Jump to content
Dogomania

Grzybozbieracz

Members
  • Posts

    29
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Grzybozbieracz

  1. Trochę mi się "zejszło" z tym napisaniem:hmmmm: U Aramisa wszystko w normie, jaki był podły taki jest :grin: Piesio ma się dobrze, przynajmniej takie sprawia wrażenie. Syndrom nocnego kawalera jeszcze mu z czachy nie wyparował, nawet czasem się zastanawiam czy mu wycięli to co trzeba :lying::lol!: Pewnie jeszcze trochę czasu minie zanim przejdą mu te ciągoty do suczek i w ogóle do :scared: Za to jako przydomowy stróż spełnia swoje zadanie, bo robi jazgotu ponad normę, czasem w "słusznej sprawie", a czasem zupełnie bez powodu :-)
  2. [COLOR=#a52a2a][B]WESOŁYCH ŚWIĄT[/B][/COLOR] :) [IMG]http://www.mojegotowanie.pl/var/self/storage/images/zdjecia/jajka4/1564041-1-pol-PL/jajka_popup.jpg[/IMG] PS. U Aramisa wszystko w normie :) Pozdrawiamy :)
  3. [CENTER][SIZE=5][FONT=arial black][B][COLOR=#ff0000]SZC[SIZE=5]ZĘŚLIWE[SIZE=5]GO NOWEGO ROKU[/SIZE][/SIZE] [/COLOR][COLOR=#0000cd]2013[/COLOR][/B][/FONT][/SIZE] [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1024621-2/DSC03530.JPG[/IMG] [/CENTER]
  4. Misiak Aramisiak także życzy Wam wszystkim i Waszym czworonożnym pociechom spokojnych i radosnych, spędzonych w cieple domowego ogniska Świąt Bożego Narodzenia :) [IMG]http://img411.imageshack.us/img411/5449/kartka1200kbcv3.jpg[/IMG]
  5. Pani [B]Katarzyno[/B] bardzo dziękuję za te wskazówki, na pewno wezmę je pod uwagę :) Nie oczekuję, że jakikolwiek problem rozwiąże się sam. Zdaję sobie też sprawę, że możemy nieświadomie robić lub wręcz robimy pewne błędy w komunikacji z psem. Ale póki co nie jestem w stanie "ot tak" wystartować z miejsca na takie szkolenie. Na pewno nie w tym roku... :)
  6. Dziękuję za cenne uwagi :) Wymykanie skutecznie mu ukróciłem, a gdy puszczamy go żeby się wybiegał - celowo znikamy mu z oczu, żeby za kilka chwil ...ukarać go "na gorąco" za próbę :scared: On już zaczyna coraz bardziej kojarzyć skutek z przyczyną :) Zanim ukróciłem mu te bezkarne dezercje - to prawda, że piesior zaczął po części traktować te ucieczki jako zabawę, ale to raczej w małym "procencie". Obserwowałem jego zachowanie również podczas wypadów (gdy był w zasięgu wzroku) i z całą pewnością mogę powiedzieć, że Aramis próbuje ucieczek głównie dlatego, że go ciągnie do innych psów/suczek, a nie po to by zrobić mi na złość i pokazać, że i tak mi ucieknie. Świadczy o tym nie tylko jego zachowanie "za płotem" (czyli na zewnątrz), ale także zachowanie podwórkowe, a nawet i domowe, gdy np. siedząc w kuchni usłyszy za oknem inne psy. Zachowanie Aramisa - myślę, że jest w dużej mierze związane z jego wielomiesięcznym bliskim obcowaniem z innymi psami. Obcowaniem głównie przez "kraty" kojca, ale jednak... Gdy do tego doszła możliwość bezpośredniego obcowania z innymi futrzakami - Aramis próbuje skrzętnie z tej możliwości skorzystać, również z tych czysto instynktownych, prokreacyjnych pobudek. To prawda, że jeszcze jest z niego "duży szczenior", ale z drugiej strony - to już kawał psa. Fizycznie i seksualnie dojrzałego psa. Na temat predyspozycji do stróżowania - na tyle co już mam z psem do czynienia, jestem 100% pewny, że Aramis je ma. I to duże :) Na razie jednak obok wrodzonych predyspozycji do stróżowania - ma nabyte predyspozycje, że tak to nazwę "bezpańsko-włóczęgowskie". I te właśnie cechy póki co przeważają, ale to oczywiste. Na razie - myślę, że jest za wcześnie, aby "uciekać w szkolenie" (mam na myśli specjalistyczne szkolenie). Musimy dać psu trochę czasu, żeby przynajmniej wstępnie nauczył się czego od niego oczekujemy, czego wymagamy, a czego zabraniamy. Czyli na razie czeka go szkolenie "amatorskie". A jeśli nadal będą z nim duże problemy - wtedy na pewno pomyślę o fachowym szkoleniu dla niego :) Aramis spędził z nami miesiąc - można powiedzieć że [B]aż[/B] miesiąc, ale tak naprawdę to jest [B]dopiero[/B] miesiąc :)
  7. Na jaką zmianę liczę? Oczywiście na pozytywną :) Tak naprawdę już jest pozytywna zmiana - w tej postaci, ze jeśli nawet piesior znowu się wymknie, to przynajmniej nie będzie produkował kolejnych dziesiątek (a może setek...) bezdomnych szczeniąt, które potem w większości przypadków podzieliłyby los tatusia, czyli tułały się od kojca do kojca, niektóre w oczekiwaniu na igłę... Sam Aramis będąc w takiej sytuacji ...nie był w dobrej sytuacji, bo jest dużym psem z silnym instynktem stróża i opiekuna. I pewnie dlatego tak długo musiał czekać na swój dom. A w podobnej sytuacji jest jeszcze wiele psów, których nikt nie chce przygarnąć, bo np. się psa boją (jak było w przypadku Aramisa), albo czasem jest za duży... albo za mały... a nieraz po prostu za brzydki... Teraz to Aramis może co najwyżej sobie poużywać ;) , jak już, to bardziej z przyzwyczajenia :grin: , ale nie będzie produkował bezdomnych głodomorów, o których byt przecież tutaj na forum walczy wiele osób i walka ta nie jest łatwa - głównie właśnie ze względu na ilość bezdomnych i bezpańskich psów. To samo dotyczy innych zwierzaków domowych. A czy to pomoże w innych aspektach jego zachowania... czas pokaże :)
