Jump to content
Dogomania

Annaa4

Members
  • Posts

    4424
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Annaa4

  1. dobrze dziękuje, pozwolę sobie objąć królika "wirtualną pomocą" w miarę swoich możliwości :) to ten "pachnący" pellet wyślę a później jeszcze zamówię kolejne
  2. Dzień Dobry, Jak tam u Fary ? Od czerwca będę mogła wrócić ze stałą deklaracją na razie 20zł miesięcznie.
  3. Melduje się :) Gotowa do działania ! po 10.05 mogę zamówić większą ilość takiego pelletu : https://allegro.pl/oferta/zwirek-drewniany-podloze-dla-kotow-30-kg-economic-6622731775?snapshot=MjAxOS0wNC0yNlQwMzo0NTo0My4yODZaO2J1eWVyO2FmNTljMWM3NDNiY2JmMjc3NWIzZWVkODQ5OTIzNjkxNWMzZDk1Y2NjNGNkZjcyYWFiMmQ0OWRiMjEwY2QxMWE%3D Sama zamawiam dla królików, trochę się pyli ale całkiem dobrze chłonie. Mam pytanko co do królika który jest w tej pokaźnej bandzie, czy on też jest do adopcji ? Jeśli tak zastanawiałam się czy w tej sytuacji nie zapukać do fundacji króliczej o pomoc, króliś jest wysterylizowany ? Nie chce żeby to jakoś źle zabrzmiało, ale zamówiłam dla tego króliczka sianko od mojego dostawcy, nie mógł niestety wysłać tego siana które normalnie zamawiam (bo niestety z roku na rok zbiory coraz gorsze) i prosiłam o info, gdyby uszak go nie jadł,żebym mogła w razie czego zamówić nowe. Kejciu gdybym mogła prosić o jakąś informację jak się uda :) czy je je - jeśli będę też wiedziała wcześniej że się kończy postaram się zamawiać regularnie to lub inne sianko i suszki :) Takie prace na pewno znajdą nowych właścicieli można by utworzyć grupę bazarkową na FB (tam Kwiaciarenka ma trochę followersów może to ich jakoś ruszy do pomocy ;-) ) ps. taki mam na już do oddania : https://allegro.pl/oferta/agropellet-30kg-dla-kotow-do-kuwet-eko-zwirek-7769649882?snapshot=MjAxOS0wMS0zMVQwNjozODo1OS43ODRaO2J1eWVyOzFlYjZjMjQyZTBiNDUyZTFhYjdmMzU3MTJjZWYyYWViZjVkZGU3NGU2ZTllZmM0OWU3MGMzYzA1OTMwOTEwNDg%3D ale cholera tak śmierdzi że szok ;-) trzeba najpierw otworzyć worek i trochę przewietrzyć, w mieszkaniu w małym pokoju było po prostu nie do wytrzymania. Mogę wysłać ale ostrzegam ;-)
  4. Cześć, tyle się dzieje. U naszego psiaka rodzinnego Małego (14 lat) zaczął rosnąć wielki guz tak koło łapki. Wycięty też ze sporym marginesem, rtg wyszło ok, badania krwi też spoko. Oczywiście najgorsza odmiana złośliwca, ale Mały doszedł w miarę szybko jak na jego lata do siebie :))) I wiadomo zobaczy się na ile to pomoże. Tamb, trzymaj się !! zacytuje tylko to co wcześniej zostało powiedziane " nie liczy się długość a jakość życia" trafiła najlepiej jak mogła, zresztą wie o tym skoro cię dopuszcza do siebie, a kiedy przyjdzie czas na podjęcie decyzji to przyjdzie. Teraz tu najważniejsze !! Idę pstrykać i tworzyć bazarek :)) trzeba spłacić kartę kredytową !! Miłego weekendu !!
