joasin
Members-
Posts
40 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joasin
-
Moja trzyletnia kundlica (przypominająca mieszankę husky, jamnika, goldena i nova scotia trolling duck coś tam:D) upodobała sobie biegi długodystansowe w stylu ucieczkowym. Przez dłuższy czas udawało nam się zapanować nad nią i dostarczyć odpowiedniej dawki ruchu poprzez zabawy na świeżym powietrzu z innymi psami (grupa psiaków luźno biegająca po ogromnym terenie- super zabawa). Jednak niedawno została, niezbyt dotkliwie- ot jeden ząb wbity, pogryziona przez innego psa, któremu nie chciała oddać zabawki (co więcej nie swojej, ani nie psiaka, przez którego została zaatakowana). Od tej pory zabawy z innymi psami kończą się nad niepewnym podbieganiu do innych psów i wycofywaniu się. Plusem sytuacji stało się to, że Mona chętniej trzyma się nogi, jest grzeczniejsza, nie szarżuje- nie ryzykuje z obcymi psami, nie podbiega do ludzi w związku z czym może sobie chodzić luźno bez smyczy po niektórych kontrolowanych terenach. Niestety ta forma ruchu nie zaspokaja jej "huskowatego" temperamentu. Już dwa lata temu odkryliśmy, że bieganie i ciągnięcie sprawia jej wielką frajdę, jednak ze względów zdrowotnych ja nie jestem w stanie biegać, a psiak nie potrafił kompletnie zachować się przy rowerze. Obecnie pies jest po szkoleniu- siada, zostaje, zostawia, kładzie się na komendę. Ignoruje szczekanie innych psów, potrafi mnie obejść i ustawić się przy lewej lub prawej nodze. Po trudach, w domu udało się nam nauczyć ją komendy "lewa" i "prawa" - przechodzi wtedy na odpowiednią stronę. Mamy rower i szelki. No i chętnego psa. Tereny do jeżdżenia są. Teraz tylko sprawa: jak? Wydaje się banalne, bo poruszane wiele razy, ale zastanawia mnie jak sobie pomóc- Mona czasem biegnie perfekcyjnie- jak tresowane husky: biegnie równo, dostosowuje się do mojego tempa, biegnie na luźnej smyczy OBOK a nie przed rowerem (chcę żeby biegała, nie ciągnęła), reaguje na komendy. Czasem jednak jest całkowicie wyłączona- biegnie jak chce, plącze się pod kołami, przechodzi ze strony na stronę. Przez jazdą zawsze jest wysikana i wykupkana:) Staramy się też zaspokoić jej chęć na zabawę listkami i piłeczkami, ale nie na tyle, żeby była rozjuszona. Wychodzimy na rower tylko wtedy gdy siedzi spokojnie i czeka na zapięcie. Zawsze wychodzi za rowerem i za mną. Szelki służą tylko do jeżdżenia na rowerze, na co dzień chodzi na kolczatce. Jak nauczyć/ przystosować ją do biegania? Chciałabym żeby miała z tego frajdę ale żeby było to bezpieczne zarówno dla mnie jak i dla niej (rok temu zaliczyłam poważną glebę, gdy mój pies zorientował się, że jesteśmy koło psiej szkoły, którą w tamtej chwili postanowiła odwiedzić:)) Czego powinna nauczyć się Mona zanim zaczniemy jeździć na poważnie?