  8. Nie wychwalajcie tak, bo rumienię się jak indor :oops: ;) Z nowych wieści... Aramis już po "akcji". W sobotę zaparkował jajka u doktora ;) Wszystko poszło gładko i bez komplikacji. Teraz już bryka w najlepsze i to aż za dobrze bryka - czyli tak jak wcześniej :lol: Biorę go co raz do domku żeby sobie pobył z nami, ale jak wypuszczam to od razu muszę go zalogować do łańcucha. No chyba, że któreś z nas jest na podwórku - to szogunek może się poszwendać. W przeciwnym razie, jak tylko znikniemy mu z pola widzenia - od razu zaczynają się kombinacje przy ogrodzeniu. I nie przeszkadza mu wcale, że śniegu jest u nas już spoooro powyżej kostek (naszych kostek). Wiadomo, że urwanie jajek nie przyniesie od razu skutku - ale myślę, że do wiosny kudłacz przynajmniej trochę się wyciszy. Całą tę "akcję" miałem odłożyć do przedwiośnia, ale chyba dobrze się stało, że przyspieszyłem egzekucję jajek ;) Zresztą... Aramis swoim zachowaniem :mad: sam się o to napraszał :shiny:
  9. Dziękuję Wam wszystkim za wszelkie podpowiedzi. Sporo z tych podpowiedzianych rzeczy już mi "przeleciało przez głowę" i to niektóre - sporo wcześniej :) Do opisania ostatnich przygód nakłoniła mnie jak zwykle [B]Lobaria[/B] :) I może to był dobry pomysł - burza mózgów zawsze daje więcej niż samodzielne "dymienie czaszką" nad problemem. Pomysł z "elektroniczną obrożą" - jak najbardziej ciekawy, tyle że ceny takich podwórkowych "systemów" po prostu powalają na kolana. Wydatek około tysiąca złotych na taki gadżet, to nie błahostka, a do tego zawsze istnieje ryzyko, że pies i tak - gdy nam ucieknie zwyczajnie, przez furtkę czy bramę - wróci bez tego kosztownego cacka na szyi... Aramis już jedną obroże w terenie zostawił. Prawdopodobnie zdarł tę obrożę z niego inny pies podczas psiej potyczki. Jeśli jednak kiedyś taka obroża typu "pastuch" będzie konieczna - trudno... wezmę kolejny kredyt :grin: Jeśli chodzi o takie "pastuchy" czyli systemy typu obroża + nadajnik z odpowiednim okablowaniem określającym teren dla psa - kiedyś już myślałem o tym, gdy nasz Maks był jeszcze szczeniorem i gdy obawiałem się co będzie gdy dorośnie, bo rósł jak na drożdżach :D Jednak Maksio okazał się być bardzo rozumnym psem i udało mi się wychować go na znakomitego i posłusznego stróża. Już po dwóch latach był nauczony, że z podwórka się nie wychodzi, nawet gdy brama jest otwarta :) Nigdy nikogo (przechodnia) nie zaatakował, mało tego - nawet nie szczeknął. Chociaż... swoim widokiem wzbudzał ogromny respekt i strach. Ale nigdy nie próbował podkopów pod płotem, ani tym bardziej wyskoków - co dla niego przy 1,5 metrowym płocie bez "murka" było tak na prawdę błahostką. No ale nie ma co się dziwić. Maks wychowany był u nas od maleńkiego "kluska". Nie dźwigał w swoje głowie bagażu traumatycznych przeżyć jaki taszczy w swojej łepetynie Aramis... Jeśli chodzi o kojec - myślę, że nie jest to dobry pomysł. Kojec to, jak sadzę w przypadku Aramisa - najgorsze co może go spotkać. Już wiele przeżył widząc świat właśnie z kojca, więc myślę że to piętno trzeba z niego "wybijać" a nie w nim umacniać. Poza tym - wiadomo - porządny kojec, a już tym bardziej taki większy typu "zagroda" to też nie lada wydatek i robota zupełnie nie na grudzień przy -8 i śniegu. Myślę, że nawet pobyt psa na łańcuchu mniej piętnuje mu umysł niż kojec. Co prawda to jest tez swego rodzaju więzienie, ale jednak bez krat... Niepokój o to, że coś się stanie, że komuś obcemu coś się stanie - to główny powód moich zmartwień. Aramis może w końcu kogoś nie tylko porządnie nastraszyć ale i ugryźć. I to nie koniecznie z "własnej inicjatywy". Wystarczy, że ktoś psa sprowokuje, potem dozna krzywdy i nagle będzie miał roszczenia że to przecież pies sam go zaatakował. I komu uwierzą jaka była prawda? No przecież nie Aramisowi, bo on nie umie mówić... I taka sytuacja może skończyć się dla mnie finansowo mocno źle... Jesteśmy ubezpieczeni na wypadek pogryzienia kogoś przez psa na jego terenie (czyli naszym podwórku), ale niekontrolowane wypady psa w teren to istna "rosyjska ruletka". Pomysł z drugim psem, a konkretniej suczką - myślę, że mogłoby to dużo dać. Kiedyś nawet przyglądając się na codzienną Maksa samotność - myśleliśmy o jakiejś małej suni dla towarzystwa Maksowi. Jednak to już jest obowiązek "do kwadratu". Ja bynajmniej nie umiem traktować zwierzaka jak przedmiot, więc zdaję sobie sprawę, że dwóm psom trzeba poświęcać co najmniej dwa razy tyle czasu... U nas z tym czasem niestety cieniutko jest. Ela wraca z pracy o porze w miarę regularnej. Ja niestety... raz o 18-tej, a innym razem po północy. Taki żywot... :roll: Ograniczenie wolności typu "pantograf", czyli pies z kawałkiem łańcucha i rolką śmigająca po rozwieszonej linie (ja to tak osobiście nazywam :grin: , bo kojarzy mi się z elektryczną lokomotywą sunącą "po drucie") - to mogę