Jump to content
Dogomania

canon13

Members
  • Posts

    4
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by canon13

  1. Dzięki za wszystkie wskazówki- jesteście super! Dziś udało mi się ustalić już więcej rzeczy i wydaje mi się, że już nie idę tak po omacku jak na początku. Byłam dziś u psiaków. Już sama nie wiem czy są agresywne, czy nie. Po tym jak Koszmaria zbiła mnie z tropu, postanowiłam podejść blisko do psów. Może to słońce i ładna pogoda powodują, że dziś na mnie nie warczały? Nie odważyłam się dotknąć żadnego, ale żaden też nie wyleciał na mnie jak oszalały z perspektywą pożarcia mnie na śniadanie. "Owczarkowaty" Astor nawet wydawałoby się, że mógłby się ze mną pobawić, ale bałam się włożyć rękę do kojca- taki ze mnie tchórz nie mogę się przemóc. Bladego pojęcia nie mam z czego to wynika. Żaden pies mnie nie ugryzł, nie pogonił. Jak byłam mała, mieszkał nawet ze mną foxterier. Ale wracając do psiaków. Ben- w typie bernardyna- niewidomy i niesłyszący, ma dobry węch- napisałam w jego sprawie do fundacji bernardyn. Czekam na odpowiedź. Jest wielki i podobno najbardziej niestabilny- wpuścił kierownika do szopy nieopodal swojej budy ale już z tej szopy nie wypuścił. Stał i warczał, kierownik nie mógł wyjść. http://images39.fotosik.pl/2011/59adebcc756a82e3m.jpg Gimlej-nie znam się na psach, ale strasznie przypomina mi foxteriera. Jest kwadratowy. Taki grubasek. Jak podeszłam, nie chciał nawet wyjść z budy, wcześniej wybiegał z niej jak oszalały. Bezdomny Pan próbował go przywołać, jednak jak wystawiał połowę swojego ciała i ja się odzywałam to natychmiast się chował. Bezdomny Pan powiedział, że jakieś dzieciaki jak grały w piłkę to waliły nią o budę Gimleja i dlatego się taki zrobił. http://images43.fotosik.pl/1806/454c18b231a32a36m.jpg Astor to najmłodszy z nich, ma coś z owczarka krótkowłosego. Ma najlepiej, bo mieszka w kojcu. Wejść do niego może tylko bezdomny Pan, bo reszta się boi. Jak podeszłam, skakał po siatce. http://images49.fotosik.pl/1871/6fdb1d7ffac94ea0m.jpg Byłam też dziś w Przytulisku z którym Gmina ma podpisaną umowę. Rozmawiałam z dziewczyną, która prowadzi to Przytulisko. Gmina musiałaby zlecić przyjęcie psów i oczywiście płacić za ich pobyt. Musieliby udowodnić, że psy trzymane są w złych warunkach. Właściciele tego nie chcą, bo rzutowałoby to w dobre imię Ośrodka i po prostu nie byłaby to prawda. Psy są nakarmione. Oczywiście nie są to warunki marzeń, ale nie są bite, głodzone itd. Właściciel zaproponował nawet "podmianę". Nie chodzi o to, że on nie chce psów, tylko nie chce TYCH psów, bo ich nie zna i boi się o pensjonariuszy. Zaproponował wzięcie 3 innych- młodszych, mniejszych, a oddanie tych. Ani schronisko, ani przytulisko się nie zgodziło. Dziś sobie też pomyślałam, że przecież ktoś mógłby jednego z psiaków wziąć do pilnowania posesji- Astora np. Rozumiem, że na kanapę to może domek się nie znajdzie, ale do kojca z wybiegiem- ktoś, kto jest bardziej odważny i nie będzie się bał? BEn może do jakiegoś bernardynoluba. Właściciel jest nawet skłonny dowieźć psa do nowego domu. Dzięki wszystkim za wszystko, będę działać dalej. Spróbuję dać ogłoszenie w gazecie lokalnej w tym tygodniu, jeśli psiaki nie znajdą domku gdzieś blisko, zdecyduję się na poszukiwania na szerszą skalę i założę więcej wątków tam gdzie sugerujecie. W sumie mam czas, nie spieszy się. Właściciel Ośrodka i ci ludzie, którzy teraz tam mieszkają mówią, że spokojnie- dobro psów najważniejsze. Dziś np. jeden Pan gotował im takie nóżki od świń. Całą skrzynię. Śmierdziało okrutnie i karmione są na "wyrzut" czyli rzucają im jedzenie, bo boją sie podejść do miski, no chyba, że bezdomny Pan jest na miejscu to wtedy karmi
