Jump to content
Dogomania

jupol50

Members
  • Posts

    28
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by jupol50

  1. Z cyklu "Kocham Pana Panie Sułku ..." [url]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/a549d535b917e67f.html[/url] Laguna jest już nasza - wystarczyły dwa tygodnie, żeby psisko zaczęło się uśmiechać. Skóra robi się coraz gładsza, brzuszek powoli rośnie ;) nastroje do zabawy coraz częstsze. Towarzystwo domowe [url]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ffc0243bd3699235.html[/url] też nie ma nic naprzeciw, chociaż można jeszcze zauważyć pewien dystans .. Zaszczepiliśmy suczkę, wcześniej była na wszelki wypadek odrobaczona i już :) Tylko tak dalej! Pozdrawiamy wszystkich adopcjantów ;) Kielce
  2. Jak najbardziej wszystko OK. Dzisiaj pojechaliśmy do zaprzyjaźnionego weterynarza na pierwszą wizytę. Pan weterynarz zeskrobał trochę naskórka na posiew, żeby sprawdzić czy nie ma jakiegoś grzyba. Całe nasz zwierzyniec dostał też tabletki na odrobaczenie. Jak będzie OK to w przyszłym tygodniu szczepimy. Dzisiaj też po raz pierwszy odbyły się wzajemne gonitwy po całym mieszkaniu obydwu grzywek. Wygląda na to, że Gunia aklimatyzuje się w ekspresowym tempie. Tylko to białe, mokre świństwo, po którym trzeba chodzić w ogródku. Brrrrrrrrrr. Pozdrawiamy Kielce.
  3. Witamy Kielce.Garść zdjęć z wczoraj. Pozdrawiamy. [url]http://imageshack.us/photo/my-images/225/dd1final.jpg/[/url] [url]http://imageshack.us/photo/my-images/201/dd2final.jpg/[/url] [url]http://imageshack.us/photo/my-images/703/ddfinal3.jpg/[/url]
  4. Witamy po pierwszych dwóch dniach. Próbujemy trochę przemianować Lagunę na Gunię i wydaje się, że suczka reaguje bardzo dobrze. Jest zaborczym kolankowcem i lizawką. Poszerza z dnia na dzień swoje terytorium. Niestety musimy uważać na jedzenie, bo już potrafi odganiać koty od swoich misek, nie mówiąc o naszej kundelce Dusi i Rokisiu. Za to nie mamy żadnych problemów z zachowaniem czystości. Ogródek jest OK!. Pozdrawiamy Kielce.
  5. [quote name='Poker']Pani dzwoniła ,że dojechali szczęśliwie.Lagunka nie wymiotowała, całą drogę przeleżała u pani na kolankach. Po przyjeździe obiegła ogródek, posiusiała kilka razy i zrobiła koo.W domu obeszła wszystkie katy.Z Rokisiem machają do siebie ogonkami, zapoznianie sie z kotkiem też przebiegło przyjaźnie.Wrąbała miskę żarełka i wskoczyła na fotel.Dzielna dziewczynka. Pani obiecała , że jak ochłonie po wyjeździe, to zrobi zdjęcia i zamieści tutaj.Czekamy więc z utęsknieniem na widok szczęśliwej Lagunki w nowym domku.[/QUOTE] Lagunka dojechała cała i zdrowa. Dzisiaj mój mąż został w domu, w związku z tym cała zwierzyna była bardzo szczęśliwa. Lagunka zwiedzała dom i ogródek. Koty ją zaakceptowały, szczególnie Kasia. Na zdjęciu wszystkie zwierzaki na kanapie dooopka w dooopkę. Suczka spędziła noc w nogach u Pana, a Rokiś w objęciach Pani. Czasem się zastanawiamy, czy ten zwierzyniec jest dla nas, czy my dla niego. Pozdrawiamy Kielce. [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/264a198e703deea2.html[/URL] [IMG]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/264a198e703deea2.html[/IMG]
  6. [quote name='Poker']Laguna na sterylce , czekam na telefon ,żeby odebrać. Skóry się nie natłuszcza tylko nawilża. Przećwiczyłam to na Zuni. [...] Sunia już w do,ku.Wszystko dobrze poszło. Zęby i uszy wyczyszczone. Śpi opatulona kocykiem pod moim okiem.[/QUOTE] To super! Właśnie czekamy na sygnał, żeby móc ją zabrać do Kielc :) :) J&M
  7. Dziękujemy za słowa współczucia. Najgorsze jest poczucie winy, które w takiej sytuacji siedzi w człowieku. Obcując z psami od bardzo wielu lat powinnam umieć przewidzieć i takie zdarzenie. Przecież pies nie zatrzyma sie na brzegu chodnika, żeby się porozglądać. A kierowcy nawet na uliczkach osiedlowych też potrafią pędzić. Stało się i nic nie wróci życia Tinusi. Na szczęście Rokiś zachowuje się normalnie i jest beneficjentem podwójnej dawki miłości, co czyni go bardzo szczęśliwym małym pieskiem. Ja zaczęłam powoli wchodzić na portale adopcyjne, ale mój mąż jest na razie nieugięty, bo Tinusia była jego ukochaną suczką. Stwierdził, że drugiej takiej już nigdy nie będzie miał. Może kiedyś...... Pozdrawiamy Kielce.
