Jump to content
Dogomania

Grzybozbieracz

Members
  • Posts

    29
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Grzybozbieracz

  1. Zacząć należy od początku... Na samym wstępie serdecznie dziękuję [B]Lobarii[/B] za pomoc w "namierzeniu" pieska :) [B]Elu[/B] pewnie cieszysz się jak małe dziecko ;) , no i wcale się nie dziwię. Do tej pory, z braku czasu - przynajmniej "po łebkach" prześledziłem ten temat. No i już po tym pobieżnym przejrzeniu tematu muszę przyznać, że jestem pełen podziwu z jakim zacięciem i konsekwencją wszyscy tu walczyliście o dalsze istnienie Aramisa i o dom dla niego. Wiem, że Aramis jest tylko "kropelką w morzu" i że równie mocno walczycie o dobro wielu innych psiaków i nie tylko psiaków i chwała Wam za to :modla::multi: Nam, jak już wspomniała[B] Lobaria[/B], nagle i niespodziewanie odszedł z tego świata nasz wspaniały stróż Maks :( [URL]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/874825-1/DSC07046.JPG[/URL] [URL]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/875615-1/DSC01532.JPG[/URL] [URL]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/875568-1/DSC01526.JPG[/URL] Cóż było robić... podwórko jakieś takie puste, strach po nocach we własnym domu siedzieć... Aramis już na pewno czuł w kościach, że przyszła wreszcie jego kolej. Wczoraj udało nam się wreszcie wyruszyć po Aramisa - bo z takim założeniem w ogóle wyruszyliśmy - nie [B]do[/B], ale [B]po[/B] niego. Do rozeznania się czy piesek dla nas się "nadaje", wystarczyło mi kilka fotek podesłanych przez [B]Lobarię[/B]. No to teraz słów kilka o podróży... O drodze po Aramisa to nie ma co się rozpisywać, natomiast w drodze powrotnej... A no właśnie. Wszystko zaczęło się od tego, że już na samym początku spotkania Aramis usiłował nas postraszyć swoimi zębami, ale że marnie mu to wyszło ;) to chwilę później już go prowadziłem na smyczy, a za następne parę chwil na stojaka ochlapał mnie po twarzy swoim jęzorem. Rwał się do wędrówki niesamowicie i jak na psa tej postury to trochę mnie zaskoczył swoją siłą fizyczną :painting: Ale chyba można powiedzieć że dałem radę, bo po ziemi przeciągnąć się nie pozwoliłem :lol!: Do autka wskoczył na tylne siedzenie jak do swojej własnej budy. Był oczywiście niespokojny i strasznie zwiercony - trudno się dziwić, ja też bym kręćka dostał. W drodze powrotnej na początku strasznie się wiercił, ale z biegiem czasu był coraz spokojniejszy. Ja na początku wsiadłem z przodu (Ela prowadziła autko), tak aby Aramisowi dać do dyspozycji całe tylne siedzenie. Ale ten roił się tam jak najęty, więc po ujechaniu pierwszych dosłownie może 300 metrów przesiadłem się na jego kanapę. A co...! Mógł mieć pełny luzik, ale jak nie to nie! :grin: I tak to powoli mijała nam minuta za minutą w drodze do domku. Aramis po upływie pierwszej pół godziny był już dość spokojny, chociaż chwilami roił się w te i wewte... Przed Puławami zrobiliśmy mały postój - profilaktycznie na siku, itp. Nie chciałem przecież do domku dojechać cały otrzaskany na żółto-brązowo. Wysiedliśmy i zaraz jak na psiego pana przystało - pokazałem mu po co w ogóle wysiedliśmy :grin: On pojął o co chodzi, zaraz dwa drzewa