Jump to content
Dogomania

kol.mak

Members
  • Posts

    68
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by kol.mak

  1. [quote name='dance_macabre']Czyli w sumie mam wychowanego psa- przepraszam że żyje? Ja wiem jakie są jest ale przepraszam nie zamierzam grzecznie chować się po kątach bo ktoś nie umie zapanować nad swoim psem. Ja mam takiego psa jak ten ON, będzie gonić psy podczas pracy i jak dla mnie problem ma ten drugi człowiek, bo jak nie umie upilnować to jego sprawa a jego pies na pewno dostanie opieprz do mojej a że są tak blisko to jak spróbuje atakować to jeszcze kopa dostanie od mnie. Wkurza mnie tylko jak ktoś gada takie tekst że człowiek jest sobie sam winy bo ma wychowanego psa a reszta nie.[/QUOTE] Szkoda tylko że pokrzywdzeni są w tej sytuacji właściciele małych psów. Ja jak wychodzę z mastifem to nikt nie ma pretensji jak on zawarczy czy potarmosi psa ktory podskakuje. Wiekszosc jak mnie widzi to swoje psy łapie i nagle sie okazuje ze mozliwe jest funkcjonowanie z malo przyjacielskim psem wsrod innych psów. Ale jak wychodze z psem mojej sąsiadki to juz tak wesolo nie jest. On ma 8 lat, jest czesciowo slepy i reaguje agresja jak mu inny pies wjedzie w tyłek czy pysk. Ludzie to mają gdzieś. A przeciez taki pies tez ma prawo spacerowac, nikogo nie zaczepia, jest nienachalny tylko nie chce zeby ktokolwiek go zaczepial. Rozumiem ze nie moglbym miec pretensji gdybym wszedl z nim do psiego parku i by wywiazala sie jakas spina miedzy nim a innym psem ktory by do nas podbiegl?
  2. Poczytaj o hierarchii w psim stadzie i w relacjach z ludźmi to się dowiesz,że osobnik alfa to mit ;)
  3. [quote name='Beatrx']niezależnie od tego, co życie zweryfikowało psi park nie jest tylko od tego, żeby wszystkie psy ze sobą biegały i gdyby właściciel ONka się uparł to właściciel asta mógłby odpowiedzieć z art. 77 kw za niedopilnowanie swojego psa.[/QUOTE] mam identyczne zdanie gdzie zgodnie z prawem można puścić luzem psa, który nie ma ochoty na zawieranie znajomości z innymi czworonogami? psie parki to nie jest jakiś hyde park dla zwierzaków, gdzie każdy robi co mu się żywnie podoba. wiem że do tego są sprowadzane przez ludzi dlatego nie bywam w takich miejscach ale irytujące jest to, że osoba która nie chce aby z jej psem witały się inne musi wymyślać gdzie tu psa puścić luzem żeby nikt się nie przyczepił (mandaty) a na stworzonym w tym celu obszarze mało że nie może tego psa puścić luzem- nie powinna tam w ogóle wchodzić! bo nagle sie okazuje ze polowa narodu uwaza, ze wstep tam maja tylko psy ubostwiajace inne czworonogi z calym szacunkiem ale to gadanie w stylu: wchodzisz z psem ktory nie lubi innych do psiego parku to licz sie z tym ze moze byc nieprzyjemnie bardzo mi sie kojarzy z gadaniem duzej ilosci ludzi ze ofiara pobicia czy zgwałcenia sama sie prosila bo wracala po zmroku do domu przez podejrzane osiedle
  4. czyli dobrze rozumiem, że mozna niejako mu zastapic udzial w polowaniach praktycznie codziennymi dlugimi luźnymi spacerami na tereny obfitujące np. w ptactwo? jak pracowac z takim psem żeby widział że okładanie przez niego pola wystawianie zwierzyny odnosi jakis skutek, jak z nim wspolpracowac zeby wzmocnic więź i umozliwic mu realizowanie swojej mysliwskiej natury?