stanowczo powiedzieć na znanym mi przypadku, że jest bardzo złe rozwiązanie, dużo gorsze niż zwykły łańcuch. A dlaczego? Otóż znam taki "przypadek" psa, który żył na takim właśnie pantografie. Skutki jego "jeżdżenia po linie" były takie, że pies był prawie zupełnie ...głuchy. Osoby robiące taki pseudo-wybieg psu nie zdają sobie sprawy, że taka rolka śmigająca po lince czy drucie generuje mnóstwo dźwięków. Są to bardzo wysokie "piskliwe" dźwięki, które nawet słyszymy my - ludzie. Ale także ultradźwięki, których część pasma znakomicie słyszy pies, a przy dużym natężeniu takich dźwięków z czasem po prostu traci słuch. Żeby sobie uświadomić co robi psu "rolka na drucie" - wyobraźmy sobie, że co dzień śpimy lub zwyczajnie siedzimy obok toru, tuż przy kołach hamujących pociągów... Jeśli chodzi o "kochanie psa" - to jak najbardziej, wzięliśmy Aramisa nie tylko po to, żeby był podwórkowym straszakiem i pilnował naszego "dobytku". Zdecydowałem się go wziąć także dlatego, żeby choć jedna psina, stworzenie, którego oczy same mówią czego potrzebuje - żeby ta psina miała to co najważniejsze: dach nad głową, kawałek wybiegu i wyżerkę. Psina zawsze umie się odwdzięczyć za te podstawowe potrzeby. Z drugiej strony - właśnie tego od Aramisa oczekujemy - tego, że będzie nam solidnie stróżował. Bo, choć tak naprawdę żadnego "majątku" nie mamy do stracenia, to każdy kto z trudem ciuła grosz do grosza na proste przyziemne rzeczy- wie, że te ciężko wypracowane rzeczy są cenniejsze niż podobne łatwo nabyte przez "bogacza". Pies będący na łańcuchu, czy tym bardziej w kojcu - nigdy dobrym stróżem nie będzie. I dlatego robię i będę robił wszystko, żeby Aramis łańcuchowcem nie został :) Wiem, że nie jestem "znawcą tematu" i że wiele fachowej wiedzy na temat wychowania psa jest mi zupełnie obce, ale zawsze kieruję się swoją intuicją w wychowaniu psa (tak, wierzcie mi - mają ją nie tylko kobiety ;) ). Przy Maksie to znakomicie skutkowało. Przy Aramisie - myślę, że z czasem też będą pozytywne owoce tej współpracy. Póki co - podjąłem już decyzję, że niezależnie od aury za oknem i nawet pomimo tego, że to nie te święta się zbliżają - nie dalej jak do końca tego tygodnia załatwię Aramisowi "malowanie pisanek" ;) :grin: A "zanim co" - po serii kar typu "łańcuch" Aramis chyba trochę zrozumiał, że przegina. Teraz (od wczoraj) prowadzę małą "resocjalizację" szogunka. Wczoraj spędził przy mnie sporą część nocki, bo siedziałem przy komputerze, a on kimał w domku przy moich nogach. Dziś (a raczej to już wczoraj) resocjalizacji ciąg dalszy - rano nowy eksperyment, czyli pozostawienie Aramisa luzem. Wracam z pracy, a Aramis (cud, czy co... ;) ) czeka grzecznie przy bramie i to OD WEWNĄTRZ :D Wieczór cały spędził z nami w domku, bo mróz nie jest straszny (-6), ale okropnie dziś wieje - odczuwalna temperatura to moim zdaniem -15. Pokimał sobie przy mnie, a teraz pognałem go na podwórko niech się wykasztani ;) Zaraz go z powrotem zaparkuję w domku i niech sobie chrapie do rana. Na dzień jednak go zaloguje do łańcucha, bo na podwórku nadal fantazjuje i może wpaść na genialny pomysł wyskoku. Jutro pewnie też kolejną nockę przekima "na chacie", bo zapowiadany jest spory mróz. A potem... jak dobrze pójdzie to w sobotę - rachu ciachu i po strachu ;) Już dzwoniłem do doktora, rano potwierdzę i niebawem będzie po zabiegu. Myślę, że przynajmniej po całej akcji Aramis zdeczka się uspokoi, chociażby pod wpływem kolejnych wydarzeń. Generalnie rzecz biorąc - myślę, że nie powinniście się zanadto martwić. Poradziłem sobie kiedyś z Maksem - poradzę sobie teraz z Aramisem. Pies gabarytów kucyka to dla mnie nie pierwszyzna ;) Dziękuję Wam jeszcze raz za wszelkie podpowiedzi, jak zwykle - na dogomaniaków, podobnie jak na grzybomaniaków - zawsze można liczyć :)
  10. [B]Ada44[/B] dziękujemy :) Aramis to dobry pies, tylko trzeba mu trochę rozumek "naprostować" :) Aramis od kilkunastu dni trochę jednak "daje plamę" - cwaniaczy coraz bardziej. Po pierwszych dwóch tygodniach, gdy już oswoił się "ze swoim", wpadł na genialny pomysł ucieczki bez wymykania się przez furtkę. Wychodzimy sobie pewnego ranka i wołamy: Aramis! A tu cisza. Psa nie ma. Wstępne "oględziny" podwórka wyjaśniły szybko przyczynę jego niebytu. Oto nieopodal bramy... pod siatką ogrodzeniową wykop gabarytów Aramisa. A na siatce wizytówka - wiszące resztki jego sierści. Sam zaś Aramis... po jakimś czasie dalekie ujadanie psów wskazało nam, po której stronie horyzontu go wyglądać. Oczywiście sam wrócił, gdy już się wybiegał, ale nie wiem ile suk oraz psów przy tym dopadł. Pierwszą taką wycieczkę i możliwość ucieczki podkopem skrzętnie sobie zapamiętał jako najlepszą metodę "autospacerów". Po moim załataniu dziury - kolejna noc i kolejny podkop, tym razem w innym miejscu... I tak z dnia na dzień już przywykłem do tego, że rankiem lub gdy wracamy z pracy - gdzieś pod płotem była kolejna wielka dziura czekająca na zasypanie i siatka czekająca na połatanie, a stwórca tego bajzlu