Szczerze mówiąc nie do końca się z tym zgadzam.
Sama mam psa agresywnego, a ty mówisz że twój był wielkości jamnika - mój podobnie, chociaż jest trochę lżejszy… Atakuje psy i ludzi spotkanych na ulicy, domowników na szczęście nie, więc problem mamy mniejszy.
Z tego, co piszesz, można wywnioskować, że twój pies nie był agresywny "z wrodzonej złości", tylko zwyczajnie ze stresu. Mówisz, że po ataku lizał ręce i kładł się na podłodze - oznacza to strach przed właścicielem. Uległość też, ale te dwie rzeczy są ze sobą ściśle powiązane. Nie twierdzę, że zrobiliście mu coś złego - może to wcześniejsze doświadczenia z człowiekiem? Jednak stres miał, nie da się ukryć - i coś go powodowało również w nowym otoczeniu. Po prostu nie miał na czym tego stresu wyładować i robił to na właścicielu. A ta uległość oznacza zagubienie w całej sytuacji - "nie bij mnie, nie jestem zły, ja się tylko broniłem". Dokładną przyczynę trudno mi stwierdzić, bo nie musiało to być jedno zdarzenie, tylko cały ciąg wydarzeń - mogła zaważyć nieprawidłowa relacja z człowiekiem lub po prostu wydarzenia z przeszłości. Bo bardzo ważne: pies NIGDY nie atakuje bez powodu.
A uważam, że uśpienie psa nie było konieczne, bo istnieje mnóstwo behawiorystów, szkoleniowców, zoopsychologów itp. Sama miałam przyjemność mieć z takim kontakt - mam do teraz i na nasz problem BARDZO pomogło;) Uśpić by psa należało, gdyby był:
a) psem nieuleczalnie chorym psychicznie (bo są takie przypadki)
b) psem, nad którym nie można by fizycznie zapanować (wyrywał by ci się na spacerze, a ty nie mogłabyś nic zrobić)
c) psem, który był by zagrożeniem dla życia domowników (amstaff jak skoczy do gardła, to po ukochanej pańci)
Z tego, co wiem, choć gryzł mocno, to nie wiązało się to z wzywaniem karetki. Na chorobę psychiczna też nie wygląda, więc można by spokojnie pogadać z behawiorystą przed podjęciem takiej decyzji, a moim zdaniem już na początku problemu trzeba by to zrobić.
Podsumowując - moim zdaniem problem dałoby się rozwiązać, a na pewno można było próbować go rozwiązać - to zawsze jest możliwe! U mnie zadziałał behawiorysta i chociaż nadal nie jest różowo, to jest znacznie lepiej:)