-
Posts
49 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Shae
-
Chyba nastąpił mały przełom :) Pies jest dużo żywszy niż pare dni temu.w domu jest bardziej aktywny, chętniej wychodzi na spacery ( i interesuje się zapachami i innymi psami) i jest ciągle głodny. Nic dzinego ostatnio schudł prawie dwa kilo. :) renal nie jest jego ulubionym pożywieniem ale jakby to powiedzieć niema wyjścia i jeść go musi8. Nie chce zapeszać ale chyba będzie dobrze :)
-
No i jestem z niego dumna bo zjadł SAM z ręki 40 ml zmiksowanego renala o którym pisałam wcześniej :). Mam nadzieje ze nie bedzie wymiotów.
-
Wolno czyli 1 kropla na 10 sekund. około...Ale dzisiaj rano juz bylismy na wymianie sprzętu i teraz leci bardzo ładnie. Wenflon był już cały wysunięty więc dzisiaj rano nie leciało już własnie nic. Wczoraj wieczorem mile mnie zaskoczył bo bardzo chętnie wyszedł na spacer i nawet trochę pobiegał z naszym drugim psem. Gryf robimy badania w piątek. A wenflon zawsze przepłukuje
-
Muszelka mocznik miał w normie, nawet nie był odrobine podwyższony a kreatynina była 2,7 aczkolwiek wet stwierdził że nie dyskwalifikuje go to do zabiegu. Wszystkie inne badania wyszły dobrze, nic nie odbiegało od norm. Dzięki, wypróbuję Trovet, jak tylko skończy mi się Royal. A z wenflonem na razie nie będę dłubać bo boje się że znowu bedziemy musieli mksa strasznie pokłuć. On ma lekko zapadnięte i cienkie zyłki... ciezko mu sie wbić gdziekolwiek.
-
Nikt Maksia nawet nie odwiedzi...;( Przed chwilą dałam mu jeść strzykawką.Mieszanka RC Renala, pół ziemniaczka, oliwa z oliwek i woda. Zjadł nawet jak trochę spadło to zlizał. był też na siusisu ale nie chciało mu się za bardzo chodzić. a ja nawet nie mam siły juz płakać.
-
Nie jest dobrze. kompletny brak apetytu i chęci do życia. pies właśnie leży pod kroplówką. Nie wiem dlaczego ale kroplowka schodzi bardzo wolno mimo tego ze jest ustawiona na maksimum. Nie wiem czy to kwestia cisnienia czy tego ze ma małe żyłki... Wczoraj kiedy przyszła moja mama bardzo się ucieszył, myslalam ze się poprawia. Ale chyba niestety jeszcze nie. Dobrze chociaz ze jest w domu. śpi sobie pod kroplówką i nie stresuje go weterynarzem. bardzo źle znosi wizyty w przychodni. No nic. walczymy dalej...
-
Był płukany rano, teraz sama mu podam kroplówkę koło 19. Potrzebna jest dieta niskobiałkowa więc zaopatrzyliśmy psa w RC Renal ( słyszałam wiele niepochlebnych opinii na temat RC , ale nie wiem czy to tyczy się tez tego weterynaryjnego). W piątek następne badania, na razie wymiotów brak. Karmą się troszkę zainteresował i zjadł pare ziarenek. może to nie jest dużo ale ja się cieszę że w ogóle coś je. Później jak jak wszystko będzie grac to dostanie mokre z tej samej serii. Mam taka strasznie wielką nadzieję że dzięki temu płukaniu i diecie maks powróci do formy...Ma już przecież kupiony prezent na gwiazdkę, musi dać radę no...;(
-
stan maksa pogorszył się, na popołudniowym spacerze zwymiotował. najpierw trescią żołądka potem sliną. Wsadzilismy psa w samochów i pojechalismy do weta. Zrobilismy badania, niestety moje przypuszczenia się potwierdziły... Mocznik : 227 Kreatynina: 3.74 Wet powiedzial że to nie wyrok.Będziemy go płukac 2-3 razy dziennie w domu. załatwienie kroplówki i podanie jej to nie problem. Do tego zastanawiam sie nad Ipakitiną. Dzisiaj dostał leki przeciwwymiotne , nospe i kroplówkę podskórna. Jutro rano znowu na kroplówkę. Potem w domu, za tydzien powtorne badania krwi. Będziemy walczyć jak o każdego zwierzaka.... dajcie znać..czy ktos mnial podobny przypadek? czy komuś udało sie obniżyć ten nieszczęsny mocznik? jak ja słysze "kreatynina" i "mocznik" to az przechodza mnie ciarki po plecach..