  8. My niestety też nie. Rokiś jest jeszcze bardziej przylepny niż był. Na szczęście śpi spokojnie i je normalnie. My natomiast cały czas mamy w uszach jej pazurki na panelach. Kielce:-(
  9. Niestety wieści mamy tragiczne. W sobotę Tinka przez moją nieuwagę wpadła nam pod samochód. W chwili kiedy przejeżdżałam taczką przez furtkę, obydwie suczki Tinka i Dusia, wybiegły przed dom. Na nieszczęście naszą spokojną zazwyczaj uliczką osiedlową jechał jakiś wariat i Tinka wbiegła mu wprost pod koła. Nawet się nie zatrzymał. Żyła jeszcze chwilę i zmarła mi na rękach. Rozpacz. W domu cisza i smutny Rokiś. Na razie nie możemy się pozbierać. Pozdrawiamy Kielce.
  10. Bardzo przepraszamy. U nas wszystko w porządku, tylko ten czas tak galopuje. W tak zwanym międzyczasie Rokiś miał drugi raz operację, bo nagle znalazło się drugie jąderko. Pan weterynarz stwierdził, że jak ujawni mu się trzecie, to będzie świetny materiał na doktorat. Ja chodzę na spacery regularnie i to nawet spuszczona ze smyczy, bo podobno pięknie trzymam się nogi, a Rokiś niestety na smyczy, bo biega za psami. W czasie wakacji z moją Panią pływałyśmy w takim duuuużym zbiorniku z zimną wodą, ale ponieważ było gorąco, to nawet całkiem fajnie jest się tak zanurzyć. Rokiś bardzo protestował i nawet łap nie chciał zmoczyć. W ogóle to z niego straszny delikacik. Ostatnio byliśmy na spacerze, gdzie nasza Pani wymyśliła skrót przez wysokie trawy. Mnie w to graj skakałam jak zając, a Rokiś stanął w połowie drogi i Pani musiała go wziąć na ręce. Teraz jest wspaniale, bo znowu przyjechała Pani z Sosnowca. Co prawda Pan nas zważył i zagroził, że jeżeli w czasie pobytu cudnej Pani przytyjemy, to lodówkę podłączy do prądu. Nie wiem czy to możliwe, ale nie ma już przedśniadanek i pośniadanek tylko samo śniadanie i dopiero obiad. Nadchodzą niestety mokre dni, których bardzo nie lubimy. Jak jest chłodno, to nawet nam tak bardzo nie przeszkadza, natomiast jak jest mokro, to wolimy sikać w przedpokoju, co bardzo denerwuje naszą Panią. Ale generalnie jest super. Pozdrawiamy Grzywki.
  11. Przepraszamy, ale nasza Pani miała bardzo dużo zajęc i zabrała nam komputer na prawie miesiąc. W miedzyczasie dużo sie wydarzyło. Przede wszystkim nauczyłam się chodzic na smyczy. Na święta przyjechała do nas taka bardzo sympatyczna Pani z Sosnowca, która miała do mnie anielską cierpliwośc i to Ona właściwie mi wytłumaczyła, że to chodzenie na sznurku nie jest takie tragiczne. Najpierw spacerowałyśmy po ogródku, potem wynosiła mnie na ulicę i spokojnie znosiła moje humory. W końcu się poddałam i zaczęłam obwąchiwac trawnik sąsiadów i strategiczną latarnię. Potem to już poszło. Razem z Rokisiem chodziliśmy na długie spacery i było cudownie. Po kilku dniach moja Pani spuściła nas nawet ze smyczy i szaleliśmy w polach. Ostatnio poszłam z moją Panią na pierwszą wizytę towarzyską. Zachowywałam się bardzo poprawnie. Dałam się pogłaskac i cierpliwie znosiłam achy i ochy "co to za dziwny piesek bez włosów". Tylko trochę szkoda, że ta Pani z Sosnowca już wyjechała, bo z nią było bajkowo. Nie dosyc, że do południa kolana mieliśmy gwarantowane, to jeszcze drugie śniadanie i przedobiadek i obiadek i poobiadek. Potem trochę przerwy jak Państwo wracało z pracy i kolacja. P.S. Poprosimy o link do naszego małego następcy. Pozdrawiamy grzywki.
