Jump to content
Dogomania

Bibulec

Members
  • Posts

    29
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Bibulec

  1. Waszą [U]atrakcyjność[/U] PRAWDOPODOBNIE już wypracowaliście. Pytanie brzmi - czy jest [U]szacunek[/U] (psa do Was)? Myślę, że tego nie wyklikacie. Co znaczy szacunek? Nie bardzo wiem jak się do tego ustosunkować.... Pies, prócz tego, że CHCE i LUBI coś dla nas robić, powinien sie też nauczyć, że czasem też coś MUSI. Np. zachować spokój.[/QUOTE] Jeśli MUSI to jak to wyegzekwować? Np posłuszne stanie koło Pańci kiedy niedaleko przechodzi pies? Udaje nam się to tylko w jednym przypadku. Kiedy ma wysoko za uszami nałożoną obrożę łańcuszkową i zatrzymujemy się. Wtedy pies może przejść obok i tylko czasem małe "jujczenie" się wymsknie - bez zbędnych wariactw. Ponadto zaczęliśmy podawanie Kalm Aid - w celu wyciszenia emocji (problemy z gryzieniem ogona między innymi) - ale dwa dni to chyba za mało żeby zobaczyć zmiany. Od poniedziałku Gadzinka jest jakaś fajniejsza. Spogląda na nas na spacerku, na długiej lince stał się odwoływalny, i zdarza mu się chodzić przy nodze. Oczywiście wszystko wtedy - kiedy nie widzi psa lub samochodu. Ale stał się taki jakiś tulaśny, przychodzi sam do mnie - do męża jeszcze nie - i prosi o pieszczotkę - a wczoraj nawet postanowił posiedzieć chwilkę ze mną na fotelu na moje wyraźne zaproszenie - zawsze do tej pory zaczynał podgryzanie a wczoraj "aniołeczek". Poniedziałek i wtorek myślałam, że to przypadek, ale w środę i czwartek było podobnie więc zaczynam powoli wierzyć, że psiura się "przełamała". Jesli chodzi o jazdę samochodem: znaleźliśmy na to metodę, wsiada do bagażnika - sam wskakuje, i tam spokojnie sobie jedzie bo nie musi oglądać innych aut. Więc nie jest to strach przed wsiadaniem do samochodu czy jazdą ale raczej agresja do innych jadących samochodów. W bagażniku ma kocyk, sam wchodzi i nie ucieka od razu po otwarciu klapy więc wydaje mi się, że nie przeszkadza mu taki transport, a wyraźnie lubi wsiadać bo zawsze jest jakiś fajowy spacer w nowym miejscu. Jedynym problemem na dzień dzisiejszy jest to ściganie samochodów - BO MYŚLĘ, ŻE JUŻ MÓGŁBY POBIEGAĆ WOLNO ALE.....AUTA, NO I SZCZEKANIE NA PSY - TAK NIE ZNAJDZIEMY KUMPLA DO ZABAW). Zobaczymy czy uda się coś przy pomocy Kalm Aid zdziałać, może się trochę wyciszy i będzie łatwiej.
  2. [quote name='Soko']Spacer z próbą szkolenia - psa się szkoli w domu. Jeśli nie potrafi wykonać komendy zamknięty w czterech ścianach, jakim cudem ma to zrobić na zewnątrz? Nie jest półrocznym bezproblemowym szczeniakiem, którego sobie można wychować gdzie się chce (w większości) ale psem ze schroniska który swoje przeszedł.. No i nie wymagajcie za dużo. Pies musi wiedzieć że wszystko czego od niego żądacie leży w jego możliwościach, a na razie pewnie doprowadzacie do frustracji i on traci Wami zainteresowanie, idzie węszyć, okazuje swoją bezradność.[/QUOTE] To, że w domu polecenia wykonuje - zapomniałam dopisac, ale napisałam że w domu jest ok. Polecenia WYKONUJE w domu i na działce, w spokoju, bez rozproszeń, na terenie który zna. A czy wymagamy za dużo? Pies ma być odwoływalny, chodzić blisko na smyczy luźnej, i nie atakować psów i samochodów. Czyli wiedzieć jak się zachować żeby przeżył w mieście. Dlatego pisałam, że zastanawiam się, czy nie zacząć szukać dla niego nowego domu u kogoś, kto nie będzie takich podstawowych rzeczy wymagał.
