Jump to content
Dogomania

mina21

Members
  • Posts

    129
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by mina21

  1. Niestety i ja sama spotykam się z podejściem, że kolczatka jest od tego, żeby "pies się nadział porządnie na kolce, to może się uspokoi"... Ale cóż robić, można tylko takim ludziom spokojnie tłumaczyć. ale nie lubię też przeginania w drugą stronę, takich ludzi co to gotowi Cię od razu o maltretowanie zwierzęcia posądzić jak tylko zobaczą na szyi kolce ;) Moim zdaniem wszystko jest dla ludzi (i psów), jeżeli się korzysta z tego z rozsądkiem. (I wybacz moją przesadzoną reakcję, TE dni ;) )
  2. oczywiście, że tego nie robię, nie jestem już jakimś początkującym psiarzem, uwierz ;) Chodzi mi raczej o to, że dzięki ćwiczeniom z kolczatką stało się łatwiejsze prowadzenie jej podczas ataku (bo pies już nie rzuca się z miejsca, tylko idzie przy mnie, co prawda warcząc, szczekając i tocząc pianę z pyska, ale idzie). Więc ten moralizatorski ton jest nie na miejscu ;)
  3. A co z tymi, co nie kupują, tylko adoptują te porzucone, skrzywdzone, cierpiące? Czy to też "naruszenie" ideologicznych podstaw wegetarianizmu? Muszę Cię zmartwić, ale nie - wegetarianizm nie powinien miec na względzie tylko dobra świnek czy krówek, ale WSZYSTKICH zwierząt - w tym psów. Jeżeli adoptując ze schroniska maltretowanego psa będę musiała karmić go mięsem - trudno, będę to robić i nikt mi nie wmówi, że robię źle! Bo źle, to robią ludzie, którzy jedną mięso dla widzimisię, a nie ci, którzy karmiąc inne istoty tym mięsem ratują im życie. Musisz zrozumieć, że nie ma czegoś takiego jak wewnętrzna sprzeczność, jeżeli chodzi o tę sprawę, tylko konflikt interesów. Polecam się podszkolić z zakresu wiedzy filozoficzno-etycznej, otwiera oczy na wiele spraw i koryguje tak kultywowane obecnie bezsensowne i błędne schematy myślowe.
  4. nie wyraziłam sie jasno, oczywiście chodzi mi o to, że TRZEBA ją zapłacić jak się decydujemy na posiadanie zwierząt domowych. Sprawa wygląda jednak tak, że psy nie są zwierzętami domowymi od wczoraj - i pewnie nieprędko przestaną być. Gdyby teraz nagle w imię idei wegetarianizmu zrezygnować z trzymania psów, kotów czy innych zwierzątek żywiących się mięsem, wiesz ile tych zwierzat trzeba byłoby zabić? No właśnie... to jest ten konfilkt interesów, który jest wynikiem przemian na świecie trwających setki tysięcy lat, nie jest to proces który da się łatwo i bezboleśnie odwrócić tylko dlatego, ze myślisz, że znalazłas rozwiązanie... Należy natomiast dążyć do kompromisu czyli do rozwiązania, w którym interesy każdej ze stron - ludzi, zwierząt hodowlanych, zwierząt domowych i zwierząt dzikich - będa przynajmniej na stopniu fundamentalnym respektowane. Takim interesem transcendentalnym dla każdego jest życie. W widoczny sposób negują tu sie interesy zwierząt hodowlanych i domowych - aby te drugie mogły żyć, te pierwsze muszą umrzeć, i to jest moim zdaniem najpoważniejszy i najtrudniejszy do rozwiązania konflikt. Nie jestem wszechwiedząca, żeby problem ten rozwiązać, moge jedynie jakoś kombinować co można byłoby zrobić, ale żadne z potencjalnych rozwiązań nie jest natychmiastowe, więc jedyne co możemy zrobić to starać się albo aby obecna sytuacja była dla strony pokrzywdzonej - zwierząt hodowlanych - jak najmniej okrutna - albo próbować przystosować zwierzęta domowe do wegetariańskiego stylu życia.