  5. A chciałam się zapytać jaka decyzja z jamniorem zostaje u Was czy do przytuliska ? Z królikami mógłby się dogadać ?
  6. Witam "krajankę" z tymi wetami to prawda a dla świnek morskich czy królików to nie ma opcji tylko Warszawa. A ja wiem, że tutaj mieszkają takie zwierzaki bo sama kilka WPA zrobiłam. Namawiam wetke na otworzenie drugiej przychodni. Cały czas o tym myśli bo wie że tam posłucha jeśli chodzi o opiekę weterynaryjną. Przyjmują każdego zwierzaka, gady z tego wiem też już :) hehe. A więc jest nadzieja której się trzymam ;-)
  7. Ja mogę, już zresztą zaczęłam powoli pstrykać zdjęcia i robić opisy tego co mam. Trochę będzie zabawnie z wysyłką, bo wiele lat mój prawie były mąż wszystko wysyłał mi wszystko kurierem ;-) Kiedyś korzystałam z poczty to ten przypomnę sobie ;-)
  8. Bardzo mocno ściskam, w pełni rozumiem ten smutek z powodu podjęcia decyzji o uśpieniu. To najgorsze musimy podejmować decyzję za psiaki które nam nie powiedzą tak zrób to albo chce z Tobą być nie ważne że cierpię. Cóż taki nasz obowiązek podejmowania najtrudniejszych decyzji. Trzeba pamiętać o dobrych chwilach i tym, że dzięki Tobie miały wspaniałe życie, kochającą osobę, która poszła by za nimi do piekła. Przecież doskonale wiemy, że psiaki to doceniają dla nich to cel w większości oczywiście, nie które udają, nieprzystępne ;-) Jeszcze raz tule, teraz masz okres żałoby płacz, śmiej się itp. i proszę cię bardzo znajdź czas dla Ciebie nawet te 30min na ciepłą kawę/czy herbatę. Masz pomoc w mężu/partnerze ? Tak mi się przynajmniej wydaje z tego co piszesz. A nawet 15 min nie ważne czy będziesz nadal myślami i obawami z nimi. Jednak przez chwilę fizycznie odpoczniesz :)
  9. Dziękuje bardzo za słowa wsparcia :)) Od dobrych prawie 10 lat była wegetarianką, w ubiegłym roku postanowiłam iść o krok dalej, etapami odstawiać produkty od zwierzęce. Od stycznia stosuje dietę wegańską (bo weganką się nie czuje). Czasami jeszcze zjem krewetki, i jem jajka bo rodzicielka ma zaprzyjaźnioną Panią co do której jesteśmy pewni, że kury mają się dobrze. Jak jajka są to są, jak kury nie maja ochoty to jajek nie ma :) U nas w mieście obok, jest nie wiem czy dobrze to napiszę rozbiór drobiu, a więc czasem też przejeżdża transport śmierci. Ja oczywiście miałam zwierzaki przez te lata, adoptowałam świnki morskie, byłam dla nich też DT, do tej pory przeprowadzam WPA. W między czasie trafił się też królik, wykupiony ze sklepu. Obecnie mam dwa króliki po 5kg żywej wagi. Jeden uratowany przed byciem tuszką w Biedronce- Walt, Piernika za to została oddana po śmierci właścicielki do schroniska, a stamtąd szybko została przeniesiona do stowarzyszenia zajmującego się królikami. Dla stowarzyszenia króliczego też przeprowadzam w swojej okolicy WPA, ale jak na razie nie miałam szczęścia do żadnej :))) nadal czekam. A teraz kończąc optymistycznym akcentem, trochę lansu i bansu :))
  10. W sumie od bardzo długiego czasu zbieram się żeby to napisać. Kiedy trafiłam na dogomanię (nie pamiętam już jak) strasznie się wkręciłam, pomagałam finansowo, robiłam bazarki, i coraz bardziej świrowałam(nie wystarczało mi na życie, wzięłam kredyt potem następny, to takie proste kilk na koncie). Kiedy już nie wytrzymałam tego cierpienia (wchodziłam na coraz więcej wątków), jednocześnie prowadziłam normalne życie. Poznałam swojego męża, okazało się że ma też jakieś długi, wspólnie wzięliśmy kredyt pod jego mieszkanie żeby było łatwiej spłacać (ok. 50 tys z czego ponad 30 tys. to moje zadłużenie). Z Warszawy przeniosłam się do Otwocka, i zaczęłam wariować, non stop tylko jakieś bezdomne zwierzęta, ale też takie gdzie właściciele wypuszczają a więc też było nie