  5. Trzeba przede wszystkim rozrozniac psy mysliwskie (bo co innego wyzel a co innego posokowiec) i to do czego zostaly stworzone. Posokowce slyna ze zwiewania- chocby beagle. Ale kazdy wie jakie mialy kiedys zadanie Teriery (a raczej ich czesc) tez maja silny instynkt pogoni, podobno przoduja w tym parsony i jack russel terriery. I one tez dlugie lata byly hodowane w jednym celu
  6. [quote name='a_niusia']jesli chodzi o "normalne zycie" wyzla, to trzeba sobie odpowiedziec na pytanie, co to znaczy normalne zycie. jesli dla kogos to spacerki po miejskich skwerkach i "meczenie" psa pileczka i dostawianiem sie do nogi i raz w tygodniu dluzszy spacer w miejskim parku, no to lipa. takie zycie nie jest dla wyzla. wyzel nie powinien mieszkac w centrum miasta, bo to nie jest dla niego dobre zycie. ja mam dwa wyzly. jak wszyscy na dogomanii pisali po zimie o tym, ze ich piski "nabraly tluszczyku", "mialy ograniczony ruch ze wzgledu na zime", oraz ze "wreszcie poszly na dlugi spacer, bo zrobilo sie cieplej" to dla mnie takie teksty to jak troche z innej planety. wyzly sa dla ludzi aktywnych i zdrowych. same zreszta to zdrowie generuja-ja np tej zimy ani razu nawet nie bylam przeziebiona. aktywnych CALOROCZNIE, nie kiedy pogoda sprzyja. dla wyzla nie ma zlej pogody. ogolnie wybiegany wyzel nie rozwali chaty jesli przyjdzie mu przezyc bez spacery tydzien, dwa czy trzy. w koncu czasem trzeba wyleczyc kontuzje czy cos w tym stylu. jednak wyzel ogolnie niewybiegany czyli piesek w stylu "lineczka&pileczka" to bedzie frustrat taki, ze kazdemu w piety pojdzie. wyzla nie da sie wybiegac na lince. wyzel potrzebuje prawdziwego ruchu i prawdziwej przestrzeni. jesli chodzi o problemy z motywacja u wyzlow, to dla mnie to swiadczy o braku pojecia o szkoleniu psow. jednak w bardzo, bardzo wielu psich szkolkac mozna o tym uslyszec. a to jest bzdura. dobrze prowadzony od dziecinstwa wyzel nie kocha zarcia najbardziej na swiecie, nie kocha tez pilki. kocha swojego pana. i na tym nalezy opierac szkolenie wyzla od pierwszych dni w nowym domu. powrot do pancia to ma byc najwazniejsza misja w zyciu psa. do pancia, nie do ciastka, nie do pilki. przy niewlasciwym podejsciu szkolenie grupowe z wyzlem to bedzie katorga i dla psa i dla przewodnika. przy wlasciwym podejsciu kazde szkolenie z przedstawicielem siodemki to sama przyjemnosc. jesli zas chodzi o wyzla w lesie, to w razie czego ma sie prawie 100% pewnosci, ze mysliwy do wyzla nie strzeli, a straz lesna jeszcze sie zatrzyma i go poglaszcze. tyle ze psa nie wolno puszczac w lesie bez kontroli. jaka to ma byc kontrola, to juz badzmy szczerzy sprawa umowna. wyzel w lesie to nie jest ten sam pies, co w polu-w lesie wyzel sie pilnuje i to jest bardzo naturalna cecha, ktora trzeba w psie od dziecinstwa pielegnowac. ja mam bardzo terenowy zawod i jak musze przejsc kawalek przez las, to nie zawsze mam wolne rece, zeby psy zapiac na smycz, ale one wiedza, ze trzymamy sie blisko sciezki i nie istnieje cos takiego jak "pojscie za tropem". oczywiscie, jesli ktos mial juz psa i pies ten byl nieodwolywalny, spieprzal itd, to z wyzlem bedzie mial pewnie podobne problem. a jesli sprobuje uwiezic psa na lince to wlasciwie sam siebie pozamiatal i bedzie juz tylko gorzej. jeszcze jesli chodzi o bretony, to to ze ktos mial bretona i opisuje go jako nieklopotliwego i spokojnego, nie daje zadnego obrazu rasy. bretony to sa szatany w polu. psy o ogromnym instynkcie mysliwskim-zwykle w rankingach uzytkowych to wlasnie one prowadza. co wiecej molinari bardzo duzo ich szkoli i osiagaja mega wyniki. ze swojej strony polecam hodowle solomia.