siedzi sobie grzecznie przy płocie (tyle, że od zewnątrz) i grzecznie czeka na swoich gospodarzy. Ciekawostką jest to, że za każdym razem gdy wracał z "wojaży po wsi" - zawsze próbował wrócić tą samą drogą co wyszedł (pamiętał miejsce z wykopem). Ale często mu się to nie udawało. Chyba dlatego, że podkop był zawsze tak skonstruowany, że uciekinier do zewnątrz łatwiej mógł się przedostać niż z powrotem. A po powrocie - pewnie nie chciało mu się podkopu poszerzać, bo i po co... jak lepiej poczekać aż pan go wpuści furtką. Po kilku dniach walki na psie łapy i moją łopatę, czyli walki "kto lepszy" - skończyła mi się już cierpliwość, powoli kończył się również zapas ziemi, którą miałem przeznaczyć na inne cele... Górka z ziemią mocno stopniała, bo czymś musiałem zasypywać te jamy, a ziemia którą wykopał nasz szogun - była tak rozmieciona po terenie, ze nie było już co zbierać. Żeby wam uświadomić jakie "dziurki" Aramis kopie pod ogrodzeniem - wyobraźcie sobie, że niektórymi przeszedłby nie tylko Aramis ale i jego pan... Dwie z wykopanych jam były dosłownie jak lej po bombie - tamtymi Aramis sam wracał i to mocno nie musiał się przy tym schylać. Jedną z tych gigantycznych jam to nawet wykopał ...będąc na łańcuchu. Zasięg łańcucha nie pozwolił mu co prawda zwiać za płot, ale pozwolił mu przygotować sobie wyjście. Przyjeżdżam wieczorem, puszczam Aramiska i głasiam za to, że taki grzeczny, po czym idę poodśnieżać podwórko. Za chwilę wołam szoguna, żeby się trochę z nim pobawić, żeby się wybiegał... Wołam i szukam, a jego nie widać. Ale po chwili jednak się odezwał. Idę po ciemku tropem "na słuch" i znajduję zgubę koło budy. A jakże! Aramisek siedzi sobie koło budy, tyle że z drugiej strony płotu! Dumnie pręży klatę chwaląc się swojemu panu jaką to on piękną jamę przez cały dzień wypierdzielił. Gdy zacząłem się z tej całej sytuacji śmiać, Aramis sam powrócił przez dziurę na podwórko i grzecznie przyszedł do mnie. Najśmieszniejsze było to, że puszczając go w ogóle tej jamy nie zauważyłem oraz to, że on wtedy wyszedł tylko po to żeby mi pokazać, że się da... Uśmiałem się wtedy do łez:roflt:, a Ela wyjrzała na zewnątrz i pyta "- Czego tam tak rechoczesz na całą wieś?!" Ponieważ, jak pisałem - już i cierpliwość i ziemia miały się ku końcowi, a prośby i groźby nie przynosiły żadnego skutku - więc groźby zamieniłem w czyn i Aramis wylądował na łańcuchu. A ja z powodu totalnego braku czasu oraz totalnie krótkiego obecnie dnia - musiałem na poważniejsze łatanie ogrodzenia poświęcić niedzielę. Cały dzień spędziłem na robieniu "zasiek" z kawałków starej siatki uczepionych dołem do ogrodzenia, a drugim końcem przyciśniętych pustakami, cegłami, kamieniami i wszystkim co tylko ciężkiego znalazłem. Tyle tylko mogłem prowizorycznie zdziałać, bo jakiekolwiek sensowniejsze prace utrudnia zarówno krótki dzień, jak i obecny śnieg i mróz. Ten mróz to co prawda jest trochę moim wrogiem, a trochę sprzymierzeńcem - bo sprawił, że Aramisowi nie udają się nowe wykopki :) Ja jednak cały czas go obserwuję (kiedy tylko mogę) i widzę, że cały czas rwie się do kolejnej wycieczki. Będąc na łańcuchu jest jakby świadomy, że nic nie wskóra, chociaż i dzisiaj próbował robić nowe podkopy przy płocie. Gdy go puszczę żeby się wybiegał - zamienia się w totalny radar nasłuchujący odgłosy wszelakich psorów (a tych u nas wokół nie brakuje). Kłapie do nich jadaczką, czasem coś tam wyje. Nie wiem co tam gada, bo po psiemu nie wszystko rozumiem ;) Ale co by nie robił - gdy przestaję go mustrować i schowam się do domku - jego czujne oczy i nos zaczynają baczną wędrówkę wokół ogrodzenia w poszukiwaniu "dobrego miejsca". Ja po jakimś czasie wychodzę z latarką, robię obchód i widzę kolejne ślady w nowych miejscach, gdzie szogunek próbował robić wykopaliska... W skutek wyczynów Aramisa zacząłem poważnie myśleć o modernizacji naszego całego ogrodzenia. Niestety na to trzeba grubszych funduszy, a i nawet pogoda i pora roku jest zupełnie niesprzyjająca. Tak czy siak musimy jakoś "dotrwać" do wiosny. To wszystko co on wyprawia "dołem", nie tyle mnie martwi, co fakt że piesio pewnego dnia może wpaść na pomysł, że górą też się da i że to kosztuje dużo mniej pracy - ot jeden porządny skok i gotowe. Już widzę, że gdy czasem sadzi się do obcych ludzi albo koni (te wprost "uwielbia") - jego podskoki przy płocie są niebezpiecznie wysokie. Sęk w tym, że gdy już raz spróbuje że się da - będzie to już robił przy każdej nadarzającej się okazji. A ja będę niestety zmuszony robić zasieki, jak w jakimś obozie jenieckim. Ucieczki Aramisa są głównie skutkiem jego hormonalnego szału, wyrywa się głównie do suk i psów. Do suk - wiadomo po co. Do psów - właściwie też wiadomo po co - żeby stoczyć walkę. Z jednej z takich akcji powrócił z rozwalonym do krwi uchem. Z innej wrócił ...bez obroży. Musiałem odszukać obrożę Maksa i teraz Aramis śmiga w tejże obroży, dodatkowo podziurkowanej bo była za duża. A i tak owija mu się wokół szyi prawie dwa razy :) Martwią mnie jednak te jego wybryki, bo nie dość że może przysporzyć kolejnego bezpańskiego potomstwa, to jeszcze stwarza zagrożenie dla ludzi (nigdy nie wiadomo co mu do łba strzeli i czy kogoś nie poharata). Ale z drugiej strony - nie chcę szoguna trzymać bez przerwy na łańcuchu, bo zrobi się durny jak wszystkie "łańcuchowce" ...no i mimo wszystko - piesio nie zasługuje na wieczne zalogowanie do łańcucha. Marnie jednak wygląda to jego pilnowanie podwórka, gdy pilnuje go ...od zewnątrz :grin: Co do zaczepiania ludzi - tak naprawdę nie wiem, czy kogoś nie próbował atakować, bo przy ucieczkach potrafi oddalić się na tyle, że tylko odległe ujadanie psów sygnalizuje gdzie on mniej więcej jest. Jednak kilka razy słyszałem jego agresję - głośne warczenie i szczekanie, ale niestety nie widząc go równocześnie. Tak więc nie wiem nawet czy akurat sadził się do innego psa (co jest bardziej prawdopodobne), czy może do jakiegoś przechodnia... W kazdym razie - w pobliżu domu (czyli gdy "mam go na oku") - gdy ucieknie to ludzi nie atakuje, tylko podbiega i obwąchuje, po czym szoruje dalej w swoją stronę. Inne psy jednak bardziej przykuwają jego uwagę i szybko porzuca "badanie" człowieka na rzecz badana innego psiora lub suczki. Jak na razie ma za sobą tylko jedno pogryzienie (o którym wiem) - kłapnął porządnie sąsiada - ale to na jego (sąsiada) właśnie życzenie. Pewnego wieczoru sąsiad przyszedł do nas nawalony w 3D (czytaj: w trzy doopy). Pewnie właśnie dlatego zebrało mu się na odwagę i przyszedł śmiało "poskramiać kundla". Nie wziął jednak poprawki na to, że nasz "kundel" jest jakieś 12 razy większy niż jego kundle. Pomimo, że go dosłownie wyganiałem z podwórza i ostrzegałem, żeby nie drażnił psa, bo będzie żałował i jeszcze do mnie potem miał pretensje - ten uparcie brnął dalej w kłopoty. Ale po chwili doszedłem do wniosku, że niech robi co chce - wlazł na teren Aramisa na własne życzenie i na własne ryzyko. A do tego śmierdzący alkoholem. Takich typów psy "kochają" najbardziej. Sąsiad dalej robił swoje... Aramis jednak go tak namiętnie jak ja nie ostrzegał. Pierwsze ostrzeżenie - głośne warknięcie. Gdy sąsiad dalej swoje, czyli pchał łapy do Aramisa (Ela wtedy trzymała go na smyczy) - drugiego ostrzeżenia już nie było, tylko od razu psu włączył się kasownik :grin: Myślę, że jednak po wytrzeźwieniu chłopisko miał pretensje tylko sam do siebie i do własnej głupoty :) Wracając do tematu "wycieczek" - jak na razie nie mam pomysłu jak mu je z łepetyny skutecznie wybić :niewiem: :confused: Piesio na podwórku jest jak radar. Gdy zawołam go do domku i nie słyszy tak całej tej psiarni wokoło - zachowuje się zupełnie inaczej. Totalny szczenior! Łasi się, liże po rękach, usiłuje skupić na sobie naszą uwagę i figluje jak tylko może. Gdy wypuszczę go na podwórko - powraca mu tryb radarowy... Niestety z powodu pracy nie możemy szogunowi poświęcać dużo czasu. Cała jego radość to wieczory, gdy wrócimy z pracki i gdy trochę go "pomaltretujemy" żeby się wyhasał i zmęczył. Resztę doby spędza samotnie główkując jakby tu spierniczyć choć na chwilkę. Liczę na to, że jak oszołom "zgubi jajka" ;) to z czasem choć trochę się wyciszy i przestanie ciągle tylko myśleć o tym co na zewnątrz podwórka, a nie tym co wewnątrz. Jednak teraz warunki na załatwienie tej "sprawy" są bardzo niesprzyjające, bo mróz i śniegi po pachy... A ja przecież nie zostawię piesia po zabiegu na podwórku na pastwę losu. W domku też nie możemy go samotnie zostawić na cały dzień - to nie ten "kaliber" psa. No i tak sobie obaj główkujemy... Aramis jak by tu znowu spierniczyć, a ja - jak mu to z tej kudłatej bańki skutecznie wybić. Na koniec załączam fotkę jeszcze sprzed epoki lodowcowej ;) , fotkę pokazującą jak to kolejnego ranka Aramisek "pilnuje" nam podwórka... od zewnątrz. Dziury niestety nie ująłem na zdjęciu (jest po prawej stronie za słupkiem), ale widać tam rozwaloną ziemię. [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1020553-2/DSC03430.JPG[/IMG]
  11. Misiaczek ma się dobrze. A może nawet, sądząc po tym jak rozrabia - ma się bardzo dobrze :)
  12. [quote name='magdyska25']tym bardziej, że nie wiemy jaka była jego przeszłość[/QUOTE] My już wiemy (Ela i ja) jaka była jego przeszłość. Wystarczy patrzeć stworzeniu w oczy... Przeszłość była, jaka była... i jest już dla niego przeszłością. Aramisowe oczy powoli zaczynają coraz bardziej patrzeć w przyszłość... :)