wiadomo czy jest sens wzywać straż miejską. Tutaj też muszę się przyznać, że od dawna nie wyjeżdżałam z Warszawy bo spotkanie bezdomnego psiaka wywoływało u mnie atak paniki, płacz itp. Pamiętam do tej pory jak jeszcze z wcześniejszym chłopakiem pojechaliśmy za Warszawę do jego kolegi, jechaliśmy busem a przy drodze co i rusz psy (w grupie, samotnie itp.) zwariowałam, ukradkiem płakałam. Ale wracając do Otwocka, wychodzenie z domu gdzieś na spacer itp. Sprawiało mi coraz więcej problemów, pojawiła się depresja, z domu wychodziłam tylko do pracy, sklepy czasami te blisko domu, i ciut dalej. Nawet samochodem było ciężko.Doszło do tego, że bardzo się bałam spotkać bezdomnego psa, a jak siedziałam w domu to jak tylko jakiś psiak zaszczekał biegłam do okna i sprawdzałam . Jednocześnie depresja, się rozwijała, natręctwa. Trafiłam do dobrego psychiatry, leki podziałały ale nadal wychodzenie było problemem (pamiętałam każdego psa którego widziałam, i to wracało). Mąż wspierał ale to też dla niego było ciężkie. Ogólnie były lepsze i gorsze okresy- miałam zalecenie żeby iść na terapie ale jakoś tak. A potem nadchodziły gorsze okresy i wiadomo zmiana leków, a terapia musiała zaczekać aż poczuje się lepiej. Gdzieś tam mój mąż zaczął więcej pić (takie wiecie trzy piwka codziennie, niby nic ale jednak- dla mnie dużo mam ojca alkoholika). Mimo moich próśb nadal codziennie pił, jednocześnie mi pomagał, ale mnie łamało że związałam się z moim ojcem (zresztą w pewnym momencie nasz związek wyglądał jak moich rodziców- dla mnie to był szok). Ale nie ważne było coraz gorzej, w pracy sobie nie radziłam, w końcu poszłam na zwolnienie. Myśli samobójcze, na którejś wizycie u mojej lekarki przyznałam się do tych myśli i wizji- dla mnie to po prostu było jak wybawienie od tego co mój mózg mi serwował. Z miejsca powiedziała, że chce mnie wysłać do szpitala, że nie wybaczy sobie jak mnie puści a ja coś sobie zrobię. No i tak się zgodziłam, załatwiła mi szybkie przyjęcie do szpitala w którym pracuje, obiecała przyjść następnego dnia, powiedziała dokładnie że będę na oddziale z ludźmi którzy mają różne choroby psychiczne, żebym się nie przestraszyła. Byłam załamana tym szpitalem, ogólnie byłam tylko tydzień, ubłagałam lekarza- miałam zalecenie pójścia na terapie, ogarnęłam to jeszcze będąc w szpitalu. Trafiłam na terapie grupową, ponad rok byłam na zwolnieniu lekarskim. Okazało się, że jednak też mój mąż był przyczyną mojego stanu zdrowia to było dla mnie dużym szokiem. Jednocześnie powiedziałam mu że jeśli nie ogarnie swojego problemu to koniec, tak trafił na terapie AA ( zresztą do tej pory chodzi do psychologa). Przez ponad rok próbowaliśmy ratować swoje małżeństwo , obecnie jesteśmy w tracie rozwodu (ja podjęłam decyzje) okazało się, że jesteśmy różnymi ludźmi. Dlatego jakiś czas temu napisałam tutaj na wątku że mam trudny czas , i nie bardzo mogę pomagać jak wcześniej bazarkami itp. Muszę też ograniczać wkręcanie się w zwierzęta, bo nadal jest to dla mnie problem. Ale ogólnie mam coraz więcej lepszych dni :) Postanowiłam się tym podzielić, bo wydaje mi się, że jesteśmy podobne. A może też ktoś inny przeczyta będąc w podobnym stanie. Ogólnie dziele się tym, najbardziej wstydziłam się szpitala, też nad tym pracuje ;-) Może komuś to pomoże. To nie jest żadna słabość, być takim wrażliwym i nie mieć siły już znosić ciągłego cierpienia zwierząt. Jesteś bardzo dzielna, mając taką gromadkę przy sobie, opiekujesz się nią. To wszystko to przecież duże obciążenie psychiczne i fizyczne, nic dziwnego że czasami wysiadasz, boisz się tego co będzie później. Mam nadzieje, że nikt nie odbierze tego jak coś co nie powinno być tutaj.