  5. Nie ma sprzeczności, ale jeśli takową dostrzegasz to świadczy tylko o fundamentalnym niezrozumieniu sprawy lub o tym, że swoją wiedzę na temat zagadnienia czerpiesz od ludzi, którzy przedstawiaja Ci skrzywioną wizję wegetarianizmu - tak zwanych ekoterrorystów, jak ich lubię nazywać. Wizja, w której nikt z żyjących na ziemi ludzi nie je mięsa, nie ma rzeźni i żadne zwierzę nie ginie z rąk ludzi jest tak dalece nierealna, że nawet utopia wydaje się przy niej na wyciągnięcie ręki. Generalnie zgodnie ze stanowiskiem szowinizmu gatunkowego, jedzenie zwierząt bądź też inne ich eksploatowanie, np. zaijanie na futra, jest formą dyskryminacji ze względu na przynależność gatunkową. Można to też w skrócie i uproszczeniu ująć jako wywyższanie gatunku ludzkiego ponad inne gatunki. Dodając to tego ideologiczne założenia wegetarianizmu, jedzenie mięsa PRZEZ LUDZI jest nieetyczne, ponieważ nie dość, że wykorzystujemy naszą przewagę nad zwierzętami aby je mordować, to jeszcze robimy to mimo, że nie musimy - w końcu na tym etapie ewolucji gatunek ludzki nie potrzebuje już mięsa (co nie znaczy że nie potrzebował go na początku swojego istnienie - spożycie mięsa przyczyniło się do znacznego rozwoju mózgu). OCZYWIŚCIE, masowe zabijanie zwierząt na karmę JEST tak samo złe jak zabijanie ich na kotlety schabowe, co za tym idzie, karmy dla zwierząt równiez są moralnie niesłuszne. Jednak jest to cena którą w dzisiejszym świecie trzeba zapłacić. Ja nie mówię, że czuję się dumna z tego, że karmię psa mięsem - ale mimo wszystko zdecydowałam się na posiadanie psa, w konsekwencji przyjmując na siebie wszystkie obowiązki z tym posiadaniem związane - nawet moje moralne rozterki. Nie da się wszystkiego pokazac na biało i czarno - w przypadku wegetarian karmiących psa mięsem sprawa jest trudna, ale nie aż tak wewnętrznie sprzeczna. My, jako ludzie, mamy świadomość z której należałoby korzystać - ale psy tej świadomości nie maja. Jeżeli juz doszło do sytuacji, ze psy zostały udomowione i hoduje asię je w domach, mamy moralny obowiązek zapewnić im jak najlepsze warunki. W tym momencie powstaje konflikt interesów, ale takie konflikty towarzyszą nam cały czas! W takim konflikcie owszem, ważniejszy jest dla mnie interes mojego psa, ale już kiedy chodzi o ludzi i jedzenie mięsa jest dla nich jedynie zachcianką, ważniejszy jest wtedy interes świnki, krówki czy kurczaczka. Idealnym rozwiązaniem byłyby małe, przydomowe "ubojnie" (to słowo ma strasznie negatywne konotacje ale w tej chwili nie moge znaleźć lepszego"), w których w humanitarny sposób, czyli np. zastrzykiem, usypiano by stare zwierzęta u kresu swoich dni, z których następnie mięsa można by robić karmę dla innych zwierząt- w czymże bowiem znajdziemy więcej życia niż w śmierci? Ideały jednak nie istnieją, można starać się do niego zbliżyć, ale nie da się go osiągnąć, nie znaczy to jednak, że trzeba zadowalać się obecną sytuacją. To, że nie uda nam się nigdy zlikwidowac ubojni, nie znaczy, że możemy bezkarnie opychać się mięsem. To, że jest to moralnie niesłuszne nie znaczy, ze nie możemy karmić naszych psów mięsem. trzeba starać się znaleźć złoty środek, a nie negować wszystko z miejsca i doszukiwać się sprzeczności i idei niemożliwych do zrealizowania. Trochę realizmu ;) Nie widzę w tym żadnej sprzeczności, po prostu nie trzeba do wszystkiego podchodzić z negatywnym podejściem i brać wszystkiego tak dosłownie.
