jesli chodzi o paranormalne zdarzenia z udziałem zwierząt to przypomina mi sie jedno. ponad 3 lata temu bylismy zmuszeni uśpić naszą ukochaną jamniczkę, która spędziła z nami 8 lat. Byłam załamana jej śmiercią, całymi dniami płakałam. Jamniczka za życia często próbowała kopać dołki w dywanie czemu towarzyszył oczywiście bardzo charakterystyczny odgłos. Przez ten czas po odejściu Nelly bylam naprawdę załamana. Kolejną już noc zasypiałam płacząc. Chłopak był u mnie.W środku nocy cos nas obudziło, nie wiedziałam co. Przez kilkanaście sekund leżelismy nasłuchując, aż nagle...usłyszałam kopanie dołka w dywanie! Myslałam,że mi się przesłyszało ale chłopak wyskoczyl z łózka i pobiegł do pokoju obok, skad dobiegał dźwięk, matko, ale się wystraszyłam. Natychmiast poszłam za nim. Z tamtego pokoju usłyszelismy z kuchni stukot pazurków o podłogę i kolejne próby kopania. Nie musze dodawać,że w kuchni niczego nie było.
Na pewno mi się to nie przyśniło, chłopak słyszał to samo. Powiedział mi,że to pewnie Nelly przyszła mnie pocieszyć żebym juz po niej nie płakała.