  2. Dzięki za odpowiedzi. Udało mi się dziś ustalić, że gmina ma podpisaną umowę z przytuliskiem i jutro jadę popytać czy nie zleciła by przyjęcia tych psiaków... Jeśli chodzi o tą agresję- to kompletnie się na tym nie znam, dla mnie i innych osób są agresywne- być może dla kogoś, kto pracuje na co dzień z psami byłoby inaczej. Kto może stwierdzić czy psy są agresywne? Czy weterynarz?
  3. Jesteśmy z lubuskiego- wszędzie za daleko :( Jutro jadę osobiście porozmawiać z kierownikiem schroniska, może uda się coś wymyśleć wspólnymi siłami :( strasznie szkoda mi tych psów- bo pewnie są przyzwyczajone do swojego dotychczasowego życia i tak sobie gdybam, że chyba nie ma jakiegoś wyjścia z tej sytuacji na której nikt zainteresowany by nie stracił :(
  4. Witam wszystkich "psichmaniaków". Jestem nową osobą na forum, gdyż typowa ze mnie "kociara" i o psach wiem tyle, co nic, jednak liczę, że może uda mi się uzyskać od Was wsparcie w formie porad, informacji albo po prostu wskazówek, które mogłabym wykorzystać w "mojej" sprawie. Opiszę całą sytuację, dość patową...uderzałam gdzie się da, jednak nikt nie potrafi pomóc i każdy jakby to mówiąc "umywa ręce". Sprawa wydaje się dość skomplikowana, ale postaram się wszystko jasno wytłumaczyć. Kilka lat temu na wsi zlikwidowany został ośrodek dla narkomanów. "Pensjonariusze" tegoż ośrodka opiekowali się zwierzakami znikąd. Na terenie ośrodka zamieszkiwało ok. 30 kotów, 3 psy, kaczki, kury, dwa gołębie i jeden królik. Kiedy ośrodek "padł" za zgodą gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej i Gminy (budynek i obejście-szopy itp były własnością gminy) pozwolono zamieszkać tam bezdomnemu Panu. Z racji tego, że bezdomny Pan bardzo kocha zwierzaki, sam starał się je utrzymać. Dostawał zwroty z piekarni i wykarmiał psy oraz koty (obecnie sztuk 15). To trwało jakiś rok. Poznałam tego bezdomnego Pana i jego historię przypadkiem i tak się stało, że często odwiedzałam go z "wałówką" dla zwierzaków. Gmina wystawiła budynek na sprzedaż. Znalazł się kupiec- budynek kupił. Padło pytanie: co z bezdomnym Panem i zwierzakami? Panu pozwolono zostać (budynek ma zostać zaadoptowany do pomocy bezdomnym), zgodzono się też na koty (po przeprawach), jednak absolutnie nie zgodzono się na psy...gdyby to były małe pieski, może spróbowałabym je jakoś wyadoptować. Są to 3 duże psy- dla mnie ogromniachne. Jeden jest w typie bernardyna. Są agresywne. Mieszkają w budach i jedyna osoba, która może do nich podejść to bezdomny Pan. Nikt nie odważył podejść się do nich bliżej. Nie znają ludzi- nie są spuszczane z łańcucha (ośrodek nie jest ogrodzony). Próbowałam mówić, że może jednak niech zostaną- dogoterapia może jakaś itp, przecież nikomu krzywdy nie robią. Ale właściciel ośrodka kategorycznie odmówił "wie Pani, z wykarmieniem ich nie byłoby problemu, ale żaden z nas do nich nie podejdzie, a jest nas w tej chwili ośmiu. Nie mogę pozwolić, by na terenie ośrodka ktoś odczuwał strach czy dyskomfort". Zbił mnie tym argumentem. Obiecałam postarać się pomóc, coś zrobić, ale sama nie wiem co...Tak wielkich psów boję się sama zaproponować komuś do adopcji, nie znając ich. Dzwoniłam do schroniska czy może nie mogłyby tam zamieszkać- usłyszałam, że musielibyśmy zapłacić 1920 zł za przyjęcie psów. Gmina umywa ręce twierdząc, że skoro nowy właściciel kupił budynek to kupił go wraz z psami. Sytuacja jest dość patowa, bo rozumiem, że nowy właściciel nie chce mieć psów u siebie. Nie sądzę, aby zrobił im krzywdę czy coś w tym stylu. Chciałby tą sytuację rozwiązać z korzyścią dla wszystkich. Co robić więc? Zastanawiam się jak w ogóle prawnie to wygląda. Kto tak naprawdę jest właścicielem psów- skoro wcześniej psy były jakby wszystkich "pensjonariuszy- uzależnionych". Tych już nie ma, psami opiekował się bezdomny Pan- bo co miał zrobić? A teraz pojawia się nowy właściciel... Bardzo proszę Was o radę- dobro zwierzaka jest rzeczą nadrzędną dla mnie i chciałabym pomóc im w jakiś sposób. Dodam, że psy są wiekowe. Z góry dziękuję za wszystkie wskazówki.
×
×
  • Create New...