-
post widzę stary jak świat, ale może ktoś mi odpowie:) Moja 2letnia kundelka Mona rozpoczęła jakiś czas temu szkolenie podstawowe. Opanowała siadanie, leżenie, zostawanie, zostawianie jedzenia, przywołania i opanowanie (się:))- nie w sytuacjach agresywnych, ale raczej niecierpliwości- typu witanie się z ludźmi, wyjścia na spacer itp. Nauczyła się też kilku sztuczek. Jest to pies, z którym można zrobić właściwie wszystko- nie żeby ktoś mu coś robił, ale można ją miętosić, grzebać w buzi (wyciągałam jej niejednokrotnie jedzenie z pyska),uszach, nosie itp. Opanowana, spokojna i uwielbiająca kontakt z wszelkiej maści stworzeniami- od malych dzieci do których podchodzi bardzo ładnie do starszych pań, ich psów, kotów, tchórzofretek i jeży. Nawet w sytuacji zagrożenia nie wykazuje agresji, wręcz uspokaja inne psy, co zresztą dziś również zaprezentowała. Nie ma obaw, że pies zrobi komuś krzywdę (jest opanowany jak już mówiłam),nie szczeka, nie skacze po ludziach. Do tego daje dzieciom na sobie spać, przytulać się, gilać, głaskać i ciągać do woli. Ma niespozyte poklady energii więc zmęczenie jej nie grozi (jest szczęśliwa dopiero kiedy traci oddech), z sytuacji stresowych wychodzi błyskawicznie szybko. To taki rys psychologiczny, zeby nikt mi już nie tłumaczył jaki musi być pies do dogoterapii. Dziś moja pani od szkolenia zainteresowała mnie tym tematem uznając Monę za idealny materiał do tego 'tematu'. Za pół roku kończę pedagogikę i poważnie zastanawiam się nad wyszkoleniem mojego psiaka do dogoterapii. Proszę więc bardzo o konkretne informacje- ile trwa wyszkolenie takiego psa, jakie certyfikaty musi zdobyć i jakie są koszty zdobywania takich certyfikatów. Na stronie PTK piszą głównie o rasowych psach, co niewiele mi daje. A informacji w internecie przewala się tona, chciałabym więc uzyskać jakieś świeże przy okazji z informacją o tym, gdzie warto szkolić psa pod kątem dogoterapii. Dzięki!:) PS. Na prawdę bardzo proszę o nie pouczanie mnie o tym jaki pies powinien być. Wiem jaki powinien być i uważam, że mój taki własnie jest. Jeśli nie, zweryfikuje go szkolenie. Chcę jednak podjąć próbę bo wiem, że zarówno uszczęśliwi to mojego psiaka i mnie i da dzieciom mnóstwo radości.
-
miałam straszne zaległości (także z opłatami na Lizki) i właśnie weszłam zeby wszystko uregulować, patrzę a tu takie newsy radosne!:) Niezwykle się cieszę, że historia Lizki się tak dobrze zakończyła:) Wszystkie pieniążki, które chciałam przelać na konto Lizki przelewam więc na konto innego, od dawna upatrzonego psiaka:) Pozdrawiam i polecam wszystkim polubienie i propagowanie nowej akcji "przygarnij" na facebooku: [url]http://www.facebook.com/przygarnij[/url] akcja organizowana przez osoby prywatne, o dobrych serduchach:)
-
Schronisko Cieszyn - potrzebują pomocy! aktualizacja strona 1
joasin replied to Dea's topic in Już w nowym domu
na pocieszenie, po tylu smutnych wpisach przedstawiam Monę (w schronisku Agis). Adoptowaliśmy ją właśnie z Cieszyńskiego schroniska, które muszę pochwalić- psiaki czyste, niezagłodzone (nawet wet była zdziwiona), w dobrym stanie zdrowotnym, a opiekun psiaków udzielił mi wielu cennych informacji o psiakach. Mona nie chciała wyjść ze schroniska i ciągle biegła i wracała do swojego schroniskowego opiekuna;) W 'spadku' zostawiłam w schronisku 20 kg karmy i obrożę, która na Monę okazała się za duża. Mam nadzieję, że jakiś psiak w niej wyjedzie do domu. Mona jest po sterylizacji, zaszczepiona. Właśnie biega po ogrodzie i zajada się jabłkami z jabłonki;) [IMG]http://www.dogomania.pl/galeria/p/59503/[/IMG] -
po wielu próbach i trudach- pomogła kolczatka. Mona chodzi elegancko, czasem zdarza się wyrwać za jakimś kotem ale wtedy szybko wraca do normy.