  13. A teraz trochę świeżych wieści... Dzisiaj wieczorem Aramis był na wycieczce do pana doktora :) Szczepienia załatwione. I nawet doktora nie zjadł... ;-) Aramis jest już mocno przywiązany (oczywiście w przenośni :grin: ) do swojego podwórka i do nas. Dzisiaj w ogóle nie chciał wsiąść do samochodu (a pewnie pamiętacie jak opisywałem, że sam wsiadł gdy pojechaliśmy go odebrać). Dzisiaj musiałem jak zapaśnik - wziąć go "za klatę" i załadować na siedzenie jak przysłowiowy worek ziemniaków. Gdy już ruszyliśmy... zaczął się prawdziwy szał Aramisa. Tak niespokojny to on nie był nawet przez całą podróż do domu kilka dni temu. Żebyście widzieli jak on wił się i skamlał... :Help_2::splat:Biedaczyna był przekonany, że wywozimy go i porzucimy gdzieś na amen. Na miejscu, gdy tylko otworzyłem drzwi, to wyrwał z autka jak pocisk, omal nie przeciągając mnie brodą po chodniku. Po wizycie już był trochę spokojniejszy i nawet sam wsiadł do samochodu, ale po chwili znów włączyła mu się funkcja "Panic!" i próbował wydostać się na zewnątrz. Jakoś udało się dowieźć do domku tę szalejącą stertę przerażenia. A gdy wysiadł przed własnym podwórkiem i rozpoznał otoczenie - momentalnie się uspokoił. Po wejściu na podwórko już był pełny luzak :cool: Wiedział już, że jest U SIEBIE :) Teraz jest nader spokojny, jak jeszcze dotąd nie był :) Tak wyluzowanego Aramisa to jeszcze nie widziałem... :grin:
  14. [quote name='Milla81']A możne ona właśnie takiego zawadiakę woli :P Łatwa nie jest ^^ Buziaczki dla was kochani :*[/QUOTE] Również pozdrawiamy i... musimy umówić Rozę na randkę z Aramisem :cool3: ;) (czytaj: musimy spotkać się przy :drink1:) ;)
  15. [quote name='Milla81']Moze się wybierzemy kiedyś razem na spacerek z Rozucha ona mu pokaże jak się gada z psami sąsiadów ^^[/QUOTE] Gdzieś mi umknęło to, dopiero teraz zobaczyłem :) Rozucha to niech tak nie cwaniaczy :eviltong: , bo od Maksa uciekała, choć ją twardo podrywał. A ta wielką dame zgrywała, a taki kawaler się przytrafił :cool3: No a Aramis... nie wiem czy będzie ją podrywał, czy zwyczajnie zechce wszamać :grin:
  16. [quote name='__Lara']Aramis, nie maltretuj tak swojego pana na tych spacerach [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/eviltongue.gif[/IMG][/QUOTE] ...no właśnie :grin: :grin: :grin:
  17. Dzisiejszy spacerek we trójkę ...nam nie wyszedł. Ela musiała wybyć z domku, a ja nie chciałem spaceru odciągać do wieczora. Powędrowaliśmy więc razem - dwaj kumple na sześciu łapach ;) Żeby wydusić z Aramisa jakieś fotki musiałem zrobić dłuższy przystanek, żeby piesio nieco się uspokoił, bo w drodze to rwał naprzód jak koń zaprzęgowy. Wczoraj jakoś tak mniej próbował gnać naprzód, a dziś - gdybym go ciągle nie stopował, to by było tak... :painting: :grin: Pokonaliśmy wspólnie prawie trzy kilometry - trochę przez teren zabudowany, trochę polnymi drogami. Na odludziu Aramis tylko sunął na przód i ciągle obwąchiwał oraz znaczył pobocza. Gorzej było w pobliżu posesji, gdzie - jak zwykle - psiory witały go gromkimi brawami ;) On najbardziej sadzi się do tych większych psów, do tych małych - to różnie. Raz nastawia sie bojowo, a innym razem tylko spojrzy na kłapiącego "fafika", zastrzyże uszami, spojrzy na mnie jakby chciał powiedzieć "- Ale mały głupek" i idzie dalej. Raz tylko była sytuacja "podbramkowa" - gdy Aramis został "otoczony" z dwóch stron. Z jednej strony sadził się do niego duży wilczur, a z drugiej - akurat musieliśmy się minąć z dwoma młodymi "łebkami" w kapturach. Aramis zaczął mi się szamotać, bo nie wiedział, w którą stronę najpierw uderzać - chyba chciał zeżreć na raz całe to towarzystwo :grin: Aramis bardziej sadzi się do psów niż do ludzi. Ale nie lubi zakapturzonych typów. Trochę mnie zadziwił tym, że nie próbował rzucić się na zabłąkana kurę, może wyczuł nosem że już stara i żylasta, to marny będzie obiadek... ;) Nie wiem jeszcze jak na spacerze reaguje na dzieci. Kota też jeszcze nie miał przyjemności spotkać. Generalnie spacerek był udany, choć ja to się czułem jakbym przeszedł ze siedem kilometrów a nie trzy. Ręce bolały nie mniej niż nogi. Aramis - pomimo podejmowanych "prób ataku" - ani razu na spacerze nie szczeknął. Raz tylko groźnie zawarczał, w tej wyżej opisanej sytuacji, gdy próbował "grać w dwa ognie". No to wrzucam fotki... [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1014304-2/DSC00693.JPG[/IMG] [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1014308-2/DSC00699.JPG[/IMG] [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1014311-2/DSC00700.JPG[/IMG] [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1014314-2/DSC00701.JPG[/IMG]
  18. No pewno że muszkieter, ale pozuje na killera ;)
  19. Już po spacerku :painting: Aramis grzecznie maszerował i znaczył teren :) Jedynie buntował się przeciw kagańcowi, ostro kombinował jak by tu go ściągnąć. Ale parę razy na niego huknąłem i dał sobie spokój - zajął się obwąchiwaniem i znaczeniem terenu :) Na powitanie wyszły mu wszystkie psiory i witały gromkimi oklaskami ...a że nie mają dłoni, to klaskały swoimi paszczami ;) Aramis trochę się sadził do niektórych - i do tych za płotem i do tych luzem szwendających się po ulicy. Te drugie próbowały go podejść z bliska, ale zachowując jednak pewien odstęp. Widać - czują respekt do nowego killera ;) Miałem ze sobą aparat, ale że byłem z piesem sam, to nie miałem jak za bardzo mu zrobić fotek. Jutro może uda nam się wyruszyć na spacerek we trojkę, to zrobimy mu sesję w plenerze :)