[/QUOTE] dokladnie do identycznych wnioskow doszedlem po skontaktowaniu sie z hodowcami i wlascicielami i korci mnie tez wyzel (wegier) niesamowicie, jakas drobna suczka bylaby OK no ale...jaka pewnosc ze akurat znajdzie sie nie dosc ze drobna to jeszcze i charakterze jakiego szukam? nie jestem zmotoryzowany poki co i nie bede przez najblizsze 3 lata bo mi sie to ekonomicznie nie oplaca...nie mam wiec mozliwosci dojazdu do wiekszosci hodowli jesli nie znajduja sie w wiekszych miastach czy w ich poblizu... i jak potem szczeniaka przetransportowac? lipa :(
  7. [quote name='Hanmak']Tak, rano nie mam czasu na gruntowne czesanie - chodzi tylko pozbycie się tych kilku włosków, które już wypadły, ale wciąż trzymają się psa. Takie rzeczy robię w łazience zanim posprzątam cały dom. Zastanawiam się po prostu z jakiej ustawy wynika, że włosy to śmieci. Wydaje mi się, że niektórzy ludzie po prostu szukają dymu:([/QUOTE] jak najbardziej włosy moga być traktowane jako śmieci chyba katalog smieci nie jest katalogiem zamknietym? zeby nie bylo- ja tez po moim nie sprzatam klakow, ale staram sie go wyczesywac jednak w innych miejscach niz park reakcja kobiet przesadzona, mogly normalnie zwrocic uwage a nie sie unosic no ale racja jest jednak po ich str
  8. a gdzie sie najczesciej z psami pojawiacie na terenie Poznania? ;) moja dziewczyna zaczyna studia od października i zabiera ze soba uroczego 5-letniego psiego dżentelmena rasy sznaucer średni. Pies wybitnie spokojny, opanowany, jak ktoś ma jakies problemy z psem to idealny obiekt do cwiczen
  9. [quote name='Carey']U mnie na osiedlu jest kobieta która ma wyżła i praktycznie ciągle widać ją z psem. Nie wiem czy robi cokolwiek innego niż spacery z tym psem :D. Ja chociaż jestem zwolenniczką świeżego powietrza, to chyba byłabym zbyt leniwa na jakiegokolwiek wyżła. Chociaż... Kto wie :) Jednak nigdy nie planuję tego psa, ponieważ nie jestem fanatyczką tych ras. Ale świetnie patrzy się na te psy. A poza tym to witam wszystkich forumowiczów, jestem nowym "intruzem". :D[/QUOTE] U mnie tez jest taka osoba- sąsiad ma samojeda i ciagle tylko go z psem na spacerach widze albo ladujacego go do firmowego samochodu. Wozi go ze soba chyba wszedzie :) niektorzy maja taka prace, co poradzic :D jakbym ja sie u siebie z psem pojawil to by sie w czolo popukali
  10. [quote name='katasza1']No ja dla mojego kundla pokochalam wyprawy w 'teren', a pewnie przezylby i on i ja i mieszkanie jakby chodzil tylko po osiedlu. Ale dla mnie teraz to naturalne ze 2 godziny dziennie MUSZE przeznaczyc na spacer z psem i nie ma ze boli. Pies bez smyczy biega tak po lasach, lakach, chodzimy nad staw. I nie ma ze boli. Jak naprawde nie mam sily bo mam np. goraczke czy grype to biore go na lake na ktorej jest zawsze duzo psow i siedze sobie godzine na lawce a psy sie bawia. Wiec dla mnie to jest naturalne, ale jak mi wszyscy trabia ze booooze to takie aktywne psy,nie dasz rady itd. to sie zastanawiam o co chodzi? Nie wiem czy to naprawde psy ktore potrzebuja 5 godzin pod rzad biegania, czy ludzie mysla ze ja jestem z tych co