety. Mnie się wydaje że różnica wynika z hodowli z jakiej został wzięty mój i tamten (i oczywiście z ceny). A właściewie pewnie nie tyle z hodowli co z przodków. Tato Kapsia ma tytuł interchampoina (choć niestety nie lubi swoich dzieci i szczeka i chce je podgryzać). Na wystawach rozmawiając z innymi posiadaczami bassetów utwierdzam się w przekonaniu że pokrewieństwo ma duże znaczenie. I ci którzy mają pieski które mają dobre pochodzenie generalnie mają mało problemów zdrowotnych. Ale to też pewnie kwestia szczęścia i trafienia. Gwarancji nikt Ci nie da :( Co do dzieci to bassety zachowują się wspaniale, sa bardzo cierpliwe i spokojne (ja mam dwie córki). Tyle że czasami może dość brutalnie okazać swą miłość próbując np. polizać po buzi dziecko (jak piesio waży ponad 30 kg to możesz sobie wyobrazić co dzieje się z dzieckiem gdy ma miejsce takie zdarzenie - podpowiadam: dziecko leży na podłodze płacząc że pies je przewróciła a bassecik wisi nad nim i stara się go lizać). Ale to dotyczy chyba wszystkich psów. Zresztą basset kocha wszystkich domowników. Do zostawania samemu trzeba go przyzwyczajać od małego (ale i tak zdarza mu się intensywnie żalić na swój los). To tez ma większość psów. Wydaje mi się że co do wychowania to trzeba tak jak z innymi pieskami. Może trzeba dużo więcej cierpliwości. Jednak najważniejsze jest by zdać sobie sprawę że basset nigdy nie będzie np. owczarkiem, nie ma i nie bedzie w nim takiej dyscypliny. I jak będzie chciał coś osiągnąć to będzie robił wszystko by stało się tak jak on chce. Dobra, dobra... wszyscy tak mówią a później mają bassety :) Przeczytaj sonbie artykuł z linku który jest powyżej Twojej wiadomości. Tam naprawdę piszą prawdę i z bassetami tak właśnie jest.
  11. A tu masz link do bardzo interesującego artykułu o bassetach: http://www.naszepsy.pl/rasa_essay.asp?Id=1188&rasa= miłej lektury
  12. HURRRRRRAAAAAA!!!!! Będziesz miała bassetkę. Jak mój Kapsio się cieszy :lol: Geratuluję jedynego słusznego wyboru. Maluszka żywi się tak samo jak inne szczeniaczki. A co trzeba z maleństwem robić? Przedewszystkim kochać :) I od początku uczyć go posłuszeństwa (później jak znalazł coć i tak będzie krnąbrna i nieposłuszna. będziesz miała satysfakcję że CIę usłucha raz na 10 razy) quote] Mam mastino i mastifkę od ''niemowlęcia'' , ale jak ja go zacznę tak żywic ,to mi wyjdzie ''parówa'' nie pies! Pisz wszystko , co wiesz człowieku od bassetów!! Tu muszę sprostować - to ma być mała dama o zalotnych oczętach nie samiec. No to masz praktykę :) Uważam że sucha karma dobrej jakości przeznaczona dla szczeniaczków powinna załatwić problem żywienia. Możesz podawać troszkę więcej witamin (po sprawdzeniu co masz w karmie). Szczerze odradzam gotowanie maluchowi bo możesz z niego rzeczywiście zrobić parówę. Choć oczywiście od czasu do czasu coś "mokrego" jest wskazane (np. surowe mięsko - niech się bestia uczy hehehe...). Kupcie też wielką wołową kość do gryzienia (może unikniecie gryzienia butów lub zminimalizujecie te działania). Mój Kapsio zawsze miał kości i to jednocześnie surową i wędzoną. Jeżeli ma zostawać sama w domu to uczcie ją tego od małego bo później juz się nie uda i będzie wyła i szczekała godzinami. A będziesz jej kręciła rzęsy zalotnie :) Teraz poznasz smak uparciucha jak ci się maluch wyłoży na środku jedni gdu jeżdżą auta i nie będzie chciał wstać. Albo wywali się brzuszkiem do góry na trawniku po 5 krokach na spacerze w celu zdrzemnięcia się troszeczkę. Wiem że są osoby sprzeciwiające się zakłądaniu kolczatek. Ale radzę kup sobie taką drobną kolczatkę to unikniesz takich problemów (a przy okazji psina będzie się uczyć posłuszeństwa). Ja też byłem przeciwnikiem kolczatek ale za radą baaaardzo doświadzonego hodowcy bassetów (osoba znana, lubiana z nad polskiego morza) zmieniłem zdanie. No cóż jak będziesz już ją miała to rób zdjęcia i przysyłaj, chwal się bo jest czym. Mam nadzieję że będziesz ją wystawiała i spotkamy się gdzies na ringu
  13. Dark Icon

    stojaczek

    Nie, nie nie!!!! :) Michy kapsio ma metalowe (takie błyszczące)
  14. Dark Icon

    stojaczek

    A ja się własnie zastanawiam nad stojakiem dla Kapsia. Powstrzymuje mnie tylko przekonanie że on to będzie przewracał. Z miską potrafi jeździć po całej kuchni w trakcie jedzenia (mimo że jest w rogu i nie powinna się suwać). On sam ją wyciąga z kąta. A może coś mo podpowiecie jaki stojak powinienem kupić.
  15. Tak jest. Bo cóz może być bardziej rozweselającego niż to gdy leci na ciebie 35 kilo śliniącej się radości i już, już jest przy tobie i nagle potyka się o własne ucho :) A mimo to wstaje pełne radości by polizać cię w ucho lub oślinić spodnie czy też inną część garderoby. Czy są inne psy co tak mają?
  16. To leć na opolską wystawę psów rasowych (koniec kwietnia) gdzie napewno zobaczysz jeszcze kulka. A najlepiej jedź do Mosznej tam będzie wystawa klubowa bassetów (mój Kapsiu też tam będzie) i będziesz miała przyjemność mieć kontakt z przypuszczam kilkudziesięcioma sztukami ucholi. Jesteś z Opola więc masz blisko
  17. Co do mądrości mojego Kapsia to się nie wypowiadam bo bym sie chyba musił wstydzić :) Ale zgodze się z Toba że bassety są "NUMBER ONE"
  18. I własnie tego Ci życzę :) A czy lubi młode wino pochodzące z zielonogórskich winnic (szczególnie te z południowych stoków)
  19. I ja Ciebie pozdrawiam dziewczyno z polskiego zagłębia winnego :) I aby twe psy nie tarzały się w... (oczywiście jeśli to robią)
  20. Coś podobnego!!! Ja protestuję (chociaż Kapsio pewnie by się zgodził że suczki sa najfajniejsze)
  21. Larisso co masz najpięknieszego? Pochwal się:) Może nam zaprezentujesz?
  22. Jak mu to powiem to się zaślini po same pachy (przyszła wiosna i w Kapselku hormony buzują - pewnie to dlatego bo ma w rodowodzie wpisane reproduktor)
  23. A mój Kapsio jak był malutki to chciał jeść tylko purinę puppy. Dobrze że trafił na lepsze lata tej marki :wink:
  24. A tego to nie widziałem Ale to jest właśnie to czego się obawiam.
×
×
  • Create New...