Jump to content
Dogomania

Sherlock

Members
  • Posts

    34
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Sherlock

  1. Ehh myślicie że to takie proste zrobić fotki z postawionym uszami ;-) pójdę na dol to na jutro się poprawię:-D
  2. już spieszę z opowieścią :) jeden w przód jeden w tył... ehhh przestał warczeć na panów ale to wcale nie znaczy, że przestał się ich bać. Jak mój Tomek podszedł żeby Go pogłaskać, to usiadł, klapnął uszy, pogłaskać się dał ale oczywiście przy tym się posiusiał... więc dalej karmią Go smakołykami z daleka i czekają. Martwi mnie to, bo niedługo mnie nie będzie na jakieś 3 dni i pewnie dla Sherlocka będzie to dodatkowy stres ale w domu rodzić nie będę... Sukcesem jest to, że wchodzi już na górę do pokoju mimo tego, że Tomek jest w pokoju, jest czujny ale wchodzi. Zagląda i kładzie się przed wejściem do pokoju. Wydaje się z siebie dziwne dźwięki od mruczenia do popiskiwania albo odwrotnie zazwyczaj jak widzi, że schodzę na dół. Pląta się przy tym pod nogami :) są to dźwięki raczej z zadowolenia. Ale zdarza się, że w nocy popiskuje i to brzmi bardziej jak tęsknota. Wieczorami do domu wchodzi sam i nawet kładzie się na swoim legowisku. To jest największy sukces :) no i nie je łapczywie bez gryzienia tylko już spokojniej przegryza. I faktycznie zębów brak :( Trzech :( a dwa jakby ułamane... Poza tym mamy teraz fajnie, bo Nati ma cieczkę... dostała wyjątkowo zastrzyk na skrócenie ale musimy pomyśleć nad jakimś chirurgicznym niestety rozwiązaniem chyba. Pisałam Wam wcześniej, co Nati zrobiła z legowiskiem żeby przywłaszczyć sobie Sherlockowe a teraz napiszę Wam, co zrobiła wczoraj... Psy są wyjątkowo bystre... Płakałam ze śmiechu jakieś dwie godziny aż Tomek zaczął się bać, że urodzę hahahha. Więc tak. Marcel kupił dla Nati majtki i jej założył. Pół godziny chodziła wściekła i na wszelkie możliwe sposoby próbowała je ściągnąć bezskutecznie zresztą. W końcu jak sądzę w akcie desperacji... zrobiła w nie kupę... Gdyby nie była wcześniej na dworze pomyślałabym, że akurat jej się zachciało ale nie... hahaha ale nie... uznała, że to chyba jedyny sposób na ściągnięcie niewygodnej bielizny... Potem obrażona udała się spać... Ale przynajmniej odrobinę Sherlocka przestała podgryzać. I jest jeszcze jedno. Sherlock nie bardzo lubi być w domu. W nocy wstaję dwa razy czasem żeby Go jeszcze wypuścić na chwilę na siusianie, bo przychodzi i mruczy ale wraca po chwili jak Go zawołam natomiast w ciągu dnia cały czas chce śmigać po dworze. Nie mam pomysłu, żeby wstawić mu budę nawet porządnie ocieploną na ogród, bo nigdy w życiu żaden mój zwierz nie był przy budzie tylko zawsze wszystkie w domu. Teraz jest jeszcze w miarę pogoda. Dzisiaj próbowałam pół godziny przed pracą zwabić Go do domu ale Sherlock jest bystry :) Jak rzucałam przysmak do kuchni żeby szybciutko zamknąć drzwi, to On tańczył przed drzwiami ale do domu nie wszedł, bo wiedział, że za nim zamknę. W końcu się poddałam. Wypuściłam też Nati, bo jak jeden jest na dworze to drugi też, wystawiłam miski z wodą, pozamykałam wszystko dokładnie i śmigają po dworze... Jakby padało mogą się schować pod spory dach więc nie zmokną ale wizja biegających wiecznie psów nie bardzo mi pasuje... Zwłaszcza w porze jesiennej. Będzie się musiał przystosować, bo w tej kwestii się nie ugnę :) No i tak po krótce ;) tyle u Sherlocka. Przesyłam buziaka wszystkim od Sherlocka ;) ode mnie też. I chciałam wstawić fotkę sprzed 5 dni i nie wiem jak :( blondynka :(