  6. Cóż, ja jestem wegetarianką już... 7 lat? Najpierw po prostu zrezygnowałam z jedzenia mięsa (należy przecież pamiętać, że niejedzenie mięsa to NIE jest wegetarianizm), ponieważ już od dziecka zwyczajnie mnie brzydziło (jak kilkulatka podczas jedzenia udka kurczaka znalazłam w nim obrzydliwą, czerwoną żyłę i od tamtej pory jedzenie mięsa było dla mnie katorgą i czymś najabrdziej obleśnym na świecie :D), później zaczęłam interesować się prawami zwierząt i szowinizmem gatunkowym co skutkowało równoczesnym zainteresowaniem dietą wegetariańską. Obecnie od jakiegoś czasu powoli próbuję przyzwyczaić mój organizm do diety wegańskiej, którą planuję wkrótce zacząć praktykować (główną przeszkodą jest niestety u mnie brak czasu - prawidłowe zbilansowanie diety wegańskiej jest okrutnie czasochłonne). Obecnie mój wegetarianizm wynika przede wszystkim ze względów filozoficzno-światopoglądowych (uważam między innymi jedzenie mięsa za szowinizm gatunkowy, który w moim przekonaniu powinien być aktywnie zwalczany). Również względy zdrowotne mnie trzymają przy tym stylu życia - prawda jest taka, ze mięso jest zwyczajnie szkodliwe, nikomu i przy żadnych chorobach nie jest wskazane - lekarze próbujący komuś to wmówić to w moim mniemaniu niedouczone konowały i uceikam od takich gdzie pieprz rośnie. Moja babcia przez lekarzy mówiących, że ma jeść mięso bo zdrowe, bo na mięśnie dobre, bo blablabla - zniszczyła sobioe zdrowie w konsekwencji czego od kilku lat jest dializowana, jest również po amputacji nogi. Mogłabym przytoczyć milion argumentów za wegetarianizmem jak nie więcej - bo takie są, poparte badaniami, wypowiedziami ekspertów i wieloletnim doświadczeniem milionów ludzi. Daleko mi jednak od ekoterrorystki, zaglądającej ludziom do talerza, dlatego też dopóki ktros wyraźnie mnie o to nie poprosi, staram się nie wgłębiać jakoś szczególnie w szczegółowe opisy zalet wegetarianizmu. Zabrzmieć to może trochę arogancko, ale pozwolę sobie stwierdzić, że mam pewne kompetencje do wypowiadania się na ten temat, które niekoniecznie inni ludzie posiadają, z racji tego, że tematyka ta jest gruntownie powiązana z kierunkiem moich studiów i moimi zainteresowaniami naukowymi, i o ile w dziedzinie zdrowotnej za eksperta uchodzic nie mogę, tak od strony etycznej posiadam pewną naukową wiedzę która pozwala mi wierzyć, że wegetarianizm jest moralnie słuszny i tego poglądu staram się w swoim życiu trzymać. Najważniejsze jest jednak to, że przejście na wegetarianizm powinno być indywidualną decyzją każdego człowieka, do której nie można go zmusić, nawet namówienie kogoś jest dla mnie wątpliwe - tego się albo chce, albo nie, nie ma tu żadnego pośredniego stanowiska. Albo coś popierasz i to praktykujesz, albo się z czymś nie zgadzasz i tego nie robisz - proste jak 2+2. Jeżeli chodzi o "psi wegetarianizm" - karmię swoją sunię zwykłą, mięsną karmą suchą i mokrą, ale nie mogłabym ugotować jej mięsa z prostego względu - nie byłabym fizycznie przemóc obrzydzenia które we mnie wywołuje. Jednak pies to pies - mięsożerca, w przeciwieństwie do roślinożernego człowieka, i postępowanie wbrew jego naturze, czyli zmuszanie go do żywienia sie wyłącznie warzywami, również wywołuje u mnie moralny sprzeciw.
