Witam serdecznie. Dziękuję Patmol za wątek.
Nie umiem się poruszać po dogo, więc mogę być nieco ułomna, ale nie to jest najważniejsze.
Byłyśmy wczoraj wieczorem nakarmić psiaczka. To suczka, podobno ma ok. 12 lat. Jest strasznie przyjaznym pieskiem. Wszystkich, nawet obcych wita machaniem ogonka i wpycha łepek do głaskania. Myślałyśmy, że mamy za dużo jedzenia, ale psinka wsunęła wszystko w minutę.
Prowizoryczna buda jest na razie docieplona z zewnątrz, bo wewnątrz to nic oprócz suni się nie zmieści. Ona wchodzi do tej budy chyba w jakimś akcie desperacji, bo nie wiem, jak taki duży pies (wielkości mniej więcej labradora) mieści się w czymś takim :roll:
Drugi piesek, kundelek, mniejszy - jest zamknięty w domu, w którym pewnie też zbyt ciepło nie jest w takie mrozy. Rano u nas było -28 stopni. Czuje, wie, że ktoś kręci się przy domu i jak się tam stoi, nie można wytrzymać, tak strasznie szczeka, aż wyje i nie ma się jak do niego dostać.
Opiekunką psiaków jest pani z rodziny byłego opiekuna. Dobra kobieta, dba o pieski, jak może. Jeździ codziennie żeby je karmić z bardzo daleka. Na same autobusy wydaje majątek. Oba są zaszczepione, pani ma zaświadczenia.
Otrzymałyśmy pomoc o tyle, że mają co jeść. Ale są tylko bytem. Bytem, przywiązanym do budy i zamkniętym w domu. Bez opiekuna, bez nowego domu. Żadnych perspektyw na przyszłość.
W końcu ktoś to załatwi zawożąc je do schroniska, a tam wiadomo, jak jest, czekanie tylko na jedno