  12. Nasza Pani mówi, że bardzo trudno uchwycic jest całą piątkę. Udało jej się z trójką, ale jest cierpliwa. Ostatnio miałyśmy przechlapane, bo jak już rozgościłyśmy się na dobre, to zaczynamy rozrabiac. Rokiś trochę przesadził, bo zjadł ze stołu sernik i dziwił się, że dostał klapsa. Potem całe popołudnie nie wychodził z pokoju obrażony. Za to ja miałam Państwa na własnośc. Mnie też się oberwało, bo wyciągnęłam z Pani torebki błyszczyk do ust malinowy i cały pogryzłam. Pyszny. Pogryzłam też krem do rąk, ale ten był średni, bo oliwkowy. Kiedyś Pani zrobiła eksperyment i posmarowała na noc suchą skórę Rokisia jakimś balsamem. Potem się denerwowała, że ja przez całą godzinę pracowicie zlizywałam mu ten balsam i podobno strasznie mlaskałam. Rokiś nie protestował. Garśc zdjęc: kotka i ja na kolanach Pana, my na kanapie, Rokiś i ja przy komputerze, czarny kot i my czekamy aż coś kapnie i bezczelny czarny kot na naszym kocyku. [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/d88e9f7e9ce33a64.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/143cf3fe7450f41c.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ffdf38bddee92ab4.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/8a8b3fb21af69d74.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/287a9eb99db735b4.html[/URL]
  13. UFFFFF, chyba wszystko mam już z głowy. Pan weterynarz stwierdził, że jestem bardzo łatwym w obsłudze psem. Nie trzeba mnie golic przed operacją i nawet szwy zdjąłem sobie sam. Podobno wszystko w porządku. Też tak myślę, bo dla mnie nic się nie zmieniło. Temperament jaki miałem tak i mam. Jeszcze żeby było trochę cieplej. Bardzo lubię spacerowac, ale niestety marznę i z utęsknieniem czekam na tę prawdziwą wiosnę. Tiny nie da się wziąc ze sobą, bo jest konsekwentna w swoim uporze i każda próba zapięcia smyczy kończy się wierzganiem i szarpaniem. Trochę szkoda, bo ja już poznaję okolicę i bardzo mi się tu podoba. Państwa podzieliliśmy sobie po połowie. Pani jest moja a Pan Tiny. Chociaż czasem w kuchni najważniejsza jest ta osoba, która kroi coś na desce. Stuk noża o deskę potrafi wyrwac nas z najgłębszego snu. Niestety koty też. Pani stwierdziła, że zrobi kiedyś zdjęcie całej naszej piątce siedzącej w najlepszej zgodzie w kuchni, ze wzrokiem wbitym w plecy osoby krojącej. Opłaca się byc wtedy grzecznym i nie przepychac się, bo zawsze coś kapnie. Pozdrawiam Rokiś.