oznakował, potem znak drogowy zasilił w żółtą rosę i wyruszyliśmy dalej. Do samego domu już nie stawaliśmy, bo mało się wiercił i nie przejawiał oznak, jakoby chciał do latryny. W drodze raz to leżał spokojnie i łasił się do mnie jak miesięczny szczeniak, a za chwilę obszczekiwał groźnie przez okno wyprzedzające nas samochody, a raczej ludzi w nich siedzących. Ostro też jeżył się do przechodniów na przejściach, gdy staliśmy na światłach. Gdy dotarliśmy do domku wypuszczony na podwórko szalał z ciekawości - wiadomo - inny świat... Wszystkie słupki, pagórki, drzewka, a nawet domowe drzwi są już porządnie olane. Z powodu nocy zdjęć nie miałem już jak mu zrobić. W domku też nieźle rozrabiał, przez co nawet nie było szansy na uchwycenie jego paszczy w obiektyw. Nawet w mieszkaniu usiłował oznakować krzesła i lodówkę. Gdy już ustąpił mu szał pierwszych wrażeń, a my zmęczeni chyliliśmy się ku poduszce... zaczęła się następna "faza" oswajania z nowym światem - nocne psie rozmowy... Ehhh.... dał nam Aramisek popalić przez tę noc :wallbash: Prawie nie zmrużyliśmy oka, bo ciągle jadaczka mu się nie zamykała. A że ma donośny głos - nie sposób było normalnie zasnąć. Dopiero nad ranem trochę ciszy zaznaliśmy, bo chyba wreszcie mu się wyczerpały akumulatory. W drodze usiłowałem Aramisowi zrobić parę fotek telefonem (bo aparatu z pośpiechu zapomniałem), ale tak czy siak, zrobienie fotek tak zwierconemu psu graniczyło z cudem. Coś tam udało się jednak zrobić. Ela zrobiła nam kilka zdjęć przed wyjazdem, a z podróży to większość fotek nie wyszło (noc + podskakujący samochód + ciągle rojący się Aramis). Rano parę fotek pyknąłem, trochę "blade" są, bo była dość mocna mgła. Zaraz wrzucę te kilka fotek, ale to już w następnym poście. Na fotki Aramiska z nami - będziecie musieli jednak trochę poczekać. Piesio musi dojść do siebie po szoku kolejnej zmiany. I wtedy dopiero da się go przy sobie zatrzymać choć na ułamek sekundy :) Dziś rano Aramis był już znacznie spokojniejszy niż wczoraj - porządnie wybiegany, wyszczekany i wy.... no, wiadomo co ;) Niestety, z racji, że pracujemy, musiał za dnia pomieszkać sobie sam. Pewnie miał stracha, bo to pierwszy dzień. Gdy przyjechałem do niego popołudniu na "szybką wizytę kontrolną" - z wielkim żalem rzucił się na mnie wszystkimi swoimi łapami i ogonem też. Zmaltretował mi całkowicie już drugą kurtkę (pierwszą stratował wczoraj w samochodzie), ale co tam... miło było przyjąć taką porcje radości, pomimo tego że zaraz potem (cały oblizany) musiałem się myć. Pierwszą nockę Aramis spędził w przedsionku piwnicy (gdzie jest ciepło). Tam pościeliłem mu "królewskie" posłanie i pokazałem palcem, że to jego "tapczan". W mig pojął, że tam może się wylegiwać. Do mieszkania nie mogliśmy go na noc zabrać, bo zbytnio szalał, pchał się do garów i nawet próbował znaczyć teren. Dlatego miał zrobione prowizoryczne spanko poza domkiem (wejście do piwniczki mamy "osobne"). Nie sądzę jednak, że wiele czasu tam spędził - noc upłynęła mu na gonitwie po całym podwórku i obszczekiwaniu czego tylko się da. Do budy po Maksie tylko zaglądał, ale nie wszedł tam - pewnie czuł jeszcze zapach Maksa. Buda Maksa nie bardzo