  20. No to mała relacja z dzisiaj: Do spóły z Aramisem wszamaliśmy w kuchni smaczne ciacho. Oczywiście nie z jednej wspólnej miski ;) - dawałem mu kawałeczki, a on jadł mi prosto z ręki :) Ja to ciacho popiłem pachnącą kawką, a on kawki nie chciał. Mam poważne podejrzenia, że on woli :beerchug: :grin: ...a zaraz wyruszamy na spacerek :painting: :)
  21. ...no to trochę nowych wieści od naszego bohatera :) Aramis jest już z każdym dniem coraz spokojniejszy. Pierwsza nocna akcja obszczekiwania wszystkiego została zrealizowana w całości :) Już w następną nockę było zupełnie spokojnie. Hałasował tylko wtedy, gdy była tego potrzeba - normalnie, jak to mój pies ;) Aramis to dostojny pan - z byle kim się nie zadaje i małe "fafiki" sąsiada ujadające do niego przez płot traktuje jak powietrze. Czasem jak mu już za dużo nabrzęczą do ucha :mad:, to sobie raz huknie na nie i zapada cisza :grin: Piesio ma jeszcze lęk po kolejnej zmianie otoczenia i jest trochę "zamotany", ale z każdym dniem oswaja się z nową sytuacją. Dziś trochę pomieszkał w domku i już tak nie szalał jak pierwszego dnia, chociaż i tak wierci się i wszystkie kątki obwąchuje - normalka. Dziś dostał obrożę przeciw kleszczom i nowy kaganiec - nawet w sklepie ugadłem z rozmiarem ...i nawet dał sobie go w domku bez większego buntu założyć. Zresztą nie miał innego wyjścia ;) Po niedzieli wyruszam z kudłaczem na szczepienia. Musze go zabezpieczyć i przy tym - nas samych oraz jego "potencjalne ofiary" :grin: ;) A jutro pierwszy "pełnowymiarowy" spacerek na smyczy :painting: :) Dziś rano cwaniaczek wymknął się mojej Eli z podwórka, ale my wiemy jak z piesiorem postępować, więc Ela bez problemu sprawiła, że zaraz sam wrócił. Wiedziałem, że prędzej czy później - albo jej, albo mi spierniczy, bo przecież strasznie jest ciekawy nowego świata. Podwórko już poznał, więc włącza mu się tryb podróżnika. A do tego jest cwaniak i kombinator. Tak czy siak, takie sytuacje rodzą obawę, że coś się może stać, a piesio powinien być zaszczepiony (dlatego właśnie tak zależało mi na wiedzy o szczepieniach :) ). Co do wizyt Aramisa w poza-podwórkowym świecie to nie była pierwsza jego taka wizyta :) Już na drugi wieczór po przyjeździe, gdy widziałem, ze już zna swoje nowe miejsce - "przetestowałem" go w terenie. Gdy na ulicy było zupełnie pusto - niby niechcący wypuściłem go z podwórka. Zwiedził kawałek chodnika, potem przeszedł na drugą stronę - zwiedzić drugi chodnik. Akurat przejeżdżał samochód, więc Aramis odczekał aż przejedzie i dopiero potem wrócił na swoją stronę ulicy. W tym czasie "fafiki" sąsiada jazgotały do niego przez płot, a on tylko popatrzył na nie z ignorancją i nawet nie warknął. Zaznaczył dwa słupy i zaraz wrócił do mnie (ja stałem przy furtce i tylko raz go zawołałem: Aramis chodź do domu!") :) Dzisiejsze "wyjście na spacer" to już była czysta samowolka, ale też długo nie trwała. Piesio na samowolnym spacerku nikogo i niczego nie zaczepiał, oczywiście został oszczekany przez wszelakie psy sąsiadów, nawet te biegające luzem po ulicy, ale żadnej agresji do nich nie wykazał. Ludzi też tylko obserwuje z daleka. Aramis to dobry i inteligentny pies. Już po samej podróży i pierwszej godzinie jego pobytu na naszym podwórku wiedziałem jaki ma charakter. I dlatego właśnie bez obawy pozwoliłem sobie dzień później na uliczny "test" bez smyczy i kagańca. Jest znakomitym stróżem swojego terenu i na podwórku potrafi być prawdziwym agresorem. Zdążył się o tym przekonać kolega, który przywiózł i pomagał mi wyładować budę :) Aramisa musiałem uczepić na łańcuch. Kolega podszedł śmiało, chciał Aramiska pogłaskać.... Ja tylko zdążyłem mu powiedzieć "-Lepiej uważaj..." Aramis od razu wybił mu z głowy głaskanie, musiałem psiora powstrzymać siłą, tak się ostro przysadził - pomimo łańcucha :) No właśnie... co do wszelkiego "zalogowania" pieska na uwięzi (czy to łańcuch, czy smycz) - Aramis bardzo negatywnie reaguje na to i wcale mu się nie dziwię... :) Tutaj pragnę wszystkich uspokoić, że Aramis na pewno nie będzie "psem łańcuchowym". Jednak czasem zachodzi potrzeba ograniczenia psu swobody, bo czasem trzeba chociażby wpuścić kogoś obcego na podwórko i do domu. Nawet prosta i "banalna" czynność jaką jest wyjechanie samochodem za bramę, wymaga chwilowego ubezwłasnowolnienia psa. I tu - póki co jest problem, bo Aramis czy to na łańcuchu, czy na smyczy uwiązanej do barierki - widząc, że się oddalam, a on za mną nie może podążać - dostaje totalnego szału i fika takie kozły aby się uwolnić, że aż dziw bierze jakie on akrobacje potrafi robić. Na pewno do tego jego przerażenia dokłada się myśl, że będzie całkiem pozostawiony na tej uwięzi, bo jak po chwili wracam by go już uwolnić, to ma kolejny szał - tym razem szał radości :sweetCyb:, a ja wyruszam do pracy ...cały wymazany w błocie:placz: :grin: Nie wiem, czy uda mi się go tak nauczyć, jak wyszkoliłem Maksa - że siedział przy bramie jak Sfinks, gdy wyjeżdżało się czy wjeżdżało na podwórko. Na razie jest to niemożliwe, dopóki Aramis na dobre nie "osiądzie" na swoich