  7. [quote name='Tola']Sunia zadomowiła sie na całego:) Teraz przydałby sie własny domek:) Czy sa zapytania o Tanię?[/QUOTE] Nie, niestety :( chcę wykupić ogłoszenia na bazarku do którego link wkleiła leni, ale musze najpierw skończyć wymyslać treść ogłoszenia. Chcę dać jakieś bardziej rozbudowane i "dramatyczne" niż na facebooku (niestety trzeba nawciskać naprawdę mnóstwo chwytow retorycznych, żeby w tym ogromie ogłoszeń ktoś dostrzegł akurat to jedno...). Diś lub jutro powinnam mieć wszystko gotowe, więc w poniedzialek moglabym już zrobić przelew. Najwyższa pora, żeby ktoś się Taniusią zainteresował wreszcie, bo już teraz rozstanie będzie trudne, a co dopiero jak zostanie jeszcze dłużej... Ale póki co sunia ma się świetnie :)
  8. Mam 30-kg mieszańca rottka, suczkę, i niestety, chociaż z bólem serca, są sytuacje, w której po prostu jestem zmuszona wyprowadzać ją na kolczatce. Dita jeżeli chodzi o normalne chodzenie na smyczy to się raczej nie ciągnie za bardzo, przynajmniej nie na tyle, żeby było to jakieś bardzo uciążliwe, natomiast jest agresywna w stosunku do innych zwierząt i kiedy widzi jakiegoś psa czy kota, rzuca się strasznie nie zwracając uwagi na nic. Sama waże ledwo 15 kilogramów więcej niż ona, więc gdyby nie kolczatka, w pewnych sytuacjach bardzo trudno byłoby mi ją utrzymać (zaraz po wzięciu jej ze schronu była zresztą taka sytuacja, że wylądowałam na ziemi bo tak mocno pociągnęła). Kiedy jednak wychodze z nią późno w nocy, kiedy już raczej na osiedlu nie ma psów, lub jak idziemy na spacer do lasu, wtedy zakładam zwykłą obrożę. Niestety, na spacerach jakąś nieznaną trasą, do miasta lub rano i w południe, kiedy w mojej okolicy latają po prostu stada psów, muszę brać na wszelki wypadek kolczatkę i niekiedy faktycznie ją zakładać, jest to po prostu jedyne odpowiedzialne wyjście w tym momencie, bo nie chcę kiedys doprowadzić do tego, że pies mi się wyrwie i pogryzie jakiegoś innego psa. Jest mi smutno, że muszę jej zakładać kolczatkę, owszem, tym bardziej, że Dita ma olbrzymią bliznę na szyi po jakimś łańcuchu lub sznurze, na którym była trzymana zanim trafiła do mnie, ale jak ktoś tu wyżej napisał, czasami to zło konieczne.
  9. Betbet, zaczynając od spraw najbardziej podstawowych... Prawdopodobieństwo, że Kodiego adoptuje Twój sąsiad jest bardzo nikłe i myślę, że o co jak o co, ale o to sie akurat nie musisz martwić. Poza tym, nie demonizujmy. Więcej zaufania do ludzi zajmujących się sprawą. Nikt nie wyda psa osobie, która sobie z nim nie poradzi. Więc nawet jeśli w Kodim zostanie skłonność do agresji, jednym z zadań nowego właściciela będzie pilnowanie psa i powstrzymanie tej agresji. Nikt go do piaskownicy do dzieci nie wpuści, rany... Mój pies na przykład jest bardzo agresywny do innych zwierząt, czy to znaczy, że mam go uśpić? NIE! Po prostu chodzę z nią na smyczy i w kagańcu, oczy mam dookoła głowy, czy aby jakiś pies do nas nie podbiega, trzymam ją mocno i zachowuję setkę innych środków bezpieczeństwa żeby mieć pewność, że nie rozszarpie żadnego psa czy kota. Tak samo powinno być z Kodim.