to z pieskiem 20 minut dziennie po osiedlu i do domu. A moj pies mimo ze maly to rzadko sie meczy. wlasnie np. wrocilam z 2,5 godzinnego spaceru po lesie i nad staw. Caly czas biegal, bawil sie z psami (wszystkie zmeczyl, lacznie z 6 miesiecznym szczeniakiem), plywal. To to wystarczy wyzlowi czy jestem cienka? :P[/QUOTE] No to sie nadajesz moim zdaniem ;) przynajmniej na tyle na ile sie zdazylem dowiedziec o wyzlach wegierskich ja jednak jestem bardziej leniwy, jak mi sie nie chce to nie, bede siedziec przed tv i pies ma sie dostosowac :) wiec raczej bedze springer, chyba angielski bo walijczykow mniej w Polsce...chociaz walijczyk jest mniejszy a ja jednak szukam czegos w miare malego
  11. no ja tez bylem w szoku, ale raz miala taka akcje ze nie uwierzylbym gdyby nie nagrala tego na telefon. Koles szczul na Samiego (tak sie zwie mastiff) swojego na prawde agresywnego pseudo amstaffa, w pewnym momencie nawet podbiegl do psa i zaczal mu machac rekoma przed morda zeby go sprowokowac. Sammi jest bardzo zrownowazonym psem, faceta olał gdy go prowokował ale w momencie gdy przegial tj podlecial do bratowej i probowal jej wyszarpnac z reki telefon ktorym nagrywala cala sytuacje, pies nie wytrzymal i rzucil sie na niego. Nie dziabnal go ani nic, typowy atak straszak z na prawde przerazajacym warczeniem. do faceta zreszta pozniej sie z bratem przeszlismy, pokazalismy mu nagrany film i powiedzielismy ze jeszcze jedna taka akcja, ze wystarczy ze wyjdzie ze swoim psem bez smyczy i kaganca i ktorys z nas to zauwazy- i tak go udupimy ze sie nie pozbiera. Podzialalo. Ale co do tego ze bratowa czuje sie z tym psem pewniej to akurat prawda. Nikt jej po zmroku nie zaczepia jak idzie z psem, wczesniej miala cos a la pudel i raz wiele lat temu miala nieprzyjemna sytuacje- koles ja zaatakowal, chcial zabrac komorke i portfel, a pudel co na to? zwial do domu nawet sie za siebie nie ogladajac jak facet na niego tupnal :D
  12. [quote name='katasza1']Yhy. Ogolnie podrozowanie autobusem z jednym psem do super przyjemnosci nie nalezy,a co dopiero z wiekszym wegrem. Szczeniak mialaby sie pojawic we wrzesniu przyszlego roku, jesli do tego czasu nie bede miala wlasnego samochodu to moze sie odwlec, bo jednak autobus czy pociag traktuje jako ostatecznosc przy psie/dwoch. Jak powiedzialam ze znalazlam chyba rase dla siebie i ze to wyzel, to wszyscy sie w glowe pukaja ze nie dam rady ze spacerami. Te psy sie mecza wogole? :P Bo z opowiesci ludzi wychodza na jakies tykajace bomby zegarowe, ktore jak nie pobiegaja 5 godzin to mi mieszkanie rozniosa :P[/QUOTE] ja ostatnio jestem mocno zainteresowany ta sama rasa ale nie wiem jeszcze jak z wielkoscia. Rozwazam tez springer spaniela i poki co jednak wiecej argumentow przemawia za tym drugim ;) o wyzle inaczej wypowiadaja sie wlasciciele ktorzy nie prowadza az nadto aktywnego trybu zycia, nie biora udzialu w polowaniach itd a inaczej tacy ktorzy pozwalaja wyzlowi robic to do czego zostal stworzony ;) na pewno jednak wyzel to pies ktory kocha biegac, nie ma sensu decydowac sie na te rase gdy nie prowadzi sie aktywnego stylu zycia. Przynajmniej jeden 1,5-2 godzinny spacer dziennie to podstawa. I to ma byc spacer przez duze S, zadne tam flexi czy chodzenie po osiedlu- normalnie w teren, dlatego warto sie na niego zdecydowac gdy mieszka sie w odpowiedniej okolicy albo