-
Jestem załamana, nie wiem od czego zacząć.... Spróbuje przybliżyć nieco temat, choć jest mi strasznie trudno, łzy same płyną mi z oczu. Mój obecnie najstarszy pies Maks- był całkiem skowyrnym staruszkiem.jeździł z nami nadal na wycieczki do lasu, szczekał, biegał interesował się suczkami...No i właśnie przez suczkę jakiś miesiąc półtora temu uciekł. wymknął się mojej mamie ze smyczy i zaginął na godzinę. Oczywiście się znalazł ale od razu pobiegłyśmy z nim do weta na obdukcję bo był bardzo wystraszony i wymiotował( ze stresu) i wtedy pani doktor wymacała mu na jądrze niewielkiego guza. Kazała za jakis czas to skontrolować i tak też zrobiłyśmy. dwa tyg temu poszłyśmy z Maksiem na USG i RTG. guz faktycznie był, dosyć spory i o dziwnej strukturze ale w płucach czysto, żadnych przeżutów. Zrobiliśmy badania kwi miał leciutko podwyższoną kreatyninę ale doktor powiedział że to w jego wieku normalne( ma 12-13 lat) i że nie dyskwalifikuje go to do zabiegu. Wszystko przebiegło pomyślnie, następnego dnia zjadł, bolała go pupa..normalna sprawa. Dostaje też furosemid i lotensil więc nie zdziwiło mnie że więcej pije i siusia. do tego jescze antybiotyk i leki przeciwzapalne i przeciwbólowe... No i teraz przechodzę do meritum sprawy. Operację miał we wtorek. do czwartku było w miarę ok. w piątek byłam z nim na kontroli ale vetka stwierdziła tylko ze trzeba mu będzie zrobić powtórne badania krwi..mówiłam jej że ma słaby apetyt i że pojawiła się biegunka ale stwierdziła że to może być od antybiotyku i bla bla bla, niema się co martwić. Wczoraj zauważyłam że zrobił mu się dziwny zapach z pyska. Taki sam jaki miał mój 16 letni jamnik który umarł na mocznicę. Jestem przerażona tym że u niego tez mogły wysiąść nerki. W poniedziałek idziemy na badania i zobaczymy co wyjdzie...Bardzo się martwię, bo wiem że jeśli to mocznica to niema już dla niego szans. Boję się że niepotrzebnie oddałam go na tą operację...tak bardzo chciałam mu pomóc , a boję się że przyczynię się do jego śmierci. Dodam jeszcze że ma za bardzo apetytu, więcej pije, i właściwie teraz tylko śpi albo leży .Wychodzi 4 razy dziennie na dwór i to chyba jedyna oznaka że nie jest jeszcze bardzo źle bo nawet troszkę się cieszy ze spaceru... Nie wiem co zrobić. badań jutro mi nie zrobią bo jest niedziela, trzeba czekać, ale z drugiej strony wiem że każda minuta jest ważna. Zwariuję , pół roku umarła moja Sabina...Tak bardzo nie chcę żeby Maksowi sie coś stało...:placz: Miał ktoś taką sytuację? są jakieś szanse?
-
Nastolatek powiesił swojego psa na oczach młodszych kolegów
Shae replied to aganiechaa's topic in Media
Co to za matka która uczy swoje dzieci okrucieństwa. Później takie gnojki będą zabijać się nawzajem, wyrosną na bandytów i psychopatów...Zresztą co tu dużo mówić...mamusia nie lepsza. Wiem że nie powinnam tego mówić, ale chyba bez ogródek wydałabym na nich taki sam wyrok. Właściwie mogłabym nawet go wykonać. -
Dzisiaj odeszła od nas Sabina. Po długiej walce, operacji, ciągłych wizytach u weterynarza jej organizm zbuntował się a ona straciła wolę życia. od wczorajszej nocy miała nagłe pogorszenie, dzisiaj po południu już jej z nami nie ma. Jestem pełna smutku, żalu i rozpaczy . Byłam z nią związana jak nikt inny, była tylko moja. Moja ukochana sunia.Znajda, jedyna w swoim rodzaju. Najmądrzejsza suka jaka znałam, opiekunka naszego najmłodszego psa, wierna towarzyszka na dobre i na złe. Zrobiliśmy dla niej wszystko co mogliśmy. Teraz niech hasa szczęśliwie po krainie wiecznych łowów gdzie nie ma bólu, igieł, ciagłej niewygody a jest za to jej część fretkowo jamniczej rodziny. Kiedyś wszyscy się spotkamy.... Spij spokojnie maleńka...:-(
-
no generalnie to ta anemia wynikła podobno z usunięcia śledziony. Myslę że się unormuje, a za jakiś czas znowu zrobimy jej morfologie żeby zobaczyć czy coś sie zmieniło.