-
hej dziewczyny, widać że liza szczęśliwa:) wysłałam Marcie moją kasę na dt za maj i czerwiec.Przepraszam, że tak późno :)
-
[quote name='Litterka'][B]Ivka[/B], a zobacz, czy w umowie adopcyjnej nie ma przypadkiem zapisu o obowiązkowej kastracji. Jeśli jest - nie masz wyjścia.[/QUOTE] w mojej umowie nie informacji o nakazie sterylizacji, ale jest o nakazie pilnowania psa/suki, a w razie pokrycia suki zobowiązuję się usunąć ciążę lub uśpić szczeniaki. Tak więc- w wypadku takiej umowy wolę psa wysterylizować i podjąć ryzyko niż potem i tak poddać sukę zabiegowi albo usypiać bezbronne szczeniaczki.
-
to, że zabieg u psa jest prostszy niż u suki usłyszałam od weta i to nie jednego i nie dwóch sama dowiadując się na temat sterylizacji. Poza tym słowo "podobno" znaczy, że nie posiadam tej wiedzy z wykształcenia weterynaryjnego a jedynie z artykułów/gdzieś słyszałam itp. To tak w ramach wyjaśnienia, żeby mi już nikt nie próbował wypominać jaka to ciemna jestem w tych sprawach. Nie uważam się za mistrza w tej dziedzinie i nie używam określeń- jestem pewna na 100%, tnij mu jaja.
-
ooo,o piłce na sznurku nie pomyślałam! Muszę wprowadzić jak Mona dojdzie do siebie po sterylcE:)
-
dobrze wybrać weta, który prócz umiejętności umie się z psem obchodzić. Moja sunia choć ją kłuja na kazdej wizycie (a tego bardzo nie lubi)to do drzwi weterynarza biegnie z radością- zawsze dostanie smakołyk, jakąś zachętne, może pogonić za kotami i gołębiem- wychowują się w lecznicy;P). Na zabieg też szła radośnie i radośnie witała weta na nastepny dzień.A samego zabiegu też się bałam jak cholera, a pies jest już praktycznie ja nowy (nie minął jeszcze caly tydzien od zabiegu). Poza tym -zabieg u piesków jest podobno dużo prostszy niżu suczek.
-
że kontaktu z suczką nie miał to dobrze i jest to idealny moment na wykastrowanie psa. Po co psu coś dawać (kopulację) a potem odbierać? To dopiero jest dla niego ból. Lepiej teraz kiedy nie wie co traci;) Pies wykastrowany nie ucieka z domu (to, że teraz nie ucieka, nie znaczy, że kiedyś nie będzie chciał się wyrwać do jakiejś wyjątkowo atrakcyjnej suczki), więc jest mniej narazony na wypadki drogowe i wałęsanie się po okolicy. Dodatkowo NIE ZAPŁODNI żadnej suczki dzięki czemu nie przyczynisz się do nieodpowiedzialnego przyrostu szczeniaków na świat. Kastracja- zawsze na tak, o ile nie ma przeciwskazań (o tym powie ci wet). Dodatkowo po kastracji pies unika wielu chorób jak np nowotwór jąder- no bo jak go może miec skoro nie ma jąder?:) Kastracja to nie tylko lepsze samopoczucie twoje, psa, ludzi wokoło, ale także pewność że chronisz psa przed wieloma chorobami i że nigdy nie przyczynisz się do cierpienia małych porzuconych psiaków (nawet nie będziesz wiedziała kiedy twój pies poleci do jakiejś suki, wystarczy sekunda nie uwagi, a niewykastrowany pies zapładnia sukę)
-
a czy ktoś miał po sterylce problem z "nietrzymaniem" kału? Nasza suka przez trzy miesiące (tyle u nas jest) załatwiła się w domu ze dwa razy, nie zsikała się ani razu! Po piątkowej sterylizacji walnęła na dywan już cztery klocki i to nawet przy nas. Jest to pies "nie-informujący-o-tym-że-chce-jej-się-siku" więc zawsze załatwiała się wtedy kiedy my ją wypuściliśmy. Teraz wychodzę z nią nawet 6-7 razy dziennie żeby mieć pewność, że załatwi swoje potrzeby, ale ona i tak robi w domu. To normalne? Nie karcę jej za to i śmiejemy się, że nadrabia za te trzy miesiące ale mimo wszystko niepokoi mnie to.