  10. Nie wspieraj, ale nie przeszkadzaj. A że pies jest potencjalnym zagrożeniem to jest mit, w który nie uwierzę. Może jestem głupia, naiwna, nazwijcie to jak chcecie, ale wierzę, że zarówno u ludzi, jak i u zwierząt, DOBRZE przeprowadzona resocjalizacja działa cuda. Znam sie na psach nie od wczoraj, z niejednym agresorem miałam do czynienia, bawiłam się i przytulałam z psami, które pogryzły inne zwierzęta bądź ludzi, i których NIKT inny nie mógł podejść. Ja wierzę, że jeżeli ma się serce do psów i odpowiednie podejście, to nie trzeba być behawiorystą, żeby psa "naprostować", a usypienie psów które wykazały się choć raz w swoim życiu agresją jest zbytkiem dla wygodnickich ludzi, którym nie chce sie działać. Więc zamiast ciągnąć ten bezcelowy spór, bo kompromisu tu się przecież osiągnąć nie da, proponuję ludziom, którym Kodi tak przeszkadza, żeby nie otwierali już nawet tego wątku. Nikt nie każe Wam się zgadzać ratującymi Kodiego, ale prosze, nie próbujcie zatruwać naszych działań, no bo niby co z tego macie? Nikt Wam tego psa na głowę nie zrzuci...
  11. Nie każdy, ale na przykład ja. Wybacz, że nie oddam teraz nagle w cholerę mojego psa tylko żeby Ci udowodnić, ze tak by było. To, ze ja nie mam warunków, nie znaczy, że dziesięć innych osób też ich nie ma. Może zamiast namawiac do zabójstwa Kodiego, spróbowałabyś nagłośnić jego sprawę większej ilości osób, bo w porównaniu do tych zagłodzonych, pobitych czy Bóg wie co jeszcze psiaków, Kodi jest naprawdę "mało popularny"
  12. [quote name='arjuna']może osoby, które tak upierają sie, by ten pies zył, wziełyby go do siebie i sprawdziły na własnych dzieciach, czy będzie sie z nimi tym razem bawił czy je zagryzie. [/QUOTE] Boże, nie rozumiem co się tak ludzie upierają przy tym bezsensownym, głupim, płytkim argumencie, którego jedynym celem jest gra na emocjach? Odnoszę tę wypowiedź do siebie, bo sama "upieram się, aby ten pies żył" i mogę z ręką na sercu powiedzieć - gdybym mogła, to bym w tej chwili bez żadnych szkoleń wzięła Kodiego na stałe do siebie i sama się nim zajęła, niestety mam już agresywnego psa - agresywnego w stosunku do innych zwierząt - więc obawiam się, że u mnie to Kodi skończyłby porządnie poharatany, a nie kto inny.
  13. Dziewczynki macie wszystkie ucałowania od Taniuszki :D Czuje sie świetnie, zaliczyła dziś dłuugi spacerek i uruchomiła swój instynkt obronny - zaczęła szczekać w domu jak usłyszała jakieś hałasy za oknem :D
  14. Może powinniśmy założyć mu wątek transportowy? Na pewno znalazłby się ktoś, kto przewiózł by Kodiego taniej, może przynajmniej jakoś z "przesiadką" bo faktycznie trasa dosyć długa i być może nie za często uczęszczana. Gdyby nie ta agresja to bym była w stanie z nim pociągiem całą polskę zjechać, ale niestety potrzebny jest samochód...
  15. Też dziwie się, że tak mało tu merytorycznych informacji dotyczących sytuacji psa. Gdyby nie te spory "uśpić-nie uśpić" byłoby tu może jakieś 10 postów, nie więcej. Bardzo chcę pomóc Kodiemu, ale w sumie na razie oprócz deklaracji pieniężnej nie ma jak. Jest za mało informacji i konkretnych decyzji. Nie wiem, czy koniec końców dobrze to wszystko poskładałam do kupy, ale rozumiem to tak - 400 zł to koszty miesięcznego utrzymania psa tam w hotelu u tego szkoleniowca, tak? 1500 to rzekomy koszt transportu psa ze schronu do owego ośrodka? Kasia93 napisała najpierw, że mamy 240 zł deklaracji stałych, a potrzeba 400, a potem, że z wpłacaniem pieniędzy czekamy, aż sie uzbiera całość, ale czy całość to te 400 zł na hotel, czy 1500 na transport? Bo do 400 niewiele brakuje, można to uzbierać, ale 1500... niestety czarno to widzę. Może więc naprawdę warto poszukac czegoś bliżej, albo chociaż tańszego transportu, bo ta kwota naprawdę odstrasza, zwłaszcza przy takiej kwocie deklaracji jaką mamy teraz (a zawsze trzeba brać pod uwage najgorsze, czyli że nie każdy kto się zadeklarował faktycznie zapłaci). Czy mogłabym również prosić o link do facebooka Kodiego, bo szukałam go, ale jedyne wydarzenie jakie znalazłam było już usunięte.
