To proszę bardzo o numer tego telefonu, bo już całkiem jestem skołowana i nie wiem jak szukać....
Marko-Marta tak naprawdę ma na imię Figa, a na drugie Plamka, reagowała na oba imiona, choć częściej mówiliśmy Figa. Serce mnie boli jak przeczytałam o tym jej schroniskowym koszmarze... Byłam przekonana że nie żyje... Ma ok. 12 lat (wygląda bardzo młodo), trochę już przygłuchła...
około trzy miesiące temu przeprowadziliśmy się z Olsztyna z bloku do nowego domku w Ostrzeszewie, wcześniej Figa jeździła z nami tam przez cały poprzedni rok na budowę. Bardzo lubiła tu być, bo mogła się wybiegać. Po półtora miesiącu mieszkania w nowym domu, wybiegła rankiem na spacer i nie wróciła, to była chyba pierwsza sobota listopada... Kilka dni później były sąsiad z bloku powiedział, że w tę sobotę, gdy zaginęła, była pod drzwiami starego mieszkania, potem znowu zniknęła... Byłam w szoku, jak tam trafiła, bo to daleko, a po drugie, Figa była zawsze przewożona samochodem między mieszkaniem a domkiem, więc nie mogła znać drogi.
Przekonanie, że zginęła, wzięlo się stąd, że dzieli tę drogę dużo ruchliwych ulic, a ona nie umiała przechodzić przez jezdnię ostrożnie... mysleliśmy, że może chciała wrócić, ale.. zginęła pod kołami...