Wyszłam z trzema psami na miasto, idę przez tunel osiedlowy, skręcam w róg i niczego nieświadoma skręcam z psami (psy prowadziłam w jednej dłoni, bliżej ściany) i nagle słyszę i czuję walkę moich psów z jakimś innym. No to szybka reakcja, odsuwam swoje psy, patrzę a to jakiś kundel który był tak agresywny że rozpięła mu się obroża zapinana jak pasek i atakował mnie z psami. Matkooo.....
Ale wyleciała właścicielka, złapała psa i........ przeprosiła mnie (!). Cóż odzyskuję wiarę w ludzi. :)