malagos, masz rację, ja Ciebie i innych rozumiem, my wszystkie z miau jesteśmy, ja np od kilku miesięcy, kinnia to nie liczyłam, alienor z miau, ja z psami nigdy doczynienia nie miałam, od zawsze wolałam koty, psów się bałam i boję do tej pory. Historia z Sońką jest dziwna, szybka, bo to jedyny pies, którego się nie boję, dlatego ją wzięłam bo poczułam, że to pies który urodził się dla mnie.
Jak się okazało, że Masza jest w tragicznym stanie, że ciężka operacja powiedziałam Gosi, aby ją do mojej lecznicy przywiozła, wzięłam ją na swoje konto, na krechę wszystko bo mnie już znają, bo leczę tam rezydentów i tymczasy. Do lecznicy można zadzwonić i zapytać, podam i nr telefonu i swoje nazwisko
część pieniędzy uzbierałam na fb, wszystko rozliczyłam, każdą wpłatę i wkleiłam pierwszy paragon. W poniedziałek zapłacę z tego co mi zostało czyli 724 zł, czyli to pokryje koszt operacji bez jeszcze policzonej narkozy czyli 715 zł, brakuje na narkozę ( 200-300 zł, anestezjolog jeszcze nie wpisał, tak mi powiedziała pracowniczka szpitaliku--dowiem się w poniedziałek ) i pobyt po operacji, który za dobę wynosi 86 zł ( co też będę próbowała z właścicielem jakoś zmniejszyć )
tak wygląda sytuacja