ma sie mozliwosc codziennych wyjazdow wlasnie w takie okolice (łąki, pola, lasy). Na pewno nie ma sensu kupowac wyzla tylko dlatego ze sie podoba wizualnie, to pies mysliwski a na takie moga sobie pozwolic jedynie ludzie dysponujacy odpowiednia iloscia czasu i duzym zapalem do przebywania na powietrzu. Wiadomo- moze sie trafic egzemplarz ktory bedzie leniwy, wstarcza mu tylko co tygodniowe wyprawy za miasto itd. Jednak rasa ogolnie uchodzi za mega aktywna. ja akurat duzo biegam, jezdze na rowerze, rolkach, caly wolny czas spedzam na dworze i wyzlowi bylbym w stanie ruchu zapewnic duzo, ale nie wiem jak sie ulozy moja sytuacja za rok (praca za biurkiem) i musze pomyslec czy nie wybrac rasy nieco mniej aktywnej ;)
  13. [quote name='katasza1']kol.mak, raczej jakby pies mial chorobe lokomocyjna to bym go nie pakowala do autobusu,nie sadzisz? :roll: Z Frodem jezdze co jakis czas do tesciow autobusem, wiec max godzine. Dalej jak juz to pociagiem, chociaz mam nadzieje ze do czasu drugiego psa dorobie sie prawka i auta. Tak tylko pytam teoretycznie ;) Jeszcze mi sie nie zadzylo zeby mnie do autobusu nie wpuscili z psem, raz tylko kazal zalozyc mu kaganiec.[/QUOTE] pisalem w kontekscie nowego czworonoga jesli takie podroze maja trwac tylko godzine to wiadomo, nie ma co sie martwic, gorzej jesli chodzi o dlugie dystanse. mojego kumpla ostatnio facet do pksu nie wpuscil, jechal z beaglem, musial czekac 3 godziny na nastepny i tam sie facet zlitowal
  14. plus latwiej o wymioty w pksie niz w pociagu, juz widze miny wspolpasazerow jak pies bedzie haftowal przez cala droge w autobusie
  15. Cos w tym jest jesli chodzi o plec...duze znaczenie tez ma rasa psa.... ja jak ide na spacer z pseudo mastiffem ktory mieszka z moim bratem to ludzie nic nie mowia, nie rzucaja komentarzy...natomiast bratowa jak z nim wychodzi to czesto miewa akcje opisywane przez was, ktos rzuca chamskie komentarze albo szczuje swojego psa itd
  16. [quote name='zmierzchnica']Demonizujecie psy, jakoś nie widuję na ulicach potworów z rozdziawionymi paszczami, które atakują każdą ruchomą rzecz na horyzoncie. Jeżeli taki pies się zdarza, a pewnie się zdarza, to jest to wyjątek i zwykle właściciela szybko się za to karze. Miasto jest dla ludzi, hm... Zagarniamy tereny zwierzętom, budujemy coraz większe osady, a wystarczy głupie tornado, żeby zmieść miasto w sekundę z powierzchni ziemi. Trochę pokory. W mieście jest i miejsce dla ptaków, i dla myszy i szczurów, i dla kun i lisów (a tego tu pełno), a także dla psów. Nie lubię traktowania ludzi jak świętych krów - ktoś świadomie prowokuje psa do ataku i nagle się okazuje, że winny jest pies. Znajoma miała ogromne problemy przez taką prowokację, ślepa znajda zakłapała zębami na nogę prowokatorki, babka wynalazła jakieś siniaki i znajomą miesiąc szantażowała. No bo jest Człowiekiem, a bestia śmiała ją tknąć.. Nie przesadzajmy. Oczywiście, pies tak skrajnie agresywny, jak opisujecie, nie ma miejsca wśród żywych istot, nawet w naturze byłby wyrzutkiem i sam by zdechł - wilki odrzucają zbyt agresywne osobniki ze stada. Ludzie też takich przedstawicieli własnego gatunku izolują. Ale pies po przejściach? Kaganiec, trzeba go poznawać, zrozumieć jego reakcje i wychowywać, a nie skazywać na łańcuch czy schronisko, bo "nie wiadomo co w nim tkwi" :roll: Tak szczerze, spotykamy się z kilkudziestoma - kilkustoma psami dziennie. Gdyby drzemały w tych zwierzętach bestie, prawdopodobnie co drugi dzień bylibyśmy pogryzieni. Jak dotąd nie ugryzł mnie żaden pies, za to słowne zaczepki ludzi słyszę ciągle, ostatnio byłam nawet szarpana i grożono mi biciem (za psy własnie). Nie wiem, który gatunek jest bardziej agresywny.