Niedawno wprowadziłam się do domu. Dwa domy dalej mieszka piesek którego widzę przez okno. Jest w maleńkim boksie, jakiś metr na dwa metry, może metr na metr. Jest to mały piesek (tzn. dorosły ale jakiejś "małej" rasy). Piesek chodzi w tę i z powrotem, non stop, codziennie od rana tak chodzi, bez przerw. Chyba zwariował albo coś. Przestrzeń tego boksu jest tak mała, że pies dużej rady w ogóle by tam nie mógł chodzić.
Kąt boksu zasłaniają mi krzaczki, ale wydaje mi się, że pies nie ma budy.
Dziś była u mnie znajoma, której nawet nic o psie nie mówiłam, ona sama patrzyła przez okno i powiedziała "tamten pies sfiksował! zobacz jak on chodzi". Podeszłyśmy blisko płotu, przyglądałyśmy się, naszym zdaniem nie ma tam budy ani misek z jedzeniem (choć piesek na pewno dostaje jeść, bo nie jest jakiś wychudzony).
Nie znam tych ludzi, więc nie chcę się z nimi wdawać w wojny. Dodam, że mieszkają w wielkim, eleganckim 2-piętrowym domu - o ile to ma jakieś znaczenie. Psa w ogóle z ulicy nie widać, bo zasłania go ich wielki dom, dopiero z ogródków wokół, np. właśnie z mojego.
Zadzwoniłam dziś rano pod numer interwencyjny z brodnickiego schroniska (mieszkam w Brodnicy), ale tam mi powiedziano, że mogą to sprawdzić dopiero w poniedziałek... Trochę długo. :(
W nocy zamierzam poświecić latarką, żeby sprawdzić czy pies został wypuszczony, ale jestem pewna, że nie wypuszczają go, bo nie zachowywałby się tak.
Sytuację obserwuję już od jakiegoś czasu. Ale ten pies od lat mógł być w tej klatce.
Właściwie skoro to zgłosiłam to nie musiałabym już tu pisać, ale chcę wiedzieć co o tym sądzicie. Czy uważacie że reakcja z interwencji jest długa? Czy może być tak, że właściciele nakłamią (że wypuszczają psa) i nic się nie zmieni? Ściska mnie już w gardle, on tak strasznie wygląda, chodzi jak nakręcony, nie reaguje na wołanie... Naprawdę widać, że on oszalał.