W zasadzie z chamstwem u psiarzy spotykam się bardzo rzadko, mam takie szczęście, że trafiam raczej na tych miłych i ogarniętych ludzi. Zdecydowanie gorzej wygląda sytuacja, jeżeli chodzi o tzw. cywili. Tak się składa, że mój pies - absolutnie wszystko kochająca suczka rasy seter irlandzki - jest, mówiąc nieskromnie, dość urodziwy i wciąż jeszcze młodo wyglądający (7 miesięcy z kawałkiem), co powoduje, że ludzie, których mijam na spacerach zupełnie mnie ignroują, a suczkę traktują niemal, jak przedmiot użytku publicznego: cmokanie, wołanie, gwizdanie jest na porządku dziennym. Są to dla mnie mocno niemiłe i stresujące sytuacje. Po pierwsze, suczka waży już 20 kg i potrafi mnie mocno pociągnąć, próbując z entuzjazmem podbiec do kogoś, kto chce się z nią przywitać. Po drugie, kiedy zwracam takim osobom uwagę, mówiąc, że nie życzę sobie takiego zachowania dowiaduję się, że jestem zła, agresywna i krzywdę psa, chociaż nigdy nie powiedziałam nic ostrzejszego nad "proszę ją zostawić w spokoju". Po trzecie, bywa, że kiedy pies podejdzie i chce się przywitać osoba cmokająca już wcale nie ma na to ochoty, bo np. zauważa, że słodki piesek jest brudny po spacerze i zaczyna na mnie krzyczeć, żebym zabrała psa, z pretensjami, fochem i oburzeniem.
Osobna sprawa, to matki, niedostrzegające mojej obecności i wydające swoim dzieciom (nawet bardzo małym!) komendę "idź pobaw się z pieskiem". Wiem, że w moim psie nie ma ani odrobiny agresji, ale to już nie jest szczeniaczek, tylko młodzież: wciąż głupie, a już dostatecznie silne, żeby np. takie dziecko przewrócić w swoim rozentuzjazmowaniu. Gdyby się coś takiego stało, to oczywiście nagle będę zauważona i pewnie zostanę okrzyknięta właścicielką psa-mordercy.
Najbardziej absurdalna sytuacja tego typu, która mnie spotkała, na szczęście już jakiś czas temu, kiedy waga psa jeszcze nie przekraczała 15 kg:
Jedziemy do niego oddalonego parku na długi spacer tramwajem. Model tramwaju starszy, z wysokimi schodkami, więc pies musi zostać wniesiony do środka, co przy prawie 15 kg jest niemałym wysiłkiem. W trakcie podróży pies siedzi grzecznie przy nodze i nikomu nie przeszkadza. Tramwaj zatrzymuje się na przystanku, drzwi się otwierają, a my, jako, że zamierzamy jechać dalej wciąż stoimy bez ruchu. Nikt nie wsiada, nikt nie wysiada, więc na samym końcu wagonu obie jesteśmy doskonle widoczne z przystanku. Jakieś dziewczyny zaczynają wołać i gwizdać do mojego psa. Oczywiście, spokojne siedzienie natychmiast się kończy, bo przecież pies chce się przywitać, gotów wylecieć jak z procy z tramwaju i pociągnąć mnie po schodach. :/