[/QUOTE] ja akurat mam prace zwiazana z ubezpieczeniami i pogryzienia przez psy wcale do rzadkosci nie naleza, wrecz sa za czeste w moim odczuciu i to nie sa pogryzienia w stylu pies zlapal za nogawke czy urzadzil ataka straszaka, ale powazne rany szarpane do tej pory najbardziej mna wstrzasnal przypadek dziecka zaatakowanego przez kundelka (btw wlascicielka sie tlumaczyla ze pies ze schroniska, u poprzednich wlascicieli byl bity i dreczony przez dzieci, ponoc chodzila z nim na szkolenie), koszmar co temu dziecku ten pies zrobil z twarza zanim go odciagneli.... a wina dziecka byla taka ze sobie na rolkach jechalo chodnikiem, pani szla z tym psem i on mocniej szarpnal, wypadla jej smycz z reki i skonczylo sie jak skonczylo
  17. badmasi twoim zdaniem duzych rozmiarów pies nad ktorym ktos nie panuje nie stwarza zagrozenia w centrum miasta?
  18. jak dla mnie glupota jest branie psa po przejsciach czy ogolnie o nieznanej przeszlosci i zachowaniach gdy mieszka sie w centrum duzego miasta, no ale to moje zdanie, wiem ze duzo jest osob ktore patrza na to inaczej jesli mnie albo moje dziecko zaatakowalby wlasnie taki pies, nawet gdyby tylko uderzyl kagancem to nic by mnie nie obchodzilo ze on jest po przejsciach tylko wyciagnal z tego konsekwencje
  19. [quote name='Beatrx']jak dla mnie psa, nad którym się nie panuje nie powinno się prowadzać do miasta, a nie, ze nie można z nim pracować wśród ludzi. krok po kroku i osiągnęłaś to co masz, a gdybyś od razu od niej wymagała sztuczek na parkingu w centrum miasta to nic byś nie wskórała. i tak samo z całą resztą trzeba to stopniowo psu przedstawić, ale zaczynając od ogarnięcia psa, a nie od wrzucenia go na głęboką wodę i niech się uczy.[/QUOTE] No ja dokladnie o tym pisze niech sobie i pies ma wyskoki ale musi to byc pies nad ktorym jego wlasciciel panuje, a nie ze sobie wsiada do tramwaju a pies w szał wpada bo obok stoi dziecko ktore podrzuca pilke (taki tez przypadek widzialem) i jego wlasciciel sie z nim szarpie, zupelnie go nie kontroluje ( i potem na forum takim jak te wylewa swoje pretensje do dziecka co mu niby psa draznilo)
  20. [quote name='evel']A gdzie taki pies ma się uczyć? Uważam, że wylewasz dziecko z kąpielą. Czy jeśli pies jest problemowy to na wieś na łańcuch i tyle? Bo chyba nie o to chodzi. Rzeczywiście, często ludzie mają problemy na własne życzenie i kłopot nie w psie, a w jego niemyślącym właścicielu. Sytuacja z yorkiem to dla mnie kosmos. Ale część psów jest przyjęta od drugiego właściciela, z ulicy czy schroniska. Mają jakieś swoje wkręty, nad którymi normalny, odpowiedzialny właściciel pracuje. I jak ja mam problem z psem w mieście to biorę psa, kaganiec, linkę, żarcie i zabawki i jadę do miasta ćwiczyć. A nie zakopuję się na wsi z poczuciem, że "pies tak ma" i że wstyd do ludzi wyjść, bo mnie zdanie obcych ludzi w tej materii mało interesuje. Wiadomo, że nie jest przyjemnie, jak pies robi wioskę, ale jeśli dajemy mu okazję do nauki w takich warunkach i robimy cokolwiek, żeby sytuację zmienić to jest OK. Ja swojego burka wiejskiego, który nie lubi innych psów, ludzi, nie przepada za dziećmi, miałam czelność zabrać do centrum miasta na wystawę psów. Z pełną świadomością, co robię i na co się decyduję. I o ile przez pierwsze pół godziny pies był sztywny jak pinokio, o tyle później się rozluźnił i myślę, że był to ważny krok w naszej resocjalizacji.