  14. Dzień dobry, jestem 100 procentowym przykładem powiedzenia "goi się jak na psie". Zabieg miałem w poniedziałek wieczorem, a we wtorek rano biegałem już po ogródku w pełnej formie. Najmniej przyjemna z tego wszystkiego była całoponiedziałkowa głodówka. Za to wtorek był mój. W żadnej misce nie miało byc prawa nawet okruszka karmy. Na razie nie odczuwam żadnej zmiany w moim temperamencie. Dzisiaj byłem w sklepie z moją Panią. Ona jest najbardziej odważna z całego domu i zabiera mnie w różne miejsca. Dzięki temu mam już obsikane wszystkie latarnie na mojej ulicy i kosze na śmieci. Nie umiem tylko wytłumaczyc mojej Pani, dlaczego interesują mnie pewne szczególne miejsca, które trzeba obwąchac i obsikac ze wszystkich stron , co czasem zajmuje mi trochę czasu a Pani się niecierpliwi. P.S. Wpisy kota proszę ignorowac. "nie będę się kopał z koniem" Garśc zdjęc [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/80800c10a27f55d3.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/5cb132aa6da9446e.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/eaceb4b6d5930f8b.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/a6ad52fd05cb012d.html[/URL]
  15. Dobry wieczór, to znowu my. UUUUUUUUUUU muszę się poskarżyc. Od niedzielnego poranka Państwo założyło mi na szyję chomonto, które nazywa obróżką i karzą mi w tym chodzic. Do południa protestowałam całą sobą, wszystkich po kolei prosiłam żeby mi to zdjęli i nic. Po południu dopieli do tego sznurek, który mi się plątał i bardzo mnie denerwował. W końcu położyłam się na kanapie i nie chciałam się ruszyc. Wtedy Państwo jak na złośc przygotowali w miskach dobre rzeczy, no i musiałam zejśc. Dobrze, że chociaż w tym można jeśc. Na dodatek Rokiś zniknął na półtorej godziny z młodym Panem i zwiedzał jakiś kamieniołom. Wrócił zachwycony i namawiał mnie żebym się nie wygłupiała, tylko pozwoliła się prowadzic na sznurku, to podobno będziemy wychodzili razem. Też coś. W poniedziałek zapięli mi smycz (tak nazywają ten sznurek) w ogródku. Biegałam z tym czymś dookoła domu, ale nie pozwoliłam się prowadzic. Swój honor mam. Trochę muszę powalczyc. Ale poważnie się zastanawiam, bo Rokiś w poniedziałek też zniknął na godzinę i podobno był na poczcie. Zazdroszczę mu, bo jestem ciekawa świata. Na razie pogodziłam się z obróżką, nawet w niej spałam. Z tą smyczą to jeszcze poczekam. Pozdrawiam Tina.
  16. Pisać nam się nie odechciało, tylko nasze Państwo pojechało na cztery dni na narty i odcięło nas od komputera. Ledwo przyjechało i już piszemy. Przez te dni było całkiem fajnie, bo młodsze towarzystwo pozwalało nam spać w nocy w łóżkach i karmiło bosko. Kto przyszedł do domu to napełniał miski, a my nie protestowałyśmy. Państwo trochę się zdziwiło stopniem zużycia karmy i wszczęło całkiem niepotrzebne śledztwo. Nie wiemy dlaczego mieli do nas pretensję i stwierdzili, że niezłe z nas obżartuchy. Zapowiedzieli rygor jedzeniowy. Zobaczymy. Jutro niedziela, może będzie sosik! Bardziej martwi mnie (Tina) zapowiedź pójścia na spacer na smyczy. Rokiś to olewa, bo już w swoim życiu na czymś takim chodził, ale ja (Tina) będę protestować. Państwo się odgraża, że jest cierpliwe. Ciekawa jestem co wymyślą, żeby mnie zachęcić do tego chodzenia na sznurku. Z radością opowiem Wam o tym eksperymencie. Pozdrawiamy Grzywki.
  17. Dobry wieczór, to znowu my. Mamy złe humory. Nasze Państwo w piątek po południu postanowiło nas zaszczepic. Jak postanowiło tak i zrobiło. Podsłuchaliśmy ich rozmowę przed wyjazdem, gdzie zastanawiali się, jak też ten pan weterynarz wbije igłę w tę naszą cienką skórę. A potem się dziwią, że nagle przed samym wyjazdem "gdzieś" znikamy. Tym razem był inny Pan (brat przystojniaka), starszy, z podejściem do mężczyzn. Rokisia załatwił tak, że po 10 sekundach było po zastrzyku. Ja trochę się dąsałam, bo nie było mojego faworyta, ale ten starszy też może byc, bo ma fantastyczną rękę do zastrzyków. Potem cierpliwie nam tłumaczył, że możemy byc osowiałe, marudne i nie miec apetytu. Też coś. Brak apetytu jak Państwo jedzą takie dobre rzeczy jak np. gruszki. Ale niestety miał rację. Nic nam się nie chce. Nawet szczekac. Przespałyśmy całą sobotę i niedzielę. Na dodatek w ogródku było już tak sympatycznie, sucho, a teraz znowu nasypało tego białego, mokrego świństwa. Państwo uparcie wypuszczają nas razem z Dusią, a przecież ona ma piękne futro i może nawet piętnaście minut biegac. MY trzy do pięciu i już wracamy. Choc dzisiaj Państwo zachowują się bardzo w porządku. Głaszczą, przytulają, w oczy zaglądają, nosa dotykają. Chyba trochę dłużej pochorujemy, bo jest nieźle. Pozdrawiamy Grzywki.