kwalifikowała się do remontu (podłatana co nieco, a w planie była nowa wielka buda). Maks niestety nie doczekał się nowego domku :( Za to Aramis o nowy domek nie musi się już martwić. Dzisiaj zorganizowałem przywózkę nowej budy "domowej roboty" (właściwie to prawie nowej). Buda jest solidna, ocieplana ze wszech stron (włącznie z podłogą i dachem), ma boczny przedsionek chroniący "główne wejście" przed wiatrem, deszczem i śniegiem. Ma nawet szybę, żeby piesio mógł sobie lukać czy warto wychodzić i poszczekać, czy może tym razem nie trzeba... ;) Ma też otwierany dach, aby można było łatwo posprzątać. Normalnie - apartament :D Aramis bez problemu się w niej mieści. A co najciekawsze... Wprowadził się do niej jakieś pół godzinki po jej przywiezieniu :D Nawet jeszcze nie zdążyłem jej ustawić na właściwe miejsce :) Przed chwilą poszedłem na podwórko. Wołam: Aramis! , wołam i gwiżdżę... a ten dopiero po dłuższej chwili wyłazi zaspany ze swojego apartamentu. Jak tak dalej pójdzie, to mi psa ukradną razem z budą :hmmmm: :grin: To może tyle tytułem relacji, żeby na raz za dużo Was nie zanudzać. Zresztą, to przecież nie koniec opowieści. Zaraz wrzucę parę fotek, ale póki co - sprawy ważniejsze: Napiszcie mi, proszę - tu lub na pw (ew. na maila) jak dokładnie ma się bieżący stan wszelakich szczepień Aramisa, ew. przebytych chorób, co z książeczką, itp. Musimy wiedzieć na czym stoimy i co dalej z pieskiem poczynać :) Dajcie też znać co i jak mam dalej pozałatwiać w sprawie formalności, bo póki co to wiem tylko, że mam mu michę porządną szykować ;) Co do Waszych wątpliwości... Aramis zostaje z nami. Już jest członkiem naszej rodziny i niech ktoś spróbuje nam go zabrać... to poszczuję! Aramisem! ;) --- Mam jeszcze małą prośbę - jeśli jest tu wytyczony jakiś specjalny temat "powitalny", to wskażcie mi go (tam też się przywitam jak należy), bo forum ogromne, a ja jeszcze błądzę tu jak dziecko w pokrzywach ;) No chyba,że nie ma takiej potrzeby... :)
  2. [quote name='Martika@Aischa']Witamy Panie Piotrze i na obszerną relację czekamy :lol: uściski dla Aramiska :*[/QUOTE] Uściski przekazane :D Mam od razu prośbę (do wszystkich), nie piszcie do mnie na "pan", bo będę się czuł starzej niż wyglądam ;) ...a jaszcze tak źle to ze mną nie jest :lol!: :grin: ;) Mam też nadzieję, że ja również mogę zwracać się do Was na "ty", tak jak to mamy na naszym grzybniętym forum :)
  3. ...a teraz już bardziej na poważnie :) Witam Was wszystkich serdecznie - witam w tym temacie, bo to temat dla mnie "przewodni", dla Aramisa - tym bardziej :) Trochę to się przeciągnęło, raz to z powodu oporów z zalogowaniem, powód drugi - wiadomo: Aramis ;) Zaraz zdam Wam obszerniejszą relację, bo w dwóch zdaniach to nie sposób minione dwa dni opisać. Pozdrawiam serdecznie :) Piotr
  4. Witajcie kochani :) Na wstępie się przedstawię. Mam na imię Aramis. Widzę, że nieźle tu sobie beze mnie poczynacie :mad: Piszecie i piszecie tu o mnie, a ja nawet nic o tym nie wiem :razz: Przypadkiem sobie tu zajrzałem, a tu proszę... imprezka się kręci na całego :cool3: ;) [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1012808-2/DSC03387.JPG[/IMG]
×
×
  • Create New...