-
A z naszą sabą raz lepiej raz gorzej. Szwy już zdjęte dawno ale teraz pojawiła się drobna anemia i ogólny stan zapalny organizmu.( prawdopodobnie od szwów rozpuszczalnych umieszczonych w jamie brzusznej.no i z brzuszka się sączy. Sucz znowu dostaje antybiotyki. Ale za to jest gigantyczna poprawa jezeli chodzi o zaburzenia neurologiczne. mnie ma juz żadnego włażenia w meble ani kręcenia się w kółko. No i apetyt dopisuje, i sierść jakaś taka ładniejsza a oczka bystre:) A anemia pojawiła się mimo witamin i karwy weterynryjne ( convalescence royal canin). Zmartwiło mnie to chociaż jest niewielka. Ale wkurzyła mnie ostatnio sąsiadka która patrzyła z politowaniem na mojego psa i dopytywała sie dlaczego ja jej jeszcze nie uśpiłam:angryy: Bezczelna baba...a jak jej suka uciekła i była w c iazy to szczeniaki potopiła albo jak suka miała wygryziony bok to o weterynarzu mogła nawet pomazyć. Masakra, przykro mi sie zrobiło.
-
kiwiadams good idea, trzeba flondrę nauczyć kto tu rządzi;P A u nas jest tak. Suka cały czas chodzi w kółko i zipie.Nie wiem już sama czy jest taka pobudzona to od tego że ją tak boli czy to te pooperacyjne problemy neurologiczne związane z obniżeniem cisnienia podczas zabiegu.Chyba że zamiast leków przeciwbólowych dali jej końską dawkę efedryny.:P Kręci się za wodą strasznie;/ Od czasu do czasu uda mi się ją położyć i wtedy zasypia na jakieś 15 -20 minut a ja z nią. W ogóle pierwszy raz w swoim własnym domu spię razem z psem na podłodze. mamy porozkładane koce a ja wyszperałam swój stary woodstockowy śpiworek z szafy i jakoś musimy dawać rade. Wcześniej wartę pełnił mój luby żebym ja przespała się chociaż godzinę. na 8-9 pójdziemy do weta na kroplówkę i zastrzyki. mam nadzieję że druga doba po operacji nie będzie już taka dramatyczna. gryf80 dzięki za ściągę:)
-
gryf80 super pomysł!, że ja sama na to nie wpadłam... Zaraz przystapię do szycia ubranka:) Teraz zasnęła, chwile przy niej posiedziałam i się wyluzowała. A a propos sąsiadki to czuję już że to będzie długa przeprawa i jeszcze nie jedna awantura
-
Jesteśmy już w domu:multi:. guz wycięty, macica też, obyło sie bez komplikacji. Niestety wydawała mi ją jakaś młodziutka pani weterynarz której nie było przy zabiegu i szczegóły operacji będę znać dopiero jutro;/...ale teraz jest masakra szczerze mówiąc. Bida nie może sobie znaleźć miejsca, łazi w kółko i dyszy. Troszkę ją położyłam i na chwilę się nawet uspokoiła...Biedna widac że ją strasznie boli, tyle że nie położy się w jednym miejscu tylko będzie chodzić. Zapowiada mi się cudowna noc;/ Dostałam jescze jeden zastrzyk przeviwbólowy gdyby był kryzys. No i musiałam na razie zdjąć jej kołnierz bo w ogóle go nie ogarniała, ale wyszłam z założenia że dopóki jej pilnuje to może być bez. Jak wracaliśmy to w taksówce urządziła cyrk i zaczęła strasznie piszczeć. Matko, szczerze mówiąc to trochę nie wiem co robić. Denerwuje się przez to strasznie, na wzystkich krzyczę. A żeby tego było mało to wprowadziła się do mieszkania pod nami moherówa której przeszkadza najmniejszy hałas. Czekam tylko kiedy zadzwoni po straż albo po policje bo któryś z psów zacznie szczekać ( te dwa małe które mam, są strasznie czujne i na każdy dzwięk na klatce podnoszą alarm).Iwłaśnie przed momentem przylazła do mnie z awanturą. Jak nie urok to sraczka za przeproszeniem.:roll: No nic, wracam do suni, jakoś jak z nią siedz ę to jest spokojniejsza.