  18. Dobry wieczór, ale mieliśmy zabawę. Nasze Państwo przez dwa dni biegało za nami po ogródku sprawdzając nasze kupki. Na początku nie bardzo wiedzieliśmy o co chodzi, dlaczego to oni biegają za nami, a nie my za nimi. Trochę nam nawet przeszkadzali nie pozwalając się skupic na tak ważnej czynności. Dopiero jak okazało się, że nie mamy robaków, dali nam spokój i mogliśmy już bez przeszkód obszczekiwac przechodniów i sąsiadów. W efekcie tych dziwnych zabiegów jutro jedziemy do weterynarza się zaszczepic. Teraz trochę o kotach. Na początku znajomości zgodnie z cichą umową podłoga należała do nas, a parapety do nich. Teraz coraz częściej paradują przed naszym nosem i wybierają najbardzej nasłonecznione miejsca na dywanie. A przecież my też bardzo lubimy słońce i popołudniową drzemkę w jego plamie. Najciekawiej jest przy popołudniowym jedzeniu. Trzeba się bardzo spieszyc. Koty potrafią już zaglądac na naszych misek. Co prawda my równie chętnie zaglądamy do ich, ale to zupełnie inna sprawa. Na zdjęcich my z Panią, my z Panem i my z kotką. Pozdrawiamy Grzywki. [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/52a6f52ec7bc0ddc.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/8371bd856b512e68.html[/URL] [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/61ea992728e973a9.html[/URL]
  19. Weterynarz super. Młody, przystojny, z tak zwanym podejściem do kobiet. Ja (Tina) stałam na stole jak zaczarowana, grzecznie zjadłam tabletkę na odrobaczenie i dałam sobie obciąc pazury bez problemu. Natomiast Rokiś był wyraźnie zazdrosny i miał muchy w nosie. Tabletkę zjadł dopiero w domu i to w kawałeczku masła. Pan doktor się ucieszył, że będzie miał następne grzywki pod opieką. W przyszłym tygodniu mamy się zaszczepic to znowu go trochę poczaruję. A w domu jest coraz lepiej. Tylko niestety nie działa nasz hipnotyczny wzrok przy stole. Państwo karmią super, ale wyłącznie w miskach. Ostatnio zabrali nawet kocie miski z podłogi pod błahym pretekstem, że się zaokrąglam. Przecież jest jeszcze zima i muszę miec jakiś tłuszczyk. Dzisiaj zwiedzałyśmy balkon. Widac z niego ulicę i można poszczekac na przechodniów. Soboty z niedzielą są męczące przez to kręcenie się wszystkich. Może po południu się trochę zdrzemniemy. Lecimy na dyżur - drugie danie. Może kapnie trochę sosiku na suchą karmę. Pozdrawiamy grzywki.
  20. Dobry wieczór, to znowu my. Rozpoznałyśmy rytm nowego domu i wiemy już kiedy możemy spokojnie się wyspac, a kiedy cos ciekawego się dzieje. Generalnie najweselej jest po południu kiedy wszyscy wracają do domu. Wtedy możemy poszalec. I na rączkach pooglądamy cały świat i na kolanach posiedzimy i pogonimy się z kotami. Tylko te spacery. Dzisiaj Pani zafundowała nam traumę z kąpielą. Nie lubimy tego. Przecież właściwie to jesteśmy czyste. Potrafimy się nawet wylizac wzajemnie tak jak koty. Jedynym plusem po tej kąpieli było to, że siedziałyśmy w ręczniku na kolanach przez pół godziny i Państwo nas drapało i głaskało. Coś za coś. Podobno jutro nas chcą zabrac do zaprzyjaźnionego weterynarza w celu obcięcia pazurów, bo bardzo się ślizgamy po podłodze i nie wyrabiamy na zakrętach i schodach. Nam to właściwie nie przeszkadza, ale weterynarz ponoc sympatyczny i będzie nas miał pod opieką, więc może warto go poznac. Lecimy na Wiadomości. Nasze święte pół godziny. Pozdrawiamy Grzywki.