  16. Co nowego u Kodiego? czy ma założone jeszcze jakieś wątki za wyjątkiem tego tutaj, jakieś wydarzenia na facebooku, inne formy "promocji"? Pojawiły się jakieś nowe deklaracje? Czy pieniądze można już wpłacać czy czekamy aż uzbiera się jakaś konkretna kwota, co z transportem? Same słowne przepychanki a żadnych konkretnych informacji...
  17. Dlaczego gameto tak bardzo zależy Ci na uśmierceniu tego psa? Możesz nie pochwalać próby jego ratowania, możesz uważać ludzi próbujących mu pomóc za głupków, możesz nawet robić mu antyreklamę, skoro jesteś aż-tak-bardzo-na-tysiąc-procent-bez-wątpienia pewna, że to morderca który pożre jeszcze przynajmniej tuzin ludzi. Ale żeby publicznie z takim zapałem zaśmiecać ten wątek robiąc wszystko, żeby doprowadzić do egzekucji? Jak tak Cię ten temat w oczy kole, to go nie czytaj, nie jesteś do tego zmuszona, ale pozwól innym robić to, w co wierzą.
  18. Właśnie, czy wiadomo już coś konkretnie o jego ewentualnym transporcie do behawiorysty, o którym była mowa wcześniej? Chyba nikt w schronie go nie wyda od tak komukolwiek, ale z mojego doświadczenia wiem, że im wcześniej się go ze schronu zabierze tym lepiej dla niego, a tymczasem oprócz jałowych dyskusji sprawa tak jakby stoi w miejscu? Czy chodzi tylko o brak funduszy? Jeżeli tak, to czy nie można się jakoś dogadać w sprawie rozłożenia płatności na raty? Faktycznie, 1500 zł może być trudno uzbierać tak od razu, a szkoda każdego dnia...
  19. [quote name='Martens']Dla mnie to wielki optymizm - kilka lat szukania domów dla psów przekonało mnie, że ciężko znaleźć dom czasem nawet ładnemu szczeniakowi, a co dopiero psu, który pogryzł dziecko. I niestety z moich doświadczeń wynika, że po takie psy dzwonią najczęściej oszołomy zainteresowane właśnie jego agresją. Rozsądni odpowiedzialni chętni zwykle po prostu boją się aż takiej odpowiedzialności i ryzyka. Ciężko będzie mu znaleźć dom, niestety, i jeśli trafi do adopcji, najlepiej byłoby na stałe monitorować jego nowy dom - osoby szukające np. psa do walk potrafią podstawić osobę, która za nich zaadoptuje psa; zdarzają się kradzieże agresywnych psów z hotelików i schronisk, więc na to też trzeba teraz uważać, bo pies jest "medialny" i może się spodobać jakiemuś czubowi.[/QUOTE] Twoje spostrzeżenia rzeczywiście mogą być same w sobie trafne, jednak tok argumentacji przez Ciebie wytoczonej pozwala sądzić, że skoro psem mogą zainteresować się "czuby" i może mieć duże trudności ze znalezieniem domu, to należy go uśpić. Jeżeli ktoś ma problemy z oceną, czy jakaś osoba rzeczywiście jest odpowiednia na opiekuna takiego psa, czy tylko udaje aby adoptować go i dalej krzywdzić, być może nie powinien podejmować się tak poważnego zadania jakim jest sprawdzenie potencjalnego domu, sądziłam jednak, że zwykle takie rozmowy przedadopcyjne wykonują kompetentne osoby... Nie jest moją intencja urazić kogokolwiek, ale przy podstawowych umiejętnościach kontaktów interpersonalnych nikt nie powinien mieć trudności z rozpoznaniem takiego "czuba", więc argument, że dużo takowych będzie się Kodim interesowac jest dla mnie po prostu bezsensowny. Każdym psem może zainteresować sie jakiś idiota albo sadysta, i co z tego? Odmawia się takiemu i już. Oczywiście jeżeli już trafi do domu, powinien być stale monitorowany, w tym względzie nie ma najmniejszej wątpliwości, ale znowu - w zasadzie każdy pies powinien. Nie przesadzajcie tak z tą "innością" i "specjalnością" Kodiego, bo robicie więcej hałasu, niż cała sprawa wymaga. Owszem, pogryzł malutkie dziecko, jest to rzecz straszna, nie powinna była się nigdy wydarzyć i nie