  3. no to właśnie tłumaczyłam Sherlockowi, że nic się nie dzieje :) patrząc na dzisiejsze zachowanie to chyba zrozumiał. Bo to faktycznie byłby problem gdyby mnie przed domownikami bronił... Tylko to też jest, że działa w dwie strony. Nawet wczoraj wieczorem była taka sytuacja, że mieliśmy montaż mebelków dla Małej i Sherlock był trochę wystraszony. Dwóch panów obcych było. Więc też Go tuliłam i głaskałam i cały czas powtarzałam, że nie ma się czego bać, bo już nikt mu krzywdy nie zrobi. I tak to cały czas tłukę do tej Sherlockowej głowy więc może jemu się wydawało, że jest jakieś zagrożenie. A może po prostu z radości przez chwilę był zazdrosny? No nie wiem ale będę czuwać nad tym. Może są i plusy tego... wiecie... jak mnie Tomek wkurzy... ;)
  4. :) postanowiłam darować Sherlockowi życie. Wróciłam do domu a On tak się ucieszył na mój widok, to była tak ogromna radość :) że Go tylko uściskałam ale swoje powiedzieć musiałam. Więc się nasłuchał trochę i chyba zrozumiał ;) Potem do domu wszedł mój Tomek a pies jak nigdy zaczął na niego warczeć. Do tej pory tylko szczekał. Jednak było to trochę dziwne... i tak sobie myślę... akurat Go głaskałam i głosiłam swoją przemowę - wiecie, że potrafię dłuuuuugo ;) - na widok Tomka Sherlock tak jakby chciał mnie zasłonić więc to Jego powarkiwanie to bardziej odczytałam jakby chciał mnie obronić w razie czego.... Tak czy inaczej Sherlock dostał karę ode mnie. Ma zakaz wychodzenia na dwór bez obroży i smyczy - swoją drogą pogoda już coraz mniej sprzyjająca na takie całodzienne bieganie. Więc dzisiaj rano spacer na smyczy i powrót do domu. Siedzi teraz zamknięty. A co. Kara musi być ;) Wracając jednak do ranka jeszcze... Coś się zmieniło po tej ucieczce... Wczoraj na Tomka warczał - ale tak jak pisałam, to bardziej jakby w mojej obronie albo zazdrości - Tomek próbował Go przekupować smakołykami i dzisiaj rano nawet na Jego widok Sherlockowy ogon latał a i szczekania prawie nie było ale podejść nie podszedł. No, nic od razu :) jednak zmiana jakaś jest. Nawet przyszedł do pokoju w którym siedzieliśmy, obserwował Tomka ale ogon cały czas w ruchu :) Nie jest źle a wręcz wszystko idzie w dobrym kierunku :) Powiem Wam, że to tak całkiem fajnie... poranna toaleta... na szafce łazienkowej siedzi kot, bo przecież mycie zębów moich własnych to tak interesujące wydarzenie, że należy od początku do końca z zainteresowaniem je obserwować - mogę przecież szczotkować w innym kierunku niż dzień wcześniej ;) - więc Bajka nie odpuszcza sobie tej codziennej przyjemności, w progu łazienki stoją Nati i Sherlock, bo kto wie, może prócz mycia zębów będę coś jeszcze jadła i im się też dostanie... Była jeszcze kuna w dachu ale tej Tomek nie pozwolił przygarnąć i oswoić. Została przegoniona ;) fajnego dnia wszystkim :)
  5. Wczoraj pogoda była kiepska.Padało trochę, zimno... postanowiłam więc, że nie będą psy biegały po dworze. I tu ku mojemu zaskoczeniu :) Sherlock pogodził się z tym faktem. Przyszedł do góry - gdzie jak pisałam nie wchodzi - po chwili wiercenia się postanowił usiąść. W pokoju w którym byłam ja, moja gorsza połowa, Nati i Bajka. I w końcu Sherlock. Po jakiś 10 minutach - zawsze to jednak coś - zaczął popiskiwać i wypuściłam Go... Ale drzwi miał otwarte, przestało padać tylko ten chłód... No ale cóż. A potem stała się