-
jeśli mnie wiedza na temat ludzkiego ciała nie myli (a nie myli:) ), ropa nie jest dobrym objawem. U psów raczej też dobrym objawem nie jest. Trzeba się najpierw zastanowić czy to ropa czy limfa- obie są podobne, jednak ropa śmierdzi, limfa nie ma żadnego zapachu. Limfa oznacza gojenie się ran, ropa- jakiś stan zapalny, który proponuję leczyć u weta, a nie na własną rękę. Z wchodzeniem do jeziora, gdzie się aż roi od bakterii raczej też bym nie ryzykowała aż do pełnego zabliźnienia się rany.
-
czyli jak dobrze wyliczyłam mimi były trzy takie zastrzyki? Pani doktor powiedziała, że Mona otrzepuje się i nie skacze właśnie z powodu ciągnięcia szwów. Jak na razie Mona była na dwóch zastrzykach i czeka ją jeszcze jeden (więc też wyjdzie trzy) lub dwa jeśli będzie lizała ranę. Kubraczek dostała elegancki, obejrzałam te w necie takie za 15-20 zł to na Monie już by tego nie było;) Ona dostała taki kubrak czarny ze ściągaczami na łapki, całość z bawełny, w śliczne serduszka więc przynajmniej uroczo wygląda i muszę przyznać, że nic jej nie przeszkadza w tym kubraczku- nie podgryza, nie świruje więc z kubraka jestem zadowolona, sama bym nie umiała zmontować kubraczka, zwłaszcza takiego żeby go nie zjadła z siebie;)
-
opowiem jeszcze może jak suczka się zachowuje (nie mam doświadczenia ze sterylizowanymi psiakami więc nie wiem jak być powinno). W piątek była otępiała- wiadomo, po zabiegu. W nocy dużo goniła siku (chyba ze 3 razy), ale nic nie piła ani nie chciała jeść. W sobotę nad ranem, ok.5 dwa razy zwymiotowała, więc nie podawaliśmy nic do jedzenia na wszelki wypadek, po powrocie od weta ok 12 dostała miskę z karmą namoczoną w warzywnym bulionie i zjadła dość chętnie. Dalej była nieco otępiała ale już chętniej i szybciej chodziła (na spacerze zaczęły ją już interesować koty, zaczyna ciągnąć na smyczy). Tego samego dnia walnęła dwa zdrowe klocki:) Cały czas sika, ma apetyt (aż za duży) i pije wodę. Mam jednak wątpliwości co do jej zachowania, bo nie jest chętna do zabawy (do tej pory nad ranem przychodziła z piłką, szturchała nosem żeby jej rzucać itp), ciągle leży i śpi albo stoi (mam wrażenie, że to właśnie objaw bólu, ewidentnie nie chce się kłaść). Kładzie się tylko na kanapie w moim pokoju, jak już glebnie na podłogę to co chwilę się przewraca i przekręca. Sunia jest ogólnie psem radosnym, a teraz trochę jakby zgasła. Czy to normalne skoro była sterylizowana w pt? W sumie już biega i zachowuje się dość naturalnie, prócz tego braku chęci do zabawy i ciągłego stania w miejscu. Może dlatego wet ciągle podaje leki (oczywiście wszystkie te sytuacje przedstawiłam weterynarzowi). EDIT: klinika jest od domu 10 minut spacerkiem, 1 minuta samochodem więc nie ma problemu z tym:) Dziś byłyśmy u weta nawet na nogach.