-
No tak, słyszeliśmy "trzustka" ale obydwoje byliśmy bardzo zdenerwowani i poprostu źle napisaliśmy na forum. To nasz błąd , a nie weterynarzy. Takiej mozliwości o jakiej piszesz kiwiadams nawet nie było. Po pierwsze nie mialabym jak przewieźć suki do innej lecznicy ( chyba że taksówką w obie strony, co wiąże się od razu z dodatkowymi kosztami) po drugie też mam ograniczone fundusze i staram się jej pomóc na tyle na ile mogę. a za całe jej leczenie i tak wyjdzie około tysiąca złotych a to nie mało. Gdybym miała mo zliwość to oczywiście zrobiłabym tak jak piszesz, ale jest jak jest i musiałam polegać na tej lecznicy. Chodzimy do Animala, do dr. Gierulskiego. A suka właśnie przechodzi zabieg, pan doktor ostrzegł nas że po spadku cisnienia mogą(ale nie muszą) na jakiś czas nasilić się jej dolegliwości neurologiczne ( sunia po jest udarze kiedy się zdenerwuje zaczyna tak kręcić głową jakby się rozglądała. Ale nie utrudnia jej to życia.)
-
Aaaaj wróciłyśmy od weterynarza i właściwie same dobre wiadomości operacja przesunięta jest na jutro na godzinę 11:30. guzy w płucach okazały się tylko cieniami od naczyń.:multi: Sunia dostała kroplówke i antybiotyk. No i stało sie coś dziwnego okazało sie że guz trzustki przeniósł się na śledzionę. endurka miała rację...poprostu pomyliłam narządy i guz przemigrował na śledzionę...znaczy byłam pewna że chodzi właśnie o trzustkę , byłam tam z narzeczonym i on tez słyszał że trzustka a dzisiaj jak rozmawiałam to okazało sie ze jednak guz jest na sledzionie. pewnie to przez nerwy,stres i ogólne zamotanie wszystko pomieszałam,w każdym razie przepraszam Was bardzo:oops: aż wstyd mi teraz. W każdym razie operacja jutro, mam nadzieję że wszystko będzie dobrze. Sunia jeszcze dzisiaj dostanie swój neotropil i wode a jutro już nic. Mam nadzieję że teraz wszystko pójdzie ku dobremu:) Dzięki za słowa otuchy:)
-
endurka Niestety, dopiero w czwartek mają wolny termin...a co do tego" niby guza" też jak już to na spokojnie przemyślałam to wyniki krwi faktycznie nie są w ogóle adekwatne do tego co orzekł weterynarz. No ale mówię, dzisiaj idziemy to jeszcze się dokładnie skonsultuje. Wczoraj z tych nerwów to już zaomniałam się zapytać o takie ważne kwestie. a kroplówki i leki to oczywiście podajemy. dzisiaj po południu też idziemy na kroplówkę, antybiotyki, leki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Jest to tylko odrobinę problematyczne bo nie mamy jeszcze samochodu i sunie trochę trzeba donieść a trochę musi do spacerować sama. Na szczęście nie jest daleko. Jak będzie trzeba to możemy ją "dokroplówkować" w domu. Mamy juz wprawę. Napiszę wieczorem co i jak:)
-
Wczoraj wieczorem jeszcze rozmawiałam z panią weterynarz i wstępnie na zabieg jesteśmy umówione na czwartek na 14. Na zabieg zdecydowana jestem zdecydowanie tylko że mówiono mi w lecznicy ze jeżeli ma te guzki na płucach to ten na trzustce jest przerzutowy i ze usunięcie go może spowodować powstawanie nowych. nie wiem, idziemy dzisiaj popołudniu i się okaże.Właściwie to to będą dwa zabiegi bo jescze usuną jej tego guza. Ale mam ogromną nadzieje że to tylko te cienie. wczoraj jak wróciłyśmy do domu to zjadła nawet miskę mięsa z ryżem więc chwilowo lepiej się czuła po lekach przeciwbólowych. Mam jeszcze pytanie , czytałam gdzieś że przy ropomaciczu występuje syndrom słabego zadu...no i moja sunia właśnie chyba coś takiego ma bo podnosi się ze strasznym trudem. Siedzę z nią narazie cły czas więc jej mogę pomóc. dochodzą jeszcze do tego te jej tylne łapy w kiepskiej kondycji, ale nigdy nie bylo tak że nie może się podnieść;/ Kiwiadams- nie mam pojęcia jaki to był sprzęt,I miała robione USG. RtG miała tylko na płuca. moja wetka konsultowała się jeszcze ze starszym kolegą. poczatkowo były podejżenia że to jajnik z takim guzem. No nie wiem, znając życie to dopiero po "otwarciu" okaże się co to jest na prawdę ;/. Najważniejsze na razie dla mnie jest zeby doszło do zabiegu. Endurka- Tak zasugerował mi weterynarz, że trzeba go usunąć razem z macicą. dzisiaj dopytam się co i jak Dzięki za odpowiedzi.