  11. Bardzo mi przykro, czytam co u Was, Jordi był zawsze taki piękny, zawsze to trudna decyzja, myślę że najgorsza w całej opiece nad zwierzętami. Przypomina to tak strasznie jak są zależne od człowieka, na szczęście trafił na WAS, a nie na człowieka bez serca.
  12. Farczynka taka piękna :))) A tak wszystko ok u niej ?
  13. Żeby już bardziej nie robić sobie z gęby cholewy na szybko mały bazarek : zapraszam :)
  14. Szybki bazarek dla podopiecznych Tamb, zapraszam :) Wątek Tamb :
  15. Tak, wyślij mi proszę na pw adres e-mail postaram się wysłać zdjęcia i opisy max do piątku. w sumie nie głupi pomysł żebym wysłała do Ciebie tylko te rzeczy które się sprzedadzą, kurierem paczka jest na drugi dzień od nadania. a jaki rozmiar podkładów ?
  16. Dzień dobry, przepraszam bardzo tak dawno temu obiecałam kolejne bazarki i nic z tego nie wyszło. Obecnie mam nie najlepszy czas w życiu prywatnym. Może ktoś mógłby przejąć ode mnie fanty na bazarek, jestem w stanie zrobić zdjęcia i opisy. Rzeczy wysłałabym kurierem za darmo. Bywam na wątku, wspieram po cichu jak tylko będzie u mnie lepiej postaram się bardziej pomóc. pozdrawiam bardzo ciepło
  17. Dotarłam z opóźnieniem, 10zł dekl. stała/co miesiąc na razie tyle mogę :)
  18. Próbowałaś kiedyś peletu ? np. coś takiego: http://allegro.pl/zwirek-drewniany-podloze-dla-kota-gryzoni-75l-30kg-i5463825603.html Ryż i płatki owsiane ? przyjmiesz np. w dużych workach ? Obróżki Foresto : >8kg ok. 80zł x 2 <8kg ok. 100zł x 12 Łącznie ok. 1400zł To już wiem jaki będzie cel bazarku, koszmarna kwota :-/ W załączniku zrobiłam listę karm które podałaś możesz je tak wrzucić, będzie bardziej przejrzyście :) Karmy dla kotów.doc
