Witam was wszystkich. Mój piesek ma na imię Chaps(wymawia się na początku H) i skończył 11 września 10 lat. To Shih-tzu. Mam go przy sobie prawie pół mojego własnego życia i całe jego życie. Zawsze był ze mną blisko, spaliśmy razem w łóżku, dzieliliśmy się zabawkami i w ogóle byliśmy nierozłączni. To był pierwszy i jedyny pies który był NAPRAWDĘ tylko mój od początku do końca i mnie uznał za przywódczynię stada. Niestety piesek zawsze był neurotyczny i bardzo emocjonalny(miał to trochę po mnie). Jeśli zostawał sam w domu to głośno szczekał przez cały czas. Ale od jakiegoś czasu nasiliły się z nim problemy. Półtora roku temu mama na urodziny dostała nowego pieska - Chihuahuę. Nazywa się Klusek. Myślę, że najpierw Chapsik się stresował obecnością nowego członka stada. Zaczął więcej jeść, jakby zajadał stres. niestety też mniej się ruszał niż zwykle bo szczeniak jak to szczeniak chciał się bawić, a Chaps nie chciał się z nim pouchwalać(Chaps w ogóle nie lubi psów mniejszych od siebie.) kiedy tylko Chaps się ruszył z chęcią na zabawę Klusek zaraz do niego biegł. więc Chapsik przestawał. przytył przez to dwa kilogramy(ważył poniżej 5, a przytył do powyżej 6, prawie 7kg.), a zawsze był bardzo szczupły, miało się wrażenie, że sam "dba o linię" po jedzeniu bawił się długo, żeby spalać kalorie. Rok później przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, co z pewnością nie poprawiło stanu Chapsia, bo on jest trochę jak kot. Przywiązuje się do miejsca. Ale to nie wszystko. Chaps stał się bardziej nerwowy i emocjonalny. ciągle pojękuje. Jak chce np wejść do sypialni po swoją zabawkę, albo wejść na łóżko, albo kiedy ja jestem w innym pomieszczeniu i on chce być ze mną. Jest spokojny tylko jak śpi, na szczęście dużo śpi. Ja sama mam problemy i rzadko wychodzę z domu. Kiedy wychodzę Chaps zostaje z mamą( prawie nigdy nie jest sam) w każdym razie wcześniej, w starym mieszkaniu, jak wychodziłam gdzieś, a mama z nim zostawała, Chapsik tylko pojękiwał i czekał na mnie pod drzwiami. Nigdy nie jadł po moim wyjściu. Zawsze był smutny. Teraz niestety to się znacznie pogorszyło. Kiedy tylko gdzieś wychodzę na dłużej niż godzinę Chaps się cały czas wydziera. Szczeka bardzo głośno, mama ledwo to znosi. Poza tym jeśli nie wrócę po godzinie sika na środku salonu w ramach protestu. I on to robi nie dlatego, że ma taką potrzebę fizjologiczną, bo zawsze zanim wyjdę to go wyprowadzam na spacerek. wygląda to jakby robił to naprawdę całkowicie specjalnie. i on doskonale wie, że robi źle, to po nim widać. przed wyjściem często daję mu leki na uspokojenie - valused, melisowy syropek dla dzieci. ale to nic nie pomaga. mama mówi, że tylko się czasem mniej wydziera, ale też nie zawsze. sika natomiast za każdym razem. dodatkowo kiedy wychodzę to idzie do mamy i do niej płacze pokazując jaki jest skrzywdzony., normalnie NIGDY tego nie robi. w zasadzie nie przepada specjalnie za przyjaźnieniem się takim "fizycznym" jak zwykłe psy. ale kiedy ja wychodzę idzie do mamy, wpycha się na nią, a po jakimś czasie włazi z mamy na stół i na nim siada. jeśli mama nie pozwala mu wejść na stół to siada na szafce koło telewizora. mimo iż może równie dobrze siedzieć na kanapie, ale wydaje mi się, że on chce po prostu lepiej widzieć przedpokój. czy mieliście kiedyś podobny problem? moja mama już nie wytrzymuje, ja też ledwo kiedy wracam i pierwsze co muszę robić to myć podłogę w salonie. macie może jakiś pomysł na rozwiązanie tego problemu? czy tak już po prostu będzie i musimy się przyzwyczaić? martwimy się, bo w październiku zaczynam studia niestacjonarne w innym mieście i Chapsik najprawdopodobniej będzie zostawał z mamą na weekendy. mama jest przerażona, ja się martwię, bardzo mi przykro, że on tak to przeżywa ale naprawdę nie wiem, jak mu pomóc.
[IMG]http://www.voila.pl/167/za4a6/index.php?get=1&f=1[/IMG]
tak wygląda mój kochany Chapsik(niestety nie ma jednego oczka :( )