-
Posts
344 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by paralela_konkfistador
-
Miałam przyjechać pożegnać się z Innukiem, ale tego nie zrobiłam. Nie jestem taka mocna, by przeżywać rozstania, żegnać się... Wolę to zrobić w duchu. Bardzo mi przykro, że nie udało się Innukowi znaleźć domu. Pocieszenie, choć może nędzne, jest takie, że chociaż w naszym schronisku miał naprawdę dobrze. Zaznał trochę ciepła i troski ze strony ludzi, mniej niż miałby tego w domu, ale i tak lepsze to niż los wielu psiaków w "schroniskach", czy nawet w domach, ale takich byle jakich, czy łańcuchowych...
-
Polska to wciąż dziki kraj i wiele jest u nas do zrobienia dla zwierząt. Przede wszystkim rzecz rozchodzi sie o ludzką mentalność... bliżej nam do Wschodu, gdzie zwierzęta nie mają swoich praw, niż do Zachodu. Ostatnio w Kołebrzegu: przyjechali turyści ze Szwecji, puścili bez smyczy swojego yorka na plaży, podbiegło 6 typa pijanych, jeden psa podrzucił, drugi go w locie kopnął... piesek na miejscu zmarł. Po prostu za niektórych polaków mi wstyd. Debile.
-
[url]http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-ochronie-zwierzat-bezdomnych.html[/url] Raport NIK o sytuacji bezpańskich zwierząt w Polsce. Raport dotyczy TYLKO 18 gmin, a mamy ich ponad 2tys. Wyobraźmy sobie co się dzieje w całej Polsce... Plus audycja: [url]http://bi.gazeta.pl/im/3/14390/m14390493.mp3[/url]
-
Znalezione na FB (a jednak czasem można coś tam wygrzebać): Tego dnia, inaczej niż zazwyczaj przy Tęczowym Moście, ranek budził się chłodny i pochmurny, wilgotny jak moczar i ponury jak smutek. Nikt z niedawno przybyłych nie wiedział, co o tym sądzić, bo nigdy przedtem nie widzieli tutaj takiego dnia. Ale zwierzęta, które czekały tu na swojego człowieka wystarczająco długo, dobrze wiedziały, co się dzieje i zaczęły zbierać się na ścieżce prowadzącej do Tęczowego Mostu, żeby dobrze widzieć. Za chwilę oczom ich ukazał się pies-staruszek ze spuszczoną nisko głową i zwisającym bezwładnie ogonem. Zwierzęta, które przebywały tutaj już jakiś czas, od razu wiedziały, jaki los spotkał biedaczka, gdyż nazbyt często dane im było widywać podobnych nieszczęśników. Staruszek podszedł wolno, a w jego oczach malował się ból, chociaż na jego ciele nie widać było żadnych ran ani choroby. Inaczej niż pozostałym zwierzętom czekającym przy Tęczowym Moście, jemu nie została przywrócona młodość ani zdrowie. Kiedy tak szedł w stronę Mostu, patrzył na przyglądające mu się inne zwierzęta. Wiedział, że nie pasuje do nich i że im prędzej przejdzie na drugą stronę, tym szybciej będzie szczęśliwy. Ale niestety, kiedy dotarł do Mostu, drogę zastąpił mu Anioł, który przepraszając oznajmił mu, że nie będzie mógł przejść. Przez Tęczowy Most mogą przejść tylko te zwierzęta, które przyjdą tam ze swoim własnym człowiekiem. Nie mając się gdzie podziać, staruszek zawrócił i powlókł się w kierunku pól nieopodal Mostu. Ujrzał tam grupkę zwierząt takich jak on sam – starych i zniedołężniałych. Nie bawiły się ze sobą, lecz leżały tylko w milczeniu na trawie, ze smutkiem wpatrując się w ścieżkę wiodącą do Mostu. Dołączył więc do nich, patrząc na ścieżkę i czekając. Jedno z niedawno przybyłych tu zwierząt, nie rozumiejąc, co się stało, poprosiło inne, które przebywało tutaj już jakiś czas, o wyjaśnienie zagadkowej sytuacji. „Widzisz, ten biedaczek to uratowany zwierzak. Zabrali go do przytuliska w takim stanie, jak go widzisz teraz i tam umarł posiwiały, z zamglonym wzrokiem. Nigdy nie opuścił przytuliska i odszedł z tamtego świata kochany tylko przez swojego wybawcę. Ponieważ nie miał żadnej rodziny, którą mógł obdarzyć miłością, nie ma nikogo, kto przeprowadziłby go przez Most.” Niedawny przybysz pomyślał chwilę, a potem zapytał: „To co z nim teraz będzie?”