Problem w tym,ze właśnie nie. Tylko mnie zaczął nielubieć... Wczoraj wyszłam z nim zgodnie z zaleceniami rożnych internetowych behawiorystow na dłuuuuuugi spacer po nowych miejscach,żeby sie chłopak zmęczył. Przyszliśmy do domu i było dobrze. Pózniej zaczął mnie "pilnować" (chodzi za mną, leży koło mnie, ciagle nasłuchuje czy sie nie ruszam a jak sie już ruszę to staje na baczność i patrzy mi sie prosto w oczy), udało sie temu jakoś zapobiedz (odwracamy jego uwage). Zaczęłam z nim ćwiczyć przechodzenie przez drzwi, komendę weź-zostaw i takie tam, ale w pewnym momencie gdy usiadłam na swoim łóżku skoczył do mnie i szarpnął (na szczęście) za moje spodnie (Bogu dzięki mama odwróciła jego uwagę). Podczas wigilii nie chciał mnie wpuścić do salonu. Warczal. Stwierdziłam,ze to o tyle dobry znak bo wcześniej nie ostrzegal- poprostu gryzl. Zostal zamkniety w klatce kennelowej. Wypuściliśmy go po 10 minutach bo strasznie płakał, a mnie sie serce krajało z takiej rozpaczy w samą wigilie :( ale wczoraj coś odkryliśmy. Kiedyś przejawiał podobne zachowania w stosunku do mojego ojca. Tata przestał z nim wychodzić na spacery i diametralnie wszystko sie odmieniło na lepsze wiec teraz ja spróbuje zrezygnować ze wspólnych spacerów, może to pomoże.... Bardzo kocham tego psiaka. To dobry pies poza tym,ze mnie z jakiegoś powodu nie lubi. Jestem poprostu już bardzo zmęczona i wystraszona ta cała sytuacja :(