może się powtórzyć, ale od tego właśnie są szkoleniowcy, doświadczeni właściciele i specjalne środki ostrożnośc, które trzeba podejmowac. To, że pies zaatakował raz, nie oznacza automatycznie, że na pewno zrobi to znowu, nie oznacza także, że nikt go nie adoptuje. Ja generalnie rozumiem, o co Wam, zwolennikom uśpienia Kodiego, chodzi i akceptuję to, niepokoi mnie tylko w Waszej postawie jedno - że nie chcecie nawet dać mu szansy, tylko od razu bach, zastrzyk i sayonara! No proszę Was... ja nie mówię, że za wszelką cenę trzeba utrzymywac go przy życiu albo żeby ignorować ewentualne przejawy agresji, ale sądzę, że zasługuje na realną szansę, żeby wyjść na prostą, na ocenę i pomoc specjalisty. Jeżeli okaże się, że jest zbyt niestabilny psychicznie - wtedy poddać go eutanazji. "Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu", jak to się mówi, i ten przypadek to doskonale ilustruje - najlepiej "na zapas" psa uśpić, bo może zaatakować znowu, i nie próbować mu nawet pomóc... To już nawet nie jest eutanazja, tylko zwyczajne zabójstwo.
  20. Przeczytałam cały wątek i jestem zszokowana, że aż tyle osób na poważnie rozważa uśpienie Kodiego bez żadnej wcześniejszej szansy na rehabilitację, a wręcz twierdzi, że to jedyne rozsądne wyjście. Owszem, pies będzie wymagał olbrzymiej ilości pracy i ogromnych nakładów finansowych, owszem, być może do końca swojego życia będzie "tykającą bombą" - ale zasługuje przynajmniej na realną szansę. Nie jest to jakaś nieobliczalna bestia, która z dnia na dzień z miłego psiaka zamieniła się w bezwzględnego mordercę, to pies, który był psychicznie dręczony i uczony agresji i być może jedyną szansą dla niego, aby doczekać się jakiejś pochwały od właściciela było właśnie agresywne zachowanie. Ale nie znaczy to, że przy pomocy szkoleniowca, a potem w odpowiednich rękach, nie jest w stanie się zmienić. Nie przesadzajmy tak z tymi trudnościami w znalezieniu mu w przyszłości stałego domu, jestem niemal pewna, że jest naprawdę wielu rozsądnych i znających sie na takich przypadkach ludzi, którzy są gotowi dac mu dom. Nie sądzę, aby ktoś, kto nie byłby dobrym kandydatem na opiekuna Kodiego w ogóle oferował się, żeby go zaadoptować. Wiadomo, że nie jest to pies dla początkującego hodowcy, dla rodziny czy starszych osób czy nawet dla jakiejś młodej kobiety, no i tym bardziej nie dla chłopaków, którzy chcieliby się nim "polansować", ale przecież nie tylko tacy ludzie adoptują psy! Jest jeszcze grupa osób doświadczonych i mających warunki dla takich akurat przypadków i być może na ktgoś takiego trafi Kodi. Uważam, że mamy moralny obowiązek wyciągnąć do niego rękę, spróbować mu pomóc, zapewnić jak najlepszą szansę. Zabicie go teraz byłoby po prostu okrucieństwem i potwierdzeniem barbarzyńskiego sposobu myślenia, ze jak pies raz zachowa się agresywnie czy zaatakuje to znaczy, że od razu należy go przekreślić. Próbujemy zachowywać się altruistycznie, ratując chore, pokrzywdzone psy, wyklinamy ludzi, którzy robią im krzywdę, zbieramy pieniądze, organizujemy akcje, czasami wydłużamy niepotrzebnie cierpienia próbując leczyć choroby czy obrażenia które uleczyć się nie dają, a kiedy mamy przypadek psa pokrzywdzonego nie tyle fizycznie, ile psychicznie, wybieramy uśpienie jako najlepszą opcję, gdzie moim zdaniem to właśnie Kodi zasługuje na większą pomoc niż gro chorych, wyniszczonych psów, którym powinno sie pomóc odejść z godnością. Póki co deklaruję 35 zł/m-c dopóki tylko będzie trzeba, w lipcu i sierpniu dorzucę coś ekstra, bo akurat odchodzi mi czynsz za wynajem mieszkania więc będe mieć więcej pieniędzy.
