[COLOR=black][SIZE=2][B]Historia Koksa zaczęła się na jednym z dworców PKP w małej miejscowości w województwie mazowieckim... [/B]
[B][SIZE=3]Była już noc. Wilgotno i ciemno na obskurnym dworcu oddalonym niecałą godzinę drogi od Warszawy. Żółte światła latarni oświetlających perony tylko przygnębiały, nie oświetlając zbyt wiele. Trudno uwierzyć, że miałam tam przesiadkę. Już w pierwszych minutach coś jednak mnie zaintrygowało. Pies, mały pies.... Szedł za jakimiś dwoma Paniami, które były na peronie. Właśnie szły na schody aby wydostać się z dworca. Pies kroczył za nimi. Uśmiechnęłam się. Pomyślałam” fajnie, że ktoś sobie pieska zabiera w podróż. Jednak kiedy owe Panie zaczęły wspinać się po kolejnych stopniach PRL’owskich schodów, coś zburzyło mój obraz sytuacji, coś kazało mi obserwować.....Ów kobiety zaczęły odganiać idącego za nimi psa- :
”Idź stąd”, „Uciekaj”- usłyszałam.
W pewnym momencie pies skręcił i zszedł innymi schodami w przeciwnym kierunku niż owe damy. Zniknął w cieniu budynku przylegającego do dworca. Nie minęło parę minut, a kolejna osoba zaczęła podążać na mój peron- a za nią oczywiście pies. I tym razem brak zainteresowania ze strony podróżnej. Ku mojej radości zszedł na mój peron. Była okazja aby przyjrzeć się temu delikwentowi. Zawołałam, uśmiechnęłam się, wyciągnęłam rękę. Początkowo nieufny, po chwili podszedł do mnie. Aby przełamać pierwsze lody zaczęliśmy się witać. Od razu przypadłam mu do gustu. Przypomniałam sobie, że w torebce mam smakołyki. Poczęstował się bardzo chętnie- zjadając „w locie”. Otwartą dłoń delikatnie przesunęłam mu po grzbiecie. Czułam kręgosłup i wystające kości miednicy. Żebra mogłam mu bez problemu policzyć. Przy uszach zbite kule sierści z rzepami. Cały tył także stanowił jeden wielki, zbity kołtun. A więc.... kolejny bezdomny pies lub mocno zaniedbany uciekinier ( właściciele nie chcieliby się ze mną spotkać). Krótka decyzja- Zabieram! Pomagam!
Nie było z nikąd pomocy dlatego musiałam zabrać go do siebie czyli- jedziemy do Poznania. Co dalej? W pociągu trzeba było kupić bilecik. Nie było tanio bo to nie był osobowy.... I tak dojechaliśmy do Warszawy. Tam, czekała Nas przesiadka. Ja i pies-170 cm determinacji i 60 cm strachu. Nie chciał iść. Widać nie był przyzwyczajony do smyczy. Śladu po obroży nie miał. A więc znów na ręce.
Trafiliśmy na peron...uffff. Byłam już mokra, a ręce słabły. Nadjechał i Nasz pociąg- niestety tłoczno. Usiedliśmy przy drzwiach. Przed Nami były kolejne 3,5 h jazdy. W większości spaliśmy, chyba że On się drapał... Po 3,5 godzinnym zdrętwieniu dotarliśmy. Był już późny wieczór. Przeprawa przez poznański dworzec, wąskie przejścia i pełno ludzi. Znów strach- a więc na ręce i idziemy. O komunikacji miejskiej nie było mowy więc z dworca spacerkiem. Gdy dotarliśmy na miejsce- ulga. Pierwsze co zrobiłam to wycinanie kołtunów. Nożyczki i do dzieła. Nie spotkałam się z większym oporem. Ale im dłużej się przyglądałam z czym mam do czynienia tym słuszniejsza wydawała się moja decyzja. Łupieżu pod kołtunami masa.... Znalazło się i kilka kleszczy.... Kolejny dzień. Krótka wizyta u weterynarza. -„Pies zdrowy”
A więc tabletki na odrobaczanie i kropelki na pchły. Waga 14,5 kg. Szybka stresująca kąpiel i aplikacja kropelek. Wieczorem kolacja z suchej karmy. Noc niespokojna- zdychające pchły nie dawały spać. Wstawałam i zbierałam niedobitki. Do końca następnego dnia sama zebrałam ponad 40 sztuk. Rano małe problemy z żołądkiem .Z uwagi na to, że jakiś czas głodował - zalecenie weterynarza- miękka dieta na jakiś czas. Ale trzeba było jechać do domu rodzinnego. Co z Koksem? Znajomi nie, nikt nie miał miejsca w domach tymczasowych....do schroniska? Nie ma mowy!!! Był zbyt delikatny żeby tam trafić. A więc- zabieramy w kolejną podróż niewiele ponad 100 km... I znów pociąg. Podróż w deszczu. I tak domem tymczasowym stał się mój dom rodzinny... I tak do dziś szukam mu domu. Nabrał wagi, zniknął łupież, a wycięta sierść odrasta. Kolejne tygodnie mijają, a Koksik nadal szuka... tego swojego wymarzonego miejsca na ziemi.
[COLOR=blue]Przystosowany do życia w mieszkaniu. Zgadza się z innymi psami, chyba że te wykazują postawę agresywną- jego zachowania łatwo jednak korygować- jest uległy.
Akceptuje dzieci.[/COLOR]
[/SIZE][/B]
[/SIZE][/COLOR][IMG]http://img36.imageshack.us/img36/8266/dscn3651y.jpg[/IMG]
[IMG]http://img214.imageshack.us/img214/9319/koks3.jpg[/IMG]
[IMG]http://img220.imageshack.us/img220/968/dscn3698k.jpg[/IMG]
[COLOR=black][SIZE=2]
[/SIZE]
[/COLOR]