[/QUOTE] a czytasz ze zrozumieniem? przeciez napisalem ze trzeba najpierw zapanowac nad psem a potem sie bawic w zabieranie go w tloczne miejsca no chyba ze mowisz o zabieraniu w tloczne miejsca psa nad ktorymi sie fizycznie i psychicznie nie panuje bo tu i teraz wlasnie w mega tlocznym miejscu/autobusie w szczycie gdy wszyscy wracaja z pracy trzeba cwiczyc, dla mnie kosmos [quote] I nie dziel z łaski swojej właścicieli psów na właścicieli małych i dużych - jak ktoś jest nieodpowiedzialnym idiotą to naprawdę wielkość jego psa ma drugorzędne znaczenie. Mój pies ma 40 cm wzrostu a traktowany jest jak normalny, "pełnowymiarowy" pies i większość tutaj opisywanych sytuacji, że pies podbiega, dziamgoli, łapie za nogawki nie mieści mi się w głowie po prostu.[/quote] dlaczego nie moge dzielic? wiekszosc spotkanych przeze mnie duzych psow ma wlasicieli ktorzy psa traktuja jak psa a nie popierdulke co to se moze bez smyczy latac i bez kaganca bo jest male, natomiast wlasicicieli tych malych...no coz...moze z 4 znam takich ktorzy rzeczywiscie cos od malucha wymagaja
  21. [quote name='evel'] A ja uważam, że wręcz przeciwnie. Ale jeśli pies ma naprawdę coś nie halo w głowie, to od tego są kagańce na przykład i inne środki ostrożności. Jak idę z suką i widzę, że idzie ktoś z dzieckiem nie do końca pod kontrolą to zakładam psu kaganiec i wszyscy są spokojni - ja, że nic się nie stanie jakby coś, a rodzice jakoś od razu sprawniej łapią dzieci (bo idzie potwór przecież).[/QUOTE] A ja uwazam ze taki pies nie ma wstepu do miejsc gdzie sa ludzie jesli odwala cyrki. Gdyby ten opisany przeze mnie york wazyl 10 razy wiecej to samym kagancem moglby komus zrobic powazna krzywde. Zreszta utrzymaj wielkiego psa ktorego nie kontrolujesz kompletnie w autobusie ktory jedzie. Dopoki sie nie panuje nad swoim psem na tyle ze odwala on szopke i nic do niego nie dociera bo mu dziecko po glowie reka przejechalo albo do autobusu wsiadl inny pies nie powinno sie w ogole jezdzic komunikacja miejska, przynajmniej nie w godzinach kiedy jest w niej tlok. Podobnie z cmokaniem, gwizdaniem itd. jesli pies na takie zachowanie obcego czlowieka reaguje agresja i nie idzie go w zaden sposob uspokoic to raczej wypadaloby sie zastanowic nad tym co my robimy zle a nie obwiniac wszystkich dookola ze ma sie takiego a nie innego psa. Jeszcze raz podkreslam- mowie o typowych zachowaniach, nie o czyms takim jak ty opisywalas. Ja stosuje zasade ograniczonego zaufania, zawsze psa prowadze tak zebym to ja sie mijal z ludzmi a nie on, a w miejscach tlocznych chodzi w kagancu na wszelki wypadek choc to wielkie ciele i by zalizal kazdego. O ile wlasciciele duzych psow na ogol maja ze soba kaganiec (bo nie wszyscy) o tyle wlasiciele tych malych maja to w dupie. A jak maly uzre to tez moze bolec