-
koszt sterylizacji w moim mieście sprawdzałam w kilku klinikach i wszędzie mówili mi 250-300 zł, więc to mnie nie dziwi. Raczej mnie dziwi tyle leków po skoro miał być jeden zastrzyk. Ja osobiście nie wyobrażam sobie sama podawać leków, więc to odpada (nie dałabym rady, zwłaszcza, że sunia boi się zastrzyków w ogóle, piszczy przy wkłuwaniu i wprowadzaniu leków i szczepionek). Oczywiście byłabym gotowa na komplikacje itp, ale jednak nie sądziłam że wyjdzie to aż tyle bo wet wspomniał o ewentualnym podaniu leków dodatkowych gdyby sunia była spuchnięta i koszt podania leków miał wynieść ok 20-30 zł. Sama nie wiem co o tym myśleć, na razie będę kontynuować, nie bardzo mam wyjście bo co mam teraz z nią zrobić przecież w tym bólu jej nie zostawię.
-
spróbujemy więc z furminatorem i grzebieniem:) Pies jest czesany PRZYNAJMNIEJ raz dziennie, dlatego zaczęło mnie to niepokoić, bo sierści nie ubywa a wręcz mam wrażenie, że przybywa:) Chwilowo niestety musieliśmy się wstrzymać z czesaniem, bo Mona ma założony kaftanik po sterylizacji.
-
podepnę się do tematu. Moja suczka była sterylizowana w pt, 22 kwietnia. Podczas "wywiadu" i umawiania sie na zabieg wet powiedział, że sterylizacja to koszt 250-270 zł (waga uski to 14 kg) + 30 zł kubraczek, po dwóch dniach zastrzyk za 15 zł z antybiotykiem i tyle kosztów. Natomiast po zabiegu zapłaciłam 300 zł za sterylizację z kubraczkiem (podczas zabiegu miała też wyjęte 3 kleszcze i odkażone te rejony, sprawdzone oczy pod kątem grudkowego zapalenia trzeciej powieki). W sobotę musiałam zjawić się jeszcze raz i sunia dostała dwa zastrzyki, psiknięto jej ranę jakimś sprejem i tabletki (4 sztuki, po dwie rano i wieczorem w Lany Poniedziałek). Zapłaciłam za to 40 zł, dziś dostała znowu 2 zastrzyki za 30 zł, a czeka ją jeszcze jak to wet powiedział "ostatnia dawka antybiotyku" jeśli rana będzie wyglądała ok w czwartek (kolejne 30 zł). Jeśli będzie kiepsko to w sobotę znowu to samo (30 zł) i w poniedziałek wyjęcie szwów. Zaczynam się zastanawiać czy to wszystko dla dobra suczki i czy wet nas nie oszukuje. Sterylizacja, która miała kosztować 270 zł kosztuje mnie już prawie 400zł a to nie jest na moja kieszeń (musiałam się zapożyczyć!). Czy to normalne postępowanie po takim zabiegu? Widzę, że Monę boli rana, bo ciągle próbuje ją lizać i na dodatek nie chętnie się kładzie, a jeśli już to tylko na kanapie. Przed podjęciem decyzji gdzie suczkę sterylizować sprawdziłam weta- poczytałam opinie, popytałam znajomych i wszystko chwalą, nie słyszałam żadnych złych opinii. Teraz sama nie wiem czy to była dobra decyzja, czy wet mnie po prosto próbuje naciągnąć na kolejne wizyty? BTW, jak było u was? Za wyciągnięcie szwów też płaciliście? Bo nie dopytałam weta, a się teraz zastanawiam czy jeszcze za to nie będę musiała płacić :/
-
Mona jest właśnie po sterylizacji (w domu od wczoraj od 18). Ciągle chce siku, więc chodzimy na króciutkie spacery bo mimo bólu energia ją rozpiera. Ze zmęczenia chodzi tak ładnie, że liczę na to, że może dzięki temu uda się jej przyzwyczaić do spokojnego chodzenia. Nadal wszystko obwąchuje więc może załapie siłą rzeczy, że powolny spacerek jest lepszy od szarpanego i duszonego;) Ps. Mona zaczyna sama gonić po ogrodzie- apropo biegania i ucieczki. Najpierw się do mnie przymierza, szczeka raz i jak się odwrócę to zaczyna biegać dookoła domu jak oparzona:) Próbowałam uczyć ją aportu- niestety przynosi zabawkę bardzo rzadko. Bardziej ją cieszy łażenie z zabawką dookoła w nadziei, że ja będę ją o tą zabawkę prosić;)
-
oj też się chętnie owiem,bo Mona próbuje wyłapywać wszystkie ogrodowe pszczoły i bąki.