  21. [quote name='Noemi1']Witaj Taniu :) Jak okupowanie kanapy?[/QUOTE] póki co mama broni swojej kanapy jak niepodległości, ale już ja sobie wyobrażam, co się dzieje, jak tylko wyjdzie z domu... ;) Nauczyła się spryciula od Dity pewnie, bo fakt faktem, zaczęło sie od wskakiwania na łóżko w moim pokoju, na którym spałam z Ditą - Taniuszka pozazdrościła koleżance i też się jej luksusów zachciało :D Chociaz i tak uważam, że mama jest przewrażliwiona na punkcie tego wpuszczania psa na łóżko, ale to pewnie dlatego, że sama jestem gorącą zwolenniczką spania z psem i wyganianie go na nawet najwygodniejsze posłanie jest dla mnie barbarzyństwem :P
  22. U Taniuszki wszystko ok :) Chociaż wychodzą z niej coraz to nowe cechy charakteru, nie koniecznie wszystkie pozytywne ;) Straszny z niej uparciuch, jak się na przykład uprze, że nie chce wracać ze spaceru i ułoży się na trawie to nie ma siły, zeby ją ktoś ruszył. Szczeka bardzo na rowerzystów. I szczeka też na inne psy, chociaż ostatnio chyba jakąś miętę poczuła do pewnego haszczaka, który też ją bacznie obserwuje podczas spacerków ;) No i jak nikt nie patrzy to próbuje się wdrapywać na kanapę, księżniczka :)
  23. [quote name='Agnieszka_K']a ja mam info, że DT poszukiwanie domku zaczęło - mina fajny plakat zrobiła, który dotarł już do mojej mamy i to od niej się dowiedziałam;) mina co się nie chwalisz?:razz:[/QUOTE] Oj bo to taki wstępny plakacik tak żeby moja mama sobie mogła gdzieś porozwieszać, nie ma się czym chwalić ;) Niestety o Taniuszkę nikt nie pyta :( chyba taka pora teraz przedwakacyjna trochę niedobra na adopcję, zapewne część ludzi ma już jakieś plany na wakacje, w których nie uwzględniają przygarnięcia nowego członka rodziny... Może pod koniec wakacji się jakieś oferty posypią, ja wcale nie miałabym nic przeciwko, bo jest już ustalone, że w wakacje ja przejmuję znaczną część opieki nad Tanią, co mnie bardzo cieszy :D chociaż z drugiej strony, im dłużej to trwa, tym bardziej bolesne będzie rozstanie :(
  24. [quote name='Agnieszka_K']Aj tam, przecież wszyscy wiemy, że Taniusza zrobiła to specjalnie, żeby było o niej głośno bo mało osób do niej zaglądało :evil_lol:[/QUOTE] Też tak myślę, mała spryciula ;) No, chyba, że jakiegoś przystojniaka po drodze spotkała i dlatego jej tak długo zajął powrót do domu ;) A szelki to dobry pomysł, bo ona jest jak szczur, naprawdę, potrafi zrobić ze swoim ciałem takie rzeczy, że by się pewnie nawet z drutu kolczastego wywinęła ;)
  25. No i po kłopocie, Taniuszka sama przywędrowała pod blok właściwie zaraz potem jak tu napisałam. Rozłożyła się na trawce i odpoczywała po "wycieczce". Pewnie po prostu naszła ją jakaś faza "wędrująca", bo skoro koniec końców sama wróciła pod dom, to wiedziała, gdzie on jest, tylko wcześniej nie uznawała za stosowne tam wrócić :D ladySwallow, wysunęła sobie głowę z obroży.
×
×
  • Create New...