U nas w chwili obecnej sa dwa psiaki, jedna dziewczynka wzieta z pseudohodowli po wycieciu raka macicy. Od dwoch lat ma zdiagnozowana rak limfy, ale jeszcze kula sie po mieszkaniu. W tej chwili przejela obowiazki zmarlej dziewczynki i pilnuje terminow spacerowych, stoi pod reka pancia i kaze sie glaskac. Pilnuje porzadku. A moim drugim zmartwieniem jest Pedro. Adoptowalam go z glebi Polski w ciemno. Przywieziono go w czasie wesela mojej corki, brudny, wycofany i gryzacy. Teraz trzeba go w drugim roku pobytu wynosic na trawke, nie chce spacerowac, jest prawie slepy i gluchy. Badania krwi wykazaly chora watrobe, srut w zadzie i niesamowity wynik z hormonu powodujacego stres jak i zle wyniki przy nerkach. Pare dni nic nie jadl. Pozniej zaczal jesc domowe jedzenie, a wiec smaze mu codziennie steki wolowe, bo przeciez musi cos jesc. Oczywiscie bez soli. A dzisiaj zrobilam mu krzywde, za wysoko obcielam pazur i krwawi niesamowicie. Teraz chodzi z obandazowana lapa. Jak nie urok to sra.. Najwazniejsze, ze kotka i maz jeszcze sa na chodzie.Dodam szybciutko, ze obydwa psy maja juz wyrok smierci u mojej wetki. A uspienie kosztuje majatek !