-
na FB Szczepan prosi o numer konta. :) btw, deklaruję 5 zł na razie co miesiąc. Od wakacji pewnie dam radę więcej. No więc również proszę o numer konta
-
Mona chodzi zarówno w obroży jak i w szelkach. Ostatnio częściej w obroży ale zachowuje się tak zarówno w obroży jak i w szelkach. W domu ma sznurek do przeciągania, na pole zabierałam jej np frisbee ale chwilę się nim bawi a potem rzuca go na ziemię. Zresztą w sumie zależy mi żeby ładnie chodziła na spacery,bez zabaw bo wtedy godzinę łazimy na spacerze, ona nie zrobi nic po czym wchodzi do ogrodu i sra mi na chodniku:) Smycz ma zwykłą najzwyklejszą, długa taśma, którą można skracać, ale choćby Mona ledwo była już na ziemi bo sycz jest taka krótka, że prawie ją unoszę nad ziemią to i tak łapie za smycz. Ps. Zapomniałam dodać, że Mona uwielbia też obgryzać obroże przy zakładaniu ( i po założeniu) i szelki do których zresztą sięga pyskiem. Nie ekscytuje się specjalnie przed spacerem, starałam się czekać przed spacerem tak długo aż się zrlekasuje. Potrafi także, przywiązana do słupka pod sklepem, wyrwać się z szelek- po prostu z nich wychodzi. To samo z obrożą.
-
Sama nie wiem gdzie powinien się znaleźć ten temat. Nie wiem w sumie czego dotyczy problem:) A więc przedstawię sytuację. Mona jest u nas od trzech miesięcy, ma ponad rok i ponad 3 miesiące przed zabraniem do nas była w schronisku. Od początku nie ma z nią problemów- zaklimatyzowała się bardzo szybko, toleruje a nawet cieszy się na widok obcych, jest skora do zabaw, ma apetyt, nie niszczy mebli, nie drapie drzwi, śpi u siebie na kocyku, nie załatwia sie w domu nawet gdy bardzo długo nas nie ma. Jedyny jej problem to spacery. Pies jest rano i po południu puszczany na ogród- często idę z nią, rzucam freesbe albo ściagam ją dookoła domu żeby się wybiegała. Wieczorem zabieram ją na długi spacer- i tu zaczyna się problem. Na początku chodziła ładnie na smyczy, tzn nie szarpała się, ale ostatnio zauważyłam, że smycz traktuje jak zabawkę. Na spacer idzie tylko po to, żeby wieszać się na smyczy, gryźć ją, zaplątywać się. Merda przy tym tak wesoło ogonkiem i angażuje mnie w zabawę, że na pewno nie jest to strach przed smyczą. Próbowałam ignorować zabawę pokazując, że smycz służy do chodzenia a nie do gryzienia, ale Mona tak długo skacze na smycz aż się zaplącze a mam wrażenie, że im bardziej jest zaplątana tym bardziej ją to cieszy. W końcu i tak muszę zareagować i ją wyplątać-boję się, że może wyrwać do przodu widząc jakiegoś psa i wtedy stanie się krzywda gdy będzie taka zaplątana. Próbowałam odciągać jej uwagę- zabierałam na spacer zabawki i podsuwałam jej do pyska ale po kilku sekundach je wyrzucała i musiałam je za nią nosić a ona i tak bawiła się smyczą. Niestety Mona nie jest jeszcze nauczona chodzić przy nodze- z tym też kiepsko nam