  19. Tak, pewnie przelewaj !
  20. Bierz faktury jak płacisz gotówką, zawsze coś tam nam uda się zebrać na nie :) Mam transporter do oddania, w pw nie mogę wstawiać zdjęć dlatego tutaj się zapytam czy chcesz. Użyty kilka razy, ale jest za mały dla mojego królika. A tak ogólnie fajny bo można go rozłożyć, ma miejsce na karmę, i od góry można zajrzeć do zwierzaka. Transporter Catit White Tiger Voyageur, biały - Dł. x szer. x wys.: 48 x 32 x 28 cm
  21. Musze bo się uduszę : " Tosia, Tola, Pralinka (był jeszcze Pawełek ale w wieku 8 lat umarł na fipa, który ujawnił się dwa tygodnie po szczepieniu. Jeszcze w Krakowie miałam taka samą sytuację z fipem u kotki Bożenki) - to dzikie koty, które trafiły do mnie w wieku 7 miesięcy na oswajanie w celu przystosowania do adopcji. Nigdy się nie oswoiły, są ze sobą i z psami bardzo zżyte, ja jestem do karmienia i zmieniania kuwety. Mogę je brać na ręce ale sztywnieją i czekają aż się odczepię. Nie lubią dotyku. Zostały bo przez dzikość były nieadopcyjne. Są na moim wyłącznym utrzymaniu." Już od jakiegoś czasu dużo o tym myślę, chyba przy okazji któregoś schroniska i kampanii pokazywania starszych zwierząt- ogólnie pomysł super super. Ale za dużo w tym lukru, sprzedaje się trochę iluzje. Co to znaczy nie adopcyjny, no właśnie : chory, "brzydki", "wadliwy"- brak np. łapy, stary, mało przyjazny, długo trzeba oswajać itd. Nie mam możliwości mieć psów (a kociarą nie jestem :D, tak fajną jak Ty kocio-psiaro) dlatego miałam najpierw świnki morskie własne potem na tymczas. I moje prośki były niedotykalskie dlatego było ich trzech. I ok, tacy byli po przejściach. Dla mnie najważniejsze było to żeby tylko się mnie nie bali, żeby wiedzieli, że jak jedziemy do weta to nie oznacza że znów muszą zmienić miejsce zamieszkania. Obecnie mam królika też z adopcji, jego właścicielka umarła rodzina oczywiście nie zajęła się zwierzakiem, Piernika trafiła do schroniska a potem do króliczej fundacji. Przyjechała do mnie chwilę po sterylizacji. Mój wcześniejszy królik był bardzo z nami zżyty, spał jak pies przy nogach, z nami na łóżku itd. ale miałam go od 3 miesiąca, a wcześniej była otoczona bardzo troskliwą opieką w sklepie zoologicznym w którym pracuje mój kolega, i z którego ją wykupiliśmy żeby nie trafił do jakiegoś "człowieka". Piernika jest ze mną pół roku. Jest dosyć mocno agresywna, gryzie drapie, jest ciężka w obsłudze ;-) wiem, że spanie z nami w jednym łóżku do pobożne życzenia :D Ale do czego ja zmierzam a no do tego, że ludzie naprawdę od tego nadmiaru dóbr i wszystkiego na wyciągnięcie ręki zapominają, że nie wszystko jest cacy, nie wszystko jest ładne ale to nie znaczy gorsze po prostu inne. Dlatego na wątku Pierniki pokazuje jak wygląda króliczy pokój po całym dniu, piszę o tym jak Piernika znów mnie capnie. Co nie zmienia faktu, że jest coraz lepiej, ale widoczne zmiany widzę dopiero po pół roku. Dopiero niedawno podczas drapania lizała podłogę (to w króliczym slangu znaczy bosko mi lubię cię, nie liczę że poliżę mi rękę ale marzę o tym:D). Dla mnie najważniejsze jest to żeby się nie bała, a widzę, że to się zmienia. To my jesteśmy dla nich nie oni dla nas, bo to przez nas są w takiej sytuacji a nie innej. Dlatego nie lubię tego słowa "nie adopcyjny" ludzie są "nie adopcyjni" :D Przepraszam wiem, że średnio na temat ale tak musiałam sobie upuścić wśród "swoich" :D Konkrety dzisiaj segreguje rzeczy na kolejny bazarek. Mam prośbę gdybyś mogła wpisać jakie rzeczy są potrzebne. Np. dla kotów (nie znam się na nich) co jedzą, jaką karmę przyjmiesz zawsze, żwirek, maty, środki czystości itp. Czasami łatwiej jest takie rzeczy kupić i wysłać wiesz przy okazji np. robienia zakupów do domu :) Możesz wpisać też leki które podajesz, chcesz mieć na zaś, np. jakieś karmy ratunkowe które dobrze mieć w domu, a mają długi termin ważności. Takie które na stałe przyjmują Twoi podopieczni, preparaty, witaminy itp. Tak mi przyszło do głowy, bo ja sama czasami właśnie tak pomagałam. Miłego dnia, mój już trwa od 3 rano bo czatowałam na króliczy mocz :D żeby oddać do badania!
  22. Bardzo dziękuje za opiekę nad Olafkiem, takiej opieki życzę każdemu psiakowi.
×
×
  • Create New...