Mam problem z moją akitą. Hachi ma 8 miesięcy i od jakiegoś miesiąca panicznie się boi autobusów, rowerów, obcych ludzi idących z naprzeciwka. Spacer z Hachinkiem stał się bardzo męczący. Hachi chce chodzić na spacery, gdy zobaczy smycz odprawia swój taniec przy bramce, ale zaraz chce wracać do domu jak poparzony. Przejdę z nim kilka metrów chodnikiem wzdłuż ulicy, na początku jest spokojny nie daj boże przejedzie obok nas autobus lub inne większe auto od razu ogon w dół i chowa się w trawach lub ciągnie jak oszalały w jakieś "bezpieczne miejsce" . Gdy jedzie rower nie ważne czy z naprzeciwka czy za nim stanie w miejscu i czeka aż rower zniknie mu z oczu. :shake: Gdy grupka ludzi idzie z nad przeciwka to on sruu w drugą stronę.. Po jednym z takich incydentów staję się tak jakby nieobecny, wpada w histerię, nie zwraca na mnie uwagi, rozgląda się przeraźliwie. Najgorsze jest to szarpanie się z smyczą, nie raz obroża mu się prawie zsunęła z głowy, nie chce wiedzieć co by się stało gdy by całkowicie mu spadła. Przez to wszystko ograniczam spacery do minimum, albo wybieram miejsca bez ludzi, samochodów itp. albo chodzę tylko nocą, Problem w tym że nie chce mieć psa dzikusa i nie wiem jak mam się z tym problemem uporać. Najgorsze jest to, że wcześniej chodził normalnie na spacery, szczekał na ludzi bo szczekał, ale nie panikował. Na spacerze to zupełnie inny pies niż w domu. W domu jest podporządkowany i nie mam z nim żadnych problemów. Może ktoś miał taki sam problem? łudzę się że może Hachinek z tego wyrośnie..