idzie, odpada więc puszczenie psa "samopas" bo wiem, że może nie wrócić gdy złapie jakąś kość lub zobaczy innego psa. Puszczam ją ze smyczy tylko na naszej ulicy, kawałek przed domem, bo mam ją wtedy w pełnym zasięgu wzroku i wiem, że krzywda się jej nie stanie. ALE! Mona wcale wtedy nie biegnie przed siebie (na początku, przed gryzieniem smyczy dokładnie ta robiła- wyrywała do przodu biegła na koniec ulicy i czekała aż dojdę lub wracała do mnie) tylko łapie odpiętą smycz i aż do domu idzie szarpiąc ją pyskiem. Gdy mam kieszenie chowam smycz i wtedy Mona biega. Jednak gdy brak kieszeni goni dookoła mnie tak długo aż złapie smycz. Cieszy ją to nawet w ogrodzie! Nie wiem co z nią robić, bo spacery są coraz bardziej uciążliwe.
-
Mam sukę z sierści krótszą, ale gatunkowo podobno do sierści Husky. Ostatnio poza lenieniem się, zauważyłam że sierść jej przeszkadza. Ciora się po dywanie (nie ma żadnych pasożytów, sprawdzaliśmy u weta), kładzie się tylko na kafelkach, nie chętnie grzeje się na polu, w ogóle nie lubi ciepłych dni- ewidentnie zrobiło się Monie ciepło. I niestety okropnie zaczęła się lenić co denerwuje zwłaszcza moją mamę bo to ona zbiera kłaki;) Czy czeszę Monę to właściwie włosie się nie kończy- mam wrażenie, że im dłużej czeszę tym więcej wychodzi. Zastanawiam się czy takiego psa można ostrzyc? Nie chcę jej zrobić krzywdy, nie wiem jak to może wpłynąć na zdrowie, psie samopoczucie itp. Muszę też powiedzieć, że strasznie się brudzi- uwielbia błoto itp, a przy łapach sierść jest dość dluga w porównaniu z resztą. Niestety kąpiele to nie jej ulubiona czynność więc myślę też, że ostrzyżenie jej na lato może pomóc w utrzymaniu czystości. Jeśli nie strzyżenie to może istnieją jakieś preparaty, które sprawiają, że sierść szybciej wychodzi przygotowując się na lato? Coś takiego mi obiło się kiedyś o uszy. Jakieś propozycje? [URL=http://img861.imageshack.us/i/img0952y.jpg/][IMG]http://img861.imageshack.us/img861/7788/img0952y.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL=http://imageshack.us]ImageShack.us[/URL]
-
niestety nic z tego nie zadziałało. Mona jak na ciekawskiego psiaka próbuje niuchać z czym tam do niej idę, gdzie jest smakołyk, gdzie zabawka,a czy to można zjeść, czy coś potem dostanie- ogólnie- oczy dookoła głowy. Musieliśmy zastosować bardzo drastyczną metodę, na szczęście jej to nie przeszkadza. Siadam na Monie a mama zakrapla oczy gdy sunia głowę ma na ziemi. Patrząc na jej merdający ogon mogę na szczęście stwierdzić, że więcej frajdy w tym ma niż bólu. Od razu dostaje potem nagrodę ale i tak jej to nie rusza, bo ogląda się za mamą gdzie chowa ten fascynujący pojemniczek, z którego coś wpada do jej oka kiedy naciśnie się na boczki. Niestety gdy jestem sama nadal mam problem i czasem 'dominacja' nie pomaga utrzymać głowy w miejscu.