. I kiedy już miał usłyszeć odpowiedź, chmury nagle rozproszyły się, a mrok ustąpił. Do Tęczowego Mostu zbliżał się samotny człowiek, a wśród starszych zwierząt zapanowało poruszenie. Nagle całą ich grupkę otoczył złoty blask i znów były młode i zdrowe, jak za swoich najlepszych lat. „Patrz teraz”, powiedziało drugie zwierzę. Niektóre z przyglądających się dotąd zwierząt podeszły do ścieżki, kłaniając się nisko zbliżającemu się człowiekowi. A człowiek zatrzymywał się przy każdym pochylonym przed nim zwierzęciu, głaszcząc go po głowie i drapiąc za uszami. Zwierzęta, które dopiero co odzyskały młody wygląd, ustawiły się rzędem i podążały za nim w stronę Mostu. A potem wszyscy razem przeszli przez Tęczowy Most. „Co się stało?”, zapytał nowoprzybyły. “To był wybawca. Zwierzęta, które z szacunkiem chyliły przed nim głowy, to te, które dzięki niemu znalazły nowe domy. One przejdą przed Most, gdy dołączą do nich ich rodziny. Te, które widziałeś, jak odzyskują młodość, to zwierzęta, które nigdy nie znalazły domów. Kiedy przybywa wybawca, wolno mu ostatni raz dokonać aktu wybawienia i przeprowadzić przez Tęczowy Most zwierzęta, dla których nie udało mu się znaleźć domu na ziemi”. „Podobają mi się ci wybawcy”, powiedziało pierwsze zwierzę. „Bogu też się podobają”, usłyszał w odpowiedzi. NIEKTÓRZY MAJĄ SWOJE ŻYCIE, INNI MAJĄ SWOJE ZWIERZĘTA. (autor nieznany) (tłumaczenie z jęz. angielskiego: Dorota Wiland) Wzruszyła mnie ta historia. Wiecie, w gruncie rzeczy wszystkie jesteśmy Wybawcami i w myśl tej historii jeszcze wiele psów będzie na nas czekać... Jednak jeśli w ogóle istnieje jakiekolwiek niebo, to mam nadzieję, że zwierzęta nie są w nim w tym samym stopniu zależne od ludzi i że chociaż tam nie może ich dopaść cierpienie, którego przyczyną często jest człowiek.
-
Faith, spokojnie, nie wpadaj w panikę: Ty masz młodego i na pewno zaszczepionego psa w dobrym zdrowiu, więc raczej nie musisz podejmować takich środków ostrożności. Wystarczą podstawowe, jak mycie rąk i przynoszenie wszystkiego na przebranie do schroniska i zostawienie schroniskowych ciuchów w domku wolontariuszy. Gorzej z Borysem bo to starszy pan, no i nie wiem czy jeszcze można było go szczepić... Hmmm Tęczowy Most jest kasowany, bo głupio brzmiały opisy w czasie teraźniejszym, ale tak jak jest teraz też jest głupio, wiec w zasadzie bez różnicy. Podoba mi się pomysł, by robić takie adnotacje, które będą wyjaśniać jak długo zwierzak był u nas i z jakiego powodu zmarł. W sumie powody są tylko dwa, a w zasadzie jeden: choroba, ale czasem choroba sama zabiera czworonoga, a czasem trzeba podjąć tę trudną decyzję o uśpieniu. Powodów takich jak w przypadku Mulina właściwie nie ma. Nie myślałam o niczym, co będzie otwierać zakładkę, ale mogłoby się znaleźć coś takiego w tym miejscu - tak jak w zakładce SMS-ów. Eh, tez nie lubię tej zakładki... ;/
-
niee, Bereś się zgubił i odnalazł, a potem znów się zgubił... ;/ masakra. Dlatego skasowałam tę wiadomość, by nie robić Wam fałszywych nadziei, ale jednak szybciej to zostało przeczytane niż się spodziewałam ;) Wiedziałam o jednym zaginięciu psa i jego odnalezieniu, nie wpadłam na pomysł, że mógł zgubić się znów...