-
Witam. Mam problem z moją On-kową sunią Sabiną(ok 15 lat, nie wiem dokładnie gdyż jest znajdą). Pomijam to że odkąd ją mam(ok 5 lat) przeszła już udar,babeszjozę, ropień na brzuchu,ma zmiany zwyrodnienioe w kręgosłupie i nie domaga już na tylne łapy...Teraz zrobiło się na prawdę poważnie.:( Może zacznę od początku... Jakieś 2-2,5 miesiąca Saba miała cieczkę, wszystko przebiegało normalnie. i jakieś 2 tygodnie temu znowu zaczęła się dziwnie zachowywać. to znaczy zaczęła mniej jeść, była bardziej marudna i niespokojna, ale niestety trochę to zbagatelizowaliśmy z rodziną. Tydzień temu zaczęło robić się coraz poważniej, sunia zaczęła krwawić z dróg rodnych. Mam w domu jeszcze dwa małe psy które oszalały na jej punkcie. To znaczy zachowywały się tak jakby miała normalną ruję i przez to pomyślałam że może coś ej się z biorytmem porąbało i znowu ma cieczkę.;/W tym samym (wiem, głupim) przekonaniu utwierdzała mnie rodzina, chociaż wydawało mi się to bardzo dziwne. Suka była coraz bardziej niespokojna i przestała jeść ( wczoraj wieczorem była kulminacja). Sucz przez całą noc popiskiwała, wierciła się, próbowała wstawać potem znowu się kładła. oczywiście zapaliła się od razu lampka ze to nie żadna cieczka i przeszperałam internet. wszystkie objawy, łącznie z dziwnym wyciekiem z dróg rodnych wskazywały na ropomacicze, bądź zapalenie pochwy( nie wiem czy to to samo)....więc udałam się dzisiaj z suczydłem do weterynarza ( niestety mój narzeczony musiał ją donieść ponieważ nie miała siły iść). Pani weterynarz od razu potwierdziła diagnozę, pobrano jej krew i zabraliśmy ją na USG. no i właśnie tu wyszły najgorsze rzeczy... Okazało się że oprócz ropomacicza ( które jest dosyć łagodną odmianą , i "otwartą") to ma na trzustce 5 cm. guza :-(...ale to jeszcze nic, bo dałoby się to wyciąć teoretycznie,ale są podejrzenia że to jest przerzutowe. Zrobili smy jej jeszcze RTG płuc i wyszły tam małe guzki. Chociaż to jeszcze nie jest do końca powiedziane bo mogę to być cienie od naczyń( modlę się żeby to były te cienie:-() inaczej pozostaje mi tylko leczenie farmakologiczne i decyzja o uspieniu mojej suni. Poza tym wyniki krwi wyszły "wzorcowo" jak na jej wiek , nerki i wątroba też w porządku. serce w miarę też.( na tyle ze narkoza byłaby bezpieczna) Boję się, nie wiem teraz co robić. na pewno jeżeli będzie możliwość operacji to Wyślę Sabinę pod nóż...ale jeżeli nie...to co? dawać je leki przeciw zapalne i przeciwbólowe? Bardzo się boję że będę musiała podjąć tę najtrudniejszą decyzję....:-( Dostała dzisiaj antybiotyki, chyba sterydy, leki rozkurczowe i przeciwbólowe i dwie kroplówki. Jutro powtórka i dowiem się czy to są szanse na operację. trzymam kciuki że są :( Miał ktoś podobny przypadek? są jakieś szanse..?