  21. Dobry wieczór, Proszę Państwa musicie nas zrozumiec. Mamy kłopoty z komputerem. Do południa kiedy jest trochę wolnego czasu, to Państwo zabiera laptopa ze sobą. Dostęp do niego mamy dopiero wieczorem, a i to nie przez cały czas, bo Oni podobno pracują. Usiłujemy z kolan to sprawdzac, ale same cyferki. Do południa jest nieźle, bo są trzy łóżka z pościelą nie chowaną i kanapa z kocykiem. Jesteśmy Im bardzo wdzięczni, bo jak Oni to rano ułożą, to trochę czasu nam to zajmuje zanim wszystko porozkładamy tak jak chcemy. Jedzenie też nie najgorsze. Koty dostają razem z nami, ale one jedzą na raty i często zdarza nam się spożyc swoje i jeszcze na deser trochę kociego. Nie bardzo wiemy dlaczego Państwo tak się dziwią, że lubimy pomarańcze. Przecież jest sezon i teraz są najlepsze. Największy problem to te spacery. Niby Pani nas ubiera, ale jak jest 16 stopni mrozu to niech sobie sama wychodzi z gołymi nogami. Trochę się na nas gniewała jak załatwiłyśmy nasze potrzeby na wykładzinie, ale obiecaliśmy Jej, że będziemy się starac wybierac terrakotę. UUUUUUUU Przegapiliśmy Wiadomości. Musieliśmy leżec w łóżku przy Pani a nie na kolanach u Pana. Lecimy na Pogodę. Do zobaczenia. [URL]http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/655f1469eaf36960.html[/URL]
  22. Dobry wieczór Państwu, Mamy na imię Tina i Rokiś. Przepraszamy za milczenie, ale byliśmy ostatnio trochę zajęci i dopiero teraz położylismy naszych Państwa do łóżka , więc możemy usiąśc i coś napisac. Dom jak dom. Stary kwadraciak z lat sześcdziesiątych, ale ogródek niezły. I duże drzewa do obsikania i iglaki i nawet trochę krzewów. Jest w czym wybierac. Na parterze są świetne kolana starszego Pana, ale niestety najcześciej zajęte przez tego kundelka niby "szi-tsu". Poczekamy, kiedyś zejdzie. Na górze jest w czym wybierac, tylko strasznie się kręcą. Jak już jedno siądzie to drugie wstaje i trzeba sprawdzic czy na pewno robi herbatę. Jak drugie siądzie to pierwsze idzie do łazienki i trzeba sprawdzic czy na pewno do niej trafi. Jak już siądą obydwoje to na ich kolana potrafią przyjśc bezczelne koty. Ratunek w młodych, bo Ci często leżą i czytają, albo siedzą przy komputerze i od biedy można się wcisnąc. Poza tym dyżur w kuchni musieliśmy zacząc od ósmej rano, a lodówkę przestali otwierac o jedenastej. Potem tylko dwie godziny przerwy ( patrz zdjęcie) i od trzynastej dyżur obiadowy. Pani mieliła mieso na pierogi i perfidnie wymieszała je nam z suchą karmą (po prawdzie nie całkiem suchą, bo polaną rosołkiem), ale sami wiecie ile czasu zajmuje wybranie samego mięska. A w tak zwanym międzyczasie młodzi wymyślili, żeby pochodzic z nami po ogrodzie. Przesada. Wyskakuje się na dwie minuty, szybkie siusiu i szuka sie wolnego łóżka z kapą do zagrzebania. Niezły jest Teleekspress i Wiadomości. Cztery pary wolnych kolan przez 15 i 30 minut. Teraz wreszcie jest całkowity spokój. Pan z Panią leżą w łóżku z książkami, a my między nimi z laptopem. Jeszcze tylko ostatnie wieczorne wyjście i mamy ich z głowy. Pozdrawiamy Grzywki. [URL]http://img413.imageshack.us/i/img0468jz.jpg/[/URL] - tutaj zdjęcie.
  23. Grzywki dojechały szczęśliwie i bez żadnych problemów. Są po pierwszym obwąchaniu sie z kotami i spacerze w ogródku. O zdjęciach nie ma mowy, bo są w pięciu miejscach jednocześnie. Może jutro. Pozdrawiamy.
  24. Grzywaczyki jadą do Kielc!!!!!!!!! Dziękujemy za trzymanie kciuków.
  25. Rodzina z Kielc się nie odzywa, ale pilnie śledzi wątek. Mamy nadzieję, że wizyta wypadła pomyślnie i psiaki do nas trafią. Zdjęcia są wspaniałe i jeszcze bardziej rozbudzają w nas nadzieję. Pozdrawiamy.
×
×
  • Create New...