-
Najlepsza była próba zachęcenia Sierry by z własnej woli weszła do wanny :D Potem został też wykąpany Skoczek (oj, długo chłopak walczył!) i Rita, Gryzak, Violka i Roksi. Violce bardzo się to nie widziało i trzeba było ubrać jej kaganiec, bo na nas warczała :P Roksi na wszelki wypadek też dostał kaganiec, ale sam wskoczył do wanny i w zasadzie całkiem mu się to spodobało :) Hmm cóż są podwórka i "podwórka", ale na pewno warto odwiedzić Rzutkę w domu, by się przekonać do jakiego rodzaju podwórka trafiła no i faktycznie - gdzie będzie mieszkać przez zimę. Ja widziałam psy z Kij (Kijów?) nie jest z nimi aż tak źle, choć na pewno nie należą do szczególnie garnących się do obcych ludzi. Bardzo miła jest mama ze szczeniaczkami, jak się do niej wchodzi to rzecz jasna najpierw szczeka, ale po chwili podbiega do siatki i cała taka "przepraszająca" - położone uszka, podkulony ogon i taka chciałaby się pogłaskać z człowiekiem, ale trochę się boi. Choć bardziej raczej chce. Cały czas myślę co wpisywać w Tęczowym Moście, wiem, że już wielokrotnie pytałam, ale może widziałyście gdzieś na stonie jakiejś fundacji dobre rozwiązanie?
-
Lord, Czaruś i Misiek 3 to nowe SMS-y. Eh pomyślcie jak byłoby fajnie, jakby znalazł się ktoś kto adoptuje Wika i Czarusia :D i przy okazji zgłaszam potrzebę nowych zdjęć Czarusia. Ja dzis robiłam trochę swoim aparatem, ale nie wiem czy będą się nadawać. Głupia zapomniałam, że lampa mi się automatycznie włącza a w biurze były zasłonięte okna i było tak szaro, chciałam zrobić zdjęcie Czarusiowi i wystraszyłam go lampą... tzn. nie spodobało mu się to i schował się za biurko i nie chciał wyjść. Ale podeszłam do niego, przeprosiłam, podrapałam i zapomniał, że jest zły, z wielką ochotą oddawał się pieszczotom ;)
-
Aż miło popatrzeć ;) A wiecie, że w biurze zamieszkał Czaruś?:) Jest niezwykle przyjacielskim psiakiem, wpatruje się w każdą wchodzącą osobę, uderza ufność bijąca ze spojrzenia. Przylepa z niego - wystarczy przysiąść i go pogłaskać, a już wtula się w człowieka. Bardzo lubi kontakty z ludźmi. Za kimś, kto go głaszcze chodzi krok w krok i domaga się swojej dawki pieszczot. Jest tak towarzyski, że woli siedzieć w biurze z ludźmi, niż w swoim posłanku w korytarzu. Przyszła ostatnio pani z trójką dzieci i dzieci obsiadły Lorda (niezwykle z tego faktu zadowolonego) i głaskały go, na co Czaruś - zachwycony obecnością młodych dwunożnych, wyszedł spod biurka i nieśmiało zaglądał i starał się, by ktoś zwrócił na niego uwagę. Dzieci niezrażone jego wyglądem, który wielu dorosłym wydaje się trochę... straszny, zaczęły czule go głaskać, co Czarusiowi bardzo się widziało. Biurowe staruszki były zachwycone tymi odwiedzinami! Szkoda, że mama nie chciała się zgodzić na adopcję któregoś staruszka, bo dzieci były nimi naprawdę zachwycone i ciągle powtarzały, że to takie fajne psy, takie miłe, takie przytulaśne... ale w rezultacie wzięli szczeniaka. Cóż, dobrze - maluch zasługuje na jak najlepsze życie. Szkoda tylko, że na te ostatki z życia staruszki mają takie miłe chwile tylko czasem. Zasłużyły, by mieć ich mnóstwo, codziennie. Wracając do Czarusia... okazało się, że postawiony na nogi jest całkiem rezolutnym mikropsem. Zaprzyjaźnił się z Wikiem (oj tworzą naprawdę niezłą parkę!) i razem wybierają się na obchody po schronisku. Bardzo się denerwuje kiedy Wiku nie chce iść na obchód i... szczeka! Tak, Czaruś szczeka :D Byłam w szoku gdy to usłyszałam :D Ale uwaga, nie można dać się zwieść pozorom tego, że jest mały i niegroźny! to zaczepne stworzonko i jeśli przechodzi obok niego jakiś wolontariusz z psem potrafi zaczepić nawet dużo większego od siebie zwierza. Cóż widać, ze myślenie w kategoriach przyczynowo-skutkowych nie jest mocną stroną Czarusia... ;) Ogólnie ja jestem w nim zakochana, zawsze mnie przyciągają te wszystkie "szkaradki" ;) Niedługo w biurze będzie więcej psów niż ludzi :D Może warto je nauczyć odbierać telefony i udzielać informacji?:D
-
Kotencja i Czaruś, choć faktycznie są do siebie podobne nie pochodzą z tego samego miejsca. Kotencja mieszka ze swoimi kotami, a przynajmniej z jakąś ich częścią. Żal mi tych starych piesków, którym zabrakło oparcia w człowieku, kogoś kto by się nimi zajął na ich ostatnie lata, może miesiące. Trzeba nie mieć serca, by skazać psa, szczególnie psa w tym wieku i takim stanie zdrowia, na schronisko. Na pewno biedna Kotencja tęskni za swoją Panią, ale Pani nie jest w stanie się nią już opiekować. Za to rodzina Pani ani myśli, by brać sobie taki "kłopot" na głowę... I co taka suczka, po tylu przejściach sobie myśli przyglądając się gromadce kotów? Fascynuje mnie to. Pewnie nigdy nie zgadnę ;)
-
Chyba jedynym rozwiązaniem jest zaplakatowanie okolicy i wyczulenie mieszkańców na Atenkę. Może uda mi się w mediach poprosić o ogłoszenie, że pilnie jej szukamy? Na pewno na MM-ce trzeba napisać. Bo faktycznie szukanie jej to jak igły w stogu siana... ja bym jeszcze do okolicznych gmin zadzwoniła, ale to już muszą zrobić właściciele - że zgubił się taki piesek, wysłać na @ gmin zdjęcia i do okolicznych straży miejskich, żeby Atena nie zaginęła gdzieś na etapie jakiejś gminy, która ją wyłapie i nie wiadomo co zrobi... większość ma umowę z nami tych okolicznych gmin, ale nie wszytskie. Niektóre mają swoje kojce tymczasowe i może tam utknąć jeśli ją złapią. I może dowiedzieć się jakie firmy pracują w okolicznych lasach i budowach i napisać do ich szefów z prośbą o wyczulenie na takiego pieska, pokazanie zdjęcia pracownikom lub powieszenie go w szatni z nr kontaktowym jeśli by ją widzieli? Lepiej żeby jednak nie zawędrowała do żadnego lasu, bo może już z niego nie wyjść dzięki życzliwości niektórych myśliwych. Może i do kół łowieckich odesłać takie info z zapewnieniem, że została zaszczepiona na wściekliznę i nie należy jej odstrzelić? No nie mam już więcej pomysłów.