  3. Miski nie musimy palić, dostaje częśc porcji w misce, pozostałą częśc na spacerze z ręki i nigdy za darmo, jadłby cały czas :) Wykluczamy ze stada i olewamy często "zeby zatęsknił", zabawa tylko na dworze, w domu dostaje gryzaka kiedy idziemy do pracy. Nie demoluje mieszkania i faktycznie się cieszy kiedy wracamy do domu, to właściwie jedyny moment kiedy "dla nas" merda chwastem.
  4. Jeśli pies nie lubi pieszczot, to może wy źle się do tego zabieracie. Podchodźcie do psa powoli, wysyłajcie CS-y (oblizywanie się, mruganie), usiądźcie trochę dalej, zawołajcie i dopiero zacznijcie głaskać. Najlepiej pod brodą czy po bokach, to bezpieczniejsze. No i też nie przesadzajcie. Kontakt socjalny z właścicielem powinien być dla psa nagrodą, a nie zwykłą czynnością, którą prowokuje podchodząc do was, gdy on chce. Poza tym, czy mówisz o teorii dominacji? Jeśli tak, jesteś w błędzie, ona nie istnieje ;). Takie zachowania mogą być spowodowane brakiem wychowania, wyznaczenia granic, próbą zwrócenia na siebie uwagi czy zwykłym psim pośpiechem. Jeśli chcesz być dla psa przewodnikiem, musisz sobie na to zasłużyć. Musisz być ciekawy, pies musi wiedzieć, że ty dysponujesz zabawkami i jedzeniem, że zawsze ty podejmujesz dobrą decyzję i, że z tobą zawsze jest najlepiej. To nie to, że nie lubi, jak przywołam i sam podejdzie to można pogłaskać, ale nie prosi sam o głaski (podbijanie ręki, trącanie nosem). Sygnały uspokajające stosujemy - ziewamy z mężem, oblizujemy się... O teorii dominacji nie bedę rozmawiać - zdania są podzielone. Jeśli chodzi o szkolenie - pisałam, że chodzimy, ale udało się tylko w niewielkim stopniu wyeliminować agresję do psów, nadal z samochodami mamy problem... Gdyby coś się stało (zerwał się ze smyczy, umknął - odpukać) to tak długo będzie ścigał auta dopóki coś go nie rozjedzie. Staram się być najfajniejsza na spacerze - noszę po kieszeniach upchane smakołyki, śmierdzę "zdechłym szczurem" :) torebkę mam wypchaną piłeczkami, piszczącymi zabawkami, noszę z sobą długą linkę i za super zachowanie pies może pobiegać....Bawimy się w polowanie, tropienie...ale jak pojawi się auto - szlag trafia wszystko. Jesteśmy z południa-okolice Cieszyna
  5. Witam wszystkich, Prawie 4 miesiące temu zabraliśmy ze schroniska pieska, nie umiał zupełnie nic - nie chodził na smyczy, nie jeździł autkiem, nie mieszkał w domu, generalnie rzecz ujmując - burek podwórkowy bez socjalizacji z ludźmi i innymi zwierzakami. Szybko nauczyliśmy go wychodzić na smyczy - z przyczyn technicznych nie mógł wychodzić wolno do ogrodu. Nauczył się zachowywać w domu i nie zniszczył nic pomimo tego że 8 godzin sam siedział. Jest świetnym psiakiem, kochanym jak tylko zechce, ale: Przede wszystkim mam ciągłe wrażenie, że pies nas nie akceptuje w 100% i nie cieszy się na nasz widok ( merda ogonem z rzadka chociaż obcych ludzi którzy tylko cmokną obdarowuje hojnie merdaczem), nie lubi pieszczot, nie prosi o nie, nie jesteśmy dla niego "guru" nawet stosując pewne zabiegi (jedzenie pozorowane, przechodzenie w drzwiach