Jump to content
Dogomania

Psiakowa

Members
  • Posts

    5
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Psiakowa

  1. Ja nie mówię, że psów nie można usypiać, czy że się nie powinno tego robić - uważam, że czasami - nie zawsze - są po prostu inne rozwiązania. Prosisz o opinie ludzi na ten temat - to daję swoją opinię, jest nieprzychylna, ale szczera.
  2. ZAWSZE jest jakieś rozwiązanie. ZAWSZE znajdzie się rozwiązanie lepsze niż uśpienie psa. Jeśli pies był agresywny, a ty go wzięłaś i świadomie zdecydowałaś się na borykanie się z problemem, to nie rozumiem dlaczego to się skończyło w ten sposób. Rozumiem, że może nie miałaś pieniędzy, że rodzice nie mieli pieniędzy, ale mając 17 lat mogłaś sama poszukać kogoś, bo moim zdaniem naprawdę warto. Jakby się nie udało - trudno. I nie sądzę, że natrafiłabyś na samych kolczatkowych ludzi, nie sądzę, żeby NIKT w Warszawie nie miał takiej wiedzy, żeby Tobie pomóc. Chociaż oczywiście mogło być tak, że to faktycznie było coś neurologicznego, a ja nie oceniłam sytuacji dobrze, bo w końcu jej na żywo nie widziałam i rozumiem, że wtedy mogła byś być zła, że wydałaś tyle kasy na nic. Ja wtedy uśpiłabym psa, ale zrobiłabym to z czystym sumieniem, wiedząc, że naprawdę NIC się nie da zrobić. A w momencie, kiedy dostęp do behawiorystów miałaś, tyle że do mniejszej ilości i utrudniony, to serio tego nie rozumiem. I u ciebie nikt na niego nie podniósł reki, nie wiesz, jak było wcześniej - mógł być bity, mógł być psem łańcuchowym - o socjalizacji to już nawet nie wspomnę - więc coś co się stało wcześniej mogło spowodować takie zachowania, bo nie znałaś psa od początku.
  3. Niech twój tata nigdy na małą nie krzyczy, nie tupie, nie koryguje - rób to ty, bo Ciebie się nie boi. Polecam zacząc oswajanie od samego początku, niech jej nie chwyta, nie podnosi, nie wymusza na niej kontaktu NIGDY. Najpierw poproś tatę, żeby ignorował psa całkowicie - 0 mówienia, 0 patrzenia, 0 jakiejkolwiek inicjatwy kontaktu z psem. Potem daj mu do ręki kilka pysznych kąsków, niech rzuci je małej na taką odległość, na jaka odważy się podejść. Uwaga:przy tym też ZERO gadania do psa, ZERO patrzenia na psa - niech to będzie tak, jakby sobie smaczki spadały wokół Twojego taty. Oczywiście ZERO podchodzenia do psa. Gdy już będzie podchodzić do niego, (co może Wam zająć trochę czasu, ale powtarzajcie ćwiczenie jak najdłużej!), poproś, żeby dał jej kilka smaczków z ręki, ale nadal obowiązuje zasada 3 zer. Niech nie wyciąga ręki, ona sama ma zdecydować, czy już jest gotowa, żeby podejść. Gdy już będzie swobodnie jadła z ręki, swobodnie podchodziła do taty - można zacząć do niej mówić. Potem można spróbować delikatnie pogłaskać psa przy braniu smaczków z ręki. Ostrzegam: nie po karku ani po głowie! I potem już tylko głaszczemy psa więcej razy, częściej mówimy do niego, a rzadziej dajemy smaczki. Każde krok wykonujemy WIELE razy, tak dużo, jak pies będzie tego potrzebował! I nie stawaj przed nią w obecności taty ani nie pozwalaj jej się chować za siebie (po prostu wtedy odejdź) - według niej to znaczy "pani mi pomaga, zaatakujemy razem, mam poparcie!" A oduczenie samego szczekania nic nie da, bo przyczyna pozostanie… Lepiej zabierz się za wszystko od razu Mam nadzieję, ze pomogłam.
  4. Szczerze mówiąc nie do końca się z tym zgadzam. Sama mam psa agresywnego, a ty mówisz że twój był wielkości jamnika - mój podobnie, chociaż jest trochę lżejszy… Atakuje psy i ludzi spotkanych na ulicy, domowników na szczęście nie, więc problem mamy mniejszy. Z tego, co piszesz, można wywnioskować, że twój pies nie był agresywny "z wrodzonej złości", tylko zwyczajnie ze stresu. Mówisz, że po ataku lizał ręce i kładł się na podłodze - oznacza to strach przed właścicielem. Uległość też, ale te dwie rzeczy są ze sobą ściśle powiązane. Nie twierdzę, że zrobiliście mu coś złego - może to wcześniejsze doświadczenia z człowiekiem? Jednak stres miał, nie da się ukryć - i coś go powodowało również w nowym otoczeniu. Po prostu nie miał na czym tego stresu wyładować i robił to na właścicielu. A ta uległość oznacza zagubienie w całej sytuacji - "nie bij mnie, nie jestem zły, ja się tylko broniłem". Dokładną przyczynę trudno mi stwierdzić, bo nie musiało to być jedno zdarzenie, tylko cały ciąg wydarzeń - mogła zaważyć nieprawidłowa relacja z człowiekiem lub po prostu wydarzenia z przeszłości. Bo bardzo ważne: pies NIGDY nie atakuje bez powodu. A uważam, że uśpienie psa nie było konieczne, bo istnieje mnóstwo behawiorystów, szkoleniowców, zoopsychologów itp. Sama miałam przyjemność mieć z takim kontakt - mam do teraz i na nasz problem BARDZO pomogło;) Uśpić by psa należało, gdyby był: a) psem nieuleczalnie chorym psychicznie (bo są takie przypadki) b) psem, nad którym nie można by fizycznie zapanować (wyrywał by ci się na spacerze, a ty nie mogłabyś nic zrobić) c) psem, który był by zagrożeniem dla życia domowników (amstaff jak skoczy do gardła, to po ukochanej pańci) Z tego, co wiem, choć gryzł mocno, to nie wiązało się to z wzywaniem karetki. Na chorobę psychiczna też nie wygląda, więc można by spokojnie pogadać z behawiorystą przed podjęciem takiej decyzji, a moim zdaniem już na początku problemu trzeba by to zrobić. Podsumowując - moim zdaniem problem dałoby się rozwiązać, a na pewno można było próbować go rozwiązać - to zawsze jest możliwe! U mnie zadziałał behawiorysta i chociaż nadal nie jest różowo, to jest znacznie lepiej:)
×
×
  • Create New...