nowych włościach ;) Póki co - wymyśliliśmy z Elą inną metodę - gdy jesteśmy oboje, to jedno trzyma Aramiska na smyczy, ale nie uczepionego "do ściany", a drugie spokojnie wyjeżdża lub wjeżdża. Gorzej gdy tylko jedno z nas jest akurat i brakuje "pomocnika"... Myślę, że z czasem przejdzie mu ten uraz z dzieciństwa i zrozumie, że nikt mu tu krzywdy robić nie zamierza. Aramis na smyczy, ale takiej smyczy trzymanej w dłoni - zachowuje się zupełnie inaczej :) Gdy widzi że się przy nim jest, to jest spokojny, nie szarpie się i czeka spokojnie, w którą stronę się go pokieruje żeby szedł. Widać, że jest nauczony chodzić na spacery ...i tego nie zamierzamy zmarnować :) Aramis jest radosnym i bardzo ufnym psem, a zarazem bardzo "zaborczym" - przywiązany do swoich panów i swojego miejsca traktuje to wszystko jak jedną wielką twierdzę nie do zdobycia. A strażnikiem tej twierdzy jest on sam. Z drugiej strony - jest jeszcze młody i dziecięca radość wychodzi z niego wszystkim, czym tylko potrafi poruszać ;) Na koniec mała rymowanka, coby upamiętnić, że na Aramisa tułaczkę kres nastał... ;) [B]Aramisa życiowe zmiany[/B] Był trzynasty... dzień jak co dzień - rzec się chce, nie patrząc "z bliska" Lecz to dzień był wyjątkowy, gdyż to wtedy, właśnie wtedy po tak długiej psiej wędrówce przyszła kryska na tułaczkę Aramiska Jest podwórko, pełna miska, buda chroni od wietrzyska Tutaj mieszka nasz przyjaciel pilnujący nam wszystkiego Wracam z pracy i jak miło gdy za bramą widzę jego Aramisek Wam dziękuje Za trud wielki, wielkie serce Dzięki Wam już nie koczuje i już nie jest w swej rozterce My Wam również dziękujemy za te trudy i starania by uchronić czworonogi od marnego bytowania Sercem Wam kibicujemy w tej codziennej Waszej walce gdy zwierzaki przedkładacie ponad wszystko na życiowej wagi szalce... :) P.S. Co do trzynastego, to ja w takie przesądy nie wierzę (ani że to pechowy, ani że szczęśliwy dzień), każdy trzynasty to zwyczajny dzień - jak co dzień, ale tym razem dla Aramisa był to dzień nadzwyczajny :) Pozdrawiam serdecznie Piotr
  22. [B]Klaudus[/B] dzięki za przekazanie informacji :) Wczesniej nie mogłem tu zaglądnąć, bo ciągle jeszcze jestem w pracy, więc tak na szybko tu wpadam na chwilkę i zaraz zanikam... ;)
  23. [quote name='Lobaria']O szczepieniach to [B]Klaudus[/B] musi się wypowiedzieć...[/QUOTE] Tak, wiem :) Nawet próbowałem się do niej w dzień dodzwonić i popytać (na nr podany na początku wątku), no ale wątek długi jak ziemski równik, więc może tel. już nieaktualny czy co... - bo się nie dodzwoniłem... :roll:
  24. Dziękuję za wasze miłe słowa :) :beerchug: ...i ponawiam prośbę [B]Bardzo proszę o informacje na temat "historii zdrowotnej" Aramisa - czy i kiedy był szczepiony (i przeciw czemu), czy był zabezpieczany przeciw kleszczom i jak dawno.[/B] Bardzo zależy mi na zrobieniu porządku z tymi sprawami, bo odwlekanie tego niczemu dobremu nie służy. Aramis i tak zaraz będzie miał obrożę przeciw-kleszczową - jutro będzie zaopatrzony. Ale być może też trzeba mu profilaktycznie zaaplikować jeszcze "kropelki", bo ja to póki co nie jestem w stanie go zbadać i wychwycić czy czasem nie podłapał kleszcza, ponieważ pies jest jeszcze zbyt bojaźliwy i nieufny, żebym mógł go "obmacywać" ze wszystkich stron. Sprawy adopcyjne, to wiadomo - tu już nie ma takiego stresu i na spokojnie to pozałatwiamy, ale te zdrowotne - nurtują mnie bardziej. Jeśli Aramis miał (raczej jeśli ma) jakąś książeczkę z historią szczepień itp. to też bym chciał wiedzieć, bo nie będziemy mu niepotrzebnie zakładać nowej :) Jeżeli chodzi o imię - to Aramis oczywiście nadal zostanie Aramisem - przecież nie będę mu po tak długim czasie zmieniał imienia i robił wodę z mózgu ;) Co do klonowania nas obojga, to mnie może bezpieczniej będzie nie klonować ;) , a moja pani twierdzi że jej sklonować się nie da, bo nie ma i nie może być drugiej takiej na świecie :eviltong: :megagrin::megagrin::megagrin:
  25. To teraz czas na fotki... Pierwsze zdjęcie (które było już pokazane) - to Aramis leżący sobie na mojej podwórkowej górce piachu. A właściwie na tym co z tej górki pozostało po minionej nocy... :shock::eek2: :grin: Następne fotki - też dzisiejsze poranne podwórkowe we mgle i jedna wieczorna w kuchni. Bo tylko jedna się udała... :) [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1012811-2/DSC03388.JPG[/IMG] [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1012814-2/DSC03390.JPG[/IMG] [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1012817-2/DSC03396.JPG[/IMG] A tutaj wczorajsze zdjęcia ze spotkania z Aramisem, z podróży oraz chwilę po wysadzeniu naszego pasażera na podwórku :) [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1012795-2/DSC00674.JPG[/IMG] [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1012799-2/DSC00678.JPG[/IMG] [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1012802-2/DSC00681.JPG[/IMG] [IMG]http://www.galeria.nagrzyby.pl/d/1012805-2/DSC03379.JPG[/IMG]
×
×
  • Create New...