U mnie na placu jest tak pan jegomość,który puszcza sobie jamnika. I wtedy byłam z Sonią,a że Sonia biegnie do psów jak oszalała,a ja siedziałam na ziemi(była puszczona luzem,bo co zrobi 8 letnia kundelka,sięgająca do połowy piszczela?),podleciała do jamnika. Zaczęli się obwąchiwać itd. Podeszłam,zapięłam ją na smycz,a ten jegomość
-Chodź piesku,bo czymś się zarazisz...
-Nie zarazi się,bo moja suka jest zdrowa!
-Na pewno?-zapytał,stanowczo niedowierzająco.
Myślałam że zatłukę faceta ;/
Albo
Wracam z Lidla z kolegą i Rudym. Rudy ma kaganiec,idzie na krótkiej smyczy. Zza zakrętu wychodzi facet,z jakimś mieszańcem wilczura,i go puszcza! Ja od razu Rudego na ręce,i się drę
Ja-Niech pan go weźmie! Mój pies jest agresywny!
Facet-Ale mój nic nie zrobi!
Kolega-Niech pan go weźmie,bo ten pies jest na prawdę agresywny! Mój też z resztą jest,nie toleruje psów!
Facet zawołał psa,który miał widocznie zabawę. Potem Rudy był najeżony od łebka do szczątkowego ogonka ;/