tragedia. Na wsi jak to na wsi czasem wieje okrutnie. Nie będę pisała jak to się stało bo nie wiem. Nie będę pisała, że jestem bez winy albo mój Tomek, który zamykał bramkę, bo pewnie nasza wina w tym jest. Fakt faktem Sherlock wybrał się na spacer i nie wrócił. Nie będę pisała, co przeżywałam.... Szukaliśmy Go wszędzie. Po wszystkich okolicznych wsiach. Nie ma. Przepadł. Zdarłam gardło. Oczy zapuchnięte. I żale... trochę też nadziei, że wróci sam. A Jego nie było. Nie spałam pół nocy i nasłuchiwałam. Może przyjdzie, może zaszczeka... - nie pisałam wcześniej, ale jak jak Sherlock chciał żebym zeszła na dół to po prostu na mnie szczekał tak długo, aż nie zeszłam choćby tylko po to, by Go pogłaskać. Wracając jednak... Głowa mi dziś pęka. Od rana od okna do okna. Nawet z sarną Go pomyliłam, bo tez taka jasna stała u nas pod domem. A Sherlocka brak... Plan więc taki, drukuję plakaty z informacją o zgubie i nagrodzie. Jestem skłonna zapłacić za informacje o tym, gdzie się znajduje. Byleby wrócił. Telefony po schroniskach z podaniem numeru chipa, jakby Go ktoś przywiózł. Masakra. Przyjechałam więc do pracy, zabieram się za robienie ogłoszeń. Telefon. Sherlock WRÓCIŁ :) Hormony szaleją, znowu płacz. Uwierzcie, jak wrócę do domu - jeszcze jestem w pracy - zabiję GO. Normalnie Go uduszę. Myślę, że ciut za daleko się wypuścił i nie znał drogi powrotnej. Jednak może też nie jest mu u nas tak źle jeśli wrócił. Jestem szczęśliwa. Wybaczcie, że ja zawsze tak wszystko piszę rozwlekle i przeciągle. Ze skrótami mam problem :). Ale Sherlock jest w domu. To jest najważniejsze :) Aaaa przy okazji... Czasem zwracacie się do mnie bezpośrednio. Myślę, że formę "pani" możemy sobie darować. A ja jestem tak kulturalna, że nawet w pierwszym poście nie podałam jak mam na imię. Ale to wiecie z postów Joli :) ściskam wszystkich mocno i po raz kolejny dziękuję za wszystkie miłe słowa. Najpóźniej jutro rano dam Wam znać, czy Sherlock przeżył moje duszenie ;)
  6. Wielka jestem to fakt ale już niedługo :-P Jolu zapraszamy :-)
  7. A więc tak... jak to było na początku z Sherlockiem już wiecie jak było ze mną - nie. I tu całkiem szczerze. Czy zakochałam się w Nim od pierwszego wejrzenia? nie... chciałam przygarnąć innego psiaka, który w moim przekonaniu bardziej potrzebował pomocy i trudno było mówić, że jest ładny. Gryś swój urok miał więc stwierdziłam, że dom znajdzie szybciej... Ale wydarzenie na fb śledziłam... no i zobaczyłam, że potrzebne pieniądze na hotel. Więc mówię - nie wezmę, ale się dorzucę. A potem... info, że jeszcze tydzień musi czekać, bo w hotelu nie ma miejsc. Doczytałam, poszukałam okazuje się, że blisko mnie. W zasadzie decyzja była szybka. Na tydzień niech będzie u nas. Lepsze to niż dodatkowy tydzień w schronie. No i pojechaliśmy. Obraz nędzy i rozpaczy... no ale nic. Decyzja podjęta. Wróciliśmy do domu. To było jedno wielkie przerażenie... pierwsza noc koszmarna. Sherlock chodził góra dół ale nie ma się co dziwić... tak było też przez kilka kolejnych nocy. Ale daliśmy radę. Nasza Nati - znacie ze zdjęć - jak to kobieta, zazdrosna potwornie i zdarza się jeszcze, że podgryza Sherlocka. Idzie na konsultację psychologiczną. Z Bajką - kocią Sherlock dogaduje się bez problemu. Ale żeby nikt nie zasnął skupię się na najświeższych wydarzeniach i małych krokach do przodu. Z jednej strony z małą satysfakcją z drugiej z bólem napiszę, że jestem