i wąskich przejściach na schodach pierwsi, nie głaszczemy "od spodu", nie pozwalamy wylegiwac się w przejściach i zagradzać nam drogi, i takie tam - pewnie wielu z Was wie o czym mówię) - jakoś mam dziwne wrażenie że chce nam cały czas przewodzić (zdarza się mu podszczypywać łydki, łapać zębami za palce rąk ale tak lekko bez ran, "zagania" czasem jak borderak owieczki, i wygania z jego pontonika jak tylko ktoś się tak ułoży. Na spacerach nie umieliśmy sobie poradzić z ciągnięciem, ganianiem i szczekaniem na samochody (w związku z tym jadąc z nami samochodem szaleje na widok każdego auta, szczeka, kłapie zębami, piszczy) i agresją "szczekową" na każdego psa. W końcu poszliśmy na szkolenie - i trochę się udało ogładzić psa. Nie szczeka na daleko idącego psa tylko stroszy się na bliskie (szerokość ulicy) ale samochody bez zmian. Pozytywne metody zawiodły - kliker odpadł pomimo tego że jest mocno nakręcony na smaki, jak jest w amoku szczekania to nic nie widzi i nie słyszy. Pies ma około 2 lat, 9 kg wagi, miks hm...staffik, bokser, shar pei, w schronisku był niecały miesiąc, w kojcu z 4 czy 5 pieskami. Wykastrowaliśmy go po miesiącu pobytu u nas, wiem że trochę wcześnie ale dowiedzieliśmy się tego "po fakcie". Nie wiemy nic o przeszłości - został złapany na drodze poza miastem. Szkolenie skończyło się użyciem butelki z wodą za każdym razem gdy zobaczył psa. To studziło jego zapał. Natomiast pies ciągle ciągnie, obroża, szelki, w akcie desperacji kolczatka - nic. Ciągnie. Zatrzymywanie się przy każdym napięciu smyczy - nic nie daje. Stoi na takiej napiętej. Zluzowana smych - jeden krok i znów napięta. Noszę przy sobie smakołyki, nagradzamy pozytywne zachowanie - nic, chcieliśmy żeby pies skupiał się na nas - czasem spojrzał na przewodnika - nie da rady, pies cały spacer potrafi nie spojrzeć więc nawet nie mam okazji nagradzać. Siły mi opadają, mąż zaczyna być sfrustrowany, do tego za 2 tygodnie wczasy i nie chcemy go zostawiać w hotelu, a on nie umie się zachować. Jak jeszcze nauczyć go: Skupienia na przewodniku, ignorowania samochodów, nie ciągnięcia, nie atakowania psów??? Przeczytałam już: Co gryzie psa, pozytywne szkolenie psów, sygnały uspokajające, aria do mnie, aria wróć, zapomniany język psów obie części i jeszcze kilka pozycji. Nasz zadzior do niczego nie chce się przekonać... Potrzebuję pomocy bo tracę siły i powoli zastanawiam się, czy nie zacząć szukać dla niego domu gdzie nie będzie nikt mu stawiał tyle wymagań, będzie sobie biegał po ogrodzie i nie będzie musiał wychodzić na smyczy "między ludzi" i samochody. Zapomniałam dodać, że ma zapewnioną dawkę ruchu - codzienny popołudniowy spacer 1-3 h czasem dłużej, 6-12 km, z bieganiem na 10m lince, z piłką na działce, ze szkoleniem (a właściwie próbą szkolenia) czasem bieganie na rolkach. Poza tym wszystkim zdarza mu się ganiać ogon - z warczeniem i takim wściekłym gryzieniem, ma go podrażniony i zaczyna się robić rana. Wiem, że to objaw jakiegoś stresu ale nie wiem jakiego, Jak z tym walczyć?
×
×
  • Create New...