  22. Wiadomo ;) ja na przyklad nie wyobrazam sobie miec w miescie psa ktory sprawia problemy, moze dziabnac dziecko za to ze podeszlo do niego bez ostrzezenia (nie mowie o drastycznych przypadkach dziecka podbiegajacego i kopiacego psa, wsadzajacego mu patyk w oko, ucho) albo rzucic sie na kogos w autobusie bo mu ktos reka po grzbiecie przejechal. Dla mnie taki pies nie nadaje sie do zycia w miescie, od miastowych psow jednak trzeba wymagac czegos wiecej niz od typowych wiejskich burkow, za duze natloczenie ludzi po prostu. Ostatnio widzialem scene w autobusie bo wsiadl facet z jakims wielkim kundlowatym psem i jechala tez pani z malym kurduplem a la york. I ten maly wpadl w taki szal jak zobaczyl tego duzego ze go kobieta nie mogla uspokoic...uzarl ja w reke z tej frustracji, odwinela mu sie i znowu ja uzarl po czym rzucil sie na siedzacego obok faceta. Dobrze ze male to wiec utrzymala ale ludzie...takie psy nie powinny jezdzic komunikacja miejska i ogolnie przebywac w miejscach w ktorych jest duzo ludzi. Przynajmniej nie do czasu dopoki sie nie nauczy ich dobrych manier
  23. ja mialem kiedys sasiada idiote, szczekal na mojego ONa....raz na niego tupnal i zaczal wyc:flaming:, jak go mijalismy na klatce schodowej..... ON byl bardzo stabilnym psychicznie psem, odwrocil morde i pokazal mu pelne uzebienie wzmacniajac mocnym warkotem i facetowi sie odechcialo, mial takie schizy potem ze sie bal wejsc do bloku jak widzial ze schodzimy na spacer nie wiem co ci ludzie maja z glowami
  24. Dzięki za tak obszerną odpowiedź :) węgierski mi się spodobał, zwłaszcza ze z tego co zdazylem sie zorientowac wynika ze mozna nawet dorwac tak drobna psine ze bedzie nawet mniejsza od springera. waga tez taka jak springer a jedna rzecz mnie najbardziej przekonuje- kudły a raczej ich brak :cool3: no nic, poczytam, podzwonie, wezme go tez pod uwage z tym mieszkaniem w bloku to mi chodzi glownie o kwestie schodow, bo metraz nie ma nic do rzeczy jak juz sie zdazylem dowiedziec. ja zreszta mam spore mieszkanie wiec nawet nie bedzie mi zbytnio wadzil dog niemiecki a co dopiero wyzel czy spaniel ;) zna ktos jeszcze wegierskie wyzly w praktyce?
  25. [quote name='masdamerka']Jeśli chodzi o "problemy" z motywowaniem, munsterlandery szybko się nudzą, przez co ucząc nowej sztuczki trzeba robić przerwy albo uczyć 3 sztuczek naraz (dla Ciebie to nie będzie problem skoro nie chcesz sztuczek, agi, frisbee :)). Mojemu skubańcowi zapewniam zimą jakieś 3 godziny na dworze, latem będzie ok. 5, z czego dziewczyna 90% biega bez żadnej smyczy. Często (raz na tydzień lub częściej) jeżdżę z nią autobusami. Problemu nie ma, musi mieć po prostu kaganiec. Na spacerach nie mogę jej pozwolić żeby sama się sobą zajęła, wtedy podejmuje tropy i w ciągu kilku sekund jest już 100m ode mnie. Na spacerach ćwiczymy komendy, rzucam jej piłkę, patyki, cokolwiek byle nie traciła zainteresowania mną. Mieszkam w bloku, więc mieszkanie nie powinno stanowić problemu, chociaż ja mam windę. Jeśli chcesz psa który na spacerze sam zajmie się sobą a Ty nie będziesz musiał martwić się że pies Ci gdzieś nie zwieje - raczej nie polecam MM'a :) Chociaż pilnuje się, nie oddali się za daleko w lesie, na polu. Uwielbia za to zabawę ze swoim stadem złożonym z bokserów, labków, ONków.. :)[/QUOTE] To chyba rzeczywiscie nie to jednak, ja nie mam czasu codziennie z psem 5 godzin na dworze spedzac- stiuduje i pracuje, moze w okresie gdy nie ma sesji to jeszcze w miare, ale jak sie zaczynaja egzaminy to niestety ale bez szans
×
×
  • Create New...