jedynym domownikiem mogącym Sherlocka głaskać. Mało tego, radość na mój widok jest nie do opisania. Ale przywilej mam z tego powodu, że jestem... kobietą. Zaraz to wyjaśnię. W każdym bądź razie pieszczoty Sherlockowi się podobają. Jest czujny bardzo ale jak przestaję głaskać, wysuwa szyję do przodu. Nie głaszczę Go po grzbiecie i bokach. Przeraża mnie dotykanie tych jego żeber... choć ciut przytył. Je z mojej ręki i co najfajniejsze nie chwyta tak łapczywie i zachłannie przysmaków jak na początku tylko delikatniej jakby nie chciał przypadkowo zrobić mi krzywdy. Ale dlaczego napisałam, że piszę o tym też bólem. Do tej pory moi dwaj panowie nie nalegali na siłę na kontakt z Sherlockiem. Krzywdy mu nie robili, rzucali przysmaki ale nie próbowali bliższego kontaktu. Kilka dni temu syn, który zresztą wyprowadził Sherlocka ze schronu chciał go pogłaskać. Pies usiadł i... zsikał się. Wczoraj było dokładnie to samo. To, że był bity wiedziałam od początku po jego zachowaniu. Ale powiedzcie mi jak bardzo był katowany jeśli na widok męskiej ręki sika ze strachu????? Póki co, mają zakaz głaskania. Sherlock musi się sam przekonać, że z naszej strony nic mu nie grozi. Do tego zauważyłam, że najprawdopodobniej nie ma dolnych przednich ząbków. Nie chciałam mu na siłę zaglądać do pyska ale akurat otwarł i tak mi się wydaje... Czy zostały mu wybite??? chyba nie chcę o tym myśleć. Z domu wynosi wszystko na dwór - już nie moje buty bo je chowam ;) ale co mu wpadnie do pyska ;). Fajne jest to, że sam wchodzi do domu kiedy ma ochotę - jak jest pogoda mają cały dzień otwarte drzwi na taras żeby mogły swobodnie się przemieszczać ale do góry wchodzić nie chce. Zakończył też nocne obchody. Śpi grzecznie. Na swoim kocu :) A z tym historia jest fajna. Sherlock w końcu doczekał się legowiska. Nati miała więc nie można było robić różnic. Legowisko kupione. Reakcja Nati? Wywlokła swoje legowisko na dwór, zniszczyła doszczętnie wróciła do domu i usadowiła się w nowym Sherlockowym... Wygoniłam ją. Wyganiałam ją 1,5 godziny :) Obraziła się i poszła na koc. A Sherlock? położył się obok nie na kafelkach... Tak czy inaczej Nati tez już ma swoje nowe legowisko ii na nim nie śpi :)/ Rozpisałam się okrutnie... Więc będę pomału kończyć. Napisałam na początku, że nie zakochałam się w Sherlocku. Czy wyobrażam sobie teraz, że Go nie ma z nami? Myślę, że zrobiłabym mu ogromną krzywdę. Niewyobrażalną. Jestem dla Niego domem tymczasowym, bo tak mi łatwiej w moim myśleniu. Za chwilę przyjdzie na świat moja córeczka i muszę to brać pod uwagę. Nie wiem jaka będzie reakcja. Więc jest mi wygodniej myśleć, że jestem domem tymczasowym. Ale czy bym Go oddała? Powiem szczerze... nie sądzę. Nie wiem, co musiałoby się stać... Przywiązałam się do Niego. Nawiązałam nić porozumienia. Wszystko wymaga czasu, nic od razu i nic na siłę. Płakać nie będę jak nikt Go od nas nie weźmie. Nikt póki co też nie szuka dla Niego domu. Dom ma. Nie było mnie wcześniej tutaj ale śledziłam z ukrycia wątek. Dziękuję więc za walkę o Sherlocka i za wszystkie miłe słowa kierowane pod adresem moim i mojej rodziny. To bardzo miłe :) i dziękuję za dotrwanie do końca wiadomości
  8. Witam wszystkich ;) jestem Sherlockowa opiekunką. Dziś się tylko witam, bo padam ze zmęczenia a czekają mnie jeszcze wieczorne glaski Sherlockowego ucha ale jutro w większych szczegółach napiszę, co u Sherlocka;-)
×
×
  • Create New...