Piszę z użyczonego konta, bo mi komputer padł a na tym cudzym za nic nie mogłam się zalogować do swojego.
Witamy się z Shilunią , niestety smutno się witamy, bo mamy do przekazania złe wiadomości :(:(:(. Najpierw chciałam wkleić wcześniejsze wyniki, te z 5 lipca, na które zabrałam Shile dlatego, że mieliśmy kłopoty z jedzeniem - Shila miała kiepski apetyt, na miskę z jedzeniem reagowała odwracaniem głowy w bok, dawała się namówić na pare kęsów jak wyjmowałam mięso z miski i kładłam na legowisku. Wizyta z 5 lipca:
- te badania nic nie wykazały- nie stwierdzono żadnych zmian, poza brakiem apetytu ,Shila zachowywała się jak zwykle , była aktywna, brak wymiotów, kaszlu, wszystko normalnie, jak wcześniej. Mimo to, problem z jedzeniem pozostał, dlatego zalecono podawanie tabletek Mirtor, stosowane u zwierzaków na pobudzenie apetytu (to za nie w ostatnim przelewie był doliczony zwrot kosztów , póżniej dokleje paragon). Jakież było moje zdziwienie i szczęście zarazem, kiedy pigułki zadziałały błyskawicznie - Shila zaczęła jeść , może nie co do okruszka, ale względnie normalnie, w końcu nadrabiała dni kiedy jadła jak myszka. I byłoby dobrze, gdyby dalej było tak dobrze, ale nie było, było coraz gorzej :(. Po pierwszych dniach radości, że leki działają, przyszły dni w kratkę - raz Shila jadła cokolwiek, raz nic nie jada, raz zjadła z miski, innym trzeba było zwijać mięso w mini kuleczki i kłaść na legowisko, żeby zjadła chociaż kilka kęsków, jeszcze innym razem, nawet jak wzięła do pyska kawałek jedzenia, to mieliła, mieliła , po czym wszystko jej wylatywało z powrotem. W miniony piątek udało mi się namówić ją na kilka większych kawalków mokrej karmy, wczoraj już nie tknęła nic . Po południu widziałam, że czuje się gorzej, była apetyczniejsza niż zwykle, gorzej oddychała. Dziś od rana bez zmian - Shila wyraźnie słabsza, apatyczna, bez sił, nie podoba mi się jak oddycha - wiem że coś jest mocno nie tak, do głowy przychodzą mi przerzuty do płuc. Nie chcę czekać do poniedziałku , przy problemach z oddychaniem, to cała wieczność, dlatego kontaktuje się z weterynarką i mimo, że w niedzielę klinika jest normalnie zamknięta, to Pani Anita mówi żebyśmy przyjechali na wizytę. Bada Shile , robi jeszcze raz USG (tym razem nie jest tak dobrze jak na tym sprzed 3 tygodni) , robi RTG płuc i USG klatki piersiowej, pobiera płyn obecny w jamie brzusznej- wygląd i kolor dają wstępną informacje, że zbierający się płyn świadczy o rozprzestrzeniającym się nowotworze (gdyby była decyzja żeby wysłać go do badań - koszt 150zł) . RTG pozwala zakładać rozsiany nowotwór/przerzuty , wyraźnych guzów nie widać, szczegółowe informacje i 100% pewności , mógłby dać tylko tomograf.
Shilunia dostała serie zastrzyków w klinice, drugi taki sam zestaw do domu na jutro :
Po powrocie z kliniki , przespała resztę dnia , oddech się poprawił , spała mocno, oddychała spokojnie .
Miałam nadzieje że po lekach poczuje się na tyle lepiej że coś zje, ale nie chciała :(:(:( , chociaż próbowałam podtykać różności . Fakturę za dzisiejszą wizytę dostanę na maila - wtedy wkleję, teraz wklejam kartę informacyjną dzisiejszej wizyty , zdjęcia Shiluni , kiedy to wróciliśmy od weterynarza i kiedy po wizycie w klinice odpoczywała w swoim ulubionym kącie.