-
A tutaj: [URL]http://kpt.zgora.pl/forum/index.php[/URL] zapraszam na forum Karpeta Team, czyli behawiorystki z Zielonej Góry. Ostatnio w biurze zachęcała by wolontariusze brali udział w dyskusjach na forum, pytali o różne przypadki, udzielali się, bo wypowiadają się tam ludzie, którzy szkolą czworonogi i być może będą mogli nam pomóc. Kto wie, może nawet możemy liczyć na to, że w niektórych przypadkach się do nas zgłoszą i pomogą?:)
-
Ja dziś bliżej poznałam tego oto pięknego pana: [IMG]http://www.schronisko.avx.pl/images/djcatalog/dsc06829.jpg[/IMG] i wbrew pozorom okazał się spokojnym, zrównoważonym i ładnie chodzącym na smyczy pieskiem. Spodziewałam się przeciągnięcia po lesie, tymczasem nie było z nim żadnego problemu, no poza pierwszą chwilą w kojcu, bo trzeba było ściągnąć mu kołnierz, ale Kondziu pomógł ;) Po powrocie bardzo grzecznie zniósł ponowne wkładanie kołnierza, tak grzecznie, że aż nie mogłam w to uwierzyć! Super psiak! ;) Byłam też na spacerze z Wilikiem, który chyba nie przepada za czesaniem, wyraźnie mu nie odpowiadały próby pozbawienia go jego starej sierści... Poza tym był grzeczny i spokojny, skupiony na wąchaniu i poznawaniu świata... ;) ale co się dziwić, od 10go nikt z nim nie był, to się chłopak cieszył spacerem. [IMG]http://www.schronisko.avx.pl/images/djcatalog/dsc06801.jpg[/IMG] No i jeszcze poznałam Brudzika, któy już 10 dni nie był na spacerze. Byłam pewna, że coś z nim jest nie tak skoro nikt go nie wyprowadza. Poszłam zobaczyć co to za psiak, patrze, że stoi taki śliczny, radosny, wygląda przyjaźnie, liże mnie po rękach... no, ale byłam przekonana, że ma jakieś "odpały" skoro tak długo nie wychodzi. Myślę sobie, że musi być jakiś powód. No, ale żal mi go było, wzięłam chłopaka na spacer. No i okazało się, że... nic! Młody bardzo fajny psiak, który uwielbia pieszczoty, ładnie chodzi na smyczy, choć narzuca dość energiczne tempo, łagodnie zjada smakołyki, inne psy traktuje jako towarzyszy zabawy i nie wykazuje choćby grama agresji. Wracając do kojca byłam pewna, że przy powrocie wydarzy się coś dziwnego, ale nie... grzecznie wrócił do kojca, choć wyraźnie posmutniał. [IMG]http://www.schronisko.avx.pl/images/djcatalog/dsc06775.jpg[/IMG] [IMG]http://www.schronisko.avx.pl/images/djcatalog/20130701_141026_img_4191.jpg[/IMG]
-
[quote name='wykrywka']Myśląc na tytułem do ogłoszenia Majora, bo nie podałaś :mad:, zmodyfikowałam nieco tekst. Zaraz wrzucę go na bazarek, podam linka i proszę spojrzyj czy w takiej formie zostawić, czy zmienić lub dodać coś jeszcze.[/QUOTE] Bardzo mi się podoba jak zmieniłaś tekst, teraz brzmi znacznie lepiej, zaraz poprawię na stronce ;) Mi się akurat b.podoba to zdjecie co tu dodałam, a nie to z profilu, ale to akurat kwestia drugorzędna ;) Co do Atenki, to bardzo przykre że już zwiała... mam nadzieję, ze szybko się znajdzie, albo że przywieje ją do schroniska...
-
Jeszcze chciałabym powiedzieć parę słów na temat Brokena. Znam tego psa od dnia, kiedy trafił do schroniska. Dziwi mnie to, co opisujesz Wykrywko - że na kontakt z człowiekiem szkoda mu czasu, bo początkowo głównie na te kontakty miał ochotę poświęcać czas. Był bardzo nastawiony na człowieka. Najwyraźniej schronisko i już dość długi pobyt, bo jest u nas prawie rok, sprawiały, że zaczął się zachowywać inaczej... coś w nim pękło. Po co tak zabiegać o te względy, skoro w zasadzie niczego nie zmieniają w jego sytuacji... Szkoda, że to kolejny pies taki niewidoczny... mało charakterystyczny, nic szczególnego go nie wyróżnia... i tak sobie siedzi i czeka. Ciągnąć ciągnął zawsze, to taki trochę koń pociągowy a nie pies ;) ale można go okiełznać, bo faktycznie jest karny. Ogólnie fajny psiak, ale